sobota, 28 lutego 2015

Something new czyli ostatnie zakupy


Hej! Dzisiejszy dzień w planach był wypełniony lenistwem i zerkaniem do książek. W rzeczywistości, było zupełnie inaczej, choć wstałam o 10, to obudzono mnie już o 7:30. Potem pojechaliśmy z rodzicami do dziadków. Tam czekało nas mnóstwo pracy, teraz jestem wykończona ale jednocześnie całkiem usatysfakcjonowana. Z nowości, które mogą być ciekawe mogę wam powiedzieć, jaki cel wycieczki obrałyśmy razem z Alą - Gdańsk. W końcu, po dziesięciu latach trafię nad polskie morze. Czas zabrać się powoli za organizację... A druga to taka, iż będąc dzisiaj u dziadków o mało nie dostałam palpitacji gdy okazało się, że babci ma zasoby białych naczyń w niebieskie wzory. Już mam obiecane, że będą moje gdy będę miała własne mieszkanie. Mogę powiedzieć, że jestem dzieckiem szczęścia?

W ostatnim poście wspominałam wam o zakupach poczynionych podczas mojej wizyty w Gorzowie. Postanowiłam, że pokażę wam ich część. Zanim opowiem więcej o tym, co jest na zdjęciu, dodam że do mojej szafy trafiły trapery z Lidla oraz cytrynowa sukienka z Mohito. Jednak zarówno sukienka i trapery nie nadawały się do zdjęcia (sukienka była przybrudzona już w sklepie, dzięki paniom które przymierzając ją zostawiły część makijażu właśnie na niej, natomiast trapery są już w użyciu, i musiałabym je wyczyścić, a na to nie miałam czasu - zdjęcie robiłam na moment przed wyjazdem). Nie ukrywam, że podoba mi się zestawienie kolorów na zdjęciu, a trapery trochę psułyby tę harmonię.
Wspominałam że odwiedziłam "targi staroci", przewiozłam porcelanowy pojemnik z niebieskim wzorem i starą, niemiecką puszkę po herbacie. Czuję, że moja znajomość z owymi targami będzie dłuższa i coraz bardziej owocna. Następna jest biała koszula, najprostsza jaką możecie sobie wyobrazić. Czyli taka, którą chciałam i potrzebowałam, wiecie, maraton maturalny już za dwa miesiące. Dorwałam ją w Orsay. Dalej moja zdobycz z Tesco, książka Kinga "Cmętarz zwieżąt", znaleziona za całe 5 zł. Dalej złoty naszyjnik z Pepco, jakością nie powala, choć i tak jest dużo lepszy od biżuterii z Sinsay. A jeśli o Sinsay mowa, to chociaż nienawidzę ich sztucznej biżuterii (jeden raz założę i do niczego się nie nadaje) to ich koszulki całkiem lubię. Nareszcie mam zwykły biały, choć jego żywotność nie będzie długa to i tak się z niego cieszę (swoją drogą, wiecie gdzie kupię basciowe t-shirty z dobrej bawełny?). Dalej hipsterskie zeszyty z Empiku, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia, i mam nadzieję, że dzięki nim liczenie matmy będzie dużo bardziej efektywniejsze. Na sam koniec zostawiłam najlepsze, borki z Reserved. Solidne, wygodne, jak na razie jestem z nich bardzo zadowolona, i chyba będę je nosić non-stop!

Tyle na dzisiaj, jutro wpadnę z podsumowaniem miesiąca :)
Do następnego!

czwartek, 26 lutego 2015

Around the world czyli video prosto z Włoch

Hej! Ferie powoli dobiegają końca. Miałam w planach rozpoczęcie intensywnej nauki na maturę, ale wyszły nici. Wprawdzie coś tam zrobiłam, ale to i tak nie tyle, ile chciałam. Jedyne osiągnięcia, to zrealizowanie części listy zakupów jaką sobie zrobiłam jakiś czas temu. Znalazłam też ramoneskę lecz muszę poczekać aż będzie dostępna, i wtedy ją zamówić. Chyba, że do tego czasu znajdę coś lepszego. Ostatni tydzień spędziłam w Gorzowie. Odwiedziłam kilka miejsc w stylu targów staroci. Wyszłam z dwoma drobiazgami, choć mało brakowało a wyszłabym z workiem naczyń w biało-niebieskie wzory (prawie jak chińska porcelana), na których punkcie mam obsesję. Ostatnio dostałam również zaproszenie na ślub i wesele kuzynki 25 kwietnia! Sukienkę, również dorwałam w Gorzowie, i cieszę się, że tę część mam z głowy! Aktualnie słucham starych piosenek i na nowo zachwycam się "Dirty Dancing" (pomiędzy narzekaniem pod hasłem "potańczyłabym"). Uwielbiam taki klimat prosto z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych i z chęcią do niego wracam. 
A teraz prezentuję wam... nowe video!


Na publikacje czeka od dwóch tygodni, i sama nie wiem dlaczego dopiero teraz je wam pokazuję. Jest to część pierwsza, gdyż nie chciałam aby filmiki  z tej serii trwały dłużej. Może z czasem się to zmieni, ale na razie takie w pełni mi wystarczają. Za jakiś czas część druga, prosto z Chorwacji i Bośni. A teraz oglądajcie...

...i do następnego! :)

poniedziałek, 16 lutego 2015

365 dni minęło czyli podsumowanie roku 2014

Hej! Właśnie rozpoczęłam ferie, a to oznacza jedno, nadrabianie blogowych zaległości. W końcu będę miała więcej czasu na pisanie postów. A są takie, które powinny pojawić się w styczniu. Jednak wtedy nie miałam do tego głowy ani czasu - nauka, studniówka, praca. To wszystko składało się na brak czasu na coś więcej niż nauka i spanie. Teraz na szczęście mogę sobie chociaż częściowo to odbić. Czeka mnie mnóstwo nauki w ferie, ale nie mam zamiaru zwariować i zakopywać się w lekturach, podręcznikach i arkuszach maturalnych. Część dni spędzę w szkole licząc matmę (tak) ale pojadę również do Gorzowa. Jak wrócę czekają mnie intensywne próby z grupą teatralną, premiera "Zemsty" już 6 marca!

Ostatnio działo się dość dużo. Miniony tydzień była bardzo intensywny i nie było mowy o odpoczynku. Przede wszystkim musiałam nadrobić zaległości z tygodnia, z którym byłam chora. Jednak niemal wszytko ogarnęłam i teraz została mi tylko do napisania kartkówka z funkcji kwadratowych. Czwartek był bardzo... pączkowy. Korzystając z tego, że nie było historii (tyle wygrać) poszłyśmy zobaczyć co ciekawego w ciucholandach. Wracając zahaczyłyśmy o cukiernię aby kupić sobie oczywiście pączki. Po zajęciach teatralnych wróciłam do domu, a tam były oczywiście pączki. Tyle słodkości jednego dnia! Piątek trzynastego okazał się być bardzo miłym dniem, kartkówka z matmy poszła mi nadzwyczaj dobrze, po lekcjach udałam się z Alą na podbój ciucholandów (wróciłam z sukienką i koszulką Guns N' Roses), a potem na spacer do parku. Potem próba na koncert piosenek z bajek Disney'a. Potem pomogłam w realizacji niespodzianki dla Wery, akcji pod kryptonimem "Jastrząb nadlatuje, Orzeł pikuje". Akcja się udała a ja mogłam z uśmiechem na ustach ruszyć na próbę "Zemsty". Po tym wróciłam do domu i udałam się na koncert walentynkowy robić zdjęcia. Wprawdzie, nie podobało mi się jak na zeszłorocznym ale było równie fajnie. Sobota minęła mi pod hasłem balików i pracy. Robiłam zdjęcia na trzech wydarzeniach, jak wróciłam do domu miałam ochotę tylko pójść spać... Wczoraj z kolei musiałam do owych zdjęć usiąść i je wszystko obrobić na stronę. Skończyłam wieczorem, a potem zrobiłam rewolucję w szafie. Natomiast dzisiaj, byłam w szkole liczyć matmę wraz z Alą. Jak się okazało, w szkole było pół naszej klasy, gdyż albo byli na chemii, albo na fizyce lub na matmie. Wszyscy się nam dziwili, że chciało nam się przyjść a w szczególności pani sekretarka, której reakcja była po prostu bezcenna :D

A jutro i pojutrze też nas tam zobaczą! My pilni uczniowie jesteśmy, nawet w ferie do szkoły przychodzimy! Teraz kończę, i idę do firmy spotkać się z szefową.

Do następnego i miłego oglądania podsumowujących zdjęć! :)

sobota, 7 lutego 2015

W zimowym klimacie czyli kilka zdjęć


Hej! Mój zapał, na który narzekałam wczoraj wrócił i to z całkiem niezłą siłą. Właśnie czytacie tego posta, a ja jestem w trakcie tworzenia podsumowania roku a na youtubie przesyłają się filmy z wakacji do edytowania. Jeszcze tydzień i ferie. Wtedy dopiero zobaczycie wielki blogowy powrót! Teraz muszę jeszcze nadrobić zaległości z poprzedniego tygodnia nieobecności w szkole, ale myślę, że z dzisiejszą dostawą energii pójdzie mi to dość szybko. 

Zdjęcia jakie dzisiaj widzicie powstały dzisiaj rano i w czwartkowe popołudnie. Byłam na próbie chóru, więc zabrałam aparat i w przerwie pomiędzy śpiewaniem wraz z Martą i Dominikiem poszliśmy na spacer, wszak śnieg jest więc trzeba było go uwiecznić na zdjęciach! A okolice znacie, bardzo lubimy tam chodzić gdy tylko mamy czas. A i ja dość często robiłam tam zdjęcia, które nie raz widywaliście tutaj. Ostatnie dwa zrobiłam w czwartek, podczas zajęć teatralnych. Tak, cały tydzień byłam chora (i nadal jestem), ale szukałam pretekstu żeby wstać z łóżka i wyjść z domu, miałam już dość leżenia, więc poszłam na matmę do szkoły! Wychowawczyni się zdziwiła, podobnie jak reszta klasy. Bo mnie nie ma, miało mnie nie być a ja tu przyszłam sobie policzyć... Potem zostałam na zajęciach teatralnych, jak już byłam w szkole to co będę sobie żałować... A jak wróciłam do domu to znów przywitałam łóżko. Moje szalone i zakręcone życie. Pisałam wam też ostatnio o tym, że chciałabym gdzieś pojechać. Bum, 9 marca jadę do Częstochowy, zdecydowanie lubię to!

Teraz zostawiam was ze zdjęciami i lecę dalej pracować! 
Do następnego! :)

fot. Marta and me 

czwartek, 5 lutego 2015

Mobilemix czyli podsumowanie stycznia


Piosenki miesiąca: James Blunt - Give Me Some Love,
Enrique Iglesias - Bailando (Espanol)

Hej! I znów nie pojawiałam się tutaj przez jakiś czas, po studniówce przyszedł taki okres, że musiałam sobie część rzeczy poukładać, co na dobrą sprawę i tak mi nie wyszło. Generalnie rzecz biorąc nic mi w ostatnim czasie nie wychodzi, i zastanawiam się czy jakiekolwiek moje wysiłki mają sens. Wkurzają mnie banalne rzeczy, ale zaczęłam spoglądać na pewne spawy z innej strony. Potrzebowałam odpoczynku. I nagle jebut, przyszła choroba i trzy dni w domu w łóżku. Jako taki odpoczynek to był, aczkolwiek do  przyjemnego to nie należało. Zdałam sobie sprawę, że zaniedbałam to co lubiłam, zaglądanie tutaj, pisanie tutaj. Zanim rozpoczęłam pisane tego posta przejrzałam kilka wpisów sprzed 2, 3 lat. Wtedy znajdywałam chwilę, żeby tutaj wpaść, opisać co się działo, wygadać się wam, opowiedzieć jak przyjaciołom co robiłam ostatnio. Brakuje mi tego, nawet nie wiecie jak. Nie zależy mi na nagrodzie "Bloga Roku", bo owa strona to w dużej mierze mój pamiętnik, brakuje mi tej radości jaką wtedy czerpałam. Spróbuję do tego wrócić, wiadomo, to już nie będzie to samo, bo chcąc nie chcąc jestem starsza i inaczej na to patrzę. Ale może chociaż uda mi się odtworzyć namiastkę tego, co było?

Choroba spowodowała, że mobilemix pojawił się kilka dni później. W tym miesiącu pojawią się również dwa posty, które powinny być opublikowane na początku roku. Będę ostatnią osobą w blogosferze, która je umieści, patrzcie, chociaż czymś będę się wyróżniać! 
Styczeń był miesiącem zakręconym! Rozpoczęłam go pracowicie, bo inwenturą. Nie było tak źle jak przypuszczałam więc nie wkluczone, że na następną również się zgłoszę. Po powrocie do szkoły wraz z grupą teatralną zostaliśmy zasypani występami, jasełka przedstawialiśmy jeszcze cztery razy! Potem rozpoczął się projekt w szkole, dzięki któremu niektóre lekcje były prowadzone przez studentów z Włoch i Brazylii (warto dodać, że przystojnych - Ala potwierdzi). W międzyczasie odbyły się również warsztaty teatralne, również po angielsku, prowadzone przez grupę z Pragi. Było bardzo fajnie - kalambury, krótka scenka (Will - "O k***a!"), szkoda że trwały niecałe dwie godziny, bo były naprawdę świetne! Następnego dnia była już studniówka, wydarzenie ważne w życiu każdego maturzysty, ale o niej rozpisywałam się ostatnio więc nie będę się powtarzać, było po prostu świetnie :) Po studniówce jak na szanującą się młodzież przystało, trzeba było udać się na poprawiny. Było super, i po raz kolejny bawiliśmy się do piątej nad ranem. W połowie imprezy Mrówa zaprosił na fb wszystkich chętnych, na imprezę, więc zrobiła się całkiem ciekawa ekipa. Ale przynajmniej mu się dobrze bawiliśmy! Potem moje myśli skupiły się na kursie (zakończonym niestety niepowodzeniem). Jednak wspomnienia z nim związane będą całkiem miłe, fajne były nocne spacery po Poznaniu i powstanie wesołego samochodu (i piosenka wesołej ekipy - Pidżama porno - Do nieba Wzięci). Pod koniec miesiąca razem z grupą teatralną spotkaliśmy się w miejscu, gdzie już niedzielę po raz kolejny będziemy przedstawiać jasełka (Alu jestem wdzięczna, że dojechałam cała i zdrowa ;*). Było bardzo fajnie, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, zamówiliśmy pizzę. Trzeba więcej takich spotkań organizować, same próby to nie wszytko... Potem wracałam do domu bo miesiąc zakończyłam... Imprezą! Organizowali ją znajomi na sali wiejskiej więc dżamprezowej ekipy nie mogło zabraknąć. Na początku udaliśmy się do jednej restauracji w moim mieście (impreza nr 1) aby odebrać jedzenie które mieliśmy zawieźć na imprezę do rodziców Wojtka (impreza nr 2). Potem wraz Werą obejrzałyśmy album ze zdjęciami u Wojtka, który dostarczył nam mnóstwo śmiechu... A potem już pojechaliśmy na tę właściwą, naszą imprezę (impreza nr 3), było fajnie, i już zapowiedzieliśmy, że na następną jesteśmy jak najbardziej chętni! A ciąg dalszy już znacie, i tak oto minął mi styczeń.

Teraz mam trze myśli w głowie. Po pierwsze! Nareszcie spadł śnieg, nie mogę się doczekać aż wyjdę na zewnątrz z aparatem i będę mogła zrobić kilka zdjęć, mam już dość siedzenia w domu... Po drugie! Potrzebuję wyjazdu z odcięciem od świata facebooka, odczułam tę potrzebę po spotkaniu z częścią ekipą z Rzymu (Z Martą i Emi, Dominik był z nami telefonivcznie) w miniony piątek, nie mogę doczekać się kolejnych wspólnych wakacji i Oslo... Po trzecie! Nienawidzę jak ktoś mnie do czegoś zmusza. Szlak mnie wtedy trafia. I wtedy zazwyczaj nie mam na nic ani trochę ochoty. Jak zacznę uczyć się sama z siebie przynosi to najlepsze rezultaty. Ale jak słyszę gadanie, albo otrzymuję wiadomości krzyczące, że mam się ogarnąć, to się we mnie gotuje. Szkoda, że niektórzy tego nie rozumieją. Ja rozumiem powagę sytuacji, matura i tak dalej, ale bierzmy pod uwagę nasze możliwości, i bycie po prostu człowiekiem. Nie chcę zamykać się tylko i wyłącznie w sferze nauki  do matury. To moje ostatnie miesiące w najlepszej szkole, nie chcę ich zapamiętać tylko jako czas, w którym wkuwałam 24/7. A ludzie niech mówią co chcą, mam swój rozum, mam swoje zdanie. Decyzję o rozszerzeniach też sama podejmę, będę wiedzieć, że jakakolwiek ona nie będzie, to będzie ona moja. Koniec rozpisywania.

Teraz zmykam szykować się na matmę, stwierdziłam, że skoro lepiej się czuję to pójdę do szkoły na te dwie godziny, może nawet zostanę na teatralnych... ;)

Miłego dnia kochani! :)

noworoczny śnieg * wieczory bez prądu * kreatywność na imieniny
warsztaty teatralne * przygotowania przed studniówką * w trakcie balu
Stary Rynek w Poznaniu wieczorem * piszemy protokół * najlepsze miejsce w szkole