wtorek, 31 marca 2015

Teatr i muzyka czyli z perspektywy sceny


Hej! Dawno mnie tutaj nie było. Muszę przyznać, że od ostatniego posta dopiero teraz znalazłam chwilę aby tutaj zajrzeć i napisać. A to dlatego, że na jutro nie mam nic naglącego i mogę bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia posiedzieć przy komputerze. Działo się tak dużo, że sama do końca nie wiem od czego zacząć. Podobno najlepiej od początku, ale nawet to jest trudne. Czuję, że ten post będzie zawierał więcej słów od moich wszystkich prac na próbnych maturach razem wziętych.

A skoro już o maturach mowa to po wspomnianej w poprzednim wpisie ustnej z angielskiego przyszedł czas na większy pogrom. Ustna z polskiego. Było zaskakująco dobrze jak na mnie, zanotowałam tendencję wzrostową gdyż wynik to 29/40. Z polskiej ustnej każdy wynik mnie zadowoli, byleby zdać, tematy to loteria teraz mogło mi pójść dobrze a za 1,5 miesiące może nie być tak kolorowo. Po maturach korzystając z pięknej pogody poszłam z Werą na spacer, podczas którego powstał nasz biznesplan "Flip i Flap. Malowanie na poziomie." Gwarantuję wam, że gdybyście nas zatrudnili mielibyście wymalowane ściany na najwyższym poziomie! Po rekolekcjach i próbnych maturach przyszedł czas na konkurs piosenki anglojęzycznej. Spędziłam go oczywiście na robieniu zdjęć i słuchaniu wykonań. Przegadałam go też z Wojtkiem, który swoją drogą zajął 2 miejsce. W przerwie konkursu mundurówka dopadła sprzętu dzięki czemu zostaliśmy uraczeni hitami prosto z osiemnastek czyli niczym innym jak disco polo. Wszystkim maturzystom obecnym na auli jednogłośnie zachciało się tańczyć i zaczęli żałować iż czas 18 już przeminął. Następnego dnia odbył się szkolny dzień wiosny, grupa teatralna przedstawiała "Zemstę" a potem były piosenki i wybór miss i mistera wiosny na wesoło. Aż smutno się zrobiło, że to już ostatni raz z tej szkole . Potem odbyła się próba na koncert Disney'owski. Tamten weekend spędziłam na oglądaniu filmu... ze studniówki. Choć nasza klasa płyt jeszcze nie dostało to do mnie dotarł dziwnym trafem film na pędraku. Ku mojemu zdziwieniu nagranie wyszło naprawdę świetnie i na szczęście będę miała całkiem fajną pamiątkę z tego balu. Ponadto oglądałam odcinki "Małych Gigantów", programu, który podbił moje serce od pierwszego obejrzenia.

Po owym weekendzie brałam udział w ciekawym wykładzie dotyczącym Etiopii i naturalnie odbywały się próby na środowy koncert.  We wtorek ponownie wyszłam na scenę jako Podstolina w "Zemście" a potem znów próba na koncert. W środę z kolei jako czajnik (aka francuska pokojówka) z "Pięknej i Bestii" oraz muza z "Herkulesa" przeżyłam kompromitację życia śpiewając na scenie. Przysięgłam sobie, że to koniec mojej kariery solowej, to był pierwszy i ostatni raz, szkoda słuchu widowni, i mojego stresu przy okazji.  Choć nie powiem, koncert wyszedł całkiem niezły a i ludzie podobno byli zadowoleni, nie licząc moich występów to i ja byłam zadowolona. Po koncercie pewna dwójka odprowadziła mnie do domu a ja rozsiadał się topiąc beznadziejny humor w czekoladzie oreo. Czwartek był dniem kryzysowym i zasłonię go milczeniem. Za to piątek był już całkiem udany. W ciucholandzie, na których podbój ruszyłam z Alą i Werą, dorwałam rewelacyjną torbę na aparat. Wieczorem z kolei wyszłam na scenę po raz kolejny, powróciłam jednak do roli Podstoliny. Sceneria była najlepszą w jakich dotychczas mieliśmy okazję występować a powiedzenie znajdziecie na zdjęciach poniżej. Była pizza, tulipany, ciepłe przyjęcie, śpiewające sprzątanie dekoracji i ciasteczka. Fajne jest życie "aktora".  W sobotę z kolei poświęciłam czas kuzynce, która przyleciała z Irlandii, razem pochodziłyśmy po mieście a potem pojechałyśmy do innej kuzynki gdzie zrobiłam sesję zdjęciową ich dzieciom, małym kochanym brzdącom, które są moimi osobistymi "Małymi Gigantami". W niedzielę scena ponownie należałam, do naszej grupy teatralnej, z tą różnicą, że owa scena była już poznańska. Było zwiedzanie zamku, oglądanie wystaw, i sesja zdjęciowa w kapeluszu. Zdjęcia oczywiście macie poniżej. Po powrocie z Poznania udaliśmy się częścią grupy i niedobitkiem na pizzę, która okazała się być najlepszą w mieście a sama pizzeria jednym z najprzytulniejszych miejsc tutaj.

Chociaż poniedziałek był spokojny, to o dzisiejszym dniu nie mogę tego powiedzieć. Od rana zasypał nas śnieg (dziękować że dzisiaj założyłam trapery), potem deszcz, słońce i tak w kółko. Postanowiliśmy, że dzisiaj dokończymy nagrywanie czołówki do studniówki. Akurat gdy mieliśmy możliwość nagrania zerwała się taka nawałnica, że w przeciągu kilku minut byłam cała mokra. Najzabawniejsze było nagrywanie sceny wyścigu, pojechaliśmy wtedy za miasto. W ulewie ustawiliśmy się samochodami. Mateusz trzymał Ali parasol, która nagrywała scenę. A ja obok nich z drugim parasolem.  Mieliśmy tylko jedną próbę, gdyż nikt nie chciał przemoknąć jeszcze bardziej (gdyby to było jeszcze możliwe).  Trzeba się poświęcić gdy chce się z czołówki zrobić kolejnych szybkich i wściekłych. Ale, gdy tylko kamera była gotowa cisnęłam parasolem w pole i podbiegłam do samochodów aby wystartować ścigających się Marcina i Olę (a Martę w rzeczywistości). Zabawne było to, że w przeciągu godziny przemieszczałam się 4 samochodami (Agaty, Mateusza, Marcina i Maksa). Mniej zabawne było to, że gdy skończyliśmy nagrywanie i wszyscy się rozjechali, nagle się rozpogodziło i wyszło słońce. Za to jedno jest pewne, nagrywanie tych scen będzie niezapomniane. Teraz tylko pozostaje wybrać zdjęcia do wspomnień, muzykę i czekać na efekt końcowy. Którego zresztą jestem ciekawa! Nawet bardziej niż zdjęć z imprezy. Właśnie, dzisiaj dostałam dzięki uprzejmości Agaty kilka zdjęć ze 100. Nie uciekłam po ich zobaczeniu i mam nadzieję, że gdy zobaczę resztę również nie ucieknę. Ale to pewnie dopiero po Świętach.

A teraz, idę spać, jest już grubo po północy ale post będzie z wtorkową datą. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli tego za złe :)
Do następnego! :)

ps przeraża mnie ulewa i wichura za oknem, aż dziwne że ani razu prądu mi nie wyłączono...

wtorek, 17 marca 2015

Zielone celebrowanie czyli St Patrick's Day


Hej! Stwierdziłam, że jedyne czego teraz potrzebuję to wydłużenia doby o kilka godzin. Ciężko mi znaleźć czas na cokolwiek, przez co zarywam noce i w ostatnich dwóch tygodniach tylko raz spałam dłużej niż 5 godzin. W ciągu dnia ratuje się kawą, jednak wiem, że długo tak nie pociągnę i muszę zacząć się ogarniać życiowo. Wczoraj, równo dwa miesiące po studniówce, nagrywaliśmy czołówkę do filmu, niestety nie udało nam się nagrać wszystkiego, kilka scen musimy dokręcić, ale mam nadzieję że efekt będzie warty godzin przygotowań. Od wczoraj mamy również rekolekcje. Niestety maturzystom nie jest dane w pełni w nich uczestniczyć, gdyż mamy próbne ustne matury. Dzisiaj był angielski, zadania mnie rozwaliły. Jednak przeczuwam iż nauczycielka zauważając dzisiaj moją irlandzką koszulkę sama dobrała mi zestaw egzaminacyjny, bowiem jedno z zadań było o sytuacjach pechowych i szczęśliwych, co przynosi mi szczęście i czy wierzę w przepowiadanie przyszłości. Nie mogło się obyć bez wtrącenia wątku irlandzkiego, rzymskiego i o fotografii. Niestety pozostałe zadania należały do kategorii tak trudnych, że ciężko było je uargumentować nawet w języku polskim. Końcowy wynik to 22/30 pkt, nie jest źle, aczkolwiek mogłoby być lepiej. Jednak żeby umilić szarą rzeczywistość przygotowałam coś zielonego!

17 marca jest dniem św. Patryka. Przybliżałam wam te święto już nie raz więc powtarzać się nie będę, jednak zachęcam was do zgłębienia się w ten temat, warto! Podczas tego jednego dnia w roku zielony staje się cały świat, różne atrakcje turystyczne przybierają ową barwę z okazji dzisiejszego święta. Poniżej widzicie zdjęcia zaledwie kilku z nich, a na początku posta jest filmik pokazujący takich miejsc trochę więcej. Zachęcam do obejrzenia ;)

A teraz uciekam, podobno dzisiaj na niebie jest widoczna zorza polarna. Idę więc jej szukać! 
Do następnego i Happy St Patrick's Day! :)

źródło zdjęć: www.u.tv 

niedziela, 8 marca 2015

Damski dzień i wieczór czyli kilka zdjęć


Hej! Na wstępie składam wszystkim paniom odwiedzającym życzenia wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta! Aktualnie siedzę mało elegancko ubrana, bo w dresie (najwygodniejsze ubranie na świecie) z kubkiem kawy obok (trochę nienormalna godzina na picie kawy ale zaraz zasnę, niepotrzebnie kładłam się spać o 4 nad ranem...) i wraz z mapą i wujkiem google planuję jak maksymalnie wykorzystać czas wolny w Częstochowie. Mam już zaplanowaną trasę, i mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i uda się zobaczyć wybrane miejsca! O pogodę się nie martwię, ma być słonecznie i 10 stopni! Lubię to! Ale, więcej opowiem jak wrócę! 

Nawiązując do dnia kobiet. Rozpoczęłam owe świętowanie już  piątek. Odbył się wtedy damski wieczór podczas którego wystawialiśmy "Zemstę". Wszystko wyszło należycie doskonale. Nie wywaliłam się na scenie, nie zapomniałam tekstu. Oby następne odsłony wychodziły coraz lepiej! Niektórzy na scenie szaleli, inni jeszcze bardziej. Jednak każdemu oglądającemu się podobało - cel został osiągnięty! Po całym evencie wraz z Werą i Mateuszem udaliśmy się na spacer po mieście, wprawdzie nie zakończył się tak jak chcieliśmy, ale było bardzo fajnie. Dzisiaj z kolei po meczu koszykówki zgarnęłam Werę i w związku z cudowną pogodą wybrałyśmy się na wycieczkę rowerową. Obczaiłyśmy miejsce gdzie będziemy nagrywać czołówkę do studniówki. Plac do sceny wyścigu wydaje się być idealny! Potem poszłyśmy dalej na krótką, aczkolwiek owocną sesję zdjęciową. Zatem mogę stwierdzić,że dzień kobiet spędziłam całkiem przyjemnie. 

Teraz uciekam, o 3 w nocy wyjeżdżamy do Częstochowy! Po powrocie szykujcie się na dużą dawkę zdjęć! 
Dobranoc! :)

niedziela, 1 marca 2015

Mobilemix czyli podsumowanie lutego

Justyna Steczkowska - Wracam do domu

Hej! Choć dzisiaj mój dzień nie zaczął się najlepiej to muszę powiedzieć, że teraz jestem z znakomitym nastroju. Dzięki mojej pracy trafiłam na wydarzenie, które, zarówno uczestnikom, jak i mnie przyniosło mnóstwo pozytywnej energii. A to za sprawą osoby znanej, nawet bardzo znanej, niestety z pewnych przyczyn nie mogę podać jej imienia. Choć nie należę do jej zagorzałych fanek, to muszę przyznać, że owa kobieta jest bardzo sympatyczna, daje mnóstwo pozytywnej energii i motywacji. To jest chyba jedna z głównych przyczyn jej fenomenu. Już jutro powrót po feriach do szkoły, cały tydzień będzie usłany próbnymi maturami, ale mam nadzieję, że ta motywacja, którą mam aktualnie, sprawi że nie zasnę nad arkuszami, a nawet wytrzyma do końca tygodnia, albo i dłużej!

Luty minął nadzwyczaj szybko, i to nie tylko ze względu na to, że jest to najkrótszy miesiąc w roku. W szkole byłam zaledwie tydzień, a  jak wiadomo, dni wolne mijają zdecydowanie szybciej. Na początku choroba, potem tydzień w szkole i dwa tygodnie ferii. Rozpisywać się zbytnio nie będę, niestety dzisiaj nie mam na to czasu. Ale wszytko co się działo możecie przeczytać w poprzednich postach, bo nie szczędziłam klawiatury przy ich tworzeniu. Luty to miesiąc, w którym rozpoczęłam realizowanie postanowień, kompletuję idealną garderobę, kosmetyczkę. Szukałam kosmetyków, które będą mi odpowiadać. Właśnie testuję olej kokosowy, o którym mówił i mówi teraz cały internet (chyba jestem ostatnią osobą, która dopiero rozpoczyna z nim znajomość). Na razie zastępuje mi on płyn micelarny i sprawdza się w tej roli wyśmienicie. Choć to tylko kropla w morzu jego zastosowań. Mam wrażenie, że będzie to miłość na długie lata. Ale, teraz wracam do kilkuset zdjęć, a potem do kilkuset słówek z angielskiego. 

Dobranoc i do następnego! :)

książka po imprezie "Zostań jeśli kochasz" * śnieg * w miejscu gdzie wystawialiśmy pastorałkę
walentynkowy lizak, od siebie dla siebie * matma w ferie! * obok targu staroci, dworzec pkp
filiżanki znalezione w sklepie ze starociami * bulwar w Gorzowie * znalezione u babci