wtorek, 29 kwietnia 2014

Dzieciństwo czyli kilka przemyśleń


Hej! W tym momencie zabrakło mi słów. W głowie miałam poukładane wszytko to co chciałam napisać. Jednak teraz, gdy widzę puste miejsce na bloggerze nie wiem co chciałam napisać, totalne zaćmienie umysłu. Wiem tylko o czym chciałam pisać, o tym, że została mi niecała godzina dzieciństwa biorąc pod uwagę prawo. To dziwne, zmiana cyferki w liczbie przeżytych lat i automatycznie możemy być uważani za dorosłych. Jeden dzień różnicy i zyskujemy dodatkowe prawa i obowiązki. Tak samo ma zmienić się to, że za chwilę będę "dorosłym" człowiekiem i nie będę już dzieckiem? Czyli teraz kończy się moje dzieciństwo? Nie. Nie zamierzam być bardziej poważna. W duchu nadal będę dzieckiem cieszącym się z każdej, nawet najmniejszej rzeczy, nadal będę mieć w sobie instynkt przedszkolaka - małego odkrywcy. Zastanawiam się czy coś się zmieni jak będę równo o północy siedzieć nad podręcznikiem z geografii. Wszak nie ma bardziej wspaniałego przeżycia tych pierwszych minut dorosłego życia niż nauka na sprawdzian. 

Wiecie, dla was może się to wydawać dziwne ale jak tak dzisiaj posiedziałam z całym pudełkiem  lodów (a co! stwierdziłam, że dogodzę sobie) to nasunęło się mnóstwo myśli. I choć jest to tylko zmiana cyferki to w jakiś sposób się to przeżywa. Myśli się, wspomina. A propos przeszłości, w mojej nic bym nie zmieniła, chociaż było klika błędów które popełniłam, to z tej perspektywy nie są one złe, wiem na przyszłość czego unikać albo wręcz przeciwnie. 

I chyba jestem szczęśliwa, jak na zdjęciu powyżej (na którym wyglądam jak niewygląd (bo przydałoby się zmienić parę rzeczy, ale po co?), ale i tak to zdjęcie lubię!)

Dobranoc! :)
Do jutra, jak już będę mogła do was napisać jak dorosła!

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wiosna w obiektywie czyli kilka zdjęć


Hej! Co u was słychać? U mnie bardzo spokojnie. Sobotę i niedzielę spędziłam u dziadków i w domu. Starałam się jak najmniej czasu spędzić na komputerze i chyba mi się udało, stąd też brak postów w weekend. Dzisiaj miałam bardzo miły poranek, w związku z odejściem maturzystów został zmieniony plan lekcji i zajęcia rozpoczynałam dopiero o 9:40. Bez pośpiechu zjadłam śniadanie, poszłam rano do gimnazjum zrobić zdjęcia na stronę, potem do sklepu po ELLE i poszłam do szkoły. Z trzech teoretycznie zapowiadanych kartkówek była tylko jedna więc bilans całkiem niezły. A i z piątkowej kartkówki z  matmy z pochodnych dostałam 4 więc już totalnie wielkie love. Po powrocie ze szkoły spotkałam się z Martą, poszłyśmy do sh a potem na próbę chóru. Tam dowiedziałyśmy się nieco więcej o wyjeździe wakacyjnym, mam co do niego mieszane uczucia, głównie w związku z ilością czasu jaki mamy spędzić w autobusie - 6 dni? (bardzo lubię jeździć autobusem, ale są granice) jednak mam nadzieję że tak źle nie będzie i zobaczę trochę więcej niż stacje benzynowe. Ale więcej o wyjeździe napiszę jak będę znać szczegóły ;)

Dzisiaj mam dla was trochę zdjęć sprzed kilku dni. Byłam u babci i korzystałam z pięknej pogody i tego, że  wzięłam ze sobą lustrzankę. Ze zdjęć jestem bardzo zadowolona, w szczególności z tego, na którym widać latającą pszczołę. Teraz tylko muszę zrobić zdjęcie piorunów i będzie pełnia szczęścia! 

Teraz idę do angielskiego, a wam życzę
DOBRANOC!

piątek, 25 kwietnia 2014

Inspiracyjny piątek czyli geometryczne wzory


Hej! Właśnie się zorientowałam, że nie pisałam o tym co u mnie słychać. A działo się dużo! Postaram się to opisać jak najkrócej, pisze postaram, bo wiecie jak u mnie wygląda jak się rozpiszę. Święta spędziłam prawie tradycyjnie. Piszę prawie gdyż w niedzielę po wspólnym świętowaniu z rodziną, pojechałam do domu się przebrać. A o 16 byłam już stawiona na osiemnastkę kolegi! Podobało mi się bardzo, choć na początku nie byłam do niej przekonana. Jednak koniec końcem było naprawdę świetnie, tylko krótko, bo do 2. A, i nikt nie przypomniał sobie, że po północy był już lany poniedziałek. Nie wiem jak by się to skończyło... W poniedziałek pojechaliśmy do Gorzowa spotkać się z rodziną. Przy okazji porozmawialiśmy przez skajpaja z rodziną z Białorusi. A ja dużo ziewałam, wszak się nie wyspałam dobrze. We wtorek nic specjalnego się nie działo, oprócz tego, że napadłam na Rossmana i w związku z promocją zrobiłam kosmetyczne zapasy. W środę nastąpił brutalny powrót do szarej rzeczywistości. Mieliśmy pisać kartkówkę z angielskiego, którą przenieśliśmy na poniedziałek, "panie profesorze, tak zaraz po świętach?". Potem miały nadejść dwie lekcje matematyki, ale czekamy i nauczycielki nie ma. Zatem zjednoczyliśmy się i schowaliśmy się za ścianą w całe 20 osób (wiecie, jeszcze by nas ktoś zauważył i zastępstwo załatwił, co to to nie!) i odliczaliśmy aż minie zbawienne 15 min. Minęło! Więc jednogłośnie stwierdziliśmy, że idziemy. Najpierw na lody a potem nad jezioro pograć w... mafię! Całą klasą, a podobno nie jesteśmy zgrani! (Hę? Misia?) I tak oto równo tydzień przed 18 urodzinami zaliczyłam pierwsze prawdziwe wagary. Doświadczenie całkiem fajne, ale nie żebym była jakimś zwolennikiem wagarów czy coś, wszystko w granicach rozsądku :D. Potem tradycyjnie zajęcia teatralne. W czwartek nie było nic szczególnego oprócz tego, że na wf torturowaliśmy się okrążając 10 razy orlika. Żaden maratończyk ze mnie nie będzie. Po tym jak dowlokłam się do domu pojechaliśmy do dziadków, tam spędziłam większość popołudnia ucząc się na świeżym powietrzu, sprawdzian z romantyzmu to nie przelewki. Dzisiaj byłam w szkole wyjątkowo wcześnie, robiliśmy próby przed występem na zakończenie szkoły przez maturzystów. I zaśpiewaliśmy sto lat Zosi! Potem trzeba było iść na lekcje, na polski, na sprawdzian. Jaka była radość gdy okazało się, że nie ma nauczycielki! Wprawdzie mieliśmy zastępstwo z dyrektorem i kartkówkę, ale z dwojga złego lepsza matma! Potem znów próby i pożegnanie maturzystów. Wystąpiliśmy, podziękowaliśmy naszym dwóm "najjaśniejszym gwiazdom" (jedna z nich się popłakała). A potem wykończona wróciłam do domu. I mimo wspaniałej pogody za oknem poszłam spać, bo choć nie miałam lekcji to dzień był bardzo wykańczający.

Ale grunt, że piątek i znowu będzie można się trochę przez ten weekend polenić. Ale najpierw wstawię inspiracje! Dzisiaj tematem przewodnim będą geometryczne wzory we wnętrzach. Niektóre z nich odpowiednio wykorzystane wydłużą czy też poszerzą ściany, korytarzem wąskie przejścia. Z kolei dodatki ze wzorem geometrycznym nadadzą wspaniałego charakteru całemu pomieszczeniu. Dodadzą jednocześnie trochę nowoczesności. Mnie osobiście najbardziej podobają się wzory czarno białe, co nie zmienia faktu iż inne kolory nie prezentują się równie fajnie! Dodam jeszcze na koniec że moje serce skradła ta poduszka (a raczej poszewka na poduszkę).

Teraz kończę, jeszcze tylko obrobię zdjęcia na stronę i już można iść spać.
Dobranoc! :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Waga wspomnień czyli o bezcennych pamiątkach


Hej! Czy sprawdzian z romantyzmu od początku roku szkolnego to wystarczający argument na moją nieobecność czy muszę się jeszcze tłumaczyć? ;)

A może opowiem wam do jakich rozmyślań, doszłam jakiś czas temu w nocy. Jak wiecie podróżowanie to coś co uwielbiam. Nie trzeba mi dwa razy mówić abym pojechała gdziekolwiek czy też do sąsiedniego miasta czy na drugi koniec świata. Zawsze to oznacza podróż w nieznanie, bo nie wiemy co ciekawego może nas spotkać. Ale nie o tych chciałam mówić. Z każdej podróży przywoziłam pamiątki. Zwykła rzecz, z Torunia figurkę Kopernika, z Warszawy Syrenkę a z Rzymu gipsowe Koloseum. Mam całą półkę nad biurkiem z takimi rzeczami. Fajna sprawa, bo cieszy oko za każdym razem gdy na nią spojrzę. Ale... Co z tego, że są. Sam fakt kolekcjonowania jest fajny, bo nadal przywożę sobie pamiątki. Ale nie mam na to takiego parcia jak kiedyś. W podstawówce i na początku gimnazjum jak byłam na wycieczce szukałam rzeczy, którą potem z dumą będę mogła postawić na półce. I co z tego, że jak na kawałek plastiku czy też gipsu miałam wydać kwotę, której to nie było warte. Ale nie chodzi już o same pieniądze. 
Chodzi mi o bezcenne pamiątki jakimi są wspomnienia! Jest to najcenniejsza pamiątka! I nie znajdę tego w żadnym sklepie, nie postawię ich na półce. One po prostu są i żyją w naszej pamięci tak długo jak będziemy chcieli o nich pamiętać. Ważne jest jednak to aby mieć co wspominać. Żeby mieć do czego wracać myślami, trzeba odważyć się zrobić coś innego, nawet jeśli nie jest to do końca zgodne z naszymi osobistymi "normami", coś nieszablonowego. Sama wiem po sobie, że z przyjemnością wspominam chwile, w których zrobiłam coś czego bym się po sobie nie spodziewała. Chociażby podczas ostatniego wyjazdu z chórem, gdy wszyscy siedzieli w pokojach i odpoczywali po długiej wyprawie. Znając moje leniwe usposobienie robilibyśmy to samo. Ale w tym momencie włączył się we mnie instynkt ciekawskiego przedszkolaka i odkrywcy w jednym. Namówiłam trzy osoby żeby poszukać miejsca nad rzeką, gdzie było kilka osób, i które było podobno bajeczne. To udaliśmy się małą grupą na spacer w okolice. Bez mapy, ale z jedzeniem  (to jest niesamowicie ważna informacja) żeby zrobić sobie piknik, jak już znajdziemy to miejsce. Poszliśmy za miasto, trochę się pogubiliśmy, w końcu przeszliśmy na drugi brzeg rzeki, przez tory kolejowe i weszliśmy na wzgórze. Nie znaleźliśmy tego bajkowego miejsca. Znaleźliśmy inne bajkowe miejsce. A tam widok był niesamowity! Widzieliśmy całe miasto i wysokie góry w tle. W dodatku z jednej strony na "ścianie" góry był plac bez drzew w kształcie serca, i tylko z tamtej perspektywy był to widać tak dobrze, a z drugiej zbiornik lazurowej wody! Warto było się ruszyć? Warto!
Jeśli będę w tym roku w Rzymie, to nie chcę wracać z kolejną gipsową figurką. Gdy będziemy mieli czas wolny nie chcę siedzieć jednym miejscu i narzekać jak bardzo jest gorąco. Chcę wejść w boczną uliczkę i wypić kawę w włoskiej kawiarni gdzie nie ma turystów tylko sami mieszkańcy tego miasta, chcę wejść do piekarni ukrytej za rogiem i tam kupić coś do zjedzenia, a nie posiłkować się pizzą z budki ustawionej na środku drogi prowadzącej na plac św. Piotra. Chcę kupić włoską gazetę, jakąkolwiek. I złamać zakaz o nie oddalaniu się i wrócić na czas na miejsce zbiórki. Chcę po prostu zobaczyć i doświadczyć czegoś czego nie ma opisanego w żadnym przewodniku. I czuję, że nie będę tego żałować.

Ot moje przemyślenia, co wy o tym myślicie?
Wracam do romantycznego wieczoru z językiem polskim. Dosłownie.
Dobranoc! :)

piątek, 18 kwietnia 2014

Inspiracyjny piątek czyli wielkanocnie


Hej! Jak obiecałam, jestem! Opóźnienie spowodowane jest grą zwaną popularnie 2048. Niepozorna gra, 16 małych kwadracików i potęgi liczby 2. A to wszytko trzeba połączyć w magiczny sposób razem, i nie pomoże tutaj nawet znajomość księgi zaklęć Hermiony. Potrzeba myślenia. Ale zacznę od początku. Jak zobaczyłam tę grę to było coś w stylu: znoooowu coś wymyślili. No wymyślili. Pewnie banał bo ktoś już chwalił się, że dobił do tej liczby. Ja chodziłam śmiejąc się i pukając w głowę jak można w tym siedzieć tyle czasu. Jednak fenomen tej gry na korytarzach w mojej szkole zaczął być zastanawiający. W końcu licealiści mają trochę oleju w głowie, przecież w byle co nie grają. Pomyślałam, że w sumie trzeba sprawdzić co kryje w sobie gra o niepozornej nazwie 2048. Telefonu z milionem funkcji nie posiadam więc nie mogłam pozwolić sobie na luksus posiadania tego na moim "sprzęcie". Dla chcącego nic trudnego, wpisałam w wyszukiwarkę te cztery cyferki i wyskoczyło mi kilka stron. To kliknęłam w pierwszą lepszą i... przepadłam! Gra jest naprawdę fajna, nie trzeba machać telefonem na prawo i lewo żeby skręcić swoim fikcyjnym BMW i nie wjechać w barierkę, to wymaga ruszenia głową. I wcale nie jest takie łatwe jak się wydaje! Potwierdziłam dzięki temu moją tezę, którą kiedyś sobie postawiłam: nie krytykuj jeśli czegoś nie znasz. Koniec moich rozważań w temacie 2048.

A dzisiaj byłam na kolejnym meczu, wróciłam ze zdjęciem z Niemcami :3

Dzisiaj Wielki Piątek, a to oznacza, że już niebawem Wielkanoc. W moich niezbyt poprawnych wyobrażeniach przerwa świąteczna to czas, w którym mogłabym spać do południa. Ale skutecznie uniemożliwia mi to (niepotrzebne skreślić) pies sąsiada/mikser/odkurzacz/brat (osobiście nie skreśliłam nic). Ale tak nie jest, bo sernik sam się nie upiecze a dom sam się nie posprząta. Wiec na zmianę tańczę z odkurzaczem i śpiewam wtórując mikserowi. Mieszanka wybuchowa. A, no i jajka na święta nie wyskoczą z wytłaczanki pomalowanie. Jutro czeka mnie działalność pisankowa więc poszukiwałam inspiracji do ich ozdobienia. To co znalazłam zamieszczam, a i łapcie jeszcze post od Pauli KLIK - tym też możecie udekorować swoje pisanki.

Wracam do 2048.
Dobranoc!

czwartek, 17 kwietnia 2014

O rozgardiaszu czyli dużo się dzieje


Hej! O Sol Español! Czy jakoś tak... Miałam pisać częściej ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.
W ostatnim czasie rozleniwiłam się jak nigdy, wizja tych wolnych dni tylko to spotęgowała. Ale za bardzo nie narzekam, bo potrzebowałam takiego odpoczynku, od nauki oczywiście! Lecz nie daję sobie spokoju ze zdjęciami. A wręcz przeciwnie! W związku z "pewnym sportowym wydarzeniem" robię zdjęcia, rzekomo wystarczy 20. Ale ja robię 400. Ale co ja mam zrobić jak zdjęcia wychodzą niesamowite i aż chce się ich robić setki. A co mam powiedzieć jak doda się fakt, że zdjęcia robię Hiszpanom, i to ładnym Hiszpanom, w moim wieku - to myślę, że odpowiedź nasuwa się sama! :D

Ale, odchodzę już od tematu hiszpańskiego. We wtorek (przed meczem, w którym grali... no... sami wiecie kto!) byliśmy z klasą na wycieczce w związku z pewnym projektem. Znaleźliśmy się ośrodku badawczym, który mieścił się w pałacyku! Otoczenie jak i sam pałac były śliczne, więc skorzystałam i postanowiłam zrobić dodatkowo klika zdjęć na bloga. Zapraszam do oglądania!

A teraz zmykam do łóżka!
Dobranoc! :)

sobota, 12 kwietnia 2014

Sobota w żółtej kamizelce czyli jedno zdjęcie


Hej! Jestem zmęczona po tym dniu, pełnym zdjęć! Jedno postanowiłam zamieścić tutaj. Miałam dzisiaj styczność z nowym sportem - a jakim to już sami musicie się domyślić! Byłam zdziwiona jak kulturalni są zawodnicy. Raz, że nie wykrzykują przekleństw, dwa, że nie kłócą się o byle co z sędziami i trzy, że nie obrażają się wzajemnie. Nie wspomnę już o tym że jak w przeciwieństwie do piłki nożnej nie przewracają się i nie jęczą z bólu po każdym uderzeniu. Na meczu było bardzo śmiesznie, tym bardziej że nie znam zasad :3 Jutro ponownie spotkanie z naszymi "gośćmi" tym razem będziemy z nimi oglądać mecz, a nie ich mecz!

No i nie będę ganiać w stylowym żółtym wdzianku press tak jak dzisiaj: KLIK. Aczkolwiek fajnie jest mieć wstęp wszędzie, wiecie coś a`la VIP! :D

Teraz idę spać, marzę tylko o tym aby znaleźć się w łóżku!
Dobranoc!

piątek, 11 kwietnia 2014

Inspiracyjny piątek czyli messy bun


Hej! Mam jeszcze chwilę czasu więc postanowiłam do was napisać. Właśnie czekam na koleżankę gdyż będziemy robić plakat na historię. Jenak oczekiwanie nieco się przedłuży gdyż: /- daj nam jeszcze chwilę! - ale Wera, mamy plakat robić! -no chwila zaraz będę u Ciebie! - mhm.../ Powód zatem już znacie a mnie nie pozostaje nic innego jak usiąść przed komputerem i coś dla wan napisać. Dzisiaj przyjeżdżają do naszego miasta goście z Czech i Niemiec w związku z pewnym sportowym wydarzeniem, wraz ze znajomymi będziemy wolontariuszami i mamy zamiar (bo nigdy nic nie wiadomo) nawijać po angielsku i szprechać niemiecku. Mam nadzieję, że będzie to coś podobnego co było w maju poprzedniego roku tyle że nie będziemy spędzać z nimi tyle czasu. Ale relację oczywiście wam zdam!

Dzisiaj upragniony piątek a to oznacza inspiracje! Szczerze wam powiem że miałam dylemat, czy już zacząć szaleństwo wielkanocne czy dać sobie jak na razie spokój. Postawiłam na to drugie i efekty widzicie poniżej. Koczek w nieładzie to coś co "noszę po domu", gdyż w moim wykonaniu nie nadaje się on do wyjścia na ulicę, rzekłabym "ni gruszka ni pietruszka" :p. Chociaż jest messy. Chciałabym aby kiedyś wyszedł mi taki jak na poniższych zdjęciach. A tymczasem zostawiam was z dawką inspiracji!

Enjoy! :)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Bo każdemu trochę wiosny i luksusu się należy czyli tulipany i ck


Hej! Pisząc tego posta drżę ze strachu. No dobra żartuję. Ale napisze najpierw o co chodzi. Facebookowe nominacje pod hasłem "zdjęcie z dzieciństwa albo czekolada". Łańcuszek rozprzestrzenia się jak epidemia, najpierw oglądałam to zjawisko z daleka, a teraz całe morze tych nominacji spływa z tablicy. Mam nadzieję, że mnie nie dopadnie, ja nie chcę! Chociaż sama idea nie jest w sumie zła, na pewno lepsze to niż popularne jeszcze niedawno wybicie jednego piwa na raz. 
A co do mojego dnia, pewnego dnia nie miałam czasu na porządną naukę na sprawdzian z geografii. A jak dzisiaj go otrzymałam byłam jak zahipnotyzowana, w końcu 46,5/48 punktów ot tak zdobyć nie można. Przyznaję, że Ala czuwała i pomogła mi w pewnej kwestii co nie zmienia faktu iż nadzieja na zdanie matury z geografii już jest. Przewidziałam również kartkówkę z historii, szkoda tylko, że dopiero na minutę przed słowami pełnymi grozy "wyciągamy karteczki". Więcej atrakcji nie było, po południu jeszcze chór i zajęcia z rysunku technicznego. Potem wróciłam do domu i zawinęłam się w kokon z kołderki, mam zamiar tak spędzić resztę wieczoru. 

Dzisiaj mam dla was post ze zdjęciami które wprost ubóstwiam. Wczoraj wspominałam, że weekend spędziłam w Gorzowie. Pierwszego dnia chodziłam na pół przytomna więc na nic konstruktywnego mnie nie było stać. Drugiego dnia za to pobawiłam się z kuzynką, próbowałam znaleźć jakieś perełki na giełdzie. Niestety łowy były nie udane a ja myślałam że szczęście tego dnia mnie opuściło. Jakże się myliłam! Wracając z giełdy zatrzymaliśmy się na chwilę  w centrum. Gdy rodzice poszli do Lidla ja stwierdziłam że wskoczę do Pepco. Obejrzałam cały wnętrzarski asortyment jednak nic nie powaliło na kolana. Już miałam wychodzić, ale stwierdziłam że zerknę jeszcze tylko na dział kosmetyczny. Byłam w szoku jak zobaczyłam produkty Calvina Kleina. Pierwsza reakcja, podróbki. Jednak był czarny lakier, którego mi brakowało, gdyż nie raz potrzebowałam już lakieru w tym kolorze. A co mi tam, biorę! Miałam jeszcze chwilę czasu więc poszłam do Lidla. Moim oczom ukazały się stosy tulipanów. Stanęłam jak wryta, jeszcze bardziej mnie zamurowało gdy zobaczyłam ich cenę. 1,99 za bukiet 7 tulipanów. Szukałam haczyka. No nic! Przestałam narzekać i cała w skowronkach poleciałam z dwoma bukietami do kasy. Teraz moje tulipany stoją w wazonie i cieszą oko! Chyba muszę wprowadzić zwyczaj aby od czasu do czasu w wazonie stały świeże kwiaty, nie zdawałam sobie sprawy jak taki detal potrafi ożywić wnętrze! Gdy wróciłam do domu poszukałam czegoś na temat kosmetyków ck w Pepco. I wiecie co się okazało? To są oryginały. Podróbki to nie mogą być gdyż ich sprzedaż jest karalna, a na takie coś nie może pozwolić sobie sieć sklepów rozsianych po całej Polsce. I tak oto mogę szpanować kochani! A tak na serio, jeśli kręcą was marki takie jak ck to ruszajcie do Pepco, ja na razie rezygnuję, nie potrzebnie jest mi tego aż tyle ;)

Nie sądziłam, że rozpiszę się tak o tulipanach i lakierze do paznokci. 
Dobranoc! :)

niedziela, 6 kwietnia 2014

Noc w Liceum czyli jedno zdjęcie


Hej! Chciałam dodać coś wczoraj ale niestety nie zdążyłam. Ale zacznę od początku! Zaraz jak napisałam do was wyłączyłam komputer i po chwili oczekiwania wraz z koleżanką ruszyłyśmy do szkoły. Rozpoczęcie nie było dla nas zbyt miłe ale nie będę się na ten temat rozpisywać. Potem rozpoczęła się gra terenowa która była fajna choć zachowania niektórych osób (w tym tych, którzy sprawili, że rozpoczęcie nie było miłe) były  po prostu chamskie. Wraz z koleżanką ruszyłyśmy do szkoły w średnich humorach, nawet pyszna pizza nie poprawiła zbytnio humoru. Potem w parku odbyła się gra nocna, wraz z koleżanką stałyśmy na punkcie gdzie było ciemno a jedynym źródłem światła była latarka z telefonu. Na początku miałyśmy "schizę" ale zaczęłyśmy rozmawiać o zbliżającej się osiemnastce kolegi i zapominałyśmy o tym, że ktoś może stać za nami z nożem aby nas poćwiartować i wrzucić do jeziora. Nic z tych rzeczy się na szczęście nie stało i wróciłyśmy do szkoły. Humory nam nie dopisywały z różnych powodów. Byłyśmy nawet gotowe wracać do domu ale zrezygnowałyśmy. Najpierw chwilę pośpiewałyśmy a potem postanowiłyśmy obejrzeć film. Akurat puszczali "World War Z". Horror. Mówiłam już wam, że nienawidzę tego gatunku? Na horrorach chowam się pod kołdrę i udaję, że nic nie słyszę i nie widzę. Aczkolwiek ten mnie wciągnął i chociaż nie raz siedziałam z głową pod śpiworem to stwierdzam, że podobał mi się. Tym bardziej, że obejrzałam go po grze nocnej, gdybym obejrzała go przed to nie usiedziałabym w tym ciemnym parku. Ale, kończę temat horrorów. Po obejrzeniu filmu postanowiliśmy grać w mafię. Właśnie ten moment sprawił że ta noc nie była porażką a mogę ją zaliczyć do całkiem udanych. I tak w mafie graliśmy do chyba 6 rano. Oczywiście nie obyło się bez przysypiania pod klasą od fizyki przykryta kocykiem który pożyczyłam od kolegi. Ale były to chwile słabości, które minęły dosyć szybko, bo kurcze blade, nie przyszłam do szkoły się wyspać! (przynajmniej w tę noc, a na lekcjach, czemu nie...) Jak wróciłam do domu nastawiłam budzik na 9 aby wstać na chór. Oczywiście, że się nie obudziłam i na chór nie poszłam. Zostałam obudzona przez rodziców, którzy powiedzieli że jadą do dziadków a ja mogę dalej spać, mówili wtedy coś jeszcze ale do mnie nie dotarło. Wstałam ok 15. Wysłałam zdjęcia po czym wrócili rodzice i oznajmili mi że miałam być gotowa bo jedziemy do Gorzowa. Wtedy już wiedziałam co jeszcze chcieli mi przekazać gdy mnie obudzili a ja byłam na wpół przytomna...

Teraz kończę, zobaczymy się jutro!
Dobranoc! :)

piątek, 4 kwietnia 2014

Inspiracyjny piątek czyli what I love


Hej! Nie mam czasu na pisanie. Za chwilę ruszam na Noc w Liceum! Będziemy przez całą noc oglądać filmy, grać w mafię, śpiewać i chodzić nocą po parku! Będzie świetnie!

Tymczasem zapraszam was na inspiracje które czekają na publikację od dwóch miesięcy! Nazwałam je what I love, czyli to co kocham! Są to rzeczy które obrazują mnie, to czym się interesuję, czym zajmuję się w wolnym czasie, po prostu to, co lubię!

A teraz was żegnam i do zobaczenia jutro! :)

środa, 2 kwietnia 2014

W temacie spaceru czyli jedno zdjęcie


Hej! Dzisiaj był bardzo fajny dzień! Rekolekcje zakończyły się o 11 więc w domu byłam wyjątkowo wcześnie! Poszłam z mamą na zakupy. Jak wróciłam do domu zjadłam coś na szybko i udałam się na spacer z koleżanką. Zwiedziłyśmy miejscowy ciucholand, poszłyśmy na lody do nowo otwartej lodziarni której wystrój przyprawiał o "cukierkowy" zawrót głowy, jednak same lody są wyśmienite! Przeszłyśmy się po parku, po mieście śmiejąc się i plotkując. Zwieńczyłyśmy to sesją nad jeziorem! (Tam też zrobiłam zdjęcie widoczne powyżej -  były lepsze, ale to jest moim ulubionym). Dawno nie byłam na tak długim spacerze! Jak wróciłam do domu to nie było czasu na odpoczynek gdyż jechałam do babci! Wróciłam po 19 i dopiero wtedy mogłam odetchnąć! Ten post być może nie zawierał informacji, które zmieniły wasze życie ale stwierdziłam, że warto zapamiętać ten dzień! W końcu, ten blog jest również moim internetowym pamiętnikiem! 

Dobranoc! :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Mobilemix czyli podsumowanie marca


Hej! Wróciłam z turnieju. Cała, w jednym kawałku. Bez skrzynki rozbitych pomidorów na głowie. Czyli jakby nie patrząc było całkiem dobrze! A teraz na serio! Bardzo mi się podobało, choć denerwowałam się jak mi coś nie wychodziło. Końcem końców nie zajęliśmy ostatniego miejsca więc było dobrze. Najlepiej grało mi się w drugim meczu, pewnie dlatego, że najlepiej mi wtedy cokolwiek wychodziło! (Co nie zmienia faktu, że i tak "nakrzyczę" na pewnego pana P przy najbliższej okazji!). Było to bardzo fajne doświadczenie i gdyby nie moje beztalencie to może i zapisałabym się do SKS. Ale do tego mi daleko więc jak na razie rezygnuję! 
Dzisiaj też był drugi dzień rekolekcji, było bardzo fajnie - mamy świetnego rekolekcjonistę! :)

Ale, jest prima aprilis. Oprócz dnia, w którym żarty sypią się koszami to oznacza również podsumowanie miesiąca. Marzec minął spokojnie, bez żadnych szalonych atrakcji. Zakochałam się w piosence powyżej, tym bardziej, że bardzo lubię oryginały obydwu utworów. W owym miesiącu rozpoczęłam realizację jednego z fajniejszych postanowień noworocznych z czego niesamowicie się cieszę! W marcu podniosłam się z "kryzysu blogowego" i "celebrowałam" na swój sposób Dzień Św. Patryka. Występowałam na zamku i pierwszy raz w tym roku spotkałam się z Esther! Na kwiecień mam bardzo ambitny plan co do umieszczania postów codziennie, aby... zapamiętać ostatni miesiąc mojego "dzieciństwa"! Gdyż 30 kwietna zbliża się nieubłaganie jak i magiczna liczba 18. Lecz nie dramatyzuję, bo i po co? :)

Miłego wieczoru wam życzę!
Do jutra! :)

konkurs piosenki (kompromitacja mojego życia) * różyczka z okazji 8 marca * nocny spacer po meczu z koleżanką
rysunek techniczny na mariańskich schodach * Irlandia! * ponownie nocne randki z historią
20 km rowerem - lubię to! * teatralny Poznań! * Koncert Mezo w King Crossie