Hej! Czy u was też jest tak gorąco? No dobra, chyba w całej Polsce jest tak samo (jeśli się mylę to nie krzyczcie, nie oglądam prognozy pogody). Zjadałam lody koktajlowe więc najgorzej chyba nie będzie. Przez ten tydzień obijałam się beszczelnie, tłumacząc się tym, że na obozie obijania nie było wcale, no dobra, trochę było, ale jak nikt nie patrzył. Teraz mam ambitny plan zabrania się za czytanie lektur na przyszły rok bo matura (czyli ogólnopolska katastrofa rocznika 96). Ale skończy się jak zwykle czyli przeczytam pierwsze 30 stron a potem odłożę na bok. W tej chwili jednak nawet się za lektury nie zabiorę, bo piszę posta i jak skończę będę szykować się na imprezę.
Właśnie, miałam pisać o obozie w..... Nie podam nazwy bo i tak tego na mapie nie znajdziecie, no dobra, może znajdziecie ale zajmie wam to dużo czasu. Na obóz nie chciałam jechać bo to raczej nie jest zgodne z moimi zainteresowaniami, bloga o pająkach, bielinkach i pliszkach żółtych nie założę przecież. Był to obóz przyrodniczy w takim miejscu gdzie zasięg był jak wykonałam pozę a`la Statua Wolności w USA. Ale po kolei, wsiadając do autobusu napotkały nas oczy osób skazanych na taki samo los jak my tylko, że z innych miast. Początek był straszny, nie było prądu, wody a z Werą latałyśmy z klapkami aby stoczyć walkę z wszystkimi nieproszonymi lokatorami. Podczas obiadu była okropna ulewa i burza, może odwołają zajęcia terenowe? Nic z tych rzeczy! Chodziliśmy w dzikim buszu w deszczu i szukaliśmy pajęczyn i pająków. Tak, pająków. To były najgorsze zajęcia z wszystkich jaki udało mi się przetrwać. Ale źle nie było. W następnych dniach wstawaliśmy o spartańskich godzinach bo o 7 już było śniadanie. Potem od 8 do 14 zajęcia terenowe, przerwa na obiad, od 15 do 18 zajęcia terenowe i od 18 do 19 zajęcia nieterenowe. Jak przypuszczacie po tych 10 godzinach zajęć każdego dnia nie chciało się nic, i jedyne o czym marzyłyśmy to pójść spać. Sytuacji nie polepszała kierowniczka, która była naprawdę okropna. Zero kultury, wiecznie gwiazdorzyła (Chyba nie zjadła snickersa! ...to nie był dobry żart) na zmianę w udawaniem ofiary losu i wszyscy mieli jej współczuć. Wchodziła do pokojów bez naszej wiedzy podczas gdy my łapaliśmy pająki, opowiadając potem przy obiedzie co w nich zastała, kontrolowała nas nawet w czasie wolnym i dziwiła się dlaczego nie wzięliśmy tego, tamtego i jeszcze tego nie mając ŻADNYCH wytycznych. Jeśli chodzi o minusy dodam jeszcze fakt, że pomimo upałów chodziliśmy ubrani w długie spodnie i bluzy, bo nikt nie chciał mieć bliskiego spotkania z kleszczem. Dobra teraz plusy. Było całkiem fajnie bo nasze nauczycielki, ppfof K. i pprof "jajestemtutylkonazastępstwie" razem z nami przeżywały ten obóz z takimi samymi odczuciami. Zajęcia były całkiem ciekawe, i gdyby nie tak wyładowany plan to lepiej przyswajalibyśmy sobie tę wiedzę. Na koniec dnia zawsze jadłyśmy czekoladę - nagroda, ze przetrwanie (i ćwiczenia z Mel B na nic). Poznałam naprawdę świetne osoby i szkoda, że nie mieliśmy więcej wolnego czasu aby lepiej się zapoznać. Było dobre jedzenie. Podsumowując, gdyby czas był lepiej rozplanowany to mogłabym tam spędzić nawet tydzień.
Teraz idę szykować się na osiemnastkę, łapcie zdjęcia i do napisania! :)


