Hej! I ponownie nie mam pomysłu jak zabrać się za pisanie posta. Kryzys nadszedł niespodziewanie i trochę się utrzymuje. Nie zamierzam bloga zawieszać bo dzieje się dużo rzeczy, które chciałabym uwiecznić. Teraz też ale czasu brak. A i nie chcę was zanudzać postami typowo lifestylowymi, najlepiej było jak rozpisałam się na objętość połowy "Pana Tadeusza". Hohoho.Więc zamierzam wprowadzić tutaj kilka zmian. Pierwsze już zauważyliście, tu i ówdzie drobne poprawki. Teraz zamierzam dodawać posty bardziej... ambitne? Chyba zwą się tematycznymi. Ot co! Z super nudnych (przynajmniej dla was) zapisów dotyczących wrażeń z mojego życia nie zrezygnuję, ale postaram się je ograniczyć. Zamierzam zwiększyć ilość wątków podróżniczych, nie tylko ograniczać się do moich podróży. Szczegółów nie zdradzam bo nutka tajemniczości jest dobra (w początkowej wersji miało być "jest jak wisienka na torcie" ale to byłoby zbyt głupiutkie). Może zaserwuję wam dawkę przeglądów ubrań (Stwierdziłam że mogę się lansować na prawdziwą faszjonistkę, kupiłam Elle i w porywie niedzielnych zakupów wzięłam z H&M gazetę na wiosnę 2014. W owych magazynach przeczytałam, że modne są frędzle -mam je przy połowinkowej sukience - a i dresy można nosić na co dzień, a akurat dostałam jedną parę od cioci. Jest szał!). Się okaże, na razie w głowie mam piątkowe połowinki (na które niespecjalnie się cieszę) i recytację "Pana Tadeusza". Ale te traumatyczne wydarzenia leczę piosenkami z bajek Disneya, a jutro będę leczyć pączkami.
Choć do kalendarzowej wiosny daleko, to co jest za oknem nie wskazuje na zimę. Pogoda dzisiaj: 11 stopni i słońce, chwilowe zachmurzenie. Hohoho mogę robić za pogodynkę. Ale przez tą sprzyjającą aurę poziom dobrego humoru wzrasta. A co za tym idzie głupawkowe nastroje na lekcjach i spacery po nich. W niedzielę z kolei (weekend w Gorzowie!) po super szybkich zakupach wybraliśmy się z rodziną na spacer za miasto. Pochodziliśmy po lesie, koło jeziora. Kilka fotek widzicie poniżej. Jednak euforia dopadła mnie wtedy gdy z daleka zobaczyłam piękny pałac z wieżą. Automatycznie się w nim zakochałam i namawiałam rodziców abyśmy tam pojechali, ale plany spaliły na panewce i zostało mi podziwianie jego fragmentów z daleka. Potem sprytnie wyguglowałam i znalazłam go na internecie. Spójrzcie! KLIK. Kiedyś pojadę tam zrobić zdjęcia. Nie wiem jak ale pojadę.
A teraz mykam (toprzezAlę) do matematyki i Tadzika.
Do następnego! :)
.jpg)




