środa, 26 lutego 2014

Wiosna w powietrzu czyli niedzielny spacer


Hej! I ponownie nie mam pomysłu jak zabrać się za pisanie posta. Kryzys nadszedł niespodziewanie i trochę się utrzymuje. Nie zamierzam bloga zawieszać bo dzieje się dużo rzeczy, które chciałabym uwiecznić. Teraz też ale czasu brak. A i nie chcę was zanudzać postami typowo lifestylowymi, najlepiej było jak rozpisałam się na objętość połowy "Pana Tadeusza". Hohoho.Więc zamierzam wprowadzić tutaj kilka zmian. Pierwsze już zauważyliście, tu i ówdzie drobne poprawki. Teraz zamierzam dodawać posty bardziej... ambitne? Chyba zwą się tematycznymi. Ot co! Z super nudnych (przynajmniej dla was) zapisów dotyczących wrażeń z mojego życia nie zrezygnuję, ale postaram się je ograniczyć. Zamierzam zwiększyć ilość wątków podróżniczych, nie tylko ograniczać się do moich podróży. Szczegółów nie zdradzam bo nutka tajemniczości jest dobra (w początkowej wersji miało być "jest jak wisienka na torcie" ale to byłoby zbyt głupiutkie). Może zaserwuję wam dawkę przeglądów ubrań (Stwierdziłam że mogę się lansować na prawdziwą faszjonistkę, kupiłam Elle i w porywie niedzielnych zakupów wzięłam z H&M gazetę na wiosnę 2014. W owych magazynach przeczytałam, że modne są frędzle -mam je przy połowinkowej sukience - a i dresy można nosić na co dzień, a akurat dostałam jedną parę od cioci. Jest szał!). Się okaże, na razie w głowie mam piątkowe połowinki (na które niespecjalnie się cieszę) i recytację "Pana Tadeusza". Ale te traumatyczne wydarzenia leczę piosenkami z bajek Disneya, a jutro będę leczyć pączkami.

Choć do kalendarzowej wiosny daleko, to co jest za oknem nie wskazuje na zimę. Pogoda dzisiaj: 11 stopni i słońce, chwilowe zachmurzenie. Hohoho mogę robić za pogodynkę. Ale przez tą sprzyjającą aurę poziom dobrego humoru wzrasta. A co za tym idzie głupawkowe nastroje na lekcjach i spacery po nich. W niedzielę z kolei (weekend w Gorzowie!) po super szybkich zakupach wybraliśmy się z rodziną na spacer za miasto. Pochodziliśmy po lesie, koło jeziora. Kilka fotek widzicie poniżej. Jednak euforia dopadła mnie wtedy gdy z daleka zobaczyłam piękny pałac z wieżą. Automatycznie się w nim zakochałam i namawiałam rodziców abyśmy tam pojechali, ale plany spaliły na panewce i zostało mi podziwianie jego fragmentów z daleka. Potem sprytnie wyguglowałam i znalazłam go na internecie. Spójrzcie! KLIK. Kiedyś pojadę tam zrobić zdjęcia. Nie wiem jak ale pojadę. 

A teraz mykam (toprzezAlę) do matematyki i Tadzika. 
Do następnego! :)

piątek, 21 lutego 2014

Inspiracyjny piątek czyli wartościowe poranki


Hej! Pierwszy tydzień po feriach nie minął w sumie tak tragicznie jak się tego spodziewałam. Jestem w jednym kawałku z dorobkiem kilku ocen i stwierdzam, że teraz może być tylko lepiej! Fascynacja podróżowaniem po świecie mnie nie opuszcza. Czytam przewodniki i strony z podróżami w tle i już zaczynam kompletować listę "Co zrobić będąc w Rzymie". Uważam iż jest to moja mała obsesja bo nie wiadomo czy w wakacje tam się znajdę a ja już się napalam na niesamowite wrażenia i niezapomniane przygody. Oprócz tego zastanawiam jak wypełnić pozostały wakacyjny czas. Stwierdziłam, że czas zrobić trip po naszym kraju, bo jeżeli zwiedzałam polskie miasta to były to jedynie wycieczki klasowe w podstawówce. I już mam plan aby z Esther wybrać się na kilka dni do Warszawy! Szalony pomysł, ale mam nadzieję że wyjdzie. Wiecie, najpierw Warszawa a potem Londyn!

Lecz dzisiaj cudowny piątek. I przychodzę do was z dawką inspiracji. Pomysł przyszedł w drodze do szkoły. A mianowicie. Pewnie znowu się rozpiszę. A będzie mowa o porankach. Słyszałam jak ważną częścią dnia są śniadania, ja śmiem jednak twierdzić, że ogólnie poranek jest jedną z ważniejszych części dnia. A doświadczyłam tego na własnej skórze. Wczoraj zerwałam się na nogi o 7:40 gdyż zaspałam (lekcje mam na 8:00) i w szkole byłam sporo spóźniona. Poranek w tempie super ekspres, brak czasu na zjedzenie śniadania, wypicie herbaty a nawet na ogarnięcie się tak, aby ludzie nie wystraszyli się mnie jak będę na chodniku. Na pierwszych lekcjach byłam padnięta i niewyspana. Humor średnio mi dopisywał. Po prostu porażka. Dzisiaj z kolei wybawieniem był brak dwóch pierwszych lekcji (którymi były dwa polskie <3). I uwaga, to był jeden z lepszych poranków w moim życiu (inny był podczas wakacji, tutaj jest zdjęcie). Na nogach byłam bezproblemowo o godzinie 8. Ze spokojem zjadłam śniadanie, pogadałam z rodzicami. Potem ogarnęłam się tak, że mogłam ze spokojem wyjść na ulicę. Zaparzyłam sobie zieloną herbatę i włączyłam telewizję śniadaniową (serio! o.o). Zrobiłam sobie makijaż na spokojnie. Ogarnęłam trochę dom i poszłam do szkoły. Pieszo bo miałam dużo czasu. Słońce cudownie świeciło a w tle śpiewały ptaki. A w szkole miałam znakomity humor, i tak jest do teraz! Nie zepsuło mi go nawet szczepienie, gdyż boję się igieł... Teraz przyszedł czas na wnioski. Chociaż wiem, że z cieplutkim łóżeczkiem z samego rana ciężko jest się pożegnać to warto wstać wcześniej. Jeśli spędzimy go tak jak lubimy to naładujemy się pozytywną energią na cały dzień. Sama postanowiłam, mimo tego że z moim łóżkiem wiąże mnie bezgraniczna miłość, to będę wstawać wcześniej. Bo co to jest 20 czy 30 minut dłużej w łóżku jeśli chodzi o cały dzień w dobrym nastroju i z mnóstwem energii! W moim mniemaniu odpowiedź jest jednoznaczna!

Teraz się z wami żegnam i zapraszam do obejrzenia śniadaniowo/porankowych inspiracji. 
Do następnego!

niedziela, 16 lutego 2014

Around The World czyli Alpy jeszcze raz. Charmaix.


Hej! Nie wiem jak wy. Ale ja czuję zbliżająca się katastrofę. Podwójną. Po pierwsze. Dzisiaj kończą się cudowne, uwielbiane i adorowane ferie. To oznacza zerwanie się jutro z samego rana bladym świtem i pędzenie do szkoły i w stanie zombie przetrwanie pierwszej lekcji. Pierwszej, bo po lekcji na przerwie idę doładować się kawą. A po drugie. Chociaż cały około walentynkowy cyrk niby się zakończył to mimo wszytko w szkole trzeba będzie je obchodzić. Przeżyję. Walentynki, istota celebrowania czegoś nie jest zła, a wręcz przeciwnie. Ale to co się dzieje z świętowaniem i obchodzeniem walentynek teraz to przesada, bynajmniej w moim guście. Osoby, które zwą się singlami rozpaczają jaki ich to świat jest nieszczęśliwy, beznadziejny etc., mówię wam, tragedia, tylko się pociąć. Z kolei "związkowcy" próbują przegonić siebie w dawaniu prezentów ( niestety często już oldschoolowy miś czy poduszeczka "I love you" nie wchodzi w rachubę!). Komercja zepsuła idę świętowania bycia zakochanym. Choć moje zdanie co do tego tego święta jest ciut inne od zeszłorocznej. Bo idea nie jest zła, ale serduszkowe: balony, lizaki, cukierki, misie, plakaty krzyczące do nas z co drugiej witryny sklepowej już niekoniecznie. A ceny produktów z serduszkiem na opakowaniu są droższe od reszty. Komercja. Ale są plusy. Zawsze przecież można po walentynkach trafić na przecenione tulipany które się nie sprzedały i wstawić do wazonu w pokoju, albo kupić przecenione czekoladki i opychać się nimi przy książce! Na zakończenie przytoczą zdanie z zeszłorocznego posta: "Wspominając o singlach w depresji, ja do nich nie należę zdecydowanie, jestem szczęśliwa taka jaką jestem, mam przyjaciół i jak na razie nie potrzebuję ani nie chcę bonusu w postaci drugiej połówki." Pozdrawiam zakochanych i samotnych, a co do tych pierwszych pamiętajcie aby nie zwariować, świętujcie ile chcecie ale nie zapominajcie, że miłość nie okazuje się tylko w tym dniu!

Hohohoho, jeden z najbardziej ambitnych (chyba) postów się stworzył!

Ale wracając do tematu, tego tam na samej górze. Znowuż postanowiłam wam dorzucić trochę podróżniczych postów. Znowu przenosimy się w piękne Alpy. Widoki były cudowne. Zobaczyliśmy malutkie sanktuarium z którym wiązała się bardzo ciekawa historia, ale wam nie opowiem bo najzwyczajniej w świecie jej nie pamiętam, a bynajmniej szczegółów. W drodze powrotnej zawitaliśmy do starego domu w który trafiła bomba i przechylił się troszeczkę. Mówię wam, takiej fazy jak w tym budynku nie doświadczyłam nigdy. Totalne zaburzenie równowagi, mętlik i kręcenie w głowie. Ale było bardzo zabawnie i szkoda, że byliśmy tam tylko przez chwilę!

Teraz się z wami żegnam, idę przygotować się do jutrzejszego dnia! Dobranoc!

PS Co sadzicie o tych zmianach na blogu? Większa czcionka i zdjęcia? (trochę zagłębiłam się w temat  tworzenia dobrych i ładnych graficznie blogów, podobno większą czcionkę lepiej się czyta a i zdjęcia większe wyglądają lepiej, podobno)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Mobilemix czyli podsumowanie stycznia


Hej! Koniec. Koniec obijania się, wmawiania sobie: "Napiszę coś jutro." Zbyt długo mnie tu nie było, i właśnie przez tą piosenkę którą wrzuciłam wam powyżej nabrałam tej chęci. Wróciłam do wspomnień. Nie wiem czy dobrze bo zrobiło się sentymentalnie i trochę smutno. Nie mówię o tej bliższej przeszłości. Pomimo jednej niezbyt przyjemnej sytuacji była naprawdę fajnie. W pierwszy weekend ferii wybawiłam się na osiemnastce koleżanki z klasy a już w poniedziałek byłam w Gorzowie. Nie miałam tam sprzyjających warunków do pisania postów, stąd może też to moje odkładanie na później. Poczyniłam tam niewielkie zakupy, przybyłam z cekinową bluzką z Zary (kocham gorzowskie sh), dresami (co na mnie jest bardzo dziwne) i t-shirtem z kołnierzykiem. Oprócz tego napadłam Douglasa gdzie również kupiłam kilka drobiazgów. A nocami oglądałam stare bajki Disney, wiecie, Kopciuszek, Śpiąca Królewna i te sprawy. Zrobiłam sobie powrót do przeszłości. Co ja będę więcej was zanudzać, było bardzo fajnie! :)

Styczeń minął dawno temu, za chwilkę połowa miesiąca i "walenie w tynki" a ja dopiero teraz wstawiam podsumowanie miesiąca. Niby mogłam wstawić posta w sobotę, ale nie, bo trzeba zrobić zdjęcia na stronę i uszykować się na zabawę. A niedziela, hę? Narzekałam na bolące stopy, nogi i odsypiałam, nie było szans, mówię wam! A poniedziałek wyjazd! I tak nie czuję się usprawiedliwiona, ale, jakieś powody są więc na dobrą sprawę tragicznie nie jest :D Ale się rozgadałam, a i tak nic konstruktywnego wam nie przekazałam! Idę spać bo wstałam dzisiaj o 6 rano. 

Dobrej nocy! :)

zbieramy, 4 rok z rzędu! * wiosna? * bawio sie! 18!
a oto lekcje w terenie * taaaaaka mgła! * i śnieg!
puk, puk! kto tam? historia! * jeszcze więcej śniegu! * pocztówka z Salzburga