piątek, 29 listopada 2013

Inspiracyjny piątek czyli jesienne outfity


Hej! Dawno nie miałam takiego dnia. Tak dziwnego i beznadziejnego jednocześnie. Spałam 4 godziny, bo historia. Przy czyj jak kładę się spać to nie mogę zasnąć. Rano nie mogę wstać, i ledwo zdążyłam na polski, na którym z kolei pisaliśmy dwugodzinną pracę z "Dziadów". Potem nagle trafiłam do gabinetu dyrektora z kolegą w związku z biblioteką i pewnym konkursem. Aż wreszcie przyszedł czas na sprawdzian z historii który był straszny (mogłam iść wcześniej spać, wyszłoby na to samo, bo i tak nadal nie wiem jaka była bitwa w 1610 roku). Wf, nawet nie psułam tylu piłek. Potem przyszły do mnie dziewczyny i spróbowały strzelających pierogów (Alaaaaaa...), a następnie stałam dwie godziny w pewnym markecie zbierając żywność z wolontariatem (i czytając nagłówki na gazetach xD), a potem kolejne 1,5 godziny na hali robiąc zdjęcia na meczu! Wróciłam do domu i zastopowałam, obejrzałam "Listy do M." na TVN (pierwszy raz w zyciu, fajny!) i wypiłam herbatkę. Włączyłam wolniejszy tryb. A jak już trafiłam na komputer to nie było opcji żeby nie napisać do was posta. Albo i dwóch. 
W ostatnich dniach działo się dużo. W środę robiliśmy zdjęcia na konkurs w bibliotece, ekhm... Potem bardzo fajna zabawa andrzejkowa, wywrożono mi że samolot którym będe leciała się rozbije, ale ja przeżyję, będe fotografem i bedę miała 2 dziecie dziewczynkę i chłopca, który zostanie gwiazdą rocka. Ciekawa koncepcja, nie ma co! Trochę, tańczyłam, (Hmmm... Ja i disco polo? niemożliwe? A jednak! KLIK), potem sprzątałam a na końcu dziwnym trafem wracałam do domu dobra godzinę. W czwartek było pewne spotkanie po pewnym wydarzeniu a potem romantyczna nocna randka z historią. I  teraz wiecie gdzie byłam jak mnie nie było!

Dawno nie było inspiracyjnego piątku! Więc dzisiaj powracam z postem z tej serii. Obecnie poszukują inspiracji co na siebie założyć gdy na dworze zaczynają królować minusowe temperatury. Od kilku lat moimi faworytami na sezon jesienno-zimowy są ogromne wełniane szale! W mojej kolekcji mam trzy ogromne i kilka mniejszych i uwielbiam je nosić! Jednak w tym roku do moich must have są oversize'owe swetry, brązowe wiązane workery, które męczę non stop - tak samo jak parkę z Lidla. Ale mimo wszystko szukam nowych inspiracji, czegoś nowego. Mam chrapkę na (niepotrzebne skreślić):
a) biały chusto-szal z czarnym motywem azteckim
b) biały sweter z czarnym motywem azteckim.
Co trafi szybciej do mojej szafy szal czy sweter? Nie wiem, a może nowe rękawiczki? W gruncie tez by się przydały :D

Zmykam! Idę odespać poprzednią noc. Dobranoc! :*

A co jest waszym ulubionym trendem na sezon jesienno - zimowy? Piszcie!


źródło: weheartit.com

W temacie andrzejek czyli jedno zdjęcie


Tak w temacie andrzejek. Nie wiem czemu ale kocham to zdjęcie.


Zapytacie zapewne po co ten post. Bo potem już nie będzie okazji do umieszczenie tego zdjęcia. A chciałam wam je pokazać. Mam wrażenie, że będzie to jeden z tych postów, pod którym nie pojawi się żaden komentarz. Trudno.



Za chwilkę post inspiracyjny. 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Początek weekendu z wrażeniami czyli premierowo - "Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia "



Hej! Jest nowy post! Wprawdzie trochę opóźniony ale... Z bonusem! Mamy nowy wygląd bloga! :) Naszło mnie na zmiany wczoraj o 23. Dzisiaj je dokończyłam i jestem zadowolona z efektu. Jednakże... Chciałabym mieć ciut inne tło. Nie gładkie, ale jakiś delikatny wzór (np. jak TUTAJ) Próbowałam stworzyć coś swojego w programach graficznych wszelkiego rodzaju ale zawsze kończyło się to stwierdzeniem "itakmisienieuda". Może jutro coś wykombinuję, jak mnie najdzie wena. A wam się podoba nowy wygląd? A może poprzedni był bardziej w waszym guście?

Z Poznania wróciłam szczęśliwa i z okrzykiem na ustach "Jestem głodna, spać, KAWY!" Ale zacznę od początku. W piątek po lekcjach jak wróciłam do domu szybko się spakowałam, przebrałam (fragment ałtfitu TU) i wyruszyłam do wielkiego miasta. Na miejscu spotkałam Esther, przeszłyśmy się po Browarze gdzie zajrzałyśmy do Rossmanna i Super-Pharm. Potem spacerem ul. Półwiejską weszłyśmy do Hebe i do Biedronki. I to był koniec zakupów na dzień piątkowy. Potem postanowiłyśmy udać się do kawiarni literackiej "U Przyjaciół". Najwspanialsze miejsce w Poznaniu. Pisałam o nim TUTAJ. Posiedziałyśmy tam chwilę i wypiłyśmy gorącą czekoladę! Mniam.... Ale musiałyśmy się zwijać bo godzina 22 zbliżała się nieuchronnie. O 21:30 już byłyśmy w Multikinie czekając na przyjście M.  A tam.. Tłumy! Ne sądziłam, że na nocy Igrzysk Śmierci będzie tak dużo ludzi! O 22 już siedziałyśmy na swoich miejscach, na początku była wyświetlana pierwsza część. Bardzo fajnie było ją zobaczyć na dużym ekranie. A potem szybka przerwa, podejście do lustra skwitowane słowami "jak ja wyglądam" i powrót na premierę. Trzeba przyznać, była wspaniała! Historia była naprawdę świetnie zekranizowana. A wrażenia? Był śmiech, były i łzy. Esther jarała się Finnickiem, a gdy była scena pocałunku Katniss i Peety sala wzdychała, a my nie mogłyśmy powstrzymać się ze śmiechu :D Potem o 4 nad ranem wracałyśmy autobusem do przyjaciółki, która mieszkała 5 minut drogi od stadionu, widok z jej okna był obłędny! Poszłyśmy spać o 6, obudziłyśmy się o 10 wyglądając jak zombie. Potem znowuż we 3 wsiadamy w tramwaj i jedziemy do centrum, razem z M. odprowadziłyśmy Esther i pozwiedzałyśmy Poznań City Center. Galeria przypadła mi do gustu głównie ze względu na lokalizację, czuję, że będę tam bywać często! Z M. posiedziałyśmy w Empiku gdzie nasłuchałam się świątecznych piosenek i TK Maxx. A potem i ja musiałam się zwijać! A szkoda, bo nasze spotkanie było bardzo fajne ale zbyt krótkie, musimy je kiedyś powtórzyć! Po powrocie do domu czekał na mnie wypad na zdjęcia i wieczór z Kevinem. Zawsze go oglądam jak leci w telewizji. Taka tradycja :)

Teraz kończę, idę pouczyć się słówek z angielskiego...

Dobranoc! :) 


I mobilemix z tamtych dni :)
plac wolności * czekolada "U Przyjaciół" * już w kinie
w oczekiwaniu u film * premiera! ♥ * czekając na autobus
warto spróbować! mniam! * widok z okna * empik

środa, 20 listopada 2013

Coraz ciemniej czyli miasto nocą


Hej! Ten tydzień jest świetny! Już teraz mogę to powiedzieć. Zostałam zasypana mnóstwem pozytywnych rzeczy i sama nie wiem od czego mam zacząć! Ostatnio wygrałam pierwszy z życiu blogowy konkurs z nagrodami, które przyniesie mi listonosz. A był to konkurs u Agaty KLIK. Cieszę się jak dziecko i dziękuję jej bardzo za wybranie! Kolejna kwestia to mój wypad do Poznania. I to nie byle jaki! Wyjeżdżam w piątek po lekcjach aby zjawić się na Nocy Igrzysk Śmierci w Multikinie 51. Bilety wydrukowane, już nie mogę się doczekać! Z kolei dzisiaj gdy wracałam z zajęć teatralnych, coś mnie tknęło i pomimo tego że mam sporo nauki weszłam do ulubionego sh. A tam znalazłam śliczny plecak z motywem kwiatów. Nie miałam przy sobie drobnych więc poprosiłam panią żeby mi plecak odłożyła. Jutro już będzie mój! Pokażę wam później na zdjęciach. I ostatnia rzecz, dzięki Pauli z onelittlesmile dowiedziałam się, że w tym czasie co będę w Poznaniu w Rossmanie będzie -40% na kolorówkę, grzechem byłoby z tego nie skorzystać, prawda? Tym bardziej że mam gotowa listę chciejek, a dzięki tej przecenie uda mi się mniejszym kosztem ją zrealizować. Zobaczycie ją w weekend jak już wrócę. Tyle dobrych informacji! A tydzień jeszcze się nie skończył! :D

Jakiś czas temu udałam się z koleżanką po meczu późnym wieczorem na spacer po mojej "metropolii". Skorzystałam z tego że miałam przy sobie lepszy sprzęt i zrobiłam kilka zdjęć. Podobają się? Mi bardzo i jestem z nich bardzo zadowolona!

Teraz zmykam, zostały mi jeszcze do nauczenia słówka z angielskiego i przygotowanie się do piątkowej odpowiedzi z polskiego (o zgrozo). W piątek posta nie będzie z powodów wiadomych, zaplanowałabym coś ale nawet na to nie będę miała zbytnio czasu. Post ukaże się najprawdopodobniej w sobotę.

Do napisania! :)

niedziela, 17 listopada 2013

Chwila spokoju po meczących dniach czyli coś w klimacie poezji


Hej! Będzie krótko. Przynajmniej mam taką nadzieję. Należą am się wyjaśnienia dotyczące mojej nieobecności. Niestety sprawcą całego zamieszania była praca. W ostatnim czasie działo się u mnie w mieście i szkole mnóstwo co skutkowało tym że biegałam przez cały tydzień z aparatem, zrobiłam blisko 3000 zdjęć  i spędziłam dobre kilka godzin przed komputerem. Nie, nie youtube ani bloggerze ale przed programem graficznym i na mailu. I skrzynka odbiorcza pękające w szwach od wiadomości w stylu: "Hej Justyna, wyślesz mi zdjęcia z xxxx?". Muszą poczekać, też chcę mieć czas dla siebie. I dlatego wysyłanie zdjęć odłożyłam na później i postanowiłam do was napisać. Bo i tak bardzo was zaniedbałam!

Ostatnie dni upłynęły mi pod hasłem poezji śpiewanej. Brzmi nudno? Nic bardziej mylnego, było naprawdę fajnie! A tak poza tym, nikomu nie zaszkodzi obcowanie z wyższą kulturą. Pani Osiecka czy Leopold Staff nie są już postaciami dla mnie obcymi. Cały "iwent" (i jednocześnie góra roboty) rozpoczął się w czwartek, najpierw warsztaty teatralnie, potem mały koncert. Wieczorem spotkaliśmy się większą grupą w bursie szkolnej i śpiewaliśmy. Nie byle jaki repertuar. Nie będę wszystkiego wymieniać ale był Dżem, Myslovitz, SDM... A ja uczyłam się grać na instrumencie zwanym djembe. Jestę muzkę. Tyle wam powiem. Wróciłam do domu, po 22. Następnego dnia pewien konkurs. Właśnie w klimacie poezji. Było bardzo przyjemnie oprócz faktu że moje nogi prosiły o chwilę odpoczynku po kilku godzinach stania i robienia zdjęć. A potem do 2 w nocy ich obrabianie. I tak kończyłam robotę następnego dnia. Ale nie powiem. Było warto. A następna edycja już w przyszłym roku. Już nie mogę się doczekać!

Do następnego! :*

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozmyślanie czyli co by było gdyby...


Hej! Długi weekend był bardzo fajny. Sobota w szkole, niedziela bardzo leniwa a dzisiaj zajadałam się wspaniałymi rogalami Marcińskimi (takie pyszności tylko w Wielkopolsce! :3). Teraz oglądam relację na żywo z światowej premiery Igrzysk Śmierci: "W Pierścieniu Ognia" z Londynu. KLIK. Chciałabym być na premierze w przyszłym tygodniu. Esther, liczę że pójdziesz ze mną! Pierwsza część tak bardzo mi się podobała, że muszę się wybrać do kina na część drugą. Wtedy tylko musiałabym jakoś przekonać rodziców żeby mnie puścili na noc do Poznania. Ale jakiś plan spróbuje ułożyć. Wszystkie trzy części przeczytałam i pokochałam, traktuję je prawie tak samo jak serię o Harrym Potterze. A wy, lubicie Igrzyska Śmierci? Wybieracie się na premierę? :)

Ostatnio rozmyślałam jak bardzo niektóre wydarzenia wpływają na nasze życie, jedna decyzja i zupełnie zmienia się bieg zdarzeń, a to może już wpłynąć na nasze życie. Jak wyglądała by Polska gdybyśmy nie odzyskali 95 lat temu niepodległości? To jedna z większych rzeczy ale bardziej interesują mnie, jak się na początku wydawało - błahostki. Jak by wyglądał dzisiejszy dzień gdybym nie przyjęła pracy fotoreportera? Pewnie zamiast biegania z aparatem przez większość dnia siedziałabym w domu przez komputerem. Co by było gdybym 7 lat temu nie zaczęła chodzić na chór, na pewno nie zobaczyłabym tylu wspaniałych miejsc. Co by było gdybym nie założyła bloga. Pewnie nie wiedziałabym co robiłam dokładnie danego dnia, umknęło by mi mnóstwo wspaniałych wspomnień, a dzięki temu, że je tutaj uwieczniłam mogę zawsze do nich wrócić, nie pamiętałabym zapewne o większości z nich! Ale myślałam też co by było gdybym w niektórych momentach zamiast nie, powiedziała... tak? Może robiłabym zupełnie coś innego w tym momencie. Nie wiem. Ale o co mi chodzi, warto zwracać uwagę na małe rzeczy, bo to właśnie często od nich zależny to jak potoczy się dalej nasze życie, a przecież nie chcemy go zmarnować...

Uciekam, mam jeszcze mnóstwo pracy do zrobienia na dzisiaj.
Do następnego! :*
I.... częstujcie się rogalami! :)

niedziela, 10 listopada 2013

Szkolnie czyli kotowanie i zwiedzamy...


Hej! Ostatnio mam mnóstwo na głowie. Dosłownie! Stąd moja nieobecność na blogu. W szkole dzieje się dużo, wczoraj do 15 szykowaliśmy szkołę na pewien piątkowy międzyszkolny konkurs oraz kotowanie przez ostatni tydzień, co oznaczało mnóstwo zdjęć do zrobienia i obrobienia dla mnie jako dziennikarza i fotoreportera. A następny tydzień nie zapowiada się lepiej, a wręcz przeciwnie. Będzie jeszcze więcej pracy! Ale lubię gdy dużo się dzieje! :)

Wstęp był krótki i zwięzły (mam nadzieję!) ponieważ w tej części mam wam trochę więcej do powiedzenia! O tym, że w minionym tygodniu było kotowanie wiecie. Moje kotowanie opisywałam wam m.in. TUTAJ. Teraz nastąpiła zmiana ról i to my kotowaliśmy pierwszaków. W tym roku przez cały tydzień oprócz czwartku (było Święto Szkoły) musieli być przebrani za klaunów i zwierzęta, a swoje książki nosić w wiadrach. Moja mina gdy zobaczyłam w poniedziałkowy poranek pierwszaczków przekładających książki z plecaków do wiader - bezcenna! A jeśli ktoś się nie podporządkował zaleceniom starszyzny musiał się liczyć z bliskim spotkaniem z markerem. Ja również przez cały czas była uzbrojona w tego czarnego pogromcę kotów. I kilka osób zostało moimi ofiarami. Wiem, brzmi brutalnie, ale taka jest nasza szkolna rzeczywistość gdy przychodzi czas kotowania. Zgodnie z tradycją każdego dnia mieli zadanie do wykonania. Pierwszego przedstawiali żywa rzeźbę. Drugiego śpiewali ułożoną wcześniej piosenkę o swojej klasie i trafiali długopisem przymocowanym sznurkiem z tyłu spodni do butelki. Trzeciego działo się dużo więcej, przez co wykroczyliśmy granicę dużej przerwy czyli ponad 20 min. Tego dnia nasze kotki tańczyły przygotowany przez siebie układ do piosenki królującej na YT: Ylvis "The Fox". Ma ona swoich zwolenników i przeciwników. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Mat-fizy były tak nieogarnięci przez co na bieżąco wymyślali co będą robić a na scenie, stworzyli istny harmider, dominowała spontaniczność! Chómany należały do tej bardziej ogarniętej grupy i ich taniec był bardziej zorganizowany jednakże mój typ to klauni czyli spontaniczność zwyciężyła! Potem musieli przez słomkę wypić kisiel z bonusem jakim był pieprz a następnie jak najwięcej osób musiało się zmieścić na kawałku gazety. Na sam koniec remake z zeszłego roku czyli drugoklasiści, zeszłoroczne krasnale odtańczyli Gangnam Style. tego dnia szkoła była bardzo roztańczona. I jak w zeszłym roku ze starego pałacu huczało Gangnam, w tym roku było The Fox. Piątkowy dzień był tym najfajniejszym. Tego dnia Samorząd Uczniowski (czyli m.in. ja ^^) przygotowywał oficjalny chrzest. Jak w zeszłym roku był James Bond to w tym roku postawiliśmy na psychodeliczny cyrk. dzień wcześniej w piwnicach usuwaliśmy pajęczyny a inni szykowali aulę. Najwięcej pracy mieliśmy w piątek. Kotowanie było na czwartej lekcji więc na trzeciej mieliśmy najwięcej pracy. Jedna grupa szykowała piwnicę, ustawiała i zapalała świece, rozwieszała "pajęczyny", ustawiła dyby i magnetofon z muzyką. Na auli dopasowywano światła i szykowano rekwizyty. Jak już to było gotowe cały samorząd musiał dokonać zmiany swojego wizerunku. Z grzecznych (a jakże inaczej!) uczniów zmieniliśmy się w upiornych klaunów i jokerów, a każdy z nas ubrany był na czarno. Wymalowaliśmy swoje twarze biała pasą cynkową, czarnymi kredkami, cieniami i czerwonymi pomadkami. Dżasti została charakteryzatorką i malowała połowę samorządu, przez co ledwo zdążyła pomalować samą siebie. Ale na to tez znalazł się patent, gdy ja malowałam Alę, Ala malowała mnie! :* Co zostało uwiecznione na zdjęciu przez pprof. Gdy pierwszaki znalazły się w bibliotece, my ruszyliśmy na swoje miejsca. Dwóch jokerów poszło wydać instrukcje kotom i nakazać im zrobić z papieru toaletowego kokardy. W piwnicy znalazła się większość nas, ja również :D. Wszystkie światła zagaszone, świece zapalone, muzyka włączona (Pink Floyd "The Trial" KLIK, oraz Evil Clowns Town Music KLIK) Było iście mrocznie i tajemniczo. Na początku pierwszaki schodami zeszli do piwnic gdzie drogę wskazywał im Slender Man (Chłopak ubrany cały na czarno z białym kawałkiem materiału na twarzy - wyglądał jak prawdziwy! :D) Weszli do dużego pomieszczenia, gdzie stały dwie dziewczyny i dały im dwa polecenia, klauni mieli przerażająco się śmiać a zwierzęta ryczeć. W międzyczasie z zakątków piwnicy straszył jeden z klaunów grający na puzonie. Potem prowadzeni przez jokerów szli dalej. Pierwszą niespodzianką była dziwna istota, która ubrana w maskę gazową (TAKĄ) wciągała niczego nie spodziewających się pierwszaków do całkowicie ciemniej kanciapy. Następie szli mijając pewne pomieszczenie gdzie na krześle była zapalona świeca i leżał mały upiorny klaun, było ono puste (do czasu...). Chwilę później znaleźli się w ogromnym pomieszczeniu gdzie dziewczyny pokazywały im pająki na sufitach, niby nic w tym nadzwyczajnego ale... Pająki były prawdziwe, duże i włochate. A co najgorsze, były całe białe, przez co wywnioskowaliśmy, że zostały zabite przez inne, większe pająki zamieszkujące te piwnice (Aragog, to ty?) Następnie wycofali się i tutaj do akcji wkroczyłam ja! W tym pomieszczeniu gdzie było tylko krzesło, świeca i klaun, pojawiłam się z siekierą w jednej ręce, a w drugiej trzymałam dzwoneczek, który wydawał delikatne dźwięki a one z kolei w tej panującej mrocznej aurze były naprawdę przerażające. Drogę powrotną wskazywał oczywiście Slender Man. Potem samorządowcy - mroczni klauni przeszli do auli gdzie na scenie stanęli z typowym "poker face" obok dyrektora cyrku (kolega w garniturze, z wywiniętym wąsem i okularami, w ręku trzymał prawdziwy bat), który smiał się szyderczo. Po chwili dołączyły do nas pierwszaki. A żeby było bardziej mrocznie, półkolem wzdłuż ścian siedziała widownia w maskach anonymous. Koty miały kilka zadań, musiały pokazać tresurę zwierząt, magiczne sztuczki, rozśmieszyć dyrektora cyrku, przy pomocy głów odbijać jak najdłużej piłkę, ujarzmić dzikie zwierzęta, zbudować z siebie piramidę i psychodeliczną karuzelę z efektami dźwiękowymi. (W tym czasie do poprzedniego repertuaru muzycznego dołączyła piosenka Circus - Theme song KLIK). Wszystkiemu przyglądał się dyrektor i wskazywał zwycięzcę. Która klasa przegrała musiała ryczeć jak osły. Osobiście gdy stałam na tej scenie czasami nie mogłam powstrzymywać się od śmiechu, a miał być cały czas "poker face"... na końcu pierwszaki wygłosili rymowaną prośbę o przyjęcie do cyrku, którą ułożyli wcześniej. Dyrektor się zgodził, więc na znak przyjęcia ich do społeczności szkolnej zeszliśmy na dół do kotów i zerwaliśmy kokardy z papieru toaletowego. Potem mieli wydać okrzyk radości i zatańczyć radosny taniec. Oczywiście do piosenki "The fox"! Podczas zwrotki oni tańczyli a my i widownia tylko się patrzyliśmy. Jednak gdy nadszedł refren, wszyscy się ruszyli i dołączyli do tańca! Było naprawdę świetnie! Tańczyliśmy i skakaliśmy! Nareszcie mogłam się uśmiechnąć! Bo jak cały czas ma się jedną minę, nie rusza  się a w ręce (która zdrętwiała) trzyma się lalkę to można oszaleć! Serio! XD Koniec końców, kotowanie wyszło wspaniałe i wszystkim trafiło do gustu! Mogę powiedzieć, że podobało mi się zdecydowanie bardziej niż te w którym brałam udział w zeszłym roku jako kot. Teraz pozostaje czekać na zdjęcia, jak pojawią się na stronie szkoły! A na przyszłe kotowanie już mamy pomysł, to będzie coś iście trafiającego w moje potteromaniackie gusta! :D

A teraz, kończę i zostawiam was ze zdjęciami, poznacie strych i piwnice mojej szkoły (zdjęcia dzień po kotowaniu, czyli zero klimatu...).
A teraz szczerze. kto przeczytał to całe wypracowanie? xD
Miłej niedzieli kochani! :*

Zapraszam do piwnicy...
Wracamy na powierzchnię...
Trochę mnie...
Zapraszam na strych! :)