Hej! Dzisiejszy dzień w planach był wypełniony lenistwem i zerkaniem do książek. W rzeczywistości, było zupełnie inaczej, choć wstałam o 10, to obudzono mnie już o 7:30. Potem pojechaliśmy z rodzicami do dziadków. Tam czekało nas mnóstwo pracy, teraz jestem wykończona ale jednocześnie całkiem usatysfakcjonowana. Z nowości, które mogą być ciekawe mogę wam powiedzieć, jaki cel wycieczki obrałyśmy razem z Alą - Gdańsk. W końcu, po dziesięciu latach trafię nad polskie morze. Czas zabrać się powoli za organizację... A druga to taka, iż będąc dzisiaj u dziadków o mało nie dostałam palpitacji gdy okazało się, że babci ma zasoby białych naczyń w niebieskie wzory. Już mam obiecane, że będą moje gdy będę miała własne mieszkanie. Mogę powiedzieć, że jestem dzieckiem szczęścia?
W ostatnim poście wspominałam wam o zakupach poczynionych podczas mojej wizyty w Gorzowie. Postanowiłam, że pokażę wam ich część. Zanim opowiem więcej o tym, co jest na zdjęciu, dodam że do mojej szafy trafiły trapery z Lidla oraz cytrynowa sukienka z Mohito. Jednak zarówno sukienka i trapery nie nadawały się do zdjęcia (sukienka była przybrudzona już w sklepie, dzięki paniom które przymierzając ją zostawiły część makijażu właśnie na niej, natomiast trapery są już w użyciu, i musiałabym je wyczyścić, a na to nie miałam czasu - zdjęcie robiłam na moment przed wyjazdem). Nie ukrywam, że podoba mi się zestawienie kolorów na zdjęciu, a trapery trochę psułyby tę harmonię.
Wspominałam że odwiedziłam "targi staroci", przewiozłam porcelanowy pojemnik z niebieskim wzorem i starą, niemiecką puszkę po herbacie. Czuję, że moja znajomość z owymi targami będzie dłuższa i coraz bardziej owocna. Następna jest biała koszula, najprostsza jaką możecie sobie wyobrazić. Czyli taka, którą chciałam i potrzebowałam, wiecie, maraton maturalny już za dwa miesiące. Dorwałam ją w Orsay. Dalej moja zdobycz z Tesco, książka Kinga "Cmętarz zwieżąt", znaleziona za całe 5 zł. Dalej złoty naszyjnik z Pepco, jakością nie powala, choć i tak jest dużo lepszy od biżuterii z Sinsay. A jeśli o Sinsay mowa, to chociaż nienawidzę ich sztucznej biżuterii (jeden raz założę i do niczego się nie nadaje) to ich koszulki całkiem lubię. Nareszcie mam zwykły biały, choć jego żywotność nie będzie długa to i tak się z niego cieszę (swoją drogą, wiecie gdzie kupię basciowe t-shirty z dobrej bawełny?). Dalej hipsterskie zeszyty z Empiku, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia, i mam nadzieję, że dzięki nim liczenie matmy będzie dużo bardziej efektywniejsze. Na sam koniec zostawiłam najlepsze, borki z Reserved. Solidne, wygodne, jak na razie jestem z nich bardzo zadowolona, i chyba będę je nosić non-stop!
Tyle na dzisiaj, jutro wpadnę z podsumowaniem miesiąca :)
Do następnego!
W ostatnim poście wspominałam wam o zakupach poczynionych podczas mojej wizyty w Gorzowie. Postanowiłam, że pokażę wam ich część. Zanim opowiem więcej o tym, co jest na zdjęciu, dodam że do mojej szafy trafiły trapery z Lidla oraz cytrynowa sukienka z Mohito. Jednak zarówno sukienka i trapery nie nadawały się do zdjęcia (sukienka była przybrudzona już w sklepie, dzięki paniom które przymierzając ją zostawiły część makijażu właśnie na niej, natomiast trapery są już w użyciu, i musiałabym je wyczyścić, a na to nie miałam czasu - zdjęcie robiłam na moment przed wyjazdem). Nie ukrywam, że podoba mi się zestawienie kolorów na zdjęciu, a trapery trochę psułyby tę harmonię.
Wspominałam że odwiedziłam "targi staroci", przewiozłam porcelanowy pojemnik z niebieskim wzorem i starą, niemiecką puszkę po herbacie. Czuję, że moja znajomość z owymi targami będzie dłuższa i coraz bardziej owocna. Następna jest biała koszula, najprostsza jaką możecie sobie wyobrazić. Czyli taka, którą chciałam i potrzebowałam, wiecie, maraton maturalny już za dwa miesiące. Dorwałam ją w Orsay. Dalej moja zdobycz z Tesco, książka Kinga "Cmętarz zwieżąt", znaleziona za całe 5 zł. Dalej złoty naszyjnik z Pepco, jakością nie powala, choć i tak jest dużo lepszy od biżuterii z Sinsay. A jeśli o Sinsay mowa, to chociaż nienawidzę ich sztucznej biżuterii (jeden raz założę i do niczego się nie nadaje) to ich koszulki całkiem lubię. Nareszcie mam zwykły biały, choć jego żywotność nie będzie długa to i tak się z niego cieszę (swoją drogą, wiecie gdzie kupię basciowe t-shirty z dobrej bawełny?). Dalej hipsterskie zeszyty z Empiku, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia, i mam nadzieję, że dzięki nim liczenie matmy będzie dużo bardziej efektywniejsze. Na sam koniec zostawiłam najlepsze, borki z Reserved. Solidne, wygodne, jak na razie jestem z nich bardzo zadowolona, i chyba będę je nosić non-stop!
Tyle na dzisiaj, jutro wpadnę z podsumowaniem miesiąca :)
Do następnego!

