niedziela, 23 sierpnia 2015

Walizka spakowana czyli Norwegio nadchodzę!


Hej! Walizka spakowana zatem jadę! Niestety w tym roku dołączę do grupy kilka dni później z powodu choroby, jednak cieszy mnie sam fakt, że będę mogła z nimi być i podróżować dalej na północ. Czeka na mnie Legoland, piękne mosty, fiordy, klimat Norwegii, rejs promem w środku nocy. W Skandynawii jeszcze mnie nie było więc tym bardziej nie mogę się doczekać! Przywiozę całą masę zdjęć i wspomnień oczywiście, a część z nich zobaczycie i przeczytacie.

Zatem, życzcie szczęśliwej podróży, a ja wracam 31 sierpnia!

Do następnego! :)

środa, 19 sierpnia 2015

I'm back czyli powrót okularnika


Hej! Tak ciężko napisać choć kilka zdań na temat tego co ostatnio się działo. W jakim stanie jestem aktualnie, gdzie jestem a gdzie powinnam być. Zaczynam zatem!

Ostatni post opublikowałam 28 lipca. W skrócie opowiem to co siedzi w mojej głowie, a co działo się od tamtego czasu. Zacznę oczywiście od pracy, która pochłania zdecydowaną większość tych wakacji, nie narzekam na nią, wręcz przeciwnie. Jest to dobry sposób na wykorzystanie tylu wolnych dni. Na początku sierpnia przyjechała do Polski kuzynka z narzeczonym i córeczką - Zosią. Na tyle, ile to było możliwe spędzałyśmy razem czas, choć ten mały aniołek zachorował i bał się wszystkich dookoła. Gdy nadeszły kolejne dni wolne od pracy poszłam do... pracy. Tym razem na świeżym powietrzu bo na zrywanie wiśni. Po powrocie do domu biegłam na autobus, który zawoził mnie i Alę na próby do sąsiedniego miasteczka gdzie odbywają się próby do kolejnego spektaklu. Podczas jednej z prób nagrywaliśmy kolejne sceny do zwiastuna, w strojach z epoki jeździliśmy bryczką, a następnie udaliśmy się w inne miejsce które było równie cudowne co pałac, w którym nagrywaliśmy na samym początku. I tak oto prezentowały się moje wolne dni. Wykorzystywałam czas maksymalnie, z czego jestem w dużej mierze zadowolona, jednak z drugiej strony, wykonanie planu "po maturze" nie jest tak łatwe. Do 15 sierpnia miałam jeden dzień podczas którego bezczelnie leniłam się i wyszłam na podwórko w kapeluszu z książką. 

Na początku sierpnia nastąpiła również zmiana w moim tak jakby wyglądzie zewnętrznym. Tego posta piszę do was w okularach! Zmotywowałam się i poszłam na tak długo odkładaną wizytę u optyka. Była to jedna z najlepszych decyzji, teraz świat widzę dużo lepiej. Sama nie mogę uwierzyć, że tak długo żyłam z wadą, ba, nie byłam świadoma jej posiadania. Teraz pozostaje mi wizyta u okulisty, jednak za to zabiorę się gdy będę mieszkać w Poznaniu. A właśnie kolejną rzeczą, o której chciałam tutaj napisać jest to, że razem z Sarą mamy już zarezerwowany pokój, a mieszkać w nim będziemy od mniej więcej połowy września. Nie jest to nic rodem z tumblra, jednak jak na pierwsze studenckie lokum jest całkiem fajne. Oczywiście moje wnętrzarskie ja się obudziło i będę kombinować jak zrobić z tego pokoju miejsce, które będzie dopasowane zarówno do Sary jak i do mnie. Będzie to wyzwanie, bo zmiany muszą być dostosowane do studenckiego budżetu oraz faktu, że pokój jest wynajmowany, a wszyscy wiemy jak to z wynajmowanymi pokojami czy też mieszkaniami wygląda. Jedno jest pewne, szykują się wycieczki do Ikei i innych miejsc z rzeczami do domu. A ja oczywiście nie mogę się doczekać! (lista zakupów jest w trakcie tworzenia oczywiście)


Ale wracając do tematu, wszystkie pięknie realizujące się plany legły w gruzach gdy choroba, a konkretnie wirus bostoński dopadł mnie w sobotni wieczór. Wyszłam wcześniej z pracy, gdy wróciłam do domu działała jeszcze tabletka, którą dostałam od koleżanki więc z aż dziwną przyjemnością słuchałam hitów zza okna. U sąsiadów był purtelam, więc miałam pełen przekrój hitów osiemnastkowych na wyciągnięcie ręki (albo ucha). W niedzielę do pracy nie poszłam, gorączkę w najgorszym momencie miałam 39.8 więc domyślacie jaki wrak człowieka był ze mnie. W poniedziałek udałam się do lekarza, dostałam leki, informację dotyczącą wyjazdu i zalecenie leżenia w łóżku. Prawie nic nie mogłam przełknąć, gdyż ból gardła był tak okropny, że w oczach miałam łzy. I tak oto minął choroby dzień trzeci. Nie spałam długo, we wtorek obudziłam się z samego rana, bo kilka minut po 5. Swędziały mnie całe dłonie, i zaczynały stopy. To zwiastowało tylko jedno. Wysypka na dłoniach i stopach pojawiała się coraz szybciej i a ja jedyne co mogłam robić to leżeć w łóżku (gdyż chodzenie nie było łatwe) i łagodzić swędzenie zimną wodą, Na szczęście wieczorem po wyszukiwaniach w internecie (i załamaniu po przeczytaniu informacji na temat możliwych występujących powikłań) znalazłam maść która powinna pomóc. Na szczęście było ona dostępna w aptece i po posmarowaniu w końcu spałam spokojnie. Dzisiaj ledwo chodziłam, problemem jest dla mnie utrzymanie kubka, odkręcenie butelki wody czy też związanie włosów w kucyk. Pocieszają mnie koty, a w szczególności Lucek, który codziennie do mnie przychodzi i kładzie się obok, żeby zaraz wstać, pobiegać z Wampirkiem i wrócić. Teraz może być już tylko lepiej. Nie życzę złapania tej wirusówki nikomu, nawet największemu wrogowi. 

Jednak niesie też to za sobą plusy, obejrzałam dwa filmy, mam czas na czytanie książek i tak zwane nic nie robienie. Lekarz powiedział, że w piątek nie będę już mogła nikogo zarazić więc choroba minie, choć wysypka nadal będzie się goić. To oznacza, że wyjazd którym żyłam od matury nie jest skreślony. Choć chór wyjechał dzisiaj rano to ja mogę do nich dołączyć w niedzielę, gdy zarówno oni jak i ja będziemy bezpieczni pod względem wirusa. 


Wyjazd zatem tuż tuż! Marta z Dominikiem i jeszcze innymi osobami dbają o to, abym miała relację na żywo z tego etapu ich podróży. Zasypują mnie zdjęciami przez co ja nie nudzę się będąc stale w łóżku. W międzyczasie robię listy rzeczy do spakowania do walizki, jak i rzeczy, które chcę sobie przywieźć z drogerii DM, którą być może uda mi się odwiedzić w Flensburgu. Uwielbiam robić listy i zapisywać, więc po przejrzeniu oferty drogerii, opinii internautek, oraz walce z własnymi myślami stworzyłam całkiem (mam nadzieję) rozsądną listę - z blisko 30 początkowych produktów zostało ok 6. Myślę, że to zasługa książki Asi Glogazy, która zmieniła sposób mojego myślenia w pewnych kwestiach. Ale to temat na osobny post. W planach mam również zrobienie listy rzeczy do zobaczenia w Flensburgu, gdyż tam będziemy mieli sporo wolnego czasu, oraz listy co jeszcze muszę zrobić zanim wyjadę. Danio, Norwegio, tak łatwo wam nie odpuszczę!

Teraz uciekam, chcę opublikować jeden post który powinien pojawić się na początku miesiąca, szukajcie go więc pod datą 1 sierpnia, oraz jeden zakupowy, zobaczę jak się wyrobię. Jednak czuję że w sobie mam dużo energii, którą po części zyskałam przez chorobę. Zatem, czekajcie, mam nadzieję że nie będą to dwa tygodnie....

Do następnego! :)

PS Zdjęcia są autorstwa Natalii z Jest Rudo. Nie jest wymagane by je oznaczać, jednakże te zdjęcia to kawał świetnej pracy, więc nie mogłam tego zostawić bez słowa i opublikować nie podając autora... ;)

niedziela, 9 sierpnia 2015

HAUL czyli co nowego w szafie, kosmetyczce i domu.


Hej! Letnie wyprzedaże niosą ze sobą okazje do wyłapania całkiem ciekawych rzeczy w stosunkowo niskich cenach. Nie mogłam przepuścić takiej okazji, i choć daleko mi do osoby obłowionej w szale zakupowym i uginającej się pod stosami toreb i innych pakunków, to wyszłam na tym całkiem zadowolona. Nie są to rzeczy kupione "za jednym razem". Na zakupach byłam kilka razy i za każdym razem przywoziłam parę rzeczy godnych uwagi. Postanowiłam zebrać je w jeden post i przedstawić na zdjęciach. Przyznam się, że goździka do zdjęć zmałpowałam po Weronice Raspberry and Red, a że akurat miałam wazon pełen tych kwiatów z ogródka stwierdziłam, że będzie się równie fajnie komponować.

Na pierwszym zdjęciu widzicie rzeczy, dorwane na przecenach w Gorzowie. Weszłam od niechcenia zobaczyć co w swojej ofercie ma Stadivarius, a wyszłam z paskiem do spodni o białą torebką w idealnym rozmiarze i iście wakacyjnym fasonie, noszę ją non stop. Podobnie zresztą jak pasek z tego samego sklepu. Sandały może niektórzy pamiętają z zeszłorocznej listy "chciejek". W poprzednim roku nie kupiłam ich, ponieważ stwierdziłam że wydawanie 80 zł na sandały które, nie są ze skóry, ba, pochodzą ze zwykłej sieciówki jest przegięciem,. Nawet biorąc pod uwagę ich piękny wygląd. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam je na tegorocznych wyprzedażach za złotych jedynie 20. Dwa razy się nie zastanawiałam, popędziłam do kasy rzecz jasna.
Drugie zdjęcie to zdobycze książkowe, pierwsza została wyłapana w Biedronce, podczas gdy druga i trzecia to zamówienia z internetowej księgarni Znak. Czaiłam się na te pozycje już dawno, więc gdy zobaczyłam obniżoną cenę nie zawahałam się i powędrowały do koszyka. 
Na trzecim zdjęciu widzimy rzeczy które mogę zakwalifikować do kategorii "dom". Świeca o zapachu równie pięknym jak jej opakowanie z h&m home. Następne dwie rzeczy zsotały wypatrzone w home&you. Oczywiście na przecenie. Olejek o zapachy świeżej bawełny oprócz, oczywiście ,pięknego zapachu miał piękną cenę więc co tu więcej mówić. Słomki są przepiękne, i nie będę ukrywać, że kupiłam je tylko ze względu na to jak wyglądają. 
Ostatni zdjęcie przedstawia rzeczy najbardziej potrzebne i zaplanowane. Puszki z Inglota, nakłada mi się nimi puder dużo lepiej niż pędzlem, zauważyłam również, że efekt matu utrzymuje się na skórze dłużej. A, i oczywiście zajmują mniej miejsca i są dużo łatwiejsze w czyszczeniu. Same plusy. Kolejne są korektor i poder Maybelline affinitone, korektor miałam i jest moim ulubieńcem, natomiast puder to nowość, akurat poprzednik z Rimmela się skończył więc okazja do przetestowania jak znalazł. I ostatni rzecz, Effeclar Duo +, również mój wielki ulubieniec, pomimo swojej wysokiej ceny. Za tak dobry produkt jestem w stanie wydać trochę więcej, i mieć coś co odpowiada mojej skórze i sprawi że wygląda dużo lepiej!

To tyle co miałam wam do pokazania, niewątpliwie wybiorę się jeszcze na zakupy bo mam parę rzeczy, które muszę uzupełnić ale o tym zapewne dopiero we wrześniu.

Do następnego! :)

fot. me

sobota, 1 sierpnia 2015

Mobilemix czyli podsumowanie lipca


Hej! Lipiec minął tak szybko, iż sama nie mogę w to uwierzyć. Miesiąc wakacyjny, pierwsza połowa luźniejsza, druga bardziej pracowita. Bogaty w nowe doświadczenia. Nie będę się zbytnio rozpisywać, mam nadzieję, że zdjęcia będą mówić same za siebie.

Do następnego!

zbiory borówek * kolejka na Politechnice * przerwa w pracy
nie ma mibilemixu bez kota * nagrywamy * lato u dziadków
mój nowy sceniczny strój * droga do domu taka piękna * letnie smaki