Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2014

W poświątecznym klimacie czyli kilka zdjęć


Hej! Święta minęły, bardzo szybko i we wspaniałej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie, radośnie i śpiewająco. Dzięki Świętemu moja biblioteczka jest bogatsza o aż pięć tytułów. Trafiła tam cała trylogia Igrzysk Śmierci (miałam w tym swój udział szczerze mówiąc...) oraz dwie brakujące części Harrego Pottera (2 i 7 konkretnie). Do poszerzenia mojej biblioteczki o jeszcze jeden tytuł przysłużyła się okazja Biedronki - Bezcenny Zygmunta Miłoszewskiego. A zastanawiam się również nad Martwą Strefą Kinga. Jest tyle fajnych książek, a tak mało czasu! W czasie Świat odbył się doroczny koncert kolęd naszego chóru. Zwykle nie bywałam na nim gdyż tego dnia zawsze z rodzicami wyjeżdżaliśmy do Gorzowa. Tym razem się wyłamałam, powiedziałam że chcę być na koncercie. Znalazłam autobusy z mojego miasta do Gorzowa więc nic więcej nie stało na przeszkodzie. Tylko z pozoru.  Koncert był prześwietny (pewna osoba o rudych włosach się spóźniła i zwracała uwagę przy przeciskaniu się pomiędzy ludźmi co nie nikło mojej uwadze :D) i trwał zbyt długo. Nie przewidziałam tego zupełnie więc gdy przy schodzeniu do szatni dowiedziałam się, że do odjazdu autobusu mam 20 min, a muszę przejść pół miasta, po czym zostawić rzeczy w domu a potem dojść na przystanek - ogarnęła mnie panika i chyba pobiłam rekord w bieganiu i przebieraniu się jednocześnie. Jednak w Święta zdarzają się cuda i tak oto uratowała mnie owa ruda osóbka zwana Alą i jej chłopak (powstrzymałam się przed użyciem słowa na J),  absolwent chóru przy okazji. Podrzucili mnie do domu dzięki czemu zdążyłam na autobus, ba, czekałam na niego na przystanku! W mieście panował nietypowy nastrój, nie było żywej duszy, śnieg pokrywał wszystko dookoła, a z oddali słyszałam kolędy. Urok 2 dnia Świąt :) A po Świętach rozpoczęły się zimowe wyprzedaże. Miałam kilka rzeczy do kupienia więc chcąc nie chcąc ruszyłam do gorzowskich galerii. Ogrom ludzi obecny w centrum handlowym przerósł mnie kilkukrotnie. Na dłuższe poszukiwania rzeczy się nie odważyłam. Wróciłam z kalendarzem, naszyjnikiem i materiałem do przedłużenia sukienki na studniówkę. Wszak lepsze to niż nic. Co nie zmienia faktu, iż muszę wybrać się na zakupy jeszcze raz w poszukiwaniu innych, równie ważnych rzeczy na tę nieszczęsną studniówkę, a następnie jej poprawiny. Ale, najważniejsze - czyli sukienka - jest, więc zbytniej paniki rozsiewać nie będę. 

Po powrocie do domu, zjedzeniu tony mandarynek i innych poświątecznych pyszności, po których mój żołądek ogłasza strajk skontaktowałam się z Alą. Podbijałyśmy kolejne ciucholandy w poszukiwaniu elementów strojów na sylwestra. I wybrałyśmy się na zdjęcia. Oczywiście w parku przed szkołą, bo jakżeby inaczej! Zdjęcia wyszły całkiem fajnie co nie zmienia faktu iż trzeba sesję powtórzyć gdy napada więcej śniegu. Ale mam nadzieję, że moje przeziębienie zniknie... 

O Sylwestra nie pytajcie, spędzę je z Gwiazdami Hollywood i Lordem Somersby. Impreza klasowa nie wypaliła, a i tak następnego dnia śmigam do pracy, załapałam się na inwenturę. A to oznacza nieprzespaną noc więc w Sylwestra nie będę się przemęczać. Mam nadzieję, że uda mi się coś tutaj dodać więc czekajcie cierpliwie! Do następnego! :)

fot. Ala and me

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Bo każdemu trochę wiosny i luksusu się należy czyli tulipany i ck


Hej! Pisząc tego posta drżę ze strachu. No dobra żartuję. Ale napisze najpierw o co chodzi. Facebookowe nominacje pod hasłem "zdjęcie z dzieciństwa albo czekolada". Łańcuszek rozprzestrzenia się jak epidemia, najpierw oglądałam to zjawisko z daleka, a teraz całe morze tych nominacji spływa z tablicy. Mam nadzieję, że mnie nie dopadnie, ja nie chcę! Chociaż sama idea nie jest w sumie zła, na pewno lepsze to niż popularne jeszcze niedawno wybicie jednego piwa na raz. 
A co do mojego dnia, pewnego dnia nie miałam czasu na porządną naukę na sprawdzian z geografii. A jak dzisiaj go otrzymałam byłam jak zahipnotyzowana, w końcu 46,5/48 punktów ot tak zdobyć nie można. Przyznaję, że Ala czuwała i pomogła mi w pewnej kwestii co nie zmienia faktu iż nadzieja na zdanie matury z geografii już jest. Przewidziałam również kartkówkę z historii, szkoda tylko, że dopiero na minutę przed słowami pełnymi grozy "wyciągamy karteczki". Więcej atrakcji nie było, po południu jeszcze chór i zajęcia z rysunku technicznego. Potem wróciłam do domu i zawinęłam się w kokon z kołderki, mam zamiar tak spędzić resztę wieczoru. 

Dzisiaj mam dla was post ze zdjęciami które wprost ubóstwiam. Wczoraj wspominałam, że weekend spędziłam w Gorzowie. Pierwszego dnia chodziłam na pół przytomna więc na nic konstruktywnego mnie nie było stać. Drugiego dnia za to pobawiłam się z kuzynką, próbowałam znaleźć jakieś perełki na giełdzie. Niestety łowy były nie udane a ja myślałam że szczęście tego dnia mnie opuściło. Jakże się myliłam! Wracając z giełdy zatrzymaliśmy się na chwilę  w centrum. Gdy rodzice poszli do Lidla ja stwierdziłam że wskoczę do Pepco. Obejrzałam cały wnętrzarski asortyment jednak nic nie powaliło na kolana. Już miałam wychodzić, ale stwierdziłam że zerknę jeszcze tylko na dział kosmetyczny. Byłam w szoku jak zobaczyłam produkty Calvina Kleina. Pierwsza reakcja, podróbki. Jednak był czarny lakier, którego mi brakowało, gdyż nie raz potrzebowałam już lakieru w tym kolorze. A co mi tam, biorę! Miałam jeszcze chwilę czasu więc poszłam do Lidla. Moim oczom ukazały się stosy tulipanów. Stanęłam jak wryta, jeszcze bardziej mnie zamurowało gdy zobaczyłam ich cenę. 1,99 za bukiet 7 tulipanów. Szukałam haczyka. No nic! Przestałam narzekać i cała w skowronkach poleciałam z dwoma bukietami do kasy. Teraz moje tulipany stoją w wazonie i cieszą oko! Chyba muszę wprowadzić zwyczaj aby od czasu do czasu w wazonie stały świeże kwiaty, nie zdawałam sobie sprawy jak taki detal potrafi ożywić wnętrze! Gdy wróciłam do domu poszukałam czegoś na temat kosmetyków ck w Pepco. I wiecie co się okazało? To są oryginały. Podróbki to nie mogą być gdyż ich sprzedaż jest karalna, a na takie coś nie może pozwolić sobie sieć sklepów rozsianych po całej Polsce. I tak oto mogę szpanować kochani! A tak na serio, jeśli kręcą was marki takie jak ck to ruszajcie do Pepco, ja na razie rezygnuję, nie potrzebnie jest mi tego aż tyle ;)

Nie sądziłam, że rozpiszę się tak o tulipanach i lakierze do paznokci. 
Dobranoc! :)

środa, 26 lutego 2014

Wiosna w powietrzu czyli niedzielny spacer


Hej! I ponownie nie mam pomysłu jak zabrać się za pisanie posta. Kryzys nadszedł niespodziewanie i trochę się utrzymuje. Nie zamierzam bloga zawieszać bo dzieje się dużo rzeczy, które chciałabym uwiecznić. Teraz też ale czasu brak. A i nie chcę was zanudzać postami typowo lifestylowymi, najlepiej było jak rozpisałam się na objętość połowy "Pana Tadeusza". Hohoho.Więc zamierzam wprowadzić tutaj kilka zmian. Pierwsze już zauważyliście, tu i ówdzie drobne poprawki. Teraz zamierzam dodawać posty bardziej... ambitne? Chyba zwą się tematycznymi. Ot co! Z super nudnych (przynajmniej dla was) zapisów dotyczących wrażeń z mojego życia nie zrezygnuję, ale postaram się je ograniczyć. Zamierzam zwiększyć ilość wątków podróżniczych, nie tylko ograniczać się do moich podróży. Szczegółów nie zdradzam bo nutka tajemniczości jest dobra (w początkowej wersji miało być "jest jak wisienka na torcie" ale to byłoby zbyt głupiutkie). Może zaserwuję wam dawkę przeglądów ubrań (Stwierdziłam że mogę się lansować na prawdziwą faszjonistkę, kupiłam Elle i w porywie niedzielnych zakupów wzięłam z H&M gazetę na wiosnę 2014. W owych magazynach przeczytałam, że modne są frędzle -mam je przy połowinkowej sukience - a i dresy można nosić na co dzień, a akurat dostałam jedną parę od cioci. Jest szał!). Się okaże, na razie w głowie mam piątkowe połowinki (na które niespecjalnie się cieszę) i recytację "Pana Tadeusza". Ale te traumatyczne wydarzenia leczę piosenkami z bajek Disneya, a jutro będę leczyć pączkami.

Choć do kalendarzowej wiosny daleko, to co jest za oknem nie wskazuje na zimę. Pogoda dzisiaj: 11 stopni i słońce, chwilowe zachmurzenie. Hohoho mogę robić za pogodynkę. Ale przez tą sprzyjającą aurę poziom dobrego humoru wzrasta. A co za tym idzie głupawkowe nastroje na lekcjach i spacery po nich. W niedzielę z kolei (weekend w Gorzowie!) po super szybkich zakupach wybraliśmy się z rodziną na spacer za miasto. Pochodziliśmy po lesie, koło jeziora. Kilka fotek widzicie poniżej. Jednak euforia dopadła mnie wtedy gdy z daleka zobaczyłam piękny pałac z wieżą. Automatycznie się w nim zakochałam i namawiałam rodziców abyśmy tam pojechali, ale plany spaliły na panewce i zostało mi podziwianie jego fragmentów z daleka. Potem sprytnie wyguglowałam i znalazłam go na internecie. Spójrzcie! KLIK. Kiedyś pojadę tam zrobić zdjęcia. Nie wiem jak ale pojadę. 

A teraz mykam (toprzezAlę) do matematyki i Tadzika. 
Do następnego! :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Efekty wyprzedażowych wojaży czyli "haul"


Hej! Co u was słychać? Jak przystało na mnie, postanowiłam nie ruszać się z domu przez pół dnia i leniłam się przez ten czas. Teraz postanowiłam zrobić coś bardziej pożytecznego i napisać posta. W międzyczasie porządkuję swoje cele na 2014 rok, chcę aby to, co sobie postanowię, zmieniło mój styl życia na lepszy i bardziej efektywny. Przedstawię je tutaj później. Dzisiaj będzie post, bardziej na luzie, pokażę wam moje poświąteczne wyprzedaże łupy, zdobyte podczas sobotnich wojaży. 

Naszym  pierwszym punktem w zakupach był sklep Jysk. Głównym celem było zdobycie krzesła do mojego pokoju. Chciałam czegoś bardziej nowoczesnego i nieszablonowego, a jednocześnie odpowiadającego moim wymaganiom. Postawiłam na to: KLIK. Na tę chwilę jestem bardzo zadowolona, ale nie wiem jak sprawdzi się "w akcji" czyli podczas długiego spędzania czasu przy biurku. Przy okazji dobrałam poduszkę KLIK oraz dwie ramki do zdjęć (chociaż swoją drogą, same napisy bardzo mi odpowiadają). Następnie udaliśmy się do galerii gdzie poczyniłam kolejne zakupy. Nieuchronnie zbliża się rok 2014 z nim połowinki i jak dobrze pójdzie, osiemnastki. Chociaż jestem stuprocentową anty fanką spódniczek/sukienek to w moim mniemaniu nie wypada iść na połowinki w spodniach. Wpadłam do Sinsay, który bezapelacyjnie uznaję za mój ulubiony sklep. Wyszłam bardzo zadowolona z bilansem: dwie "małe czarne" KLIK i KILK, czarne balerinki, kolczyki i naszyjnik. Już nie muszę się martwić o to, w co się ubiorę na 18 koleżanek i na wspomniane wcześniej - połowniki. Potem wpadłam do H&M gdzie dorwałam na wyprzedaży kolczyki i pierścionki z symbolami znaków zodiaku. Następnym punktem było Super-pharm. Skorzystałam z promocji i zakupiłam mój ulubiony zapach: Green Tea by Elizabeth Arden oraz zapas pudru z Rimmela (skorzystałam z promocji -40%). Na samym końcu wyruszyłam na poszukiwania idealnego kalendarza. Znalazłam bliski ideałowi w Empiku. Jestem z niego bardzo zadowolona i niezmiernie cieszę się z tego zakupu. I to koniec moich jakże obfitych zakupów!

Kończę moje wywody i zmykam szukać jakiś prostych przepisów na jutrzejszą noc, gdyż postawiłam na  piżamowy wieczór z filmami! Do jutra! :)

niedziela, 29 grudnia 2013

Święta i po Świętach czyli co się u mnie działo


Hej! Ale ten czas szybko zleciał! Pamiętam jak odliczałam kolejne dni do świąt, a teraz siedzę i... siedzę. (Swoją drogą wiecie że to drugie święta, podczas których jestem w blogosferze?)Bo na dobrą sprawę oprócz tego, że dla was piszę nadrabiam wszystkie zaległości jakie nazbierały mi się przez Święta. Myślę również o tym co będą robić w Sylwestra. Chyba imprezy nie są dla mnie bo po raz kolejny spędzę je w gorzowskim zaciszu z TVP 2. Totalne szaleństwo, nie ma co. Chyba, że coś się zmieni, w co szczerze wątpię. Ale narzekać nie będę, najwyżej wymyślę sobie jakieś całkiem inteligentne zajęcie. Może podsumuję rok? Nie byłoby to głupie. Tym bardziej, że na początku stycznia przypada 2 rocznica prowadzenia bloga, jeeeeeeej! Ale dość o tym, opowiem wam o rzeczach mniej lub bardziej istotnych, które się u mnie działy.

Wigilia, jak każdego roku spędzana u dziadków. Więcej pisać nie będę, zapewne wyglądała podobnie do tych w waszych domach! :) Pierwszego dnia Świąt spotkaliśmy się u dziadków z częścią rodziny, a wieczorem wszyscy do mojego wujka. Drugiego dnia świąt od rana mieliśmy jechać do Gorzowa, przez co miałam opuścić coroczny koncert kolęd. Jednak 20 minut przed piętnastą siedząc w samochodzie spytałam się rodziców, że może jednak poszłabym na koncert kolęd. Godzinę w tą czy w tamtą nic nie zmieni. Sądziłam, że się nie zgodzą. Jednak gdy po chwili zastanowienia odpowiedzieli, że czemu nie! Skakałam z radości! W zaskakująco szybkim tempie przebrałam się w chórowy strój, balerinki założyłam na gołe stopy bo nie miałam czasu! O 15 jest koncert! Do kaplicy dotarłam na chwilę przed rozpoczęciem. Mina moich znajomych i dyrygentki była bezcenna. Tym bardziej, że od dawna wiedzieli, że mnie nie będzie. A koncert był wspaniały, nawet jeśli w stopy było mi troszkę zimno. Po zakończeniu chwyciłam płaszcz i szalik i prosto w stroju chórowym wsiadłam do samochodu rodziców którzy czekali przed kaplicą, i ruszylismy do Gorzowa! :) Tam spotkaliśmy się z kolejną częścią rodziny. Po świętach korzystając z tego, że byliśmy w Gorzowie wybraliśmy się na poświąteczne wyprzedażowe wojaże. Nie wróciłam z pustymi rękami. Chcecie wiedzieć co dorwałam? 

A teraz zmykam, idę "ogarnąć" moje nowe zdobycze :D

sobota, 7 grudnia 2013

W czerwonej czapce czyli Mikołajkowo


Hej! Huragan za oknem a ja latam po dworze. Może latam to niewłaściwe określenie, ale chodzę. Wczoraj cały dzień na nogach a i dzisiaj postawiłam na spacer wracając z chóru. Ksawery dał się we znaki - u mnie do dzisiaj nie ma prądu w połowie domu. Na parterze jest, na pietrze już nie. Przedłużaczem doprowadziłam razem z tatą prąd do komputera. Bo oprócz posta mam kilka relacji do wysłania na stronę. Wracając ze szkoły minęłam złamaną gałąź, zerwane linie energetyczne i jedno drzewo wyrwane z korzeniami. Czyli nie tak źle patrząc na resztę Europy. Ale nie o orkanach i braku prądu miałam pisać, ale o Mikołajkach!

W zeszłym roku nie poświęciłam im posta ponieważ wspominałam moją podróż do Irlandii. A było co wspominać. Jeśli jest ktoś z was chętny na podróż do Irlandii zapraszam tam: część 1, część 2, część 3, część 4, część 5. Jest dużo zdjęć :) Ale wracamy do teraźniejszości! Wczoraj wstałam wcześniej bo tak jak na członka SU przystało musiałam udekorować ładnie pokój nauczycielski (na zdjęciu). Na pierwszej przerwie zakładam czapkę św. Mikołaja tak jak reszta uczniów a z głośników słychać świąteczne piosenki! Tak samo jak w zeszłym roku! :) Po przerwie poszłyśmy z Alą i Sarą do biblioteki gdzie dwójka chłopaków przebrała się za świętych Mikołajów. Wzięli koszyki i poszliśmy obdarowywać cukierkami z życzeniami nauczycieli. (Te bileciki to moje dzieło, że tak się pochwalę ^^). I tak św. Mikołaj stuka w drzwi razem z okrzykiem Hoł Hoł Hoł! Wchodzimy i pytamy się czy są tutaj grzeczni nauczyciele. Podobno są, więc dostają cukierka! A niektórzy uczniowie są oburzeni: -A my? Nie byliście grzeczni! - odpowiadam :D. Potem powrót na lekcje. Na dużej przerwie pod choinką usiadło dwóch Mikołajów, i każdy mógł sobie zrobić z nimi zdjęcie. A dziewczyny rozdawały uczniom cukierki! Był bardzo miło i... świątecznie! Za oknem śnieg i silny wiatr, co czasami wyglądało baaaardzo niebezpieczne! Na niemieckim śpiewaliśmy (po polsku, nie damy się zgermanizować!), a na matmie rozwiązywaliśmy zadanie dla szóstoklasisty o żabach. Na dwóch ostatnich lekcjach odbyło się święto wolontariatu. (Międzynarodowy Dzień Wolontariusza jest 5 grudnia). Jedliśmy babeczki (piekłam je dzień wcześniej - 24 sztuki, kiedyś mogę wam opchnąć przepis ^^). Potem ze znajomymi zrobiliśmy sobie małą sesję zdjęciową z humorem. Było wesoło! Potem wróciłam do domu i pobiegłam na Roraty. Było całkowicie ciemno ponieważ w większej części miasta nie był prądu. Kościół był cały oświetlony świecami! Potem poszłam na zapalenie choinki, chociaż, myślałam, że jej nie zapalą. No bo jak, skoro prądu nie ma! Ale w jakim byłam błędzie! Rynek oświetlały reflektory samochodów, a pod choinką mnóstwo ludzi! Jak się okazało, wraz z zapaleniem choinki powrócił prąd w mieście! (prawie, na piętrze u mnie w domu nadal nie ma prądu xD). Po powrocie cała przemarznięta usiadłam przed telewizorem i obejrzałam "Pingwiny z Madagaskaru". Potem zaparzyłam herbatę i poszłam do siebie na górę, zapaliłam świece i poczytałam. Poszłam spać w towarzystwie odgłosów hulającej wichury i świątecznej muzyki z telefonu. I miałam sen, świetny sen, w grudniu zawsze mam najlepsze sny! :D

Teraz zmykam, najprawdopodobniej pojadę teraz do Gorzowa. Do następnego!
A wam jak minęły Mikołajki? :)

niedziela, 20 października 2013

Nowi trzej znajomi czyli kolejne mazidła do ust


Hej! Dzisiaj będzie krótko. Uparłam się, że wstawię posta, może nie będzie należał on do tych bardziej ambitnych ale do takich typowo na luzie. Właśnie jestem w Gorzowie i dorwałam się do laptopa z internetem. Wczoraj miałam wybrać się do kuzynki jednak przeszkodził mi w tym deszcz. Za to stwierdziłam, że czas odkurzyć stare jak świat PS1 i cały czas grałam w Harrego Pottera i Kamień Filozoficzny. Wkurzałam się trochę bo jak się okazało nie jestem najlepsza w lataniu na miotle ._. ale jeszcze się tego nauczę, jak znowu najdzie mnie ochota na grę na PS. Tak oto zmarnowałam piątkowe popołudnie. Dzisiaj posprzątałam w domu i spontaniczną decyzję znalazłam się w Gorzowie, a konkretnie pod nim u mojej matki chrzestnej. W sumie, jest już grubo po północy ale przyjmijmy, że jest sobota. Niedawno skończyłam oglądać jeden z moich ulubionych filmów "Avatar". Jest wspaniały, zawsze się wzruszam na koniec tego filmu, kto nie oglądał musi go koniecznie zobaczyć. Za chwilę pewnie położę się spać ponieważ jestem zmęczona ale najpierw pobawię się z kotką mojej cioci - Lusią. Jak zrobię kilka zdjęć to na pewno wam pokażę ;) Ale koniec mojej paplaniny.

To, że mam obsesje na punkcie mazideł do ust wiecie. Mam ich mnóstwo i ciągle mam ochotę na więcej. Mogliście się przekonać w TYM poście. Mania mnie nie opuściła i jak widzę gdzieś promocję na mazidła do ust to ciężko jest mi wyjść z niczym. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że w drodze ze szkoły mam drogerię gdzie ostatnio była promocja na balsamy do ust NIVEA. Zgadliście. Nie wyszłam z niczym. Pierwszego dnia zafundowałam sobie mleko i miód, mój klasyk jeśli chodzi o balsamy do ust. Następnego dnia poszłam jeszcze raz, tym razem po Vitamin Shake, stwierdziłam, że mogę go zaliczyć do ulubieńców, obłędnie pachnie - malina&żurawina! Kolejna i ostatnia pomadka nawilżająca jest z H&M. Myślałam ze będzie ona bezbarwna. okazało się wręcz przeciwnie, daje ona intensywny malinowy kolor, który utrzymuje się całkiem długo. Mimo wszystko jestem z niej bardzo zadowolona i chętnie ją "noszę". Opisałam je w odwrotnej kolejność niż na zdjęciu, wybaczycie? :D

A teraz pytanie do was! Chcecie kolejny wpis zbiorczy o moich mazidłach do ust? Piszcie!
Miłej niedzieli! :)

PS Taaaa, miało być krótko -.-


niedziela, 4 sierpnia 2013

Mobilemix czyli podsumowanie lipca

Hej!
Dawno mnie tutaj nie było, głównie przez brak czasu (o dziwo!) zawsze jak zabierałam się do pisania posta to coś mi przeszkadzało w efekcie czego nie mogłam go dokończyć. Ale jestem tak samo jak nowy post i nowy miesiąc! :)
 Do domu wróciłam porannym autobusem w czwartek, zanim porozmawiałam z mamą, zrobiłam zakupy do domu i się rozpakowałam minął cały dzień, w piątek cały dzień spędziłam na basenie u babci a wczoraj zobaczyłam się nareszcie z M. Nie widziałyśmy się strasznie długo chociaż mieszkamy w tym samym mieście! Ale to nadrobiłyśmy i w najbliższym czasie mamy plan znowu się zobaczyć! :)

Ale wracamy do tematu posta! W czwartek gdy robiłam zdjęcia na miejscową stronę spotkałam kolegę z klasy, chwilę rozmawialiśmy a strzęp rozmowy wyglądał tak:
"-Jak Ci mijają wakacje?
-Szybko..."
Zdecydowanie za szybko! Nawet nie zauważyłam jak minął cały lipiec i już jesteśmy na półmetku!


knajpka w Szczecinie na Wałach Chrobrego * fontanna - Wały Chrobrego * Schlossburg
Düsseldorf * upalne dni nad jeziorem * duża dawka słońca
druga wizyta w Szczecinie: Kaskada * kolejny wypad do Słubic * ochłoda przy fontannie

A to już widok zza okna, pochmurno jakoś tak, wczoraj w nocy burza i dzisiaj rano znowu -.-

poniedziałek, 29 lipca 2013

Upalnie czyli o minionych dniach

Hej!
Znowuż udało mi się dorwać do laptopa z internetem więc od razu postanowiłam skleić dla was notkę.
A co się u mnie działo ostatnio? Ano dużo, śmiałabym powiedzieć że bardzo dużo. Jednego wieczoru wsiadłam na rower wujka i tak przejechałam 14 km po Gorzowie, w środę spontaniczną decyzją znalazłam się w Szczecinie na 3 godziny, we czwartek po raz kolejny odwiedziłam Słubice i pojechałam również na chwilę do Frankfurtu do Niemiec. Piątek spędziłam przy miejskiej fontannie w cieniu z książką Martyny Wojciechowskiej oraz objadając się lodami i bawiąc się z kuzynką. Sobota to był czas wyprzedażowych wojaży w galerii. A wczoraj caaaaały dzień nad jeziorkiem w Lubniewicach a potem obiad i lody. I przez te wszystkie jakże upalne dni (ponad 30 stopni w cieniu!) oczywiście szukałam najskuteczniejszego sposobu na ochłodę: kąpałam się w basenie, wspomniany wypad nad jezioro, pochłaniałam niezliczone ilości lodów i wody z lodem i cytryną, siedziałam przed wiatrakiem, chłodziłam się pod zraszaczem do trawy ^^ i wodą podczas mycia samochodu. Upały przetrwałam a te nadchodzące też przetrwam więc stwierdzam że wszystkie te sposoby będę praktykować dalej i śmiało wam je mogę polecić.

Dzisiaj jest już chłodniej więc z przyjemnością siedzę przy otwartym oknie z komputerem i nadrabiam blogowe zaległości. Zatem idę was poodwiedzać i do następnego! :)

Jedne z wyprzedażowych łupów, okulary z New Looka! Uwielbiam je! :)

 Wspomniana fontanna ;)

 Wczorajszy wieczorny powrót znad jeziora (ciągle kombinuję jak robić dobre zdjęcia nocne moją cyfrówką, hmmmm...)

wtorek, 23 lipca 2013

Brytyjski akcent na blogu czyli narodziny księcia i ...

Hej!
W mediach huczy od informacji na temat wczorajszych narodzin królewskiego potomka. Wielka Brytania świętuje, i wcale się nie dziwię, radości nigdy za wiele ;)

Pamiętacie jak w ostatnim poście pisałam o wizycie u znajomych cioci? Tam zobaczyłam trzy koty brytyjskie (brytyjski akcent na blogu, narodziny księcia i koty ^^). Inkę i jej dwa małe kociaki, przy okazji dowiedziałam się, że jeden z nich zabierze moja ciocia! Są naprawdę urocze, szkoda tylko, że są one takie drogie, podobno ceny takich kotów sięgają 1000zł i więcej!
Mi pozostaje tylko pomarzyć, i pooglądać zdjęcia :)

Do następnego! :)




I ich mama :)

niedziela, 21 lipca 2013

Sposób na sobotę czyli nad jeziorem

Hej!
Właśnie dorwałam się do laptopa cioci i mam chwilę żeby naskrobać do was kilka słów. Do tego czasu nie robiłam nic co mogłoby was zainteresować. Do dzisiaj! Pogoda była wspaniała, słońce, słońce i jeszcze raz słońce! Postanowiliśmy więc że wybierzemy się nad jezioro, sprawdzone, ponieważ byłam tan na weekend w poprzednie wakacje. Jeżeli jesteście z Gorzowa lub okolic polecam wam wybrać się do Lubniewic, czysta i cieplutka woda (zdjęcia mogą mylić ;) ), piękna okolica, spokój i brak dzikich tłumów co bardzo mi odpowiada :D
Osobiście jestem baaaardzo zadowolona z dzisiejszego dnia, opaliłam nogi co w moim przypadku jest niemożliwe (a jednak!), popływałam, i wybrałam się na wycieczkę na sąsiednie jezioro rowerem wodnym.Na koniec wybrałam się do znajomych cioci na chwilkę, tam zobaczyłam trzy przepiękne koty brytyjskie *.* Ale o tym innym razem :)

Do następnego! :)