Hej! Drugi post dzisiaj. Szaleję. Ale tylko patrząc na datę, dla mnie są to zupełnie dwa różne dni. Nie będę się rozpisywać co działo się dzisiaj bo nic szczególnego się nie wydarzyło. Wspomnę tylko, że dzisiaj jest dzień bloggera! Życzę wam, abyście robili i robiły nadal to co kochacie jak najdłużej, czerpiąc z tego wiele przyjemności! :)
Dzisiaj wspominamy jedna z najdłuższych wędrówek podczas tego wyjazdu. 5 km marszu w jedną stronę to nie jest dużo, ba, to naprawdę niewiele. Ale gdy doliczymy do tego ciągłą trasę pod górkę pokonywaną w nierównym tempie i pewną osobę która uprzykrzała wszystkim wyjazd to najlepszy rachunek niestety nie wyszedł. Ale patrząc na to z innej perspektywy (a takowa istnieje) stwierdzam iż był to całkiem fajny dzień. Widoki tego dnia były jednymi z najpiękniejszych, pogoda pomimo sporych upałów dopisała, opaliłam się jak nigdy, towarzystwo (z wyjątkiem tej jednej osoby) było wspaniałe (a i spaliłam całkiem sporą ilość kalorii ^^). W dodatku znaleźliśmy się na wysokości ok 1500 m n.p.m. więc coraz wyżej! (Mieszkaliśmy na wysokości 1050 m n.p.m.). Na koniec dodam w ramach ciekawostki, że ten szczyt na którym leży śnieg to Dent Parrachée, 3697 m n.p.m. - należy do Parku Narodowego Vanoise (nie wyglądał na tak wysokiego.; nie wiedziałam ze byłam na terenie parku narodowego. - ile ten wujek google wie!).
Hej! Nie żeby zaczął psuć mi się humor ale za chwilę szkoła. Zaczęła mnie dopadać mini depresja z tego powodu, więc dzisiaj zażyłam najlepsze lekarstwo na ten stan czyli udane zakupy, co nabyłam w dniu dzisiejszym zobaczycie jak skończą się posty o mojej podróży do Francji.
Dzisiaj na TVN leciała pierwsza część Harrego Pottera i Insygniów Śmierci. Oczywiście bez hektolitrów łez w momencie gdy Zgredek umierał się nie obeszło. [Zgredek nikogo nie chciał zabić. Co najwyżej pokiereszować albo poważnie uszkodzić.] I gdy zastanawiałam się co pokazać wam jako pierwsze wpadłam ana pomysł aby pokazać wam pewne miejsce przez które cały dzień miałam wspaniały humor. Pewnego dnia koncertowaliśmy w okolicznej katedrze. Po skończonym śpiewaniu ksiądz postanowił że zaprowadzi nas na krużganki koło kościoła. Gdy tam się znalazłam o mało nie zbierałam szczęki z podłogi. Serio. Krużganki wyglądały prawie jak korytarze z Harrego Pottera! Oczy miałam jak pięć złotych i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Potem zeszliśmy w piwnice a tam z kolei wyglądało podobnie do pomieszczenia w którym przechowywane było zwierciadło Ain Eingarp w pierwszej części. Nie wiem czy jest to skrzywienie czy choroba ale ja bardzo to lubię i nie mam zamiaru się z tego leczyć ^^
Zostawiam was zatem z kilkoma zdjęciami (wiem że wglądają prawie tam samo ale nie mogłam się zdecydować ^^) i do następnego! :)
Oprócz tego dzisiaj dowiedziałam się bardzo dziwnej rzeczy. Otóż ja
wiecie albo i nie, jestem fotoreporterem na lokalnej stronie
internetowej. Sprawa bardzo fajna ale dzisiaj dostałam dziwną informację
od właściciela strony konkurencyjnej i najpopularniejszej w okolicy.
Chodzi o to, że właściciel tamtej strony będzie potrzebował już niebawem
fotoreportera, i rzekomo mam nim być ja. Czyli że ma zamiar przechwycić
mnie od firmy w której obecnie pracuję. Sprawa jest dla mnie na tyle
dziwna i skomplikowana że stwierdziłam że nie chcę dorosnąć bo podobne
sytuacje będą nieodłącznym elementem. Cholibka. Ale koniec mojego
biadolenia o pracy.
Hej! Wróciłam! Wypoczęta, uśmiechnięta i pełna różnorakich wspomnień
(lepszych i gorszych, a jakże inaczej!). Poznałam wspaniałych ludzi, m.in. Sarę, Anię i Dawida. Nie wspominam już o zdjęciach
których jest po prostu cała masa, w połowie wyjazdu było ich tysiąc, w
efekcie jest 1500. Zaszalałam, i to bardzo! Ale widoki były tak
wspaniałe że nie sposób było im zrobić zaledwie kilka fotek. Teraz
zapewne będę je segregować aby maksymalnie zmniejszyć ich ilość. Część z
nich zobaczycie i przeniesiecie się ze mną w Alpy. Ale zanim to nastąpi
(zaczynamy od następnego posta) chciałabym się pochwalić że
częstotliwość pisanych przeze mnie postów będzie od pewnego momentu
ulegać zmianie, i to na plus! Gdyż przymierzam się do zakupu laptopa!
Sama nie mogę w to uwierzyć i również nie mogę się doczekać bo to będzie
spełnienie jednego z marzeń! Jak już to cudeńko będzie u mnie to z
pewnością się o tym dowiecie :)
A teraz zostawiam was z jednym zdjęciem z wyprawy w Alpy i do następnego posta! :)
Sama nie wierzę w to co robię ale dodaje moje zdjęcie, jedno z tych ulubionych. Nie przeraźcie się tylko. A, i dziwnie mi podwiało koszulkę :p
Hej! Znowu wyruszam w drogę! Zaplanowałam tego posta bo teraz z pewnością siedzę w autobusie i przysypiam w słuchawkach na uszach. Wczorajsze pakowanie było straszne, nie lubię się pakować. Ale o tym już wiecie :D Droga jest strasznie długa więc będziemy jechać dwa dni z noclegiem w Norymbergii. A potem już tylko góry! Będziemy dużo chodzić i podziwiać alpejskie widoki. Mamy pójść zobaczyć jakiś wodospad oraz jednego dnia wybywamy do Włoch do Turynu! :)
Już się obawiałam, że będziemy tylko siedzieć a jednak nie. Nie lubię nic nie robić będąc za granicą!
Fotorelacja oczywiście będzie jak tylko wrócę bo nie będę miała dostępu do internetu przez ten cały czas. Wy trzymajcie się ciepło, wykorzystujcie w pełni końcówkę wakacji i do zobaczenia za 12 dni! :)
Hej! Jest jeden powód aby lubić deszcz. Czyli to co po niej następuje. Mowa tu o tęczy! Dzisiaj gdy wróciłam z warsztatów teatralnych zaczęłam nadrabiać zaległości na internecie aż nagle zawołała mnie mama i powiedziała ze mam wyciągnąć aparat i spojrzeć za okno. Moim oczom ukazała się piękna tęcza! Od razu zabrałam się do roboty i zaczęłam robić zdjęcia. Postanowiłam, że skoro i tak nie mam pomysłu co wam pokazać na blogu to czemu nie jedne z tych zdjęć? A nawet mi się podobają. Jednak zrobienie zdjęcia tęczy jest niczym w porównaniu z tym jakie wyzwanie postawiłam przed sobą. Mając przy sobie lepszy (służbowy ^^) aparat mogę pokusić się o zrobienie zdjęć piorunom. Będzie to niełatwe wyzwanie bo zdaję sobie z tego sprawę że uchwycić ułamek sekundy jak pojawia się to na niebie jest niesamowicie trudno. Druga kwestia jest taka że strach dla mnie będzie stanąć przy otwartym oknie gdy za nim będzie szalała burza. Ale wierzę, że to mi się uda. Teraz jak nigdy wyczekuję na burzę z piorunami :D
Zbliża się wyjazd. Nie mogę się doczekać!!! :) Ale ostatnio zaczęłam się martwić o parę kwestii. Dowiedziałam się, że nie mamy zbytnio żadnych konkretnych planów co będziemy robić każdego dnia. Nie przepadam za takim typem organizacji w szczególności jeśli chodzi o wyjazd na dłuższą metę. (jadę na 12 dni! - 12 dni bez blogowania! Jak ja to wytrzymam! ;_; ). Podobno na miejscu będę osoby które będą nas oprowadzać po różnych miejscach. Pozostaje mi tylko zaufać! Ale na wszelki wypadek przygotuję kilka fajnych miejsc które można zobaczyć będąc na miejscu. Marzę aby odwiedzić dwa miejsca: Genewę w Szwajcarii 186 km (zwiedzić, wbrew wszystkiemu, zwiedzanie nie musi być złe. Nie przepadam za zwiedzaniem oklepanych polskich miast typu Warszawa czy Kraków, nie przemawia to do mnie, ale jeśli chodzi o zagraniczne miasta to czemu nie? ^^) oraz przez jeden dzień wyleżeć się nad Morzem we Włoszech w okolicach Savony 242 km. Teraz poszukam kilku innych atrakcji, kto wie może jak coś podszepnę to uda się zobaczyć chociaż jedno z tych miejsc :D
A teraz idę zrobić rzeczy które wiecznie odkładam na później, do napisania już niebawem!
PS Skróciłam trochę włosy, nie jest to jakaś zauważalna różnica ale ja ją czuję i jakoś wygodniej takie włosy mi się nosi ;)
Hej! Wiecie co? Wypadałoby coś napisać. Ale nie mam bladego pojęcia co. Ostatnio zaczęłam myśleć jak szybko mijają te wakacje i nim się obejrzę znowu będę iść krzywymi chodnikami (a jakże!) uginając się pod ciężarem książek. Zostały tylko trzy tygodnie błogiego lenistwa, niby to dużo ale podsumowując, zleci to jak z bicza strzelił. Tym bardziej, że ten nadchodzący tydzień będzie dla mnie wyjątkowo krótki i będę miała mało czasu tylko dla siebie. Praca, a potem szybko będę biec (i tak spóźniona) na warsztaty teatralne, spoko, ale cały dzień będę miała zawalony. Za to już w piątek wyjeżdżam na blisko dwa tygodnie za granicę: najpierw na noc w Norymberdze, Potem do Modane w Alpy, tam spędzimy resztę czasu oprócz ostatniej nocy, którą spędzimy również w Norymberdze (ale nieskładne to zdanie :p). Niby fajnie, sama bardzo cieszę się na ten wyjazd ale wizja powrotu do domu gdzie za chwilę zacznie się szkoła nie daje mi tego spokoju. Dzisiaj zaczęłam marzyć o wylocie do Irlandii na jakiś tydzień, oderwać się od tej rzeczywistości i przenieść się w inny wymiar. Odwiedziłabym kuzynkę w Galway. Wprawdzie ona tam pracuje i nie miałaby dużo czasu dla mnie ale mi by to nie przeszkadzało. Lubię sama odkrywać nowe miejsca, trochę ze mnie typ podróżnika samotnika. Spodobało mi się to w zeszłym roku gdy miałam czas wolny w Słubicach. Bez mapy i totalnie spontanicznie wybrałam się na zwiedzanie miasta, w tym roku to powtórzyłam. I spodobało mi się to na nowo. Myślę, że byłoby to ciekawe doświadczenie. (Prawie) Sama w obcym mieście gdzie prawie nikt nie mówi po polsku. Nawet interesująco byłoby usiąść na jednej z ławek w centrum i poobserwować ludzi. Kiedyś wybiorę się w taką podróż, zobaczycie.
Poniosły mnie marzenia... jak zwykle zresztą. Jak już coś zacznę rozkminiać to nie mogę przestać, taka już jestem i tyle. Ale co to by nie było tak pusto dodam jeszcze kilka zdjęć z mojego lipcowego wyjazdu do Niemiec, bo nie wszystkie zdjęcia ujrzały światło dzienne (a i nie wszystkie ujrzą ^^)
Dzisiaj zapraszam was w podróż do Düsseldorfu! Byłam tam jedno popołudnie ale to wystarczyło aby poznać kawałek tamtejszego miasta i zachęcić do powrotu tam i obejrzenia reszty tamtejszego świata. Najbardziej zachwyciła mnie tamtejsza architektura! Ni mogłam się na to wszystko napatrzeć! *.* Była to niedziela 7 lipca, upały jakich moje blade nogi dawno nie widziały. Rodzina u której mieszkałam z koleżanką zabrała nas tam jako ciekawy element wycieczki do Niemiec. Najpierw krótki spacer po mieście a potem lody i woda z lodem i cytryna na ochłodę na deptaku przy rzece. Było bardzo fajnie, miło wspominam to popołudnie :)
A teraz kończę wyjątkowo moje długie wywody (Dzisiaj miałam w sobie coś z Mickiewicza chyba, i tak dobrze że nie zaczęłam pisać wierszem :p). I zostawiam was z porządną dawką zdjęć, nowym utworem jednej z moich ulubionych piosenkarek i pozytywną energią na dzień jutrzejszy! :)
Do następnego!
Ekskluzywne samochody, faceci w czerni i eleganckie wnętrze hotelu podziwiane niestety tylko zza okien. Marzenie *.*
Mam słabość co do robienia zdjęć cieniom ^^
Tylko nie myślcie, że są to schody! To fontanna! ;)
Dla ochłody :)
A tutaj showroomy, Calvin Clein, Hugo Boss, Armani i wiele innych! Wiecie że Düsseldorf to najbardziej wpływowe miejsce mody w Niemczech? Więcej o tym tutaj KLIK I pomyśleć że byłam tak blisko! ♥
PS Obejrzałam ostatnio dwa filmy "I że Cię nie opuszczę" i "Kac Vegas"
PPS Ch*lera. Zapomniałam o inspiracyjnych piątkach.
Hej! Jak wam minął dzień? Mi bardzo fajnie i gorąco! Na taką pogodę nie mam co narzekać tylko się cieszyć bo przecież od tego jest lato! Niedawno wróciłam znad jeziora i nadrabiam blogowe zaległości. A konkretnie to słucham namiętnie piosenki co jest powyżej. Mam straszną słabość co do tego zespołu, odkryłam go jakiś czas temu i nie sądzę aby znudził mi się za szybko, trafia 100% w mój gust. A mówiąc nadrabiam blogowe zaległości to miałam na myśli jak na razie jednego bloga, Kristiny. KLIK Kocham! Mogłabym oglądać go dzień i noc i niepodważalnie zaliczyć go mogę do kanonu moich ulubionych blogów. A gust mam dość wybredny, mało jaki blog wciąga mnie na tyle aby obejrzeć wszystkie posty od początku do końca a ten takowy jest. I nie przeszkadza mi, że jest w prowadzony w języku angielskim, tłumaczę zawzięcie żeby tylko niczego nie pominąć! To dopiero poświęcenie ;) (Nawet początek posta ściągnęłam z bloga Kristiny, ale to tylko chwilowe, chyba ^^)
Ostatnio zgrupowałam wszystkie letnie zdobycze i zrobiłam im jedno zdjęcie, są to kosmetyki które oprócz tych baaaaardzo podstawowych używam codziennie albo prawie codziennie. Można powiedzieć, że są to ulubieńcy lata i do końca tych wakacji na pewno się z nimi nie rozstanę, a niektóre z pewnością zostaną na dłużej! To zaczynamy! Od lewej: próbka kremu BB z Vichy, ma duży filtr i jest całkiem wydajny jak na próbkę co jest dużym plusem ale niestety jeśli o mnie chodzi na zimę i późną jesień się nie nadaje bo wtedy moja bladość osiąga apogeum a nie chcę traktować mojej skóry ciemnymi faktorami. Na lato nadaje się idealnie, ale mimo wszystko na pełnowymiarowy produkt raczej się nie skuszę, głównie z powodu ceny... Odżywka z Gliss Kur. Wszyscy znają ale ja dopiero teraz skusiłam się na ową butelkę gdy dojrzałam ją na promocji w niemieckim Realu. I wiecie co? Pokochałam! Kolejny w kolejności to perfum od Elizabeth Arden Green Tea. Długo się utrzymuje a zapach jest świeży i według mnie posiada nutkę słodyczy, w końcu znalazłam ten idealny! Następny jest balsam z Dove, piękny zapach i wystarczająco nawilża, koi również moją z lekka spaloną skórę, dlatego znalazł się w ulubieńcach. Masełko karmelowe z Nivea, moje drugie opakowanie gdyż pierwsze gdzieś zgubiłam ;_; Kocham je za wszystko nawilżanie, wydajność i zapach! Krem do rąk z Avon o zapachu wanilli - i wszystko staje się jasne! Pomadka z essence nr 52 In The Nude, nawilża, daje fajny naturalny efekt na ustach, długo czegoś takiego szukałam i znalazłam. Kolejne mazidło do ust tyle że tym razem z Avon, poręczny sztyft, ładny malinowy zapach i fajnie nawilża. Przez całe lato zawsze w kieszeni! Żel pod prysznic z Palmolive, całkiem nieźle myje i ma fajny letni zapach mandarynki - więcej nie wymagam. I na deser miętowy lakier z Pepco, numer bodajże 15. Raz trzymał mi się z topem około tygodnia więc jest super, teraz gości na moich paznokciach na zmianę razem z nudziakiem z Virtual.
Ja już kończę moje wywody o ostatnich ulubieńcach i idę spać bo jestem wykończona po wyprawie nad jezioro. Do następnego! :)
A na deser zdjęcie z dzisiejszego wypadu nad jezioro. Uwielbiam zachody słońca!
Hej!
Dawno mnie tutaj nie było, głównie przez brak czasu (o dziwo!) zawsze jak zabierałam się do pisania posta to coś mi przeszkadzało w efekcie czego nie mogłam go dokończyć. Ale jestem tak samo jak nowy post i nowy miesiąc! :)
Do domu wróciłam porannym autobusem w czwartek, zanim porozmawiałam z mamą, zrobiłam zakupy do domu i się rozpakowałam minął cały dzień, w piątek cały dzień spędziłam na basenie u babci a wczoraj zobaczyłam się nareszcie z M. Nie widziałyśmy się strasznie długo chociaż mieszkamy w tym samym mieście! Ale to nadrobiłyśmy i w najbliższym czasie mamy plan znowu się zobaczyć! :)
Ale wracamy do tematu posta! W czwartek gdy robiłam zdjęcia na miejscową stronę spotkałam kolegę z klasy, chwilę rozmawialiśmy a strzęp rozmowy wyglądał tak:
"-Jak Ci mijają wakacje?
-Szybko..."
Zdecydowanie za szybko! Nawet nie zauważyłam jak minął cały lipiec i już jesteśmy na półmetku!
knajpka w Szczecinie na Wałach Chrobrego * fontanna - Wały Chrobrego * Schlossburg
Düsseldorf * upalne dni nad jeziorem * duża dawka słońca
druga wizyta w Szczecinie: Kaskada * kolejny wypad do Słubic * ochłoda przy fontannie
A to już widok zza okna, pochmurno jakoś tak, wczoraj w nocy burza i dzisiaj rano znowu -.-