sobota, 18 kwietnia 2015

maturazarazumrę czyli blog update


Hej! Dawno mnie tutaj nie było, i nie, nie zostałam pożarta przez nauczycieli (choć mało brakowało) u maturę (to mnie jeszcze czeka). Wielce prawdopodobne jest to, że majowego maratonu nie przeżyję, a jeśli okaże się, że miałam te szczęście oddychać dalej, to okres "po maturze" wydaje się być bardzo ekscytujący i zakręcony. Pod znakiem zapytania jest wyprawa do Gdańska, choć nie chciałabym sobie jej odpuszczać, tydzień po trójmieście czeka mnie przeprawa na drugi koniec polski - bo w Góry Stołowe. Następnie chciałabym pieszo pójść do Częstochowy, a wracając zahaczyć o Wrocław. Na koniec sierpnia czeka mnie podbój krajów skandynawskich - Kopenhaga i Oslo - przybywam! Dalej, jeśli dobrze pójdzie wybywam znów w góry - tym razem Bieszczady. Jestem ciekawa czy moje szalone plany się powiodą, dużo zależy od matur. Ale ja zamiast się uczyć przeglądam ładne profile na instagramie. Nie, żebym była jakimś stalkerem czy coś. Patrzenie na ładne zdjęcia poprawia humor. Nie mówiąc już od piosenkach z lat 50,60,70 czy też 80. Zdecydowanie mam słabość do muzyki z tamtych lat i to one od kliku miesięcy królują na playliście. To z kolei skutkuje stwierdzeniem "potańczyłabym". Na moje szczęście (taneczne), albo i nieszczęście za tydzień idę na ślub i wesele kuzynki. Liczę na to, że po tamtych wydarzeniach stwierdzenie "potańczyłabym" będzie miało mniejszą częstotliwość niż obecnie. 

A propo tańczenia, w momencie gdy ja wylewam wam swoje żale, jak chętnie bym potańczyła, czwórka moich znajomych bawi się na fizycznym balu, i sama nie wiem czy cieszyć się z tego że nie dają znaku życia czy też nie. Chyba wybiorę te pierwsze, a potem nadal będę narzekać zaczynając od słowa na "pe".

Moje życie kręci się wokół rozpaczań nad nędznym losem maturzystów i zmiennością nastojów nauczyciela od angielskiego (prawie jak kobiety w ciąży) - i tutaj nie przesadzam, bo pozostała część społeczności szkolnej chętnie to potwierdzi. Język polski również mnie nie lubi (ze wzajemnością oczywiście) dlatego dyrekcja w dniu dzisiejszym uraczyła nasza klasę ich liczbą sześciu.  Żartownisie, myśleli że od 10 do 15 będę czytać i interpretować wiersze. Rozpaczania biorą również swój powód z tego, że pozostało mi jedynie niemal 5 dni w cudownej szkole, ponadto, po maturze nastąpią życiowe dylematy, i nie mówię tu tylko o wyborze praca vs. odpoczynek ale o zabawnej kwestii wyboru kierunku studiów. Jedyna pewna informacja, to taka, że 15 trzeba iść na imprezę uczcić przeżycie maratonu maturalnego. O ile oczywiście go przeżyję.

Jak sami teraz zapewne zauważyliście, ostatnio jestem monotematyczna, i gdybym miała was codziennie raczyć postem z serii #maturazarazumrę, moglibyśmy się zakładać kto szybciej wyciągnie białą flagę.

A teraz, zostawiam was ze zdjęciami z ostatnich dwóch tygodni i idę tanecznym krokiem w kierunku łóżka, licząc że przyśni mi się coś tak cudownego jak wczoraj i obudzę się z uśmiechem na twarzy. Dobranoc! :)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Mobilemix czyli podsumowanie marca


"Niech duchy tych co mieszkali tu" - Kayah
z bajki "Mój brat niedźwiedź"

Hej! Rozszalałam się ostatnio z obecnością tutaj. Jednak gwarantuję wam, dzisiaj nie będziecie mieli tyle czytania co wczoraj. Dzisiejszy dzień fundował równie ekstremalne warunki pogodowe co poprzedni, a ja zaczęłam zastanawiać się czy większy żart zafundowała pogoda czy też nauczycielka z historii. Miałam w planach wybrać się do urzędu, gdyż muszę wyrobić paszport aby dostać się do Norwegii w te wakacje. Jednak tak się nie stało i wyjazd do urzędu musiałam odłożyć na inny dzień. W szkole jak wspominałam zażartowała sobie z nas nauczycielka z historii, na sprawdzianie umiałam daty, jednak przez to, że przez pomyłkę wpisałam je w inne miejsca straciłam aż 8 punktów i nic się nie dało z tym zrobić... Po lekcjach wybrałyśmy się we trzy z Alą i Werą na podbój ciucholandów. W międzyczasie musiałyśmy jednak przerwać nasze wojaże, Ala musiała wracać do domu a ja z Werą do szkoły zabrać plecaki gdyż zamykano ją dużo wcześniej. Pokrzyżowało to plany i wylądowałyśmy w pizzerii którą odwiedziłam w niedzielę. Po drodze porządnie zmokłyśmy, pomimo tego iż chociażby miałam na sobie kurtkę do zadań specjalnych i trapery. Ale spędziłyśmy czas bardzo przyjemnie, a i czerwone kanapy były nasze gdyż byłyśmy tam same! Potem ja udałam się do domu (znów wróciłam mokra bo deszcz i grad nie oszczędzał) a potem na próbę chóru. Gdy wróciłam na dobre do domu miałam dość pogodowej aury i cieszę się, że nie musiałam już więcej wychodzić z domu!

Marzec minął w zastraszająco szybkim tempie, już jest kwiecień, a to oznacza, że pozostał mi tylko miesiąc do ukończenia szkoły i niewiele ponad miesiąc do matur. Pozostawię to bez komentarza i przejdę do wspominania poprzedniego miesiąca. 
Piosenka tego miesiąca musiała się wiązać z koncertem disney'owskim. Ta najbardziej mi zapadła w pamięć, to pewnie przez powtarzanie tej piosenki kilkadziesiąt razy na próbach a była ona wykonywana na początku koncertu przez wszystkich uczestników. Na początku miesiąc dokonałam odkrycia w starej i nieużywanej części domu mojej babci, biało-niebieska waza skradła moje serce i czuję, że szybko o niej nie zapomnę. Maturzyści wybrali się na pielgrzymkę do Częstochowy, ja będę wspominać ją bardzo miło, i mam nadzieję, że w lipcu uda mi się pójść na Jasną Górę pieszo! Potem był dzień kobiet, po którym w moim pokoju zamieszkały owe kwiatki. Na początku marca (w przeciwieństwie do tego co dziej się za oknem) pogoda nas rozpieszczała więc wraz z Werą poszłyśmy na spacer po mieście zahaczając o jezioro. Kilka dni później odbył się owy koncert a już następnego dnia oglądaliśmy jego nagranie. W tym miesiąc nastąpił również szereg wystawianych spektakli "Zemsty". A po jednym z nich udaliśmy się do pizzerii, która zyskała miano "Mirandad approved". Pod koniec miesiąca, o czym pisałam wczoraj, najpierw zaskoczyły nas ulewy i burzowe chmury a na końcu śnieg, który spóźnił się bardziej niż ja na wszystkie lekcje angielskiego w tym roku szkolnym razem wzięte - a to był już nie lada wyczyn.

Teraz pozostaje mi tylko powiedzieć dobranoc, i cieszyć się z tego, że nie obudzi mnie dźwięk budzika o 7 rano :)

Do następnego!

znalezisko w domu babci * mural w Częstochowie * ośmiomarcowe kwiatki
spacer nad jeziorem * nagrania z koncertu * "Zemsta" w najładniejszej scenerii
najlepsza pizzeria w mieście * burzowe chmury nad moją ulicą * śnieg za oknem