wtorek, 30 grudnia 2014

W poświątecznym klimacie czyli kilka zdjęć


Hej! Święta minęły, bardzo szybko i we wspaniałej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie, radośnie i śpiewająco. Dzięki Świętemu moja biblioteczka jest bogatsza o aż pięć tytułów. Trafiła tam cała trylogia Igrzysk Śmierci (miałam w tym swój udział szczerze mówiąc...) oraz dwie brakujące części Harrego Pottera (2 i 7 konkretnie). Do poszerzenia mojej biblioteczki o jeszcze jeden tytuł przysłużyła się okazja Biedronki - Bezcenny Zygmunta Miłoszewskiego. A zastanawiam się również nad Martwą Strefą Kinga. Jest tyle fajnych książek, a tak mało czasu! W czasie Świat odbył się doroczny koncert kolęd naszego chóru. Zwykle nie bywałam na nim gdyż tego dnia zawsze z rodzicami wyjeżdżaliśmy do Gorzowa. Tym razem się wyłamałam, powiedziałam że chcę być na koncercie. Znalazłam autobusy z mojego miasta do Gorzowa więc nic więcej nie stało na przeszkodzie. Tylko z pozoru.  Koncert był prześwietny (pewna osoba o rudych włosach się spóźniła i zwracała uwagę przy przeciskaniu się pomiędzy ludźmi co nie nikło mojej uwadze :D) i trwał zbyt długo. Nie przewidziałam tego zupełnie więc gdy przy schodzeniu do szatni dowiedziałam się, że do odjazdu autobusu mam 20 min, a muszę przejść pół miasta, po czym zostawić rzeczy w domu a potem dojść na przystanek - ogarnęła mnie panika i chyba pobiłam rekord w bieganiu i przebieraniu się jednocześnie. Jednak w Święta zdarzają się cuda i tak oto uratowała mnie owa ruda osóbka zwana Alą i jej chłopak (powstrzymałam się przed użyciem słowa na J),  absolwent chóru przy okazji. Podrzucili mnie do domu dzięki czemu zdążyłam na autobus, ba, czekałam na niego na przystanku! W mieście panował nietypowy nastrój, nie było żywej duszy, śnieg pokrywał wszystko dookoła, a z oddali słyszałam kolędy. Urok 2 dnia Świąt :) A po Świętach rozpoczęły się zimowe wyprzedaże. Miałam kilka rzeczy do kupienia więc chcąc nie chcąc ruszyłam do gorzowskich galerii. Ogrom ludzi obecny w centrum handlowym przerósł mnie kilkukrotnie. Na dłuższe poszukiwania rzeczy się nie odważyłam. Wróciłam z kalendarzem, naszyjnikiem i materiałem do przedłużenia sukienki na studniówkę. Wszak lepsze to niż nic. Co nie zmienia faktu, iż muszę wybrać się na zakupy jeszcze raz w poszukiwaniu innych, równie ważnych rzeczy na tę nieszczęsną studniówkę, a następnie jej poprawiny. Ale, najważniejsze - czyli sukienka - jest, więc zbytniej paniki rozsiewać nie będę. 

Po powrocie do domu, zjedzeniu tony mandarynek i innych poświątecznych pyszności, po których mój żołądek ogłasza strajk skontaktowałam się z Alą. Podbijałyśmy kolejne ciucholandy w poszukiwaniu elementów strojów na sylwestra. I wybrałyśmy się na zdjęcia. Oczywiście w parku przed szkołą, bo jakżeby inaczej! Zdjęcia wyszły całkiem fajnie co nie zmienia faktu iż trzeba sesję powtórzyć gdy napada więcej śniegu. Ale mam nadzieję, że moje przeziębienie zniknie... 

O Sylwestra nie pytajcie, spędzę je z Gwiazdami Hollywood i Lordem Somersby. Impreza klasowa nie wypaliła, a i tak następnego dnia śmigam do pracy, załapałam się na inwenturę. A to oznacza nieprzespaną noc więc w Sylwestra nie będę się przemęczać. Mam nadzieję, że uda mi się coś tutaj dodać więc czekajcie cierpliwie! Do następnego! :)

fot. Ala and me

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt!


Kochani! Z okazji Świąt Bożego narodzenia chciałabym wam złożyć najlepsze życzenia. Dużo miłości, radości, szczęścia. Uśmiechu na każdy dzień roku. Spełnienia Waszych najskrytszych marzeń. Świąt spędzonych w ciepłej i rodzinnej atmosferze. Udanego Sylwestra oraz cudownego Nowego Roku. Abyście cieszyli się każdym dniem i robili w życiu to, co kochacie najbardziej! 

Wesołych Świąt! :)
Mirandad



PS Radujcie się! :)

wtorek, 23 grudnia 2014

W odbiciu bombki czyli blog update


Hej! Ostatnie dni były zakręcone, nawet bardzo. Wbrew pozorom, że nareszcie wolne i maturach można odpocząć. Właśnie, matury. Powiem tylko tyle: dziękować wszystkim dookoła, że to tylko były próbne. Nie żebym była jakimś kompletnym nieukiem, ale hmmmm. CKE popłynęło... Co działo się u mnie przez ostatnie niemal 2 tygodnie? Z rzeczy najbardziej zapadających w pamięć wybrałam próby na strychu. Przez nie nabawiłam się choroby, której skutki odczuwam do dzisiaj. Ale niczego nie żałuję. Spektakl przedstawialiśmy już trzy razy, w styczniu podobno będą jeszcze 4. Fajnie :) Nazwałabym to remake-m sprzed trzech lat... Spektakl nietypowy, gdzie głównymi bohaterami są lalki, było dużo śpiewu, na próbach również mnóstwo śmiechu. Przestrzeń sceniczna również nietypowa, strych naszej szkoły, stary, zakurzony z cudownym klimatem (oraz lalkami bez oczu rodem z horroru i halabardą). Temperatura wynosiła około zera stopni. Ale nie czuło się tego tak bardzo, gdy byliśmy otoczeni drewnianymi skrzynkami, świecami, sianem, a otaczały nas zapachy: siana właśnie, mandarynek oraz ciepłego chleba. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba poczuć... A zdjęcia, które widzicie? Zrobiłam ich tylko kilka gdyż na więcej nie było czasu. W piątek chwyciłam aparat pomiędzy spektaklami a gwiazdką klasową, i to tylko na chwilę. Zdjęcia jakie zrobiłyśmy sobie razem z Werą i Alą (a Ala chyba powinna mieć osobną kategorię na blogu, tak często się tutaj pojawia :D) są naprawdę świetne ale, of course, nie będę ich tutaj publikować ;)

A teraz, idę pakować prezenty ;)
Do następnego!


czwartek, 11 grudnia 2014

Mikołajkowo czyli o świątecznym klimacie słów kilka


Hej! Gdyby ktoś mnie zapytał co cieszy mnie bardziej od usłyszanej przypadkowo piosenki "Last Christmas" w radiu to z pewnością byłby to śnieg. A właśnie wczoraj za oknem zobaczyłam padający pierwszy śnieg, co wywołało lawinę postów na facebooku informującą o tym niezmiernie ważnym wydarzeniu. Niestety stopniał po 2 godzinach więc, z świąteczno-zimowego klimatu za oknem nici. Ze mną również nie jest najlepiej gdyż dopadła mnie choroba. i zrezygnowałam z pójścia do szkoły. W planach miałam naukę na dzisiejszy sprawdzian z modernizmu. Ale jeśli już o języku polskim mowa to zgodnie z tradycją zanim zasiadłam do nauki posprzątałam cały pokój i powiesiłam lampki. Zatem świąteczny klimat w moim pokoju jest więc nie patrzę już z zazdrością na ozdoby w City Center w Poznaniu. Chociaż, zazdroszczę choinki stojącej przed galerią, jest przepiękna i uważam to za najpiękniejszy widok gdy marznie się czekając na tramwaj!

Zdjęcia (szalona liczba dwóch fotografii) które widzicie zostały zrobione w szale okołomikołajowym. Pierwsze to choinka miejska, której uroczyste zapalenie miało miejsce właśnie 6 grudnia. Z kolei zdjęci poniżej to krótka ilustracja do szkolnych Mikołajek. Zgodnie z tradycją, na przerwie była muzyka i cukierki, dla grzecznych uczniów i nauczycieli. W tym roku dodatkowo udało się stworzyć ogromny pociąg/wężyk. Przyłączyło się do niego mnóstwo osób, co sprawiło, że korytarze dla nas wszystkich były za krótkie. Więc cała masa uczniów w czapkach świętego Mikołaja odbył uroczysty obchód wkoło szkoły. Najzabawniejsze było jak pprof wyskoczyła ze szkoły z przerażeniem, zdziwieniem i rozbawieniem "Wracajcie bo się przeziębicie!". Następna przerwa również była bardzo taneczna, tym razem na korytarzu stworzyła się potańcówka, na którą z kolei ze zdziwieniem patrzyła osoba z ewaluacji i dyrektor. Było świątecznie i tanecznie, czyli tak, jak osobiście lubię najbardziej!

A teraz idę spać. Jak wstanę czeka mnie długi dzień...
Dobranoc! :)

piątek, 5 grudnia 2014

Mobilemix czyli podsumowanie listopada


Hej! Nadszedł już grudzień, a to oznacza, że już niedługo święta. Cały około świąteczny szał już się zaczął, niektórzy narzekają, twierdząc, że robimy przedszkole ze szkoły a inni cieszą się z narastającej magicznej atmosfery. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy, a narzekania, choć czasem denerwujące obchodzą mnie tyle co nic. W ostatnim czasie w związku z kursem w Poznaniu bywam dwa razy w tygodniu, co równa się z spędzeniem krótkiego okresu czasu w galerii gdzie konsumpcyjny klimat świąt bije na kilometr. Konsumpcja konsumpcją, ale mimo wszystko miło sobie popatrzeń na ogrom lampek, choinek oraz innych ozdób świątecznych i posłuchać "Last Christmas" gdzieś pomiędzy Empikiem a KFC. Naprawdę lubię ten cały okres przedświąteczny, a cieszyłby mnie jeszcze bardziej gdyby nie próbne matury, ale co tam, przeżyję! 

Listopad była bardzo pracowity ale i zarazem świetny. Na początku miesiąca było kotowanie w tematyce o jakiej wcześniej mogłam zamarzyć - w stylu świata Harrego Pottera. Przeplatało się to z nauką do szkoły jak i nauką gry na djembe. Potem był kolejny tydzień pełen wrażeń, ale o nim pisałam szerzej w poprzednich postach. Potem odbyła się 18 koleżanki, na której zaczęliśmy snuć plany odnośnie Sylwestra oraz srebrnej corsy. Na matematyce zaczęłam czuć się jak ryba w wodzie gdyż rozpoczęła się stereometria. Potem patrząc na mapę myślałam o wyjeździe wakacyjnym 2015, Norwegio, przybywam! Potem były matury, kolorowo nie było, ale nie chowałam się pod stołem po otrzymaniu arkusza, więc spoko. W tym miesiącu dużo czasu spędzałam w bibliotece, oj ciągnie mnie do książek... A ostatni weekend listopada oznaczał ostatnią osiemnastkę, było świetnie, teraz pozostał tylko płacz, zgrzytanie zębów i oczekiwanie na Sylwestra/studniówkę. 
W minionym miesiącu obejrzałam jeden z najlepszych filmów - "Zostań jeśli kochasz", więc całe 30 dni męczyłam jedną piosenkę, która spodobała mi się aż nadto.

A teraz moi drodzy, idę odespać nieprzespany tydzień...
Dobranoc! 

gryffindoor * nauka o poranku z kawą * poetycko w szkole
18 Oli! * stereometria, nareszcie coś przyzwoitego na matmie * plany na wakacje 2015
maturalne love * najlepsze miejsce w szkole * 18 Marty!

czwartek, 27 listopada 2014

November 2014 czyli w szkolnym klimacie

Hej! Gdzieś pomiędzy maturami a kursami znalazłam chwilę aby coś tutaj napisać. W tle soundtrack z filmu "If I Stay" więc mogę pisać. Chyba mi minął kryzys blogowy gdyż gdy mam wolną chwilę myślę nad tym co by tutaj dodać, jedyną blokadą jest czas wolny, którego mam aktualnie naprawdę niewiele. Wczoraj zakończyłam kurs na opiekuna/wychowawcę kolonii i wycieczek. Teraz czekam na zaświadczenie i ruszam do pracy. Trzy dni kursu były zarówno interesujące jak i męczące. O 8 w szkole, matura próbna, lekcje, a potem kurs. W efekcie wracałam do domu wieczorem, gdy było już ciemno i jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę było pójście spać. Sam kurs wychowawcy był fajny, pierwszego dnia mieliśmy wszystko o zajęciach sportowych, gry, zabawy, konkurencje. Sami bawiliśmy się świetnie i szkoda iż na to był przeznaczony jedynie jeden dzień. Drugiego dnia słuchaliśmy o zasadach BHP i organizacji czasu dzieciom na obozie (w międzyczasie dźgając się nawzajem i bawiąc długopisem). Trzeci dzień to było istne combo, 3,5 godziny wykładu bez przerwy. Same zajęcia były bardzo ciekawe, wykładowca opowiadał o BHP, o zachowaniach dzieci i młodzieży, postępowaniu. W międzyczasie tematy zeszły na zamki, Malbork i góry ale nie narzekam gdyż było ciekawie (tego dnia atrakcją były kuleczka z folii aluminiowej i słynny z dnia poprzedniego długopis). Gdy wróciłam do domu nagrodziłam siebie tabliczką czekolady i beszczelnym lenistwem z książką i internetem. Powiem wam, że jestem usatysfakcjonowana zdobyciem nowych kwalifikacji i z jednej strony nie mogę się doczekać aż wykorzystam zdobytą wiedzę i umiejętności w praktyce. 

Jutro jadę na inne zajęcia z innego kursu. Sędzia funkcyjny koszykówki, to dopiero jest zabawne.


Jakiś czas temu pisałam o klimacie poezji, w owych dniach naszła mnie chęć na stworzenie krótkiego filmu o wszystkim i o niczym. To co udało mi się zmontować widzicie powyżej. Jest krótko, jesiennie i w moim guście całkiem klimatycznie. Mnie się podoba, ale czy wam przypadnie do gustu? Tego nie wiem, choć mam nadzieję że tak... Ja mykam, jutro kolejna matura, kolejny kurs, kolejna wizyta w Poznaniu, i kolejne pościgi za uciekającymi tramwajami. I can't wait!
Dobranoc i do następnego! :)

sobota, 22 listopada 2014

Chciałabym czyli zimowa lista marzeń

Hej! To znowu ja! Jest środek nocy więc idealna pora żeby dodać coś nowego. Po czasie poezji trzeba było wrócić do rzeczywistości. A to z kolei oznacza, że powrócił temat matur (o, przepraszam, on nigdy nie znika, teraz się nasilił) i studniówki. A właśnie te dwa tematy są tymi, w których każdy przykładny maturzysta powinien być zorientowany. Mnie oba zaczynają przerażać, nie o tyle matura (to w swoim czasie) co studniówka. Niedawno zorientowaliśmy się jak mało czasu zostało, a ile jeszcze trzeba zrobić. Niedługo na samo słowo będzie mi się robiło niedobrze a przed samą studniówką, jak na jednego z organizatorów przystało, zemdleję i będę wnoszona polonezem na salę (wszak studniówka). Liczę na to, że źle nie będzie, proces organizacyjny przeżyję, tak jak i samą imprezę, a potem wrócę nad ranem zadowolona. Trzymajcie kciuki. A propo imprez, po stresującym tygodniu czas na odreagowanie, kolejna osiemnastka już o 18, I can't wait!

Jednak odchodząc od tematyki typowego maturzysty przyszedł czas na coś luźnego. Z moich założeń wynikało, iż wraz z rozpoczęciem nowej pory roku będą pojawiały się nowe listy "chciejek". Jednak jak na typową mnie przystało, zagapiłam się i o tej jesiennej kompletnie zapomniałam. Postanowiłam więc, że dzisiaj będzie zimowa (choć zima zaczyna się za miesiąc). A jeśli nazbierają się rzeczy "must have" to przecież nic nie stanie mi na przeszkodzie aby zrobić drugą. Tym bardziej, że mam nowy program graficzny w zasięgu ręki, i cieszę się z niego jak dziecko. 

Z realizacją poprzedniej listy poszło mi całkiem nieźle. Czarna torebka jest, maltretowana przeze mnie bardzo często. W kwestii olejku nuxe, tak jak pisałam w czerwcu, była to typowa zachciewajka i spokojnie obyłam się bez. Książki, podobnie jak z olejkiem, choć nadal mam na nie ochotę... Trapery - były, gotowe na wyruszenie na obóz wędrowny, jednak sytuacja była taka, że nie pojechałam, więc postanowiłam, że zwrócę je do sklepu. Sandały, tutaj również obyłam się bez, te co miałam w zupełności mi wystarczyły. Natomiast plecak, strój kąpielowy i kapelusz to rzeczy, które były priorytetami i w minione wakacje nieustannie mi towarzyszyły a teraz czekają na kolejne dalekie wojaże!




1. Marzy mi się czerwona rozkloszowana sukienka, ta jest z H&M. Tak się złożyło, że miałam okazję ją przymierzyć, krój jest cudowny, podobnie jak kolor, to jak się układa. Jedną rzeczą która mi się nie podoba, to materiał. Szukam więc dalej...

2. Notes. Prosty, o wymiarach A5 lub mniejszy. Od września potrzebuję takiego ogarniacza spraw. Zaczynając od kotowania, poprzez studniówkę, maturę a na blogu kończąc. Miejsce w notatkach w kalendarzu już dawno się skończyło, a są rzeczy które trzeba zapisać, a najlepiej żeby znajdowały się w jednym miejscu i były zawsze pod ręką.

3. Książki. "Zostań, jeśli kochasz". Po obejrzeniu filmu chcę koniecznie przeczytać książkę na podstawie której został stworzony. Podobał mi się niesamowicie, a jego 70% przepłakałam. "Lekko Stronniczy Jeszcze więcej". Uwielbiam każdy ich odcinek, i ni chce mi się wierzyć, że do zakończenia Lekko Stronniczych zostało ich tylko 25. Książka, a w dodatku z podpisani byłaby spełnieniem marzeń.  Trylogia "Igrzyska śmierci". Czytałam, ekranizacje dwóch części widziałam i uwielbiam. Już od dawna chcę mieć je w końcu na własność, żeby móc do nich wracać, tak jak wracam chociażby do Harrego Pottera.

4. Kubek. Święta są coraz bliżej (KLIK) więc w końcu wypadałoby (jako typowy kubkomaniak) mieć świąteczny kubek. Idealnego nie znalazłam (a szukałam chyba wszędzie), ale ten który widzicie z home&you nie jest zły i rozpatruję jego nabycie.

5. Torebka. Znów torebka i znów czarna. Potrzebuję czegoś co będzie pełniło funkcję torebki na studniówkę, a później będę mogła doczepić długi pasek i używać jej na co dzień. Poszukiwania rozpoczęte, ale jaki będzie ich wynik to się jeszcze okaże...

To jest moja lista, choć uboższa od poprzedniej to wciąż nie wiem czy uda mi się zrealizować wszystkie jej punkty. Ale teraz o tym nie myślę i idę spać :D
Do następnego! :)

piątek, 14 listopada 2014

"Poezja jest jak... torebka..." czyli jedno zdjęcie


Hej! Jak co roku przychodzi taki czas, w którym jest święto poezji. Nauka nie gra tutaj pierwszych skrzypiec. Pierwsze skrzypce gra poezja i muzyka. Kolejny listopad, kolejny przegląd, a każdy z przeglądów ma w sobie coś wyjątkowego. Ten był już XIV z kolei, czy będą kolejne? To się jeszcze okaże.. Sytuacja polityczna w moim mieście jest bardzo napięta. Jedna ze stron idzie z uczniami mojego LO w jednym rzędzie, druga strona chce je przenieść zlikwidować, dla uzyskania własnych korzyści. Druga strona nie bierze wcale pod uwagę głosu młodzieży, naszego głosu. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że nawet inicjatywa ratowania szkoły podjęta i zainicjowana przez młodzież jest tłumiona, padają słowa, które nie powinny paść... Rywalizacja nie tyle jest na polu osób startujących na dane stanowiska, co wyborców. Ludzie się sprzeczają, wzajemnie hejtują, oskarżają, padają oszczerstwa. Nawet osoby które znały się, dogadywały, lubiły, działały w jeden organizacji. To smutne, że brak jest zdrowej rywalizacji w dzisiejszym świecie. Nawet jeśli jedna ze stron stara się trzymać fason, to ta druga sypie oszczerstwami, chamskimi docinkami, prowokacjami jak z rękawa. 

Miała pisać o poezji, skończyłam na polityce. Ale co zrobić gdy zaprząta mi to głowę od dobrego czasu, bo nie wiadomo czy nie wyrzucą nas z tej szkoły, szkoły która jest tu od niemal 70 lat. A właśnie w tej szkole odbywa się przegląd, jeśli szkoła zniknie, zniknie również i on. Na owe wydarzenie czeka się od sierpnia (przynajmniej ja tak mam), od Nocy Spadających Gwiazd. W listopadzie atmosfera jest cudowna, na mojej prywatnej playliście króluje Stare Dobre Małżeństwo a ja na nowo zaczynam żałować, że nie umiem grać na żadnym instrumencie... * Na przerwach spotykamy się wszyscy razem i śpiewamy, w towarzystwie djembe i gitar. Nikt się nie sprzecza, a przynajmniej stara się nie sprzeczać, panuje... łagodność... przez cały tydzień. I to jest cudowne. 

A teraz, gdy to wszystko się skończyło czuję się jakoś dziwnie, z jednej strony czuję radość ale z drugiej niedosyt i smutek, bo kto z nas wie co przyniesie czas...
Do następnego! :)

* Do czasu, własnie uczę się grać na djembe...

wtorek, 11 listopada 2014

Mobilemix czyli podsumowanie października.


Hej! Tak dawno mnie tutaj nie było. Zaczęłam się zastanawiać nad sensem istnienia tego bloga. Chciałam go usunąć, ale jestem zbyt sentymentalna żeby stracić tyle wspomnień zapisanych tutaj. Nie mam czasu na systematyczne bywanie tutaj. Ostatnio staram się poświęcić więcej czasu wolnego książkom niż ekranowi komputera. Już wystarczająco dużo uwagi poświęcam temu pożeraczowi czasu. Chyba mi się to udaje gdyż  ten weekend skończyłam czytać dwie pozycje.

Ostatnio w moim życiu działo się mnóstwo rzeczy i wokół nich wszystko się kręciło. A mówię tu między innymi o kotowaniu. Tym razem to ja przejęłam pałeczkę organizatora i chyba wyszło mi to całkiem nieźle bo pierwszakom i reszcie społeczności naszej szkoły się to podobało. Mnie pozostaje się cieszyć, że udało mi się stworzyć namiastkę świata Harrego Pottera w mojej szkole. Jednego dnia czułam się również jak Hermiona, głównie przez mój cudowny DIY krawat (składniki: gładki bordowy krawat, 3m wstążki, klej Magik, igła, nitka, mnóstwo czasu i cierpliwości). Poskutkowało to zdartym gardłem i przeziębieniem. Ale żyję, mam się dobrze i nawet jestem w stanie chodzić na halę  sportową dwa razy dziennie (nie myślcie, że zaczęłam maniakalnie uprawiać jakiś sport, nic się nie zmieniło w tej kwestii). W najbliższym czasie będę w otoczeniu poezji śpiewanej i piosenki poetyckiej (ale nadal nienawidzę języka polskiego, nic się nie zmieniło). Ja już nie mogę się doczekać i liczę na to że będę mogła wam przedstawić relację z tego krótkiego szkolnego tygodnia.

Jeśli chodzi o sam dzisiejszy post, to wiem że powinnam była wstawić go 1.11 ale wtedy doświadczałam zjawiska "sardynki w puszce" - typowego zjawiska dla owego dnia w dużych miastach podczas przemieszczania się komunikacją miejską w kierunku cmentarza. Ale dzisiaj jest 11.11 więc różnica w dacie tylko jednej cyferki. W październiku rodzice określili mnie mianem zawodowej imprezowiczki gdyż zabaw osiemnastkowych było aż 4, a każda z nich była świetna. Piosenka października jest widoczna na samej górze, ciekawostka z mojego życia - kocham tę piosenkę, nienawidzę jej teledysku. W październiku miałyśmy z Alą okazję zwracać na siebie uwagę idąc przez miasto i prowadząc rower na którym były 2 ogromne kartony, dwa razy pakować w sposób kreatywny prezent, na próbach chóru śpiewać kolędy oraz narzekać na małą dawkę snu. 

Zostawiam was ze zdjęciami a sama idę spać...
Do następnego! :)

zdobycze ze spaceru * powrót do smaków z wakacji * galeria na podłodze w moim pokoju
18 Sary! * życiowe motto - do ideału z obrazka brakuje tylko "you" * 18 Ewy!
Kawa - po 18 Azji! (nie, to nie starbucks) * złoty środek...serio? 18 Wojtka! * słoneczne LO

niedziela, 26 października 2014

Blog update czyli w jesiennym klimace


Hej! Dawno mnie tutaj nie było! Ale nawet nie zdajecie sprawy ile się dzieje! A ile jeszcze rzeczy przede mną! Wszak coroczne kotowanie i konkurs poezji śpiewanej już niedługo! Będzie świetnie! Październikowy sezon osiemnastkowy się zakończył, a wczorajsza impreza była najlepszą z najlepszych. Przyjechała Esther i razem całą ekipą balowaliśmy całą noc. Końcówka była bardzo niemiecka /"Ich pragnę Sie"/. Teraz czekam na zdjęcia, których jest cale mnóstwo! Wybawiłam się za wszystkie czasy ale teraz nadszedł czas żeby zejść na ziemię i przygotować się na najbliższy tydzień. 

Zdjęcia, które widzicie zrobiłam jakiś czas temu, gdy liści na dworze było trochę więcej niż teraz. Oczywiście na zdjęciach jak zwykle park i moja szkoła, Więcej dla was nie napiszę, czeka na mnie język angielki! Do następnego! :)

wtorek, 14 października 2014

Around The World czyli Rome once again


Hej! Może życie w ostatnim czasie kręci się wokół haseł typowego licealisty czyli matura, studniówka i osiemnastki. Jakimś cudem udaje mi się połączyć te trzy kwestie co niestety skutkuje wiecznym niewyspaniem. Kawa i żółte balony ratują sytuację (nie pytajcie skąd balony). Stąd też brak mnie tutaj. Nie myślcie jednak, że o was zapomniałam. Nie zamierzam opuszczać tego miejsca, bynajmniej na tę chwilę. Z większych aktualizacji mogę dodać, że śpię w Nowym Jorku (mojej nowej pościeli z NY ale tak fajniej brzmi). A, i dzisiaj miałam pierwszą próbną maturę, ustną, z języka polskiego. Nie zemdlałam przed komisją i zdałam, więc mogę zaliczyć ten dzień do całkiem udanych. Z tej okazji najem się samych niezdrowych (ale jakże dobrych) rzeczy a potem będę to przeklinać ćwicząc z Mel B. 

Jak wiecie lubię cofać się w czasie więc, dzisiaj ponownie wrócimy do sierpnia. Wrócimy do cudownego Rzymu. Jednymi z moich ulubionych miejsc w miastach są punkty widokowe. Stąd cieszyłam się niezmiernie gdy znaleźliśmy się na Piazza del Popolo. Wiedziałam że znajduje się przy placu punkt widokowy, jednak gdy dowiedziałam się, że tam nie wejdziemy miałam minę przedszkolaka, który dowiedział się, że nie dostanie ulubionej zabawki. Nie dałam jednak za wygraną i gdy okazało się, że mamy trochę czasu wolnego zapytałam się czy mogę na ten punkt widokowy wejść, I weszłam (a za mną kilka osób z grupy), chociaż weszłam to złe słowo. Wbiegłam. Byłam zmęczona, ale tak bardzo usatysfakcjonowana, że śmiałam się sama do siebie. Innymi miejscami w Rzymie, które lubię to te, gdzie możne zjeść coś dobrego. Pizzeria koło Panteonu, którą widzicie na zdjęciu jest zdecydowanie "Mirandad approved" gdyż tam jadłam najlepszą pizzę na świece.

A teraz, powracam do pokoju żółtych balonów i geografii.
Do następnego! :)


Street art na Via del Corso

Piazza del Popolo


 Schody Hiszpańskie i Fontanna di Trevi oczywiście w remoncie.

Jeden z najpiękniejszych i moich ulubionych punktów widokowych w Rzymie. Tak bardzo chcę tam wrócić!