czwartek, 27 listopada 2014

November 2014 czyli w szkolnym klimacie

Hej! Gdzieś pomiędzy maturami a kursami znalazłam chwilę aby coś tutaj napisać. W tle soundtrack z filmu "If I Stay" więc mogę pisać. Chyba mi minął kryzys blogowy gdyż gdy mam wolną chwilę myślę nad tym co by tutaj dodać, jedyną blokadą jest czas wolny, którego mam aktualnie naprawdę niewiele. Wczoraj zakończyłam kurs na opiekuna/wychowawcę kolonii i wycieczek. Teraz czekam na zaświadczenie i ruszam do pracy. Trzy dni kursu były zarówno interesujące jak i męczące. O 8 w szkole, matura próbna, lekcje, a potem kurs. W efekcie wracałam do domu wieczorem, gdy było już ciemno i jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę było pójście spać. Sam kurs wychowawcy był fajny, pierwszego dnia mieliśmy wszystko o zajęciach sportowych, gry, zabawy, konkurencje. Sami bawiliśmy się świetnie i szkoda iż na to był przeznaczony jedynie jeden dzień. Drugiego dnia słuchaliśmy o zasadach BHP i organizacji czasu dzieciom na obozie (w międzyczasie dźgając się nawzajem i bawiąc długopisem). Trzeci dzień to było istne combo, 3,5 godziny wykładu bez przerwy. Same zajęcia były bardzo ciekawe, wykładowca opowiadał o BHP, o zachowaniach dzieci i młodzieży, postępowaniu. W międzyczasie tematy zeszły na zamki, Malbork i góry ale nie narzekam gdyż było ciekawie (tego dnia atrakcją były kuleczka z folii aluminiowej i słynny z dnia poprzedniego długopis). Gdy wróciłam do domu nagrodziłam siebie tabliczką czekolady i beszczelnym lenistwem z książką i internetem. Powiem wam, że jestem usatysfakcjonowana zdobyciem nowych kwalifikacji i z jednej strony nie mogę się doczekać aż wykorzystam zdobytą wiedzę i umiejętności w praktyce. 

Jutro jadę na inne zajęcia z innego kursu. Sędzia funkcyjny koszykówki, to dopiero jest zabawne.


Jakiś czas temu pisałam o klimacie poezji, w owych dniach naszła mnie chęć na stworzenie krótkiego filmu o wszystkim i o niczym. To co udało mi się zmontować widzicie powyżej. Jest krótko, jesiennie i w moim guście całkiem klimatycznie. Mnie się podoba, ale czy wam przypadnie do gustu? Tego nie wiem, choć mam nadzieję że tak... Ja mykam, jutro kolejna matura, kolejny kurs, kolejna wizyta w Poznaniu, i kolejne pościgi za uciekającymi tramwajami. I can't wait!
Dobranoc i do następnego! :)

sobota, 22 listopada 2014

Chciałabym czyli zimowa lista marzeń

Hej! To znowu ja! Jest środek nocy więc idealna pora żeby dodać coś nowego. Po czasie poezji trzeba było wrócić do rzeczywistości. A to z kolei oznacza, że powrócił temat matur (o, przepraszam, on nigdy nie znika, teraz się nasilił) i studniówki. A właśnie te dwa tematy są tymi, w których każdy przykładny maturzysta powinien być zorientowany. Mnie oba zaczynają przerażać, nie o tyle matura (to w swoim czasie) co studniówka. Niedawno zorientowaliśmy się jak mało czasu zostało, a ile jeszcze trzeba zrobić. Niedługo na samo słowo będzie mi się robiło niedobrze a przed samą studniówką, jak na jednego z organizatorów przystało, zemdleję i będę wnoszona polonezem na salę (wszak studniówka). Liczę na to, że źle nie będzie, proces organizacyjny przeżyję, tak jak i samą imprezę, a potem wrócę nad ranem zadowolona. Trzymajcie kciuki. A propo imprez, po stresującym tygodniu czas na odreagowanie, kolejna osiemnastka już o 18, I can't wait!

Jednak odchodząc od tematyki typowego maturzysty przyszedł czas na coś luźnego. Z moich założeń wynikało, iż wraz z rozpoczęciem nowej pory roku będą pojawiały się nowe listy "chciejek". Jednak jak na typową mnie przystało, zagapiłam się i o tej jesiennej kompletnie zapomniałam. Postanowiłam więc, że dzisiaj będzie zimowa (choć zima zaczyna się za miesiąc). A jeśli nazbierają się rzeczy "must have" to przecież nic nie stanie mi na przeszkodzie aby zrobić drugą. Tym bardziej, że mam nowy program graficzny w zasięgu ręki, i cieszę się z niego jak dziecko. 

Z realizacją poprzedniej listy poszło mi całkiem nieźle. Czarna torebka jest, maltretowana przeze mnie bardzo często. W kwestii olejku nuxe, tak jak pisałam w czerwcu, była to typowa zachciewajka i spokojnie obyłam się bez. Książki, podobnie jak z olejkiem, choć nadal mam na nie ochotę... Trapery - były, gotowe na wyruszenie na obóz wędrowny, jednak sytuacja była taka, że nie pojechałam, więc postanowiłam, że zwrócę je do sklepu. Sandały, tutaj również obyłam się bez, te co miałam w zupełności mi wystarczyły. Natomiast plecak, strój kąpielowy i kapelusz to rzeczy, które były priorytetami i w minione wakacje nieustannie mi towarzyszyły a teraz czekają na kolejne dalekie wojaże!




1. Marzy mi się czerwona rozkloszowana sukienka, ta jest z H&M. Tak się złożyło, że miałam okazję ją przymierzyć, krój jest cudowny, podobnie jak kolor, to jak się układa. Jedną rzeczą która mi się nie podoba, to materiał. Szukam więc dalej...

2. Notes. Prosty, o wymiarach A5 lub mniejszy. Od września potrzebuję takiego ogarniacza spraw. Zaczynając od kotowania, poprzez studniówkę, maturę a na blogu kończąc. Miejsce w notatkach w kalendarzu już dawno się skończyło, a są rzeczy które trzeba zapisać, a najlepiej żeby znajdowały się w jednym miejscu i były zawsze pod ręką.

3. Książki. "Zostań, jeśli kochasz". Po obejrzeniu filmu chcę koniecznie przeczytać książkę na podstawie której został stworzony. Podobał mi się niesamowicie, a jego 70% przepłakałam. "Lekko Stronniczy Jeszcze więcej". Uwielbiam każdy ich odcinek, i ni chce mi się wierzyć, że do zakończenia Lekko Stronniczych zostało ich tylko 25. Książka, a w dodatku z podpisani byłaby spełnieniem marzeń.  Trylogia "Igrzyska śmierci". Czytałam, ekranizacje dwóch części widziałam i uwielbiam. Już od dawna chcę mieć je w końcu na własność, żeby móc do nich wracać, tak jak wracam chociażby do Harrego Pottera.

4. Kubek. Święta są coraz bliżej (KLIK) więc w końcu wypadałoby (jako typowy kubkomaniak) mieć świąteczny kubek. Idealnego nie znalazłam (a szukałam chyba wszędzie), ale ten który widzicie z home&you nie jest zły i rozpatruję jego nabycie.

5. Torebka. Znów torebka i znów czarna. Potrzebuję czegoś co będzie pełniło funkcję torebki na studniówkę, a później będę mogła doczepić długi pasek i używać jej na co dzień. Poszukiwania rozpoczęte, ale jaki będzie ich wynik to się jeszcze okaże...

To jest moja lista, choć uboższa od poprzedniej to wciąż nie wiem czy uda mi się zrealizować wszystkie jej punkty. Ale teraz o tym nie myślę i idę spać :D
Do następnego! :)

piątek, 14 listopada 2014

"Poezja jest jak... torebka..." czyli jedno zdjęcie


Hej! Jak co roku przychodzi taki czas, w którym jest święto poezji. Nauka nie gra tutaj pierwszych skrzypiec. Pierwsze skrzypce gra poezja i muzyka. Kolejny listopad, kolejny przegląd, a każdy z przeglądów ma w sobie coś wyjątkowego. Ten był już XIV z kolei, czy będą kolejne? To się jeszcze okaże.. Sytuacja polityczna w moim mieście jest bardzo napięta. Jedna ze stron idzie z uczniami mojego LO w jednym rzędzie, druga strona chce je przenieść zlikwidować, dla uzyskania własnych korzyści. Druga strona nie bierze wcale pod uwagę głosu młodzieży, naszego głosu. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że nawet inicjatywa ratowania szkoły podjęta i zainicjowana przez młodzież jest tłumiona, padają słowa, które nie powinny paść... Rywalizacja nie tyle jest na polu osób startujących na dane stanowiska, co wyborców. Ludzie się sprzeczają, wzajemnie hejtują, oskarżają, padają oszczerstwa. Nawet osoby które znały się, dogadywały, lubiły, działały w jeden organizacji. To smutne, że brak jest zdrowej rywalizacji w dzisiejszym świecie. Nawet jeśli jedna ze stron stara się trzymać fason, to ta druga sypie oszczerstwami, chamskimi docinkami, prowokacjami jak z rękawa. 

Miała pisać o poezji, skończyłam na polityce. Ale co zrobić gdy zaprząta mi to głowę od dobrego czasu, bo nie wiadomo czy nie wyrzucą nas z tej szkoły, szkoły która jest tu od niemal 70 lat. A właśnie w tej szkole odbywa się przegląd, jeśli szkoła zniknie, zniknie również i on. Na owe wydarzenie czeka się od sierpnia (przynajmniej ja tak mam), od Nocy Spadających Gwiazd. W listopadzie atmosfera jest cudowna, na mojej prywatnej playliście króluje Stare Dobre Małżeństwo a ja na nowo zaczynam żałować, że nie umiem grać na żadnym instrumencie... * Na przerwach spotykamy się wszyscy razem i śpiewamy, w towarzystwie djembe i gitar. Nikt się nie sprzecza, a przynajmniej stara się nie sprzeczać, panuje... łagodność... przez cały tydzień. I to jest cudowne. 

A teraz, gdy to wszystko się skończyło czuję się jakoś dziwnie, z jednej strony czuję radość ale z drugiej niedosyt i smutek, bo kto z nas wie co przyniesie czas...
Do następnego! :)

* Do czasu, własnie uczę się grać na djembe...

wtorek, 11 listopada 2014

Mobilemix czyli podsumowanie października.


Hej! Tak dawno mnie tutaj nie było. Zaczęłam się zastanawiać nad sensem istnienia tego bloga. Chciałam go usunąć, ale jestem zbyt sentymentalna żeby stracić tyle wspomnień zapisanych tutaj. Nie mam czasu na systematyczne bywanie tutaj. Ostatnio staram się poświęcić więcej czasu wolnego książkom niż ekranowi komputera. Już wystarczająco dużo uwagi poświęcam temu pożeraczowi czasu. Chyba mi się to udaje gdyż  ten weekend skończyłam czytać dwie pozycje.

Ostatnio w moim życiu działo się mnóstwo rzeczy i wokół nich wszystko się kręciło. A mówię tu między innymi o kotowaniu. Tym razem to ja przejęłam pałeczkę organizatora i chyba wyszło mi to całkiem nieźle bo pierwszakom i reszcie społeczności naszej szkoły się to podobało. Mnie pozostaje się cieszyć, że udało mi się stworzyć namiastkę świata Harrego Pottera w mojej szkole. Jednego dnia czułam się również jak Hermiona, głównie przez mój cudowny DIY krawat (składniki: gładki bordowy krawat, 3m wstążki, klej Magik, igła, nitka, mnóstwo czasu i cierpliwości). Poskutkowało to zdartym gardłem i przeziębieniem. Ale żyję, mam się dobrze i nawet jestem w stanie chodzić na halę  sportową dwa razy dziennie (nie myślcie, że zaczęłam maniakalnie uprawiać jakiś sport, nic się nie zmieniło w tej kwestii). W najbliższym czasie będę w otoczeniu poezji śpiewanej i piosenki poetyckiej (ale nadal nienawidzę języka polskiego, nic się nie zmieniło). Ja już nie mogę się doczekać i liczę na to że będę mogła wam przedstawić relację z tego krótkiego szkolnego tygodnia.

Jeśli chodzi o sam dzisiejszy post, to wiem że powinnam była wstawić go 1.11 ale wtedy doświadczałam zjawiska "sardynki w puszce" - typowego zjawiska dla owego dnia w dużych miastach podczas przemieszczania się komunikacją miejską w kierunku cmentarza. Ale dzisiaj jest 11.11 więc różnica w dacie tylko jednej cyferki. W październiku rodzice określili mnie mianem zawodowej imprezowiczki gdyż zabaw osiemnastkowych było aż 4, a każda z nich była świetna. Piosenka października jest widoczna na samej górze, ciekawostka z mojego życia - kocham tę piosenkę, nienawidzę jej teledysku. W październiku miałyśmy z Alą okazję zwracać na siebie uwagę idąc przez miasto i prowadząc rower na którym były 2 ogromne kartony, dwa razy pakować w sposób kreatywny prezent, na próbach chóru śpiewać kolędy oraz narzekać na małą dawkę snu. 

Zostawiam was ze zdjęciami a sama idę spać...
Do następnego! :)

zdobycze ze spaceru * powrót do smaków z wakacji * galeria na podłodze w moim pokoju
18 Sary! * życiowe motto - do ideału z obrazka brakuje tylko "you" * 18 Ewy!
Kawa - po 18 Azji! (nie, to nie starbucks) * złoty środek...serio? 18 Wojtka! * słoneczne LO