Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2015

HAUL czyli co nowego w szafie, kosmetyczce i domu.


Hej! Letnie wyprzedaże niosą ze sobą okazje do wyłapania całkiem ciekawych rzeczy w stosunkowo niskich cenach. Nie mogłam przepuścić takiej okazji, i choć daleko mi do osoby obłowionej w szale zakupowym i uginającej się pod stosami toreb i innych pakunków, to wyszłam na tym całkiem zadowolona. Nie są to rzeczy kupione "za jednym razem". Na zakupach byłam kilka razy i za każdym razem przywoziłam parę rzeczy godnych uwagi. Postanowiłam zebrać je w jeden post i przedstawić na zdjęciach. Przyznam się, że goździka do zdjęć zmałpowałam po Weronice Raspberry and Red, a że akurat miałam wazon pełen tych kwiatów z ogródka stwierdziłam, że będzie się równie fajnie komponować.

Na pierwszym zdjęciu widzicie rzeczy, dorwane na przecenach w Gorzowie. Weszłam od niechcenia zobaczyć co w swojej ofercie ma Stadivarius, a wyszłam z paskiem do spodni o białą torebką w idealnym rozmiarze i iście wakacyjnym fasonie, noszę ją non stop. Podobnie zresztą jak pasek z tego samego sklepu. Sandały może niektórzy pamiętają z zeszłorocznej listy "chciejek". W poprzednim roku nie kupiłam ich, ponieważ stwierdziłam że wydawanie 80 zł na sandały które, nie są ze skóry, ba, pochodzą ze zwykłej sieciówki jest przegięciem,. Nawet biorąc pod uwagę ich piękny wygląd. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam je na tegorocznych wyprzedażach za złotych jedynie 20. Dwa razy się nie zastanawiałam, popędziłam do kasy rzecz jasna.
Drugie zdjęcie to zdobycze książkowe, pierwsza została wyłapana w Biedronce, podczas gdy druga i trzecia to zamówienia z internetowej księgarni Znak. Czaiłam się na te pozycje już dawno, więc gdy zobaczyłam obniżoną cenę nie zawahałam się i powędrowały do koszyka. 
Na trzecim zdjęciu widzimy rzeczy które mogę zakwalifikować do kategorii "dom". Świeca o zapachu równie pięknym jak jej opakowanie z h&m home. Następne dwie rzeczy zsotały wypatrzone w home&you. Oczywiście na przecenie. Olejek o zapachy świeżej bawełny oprócz, oczywiście ,pięknego zapachu miał piękną cenę więc co tu więcej mówić. Słomki są przepiękne, i nie będę ukrywać, że kupiłam je tylko ze względu na to jak wyglądają. 
Ostatni zdjęcie przedstawia rzeczy najbardziej potrzebne i zaplanowane. Puszki z Inglota, nakłada mi się nimi puder dużo lepiej niż pędzlem, zauważyłam również, że efekt matu utrzymuje się na skórze dłużej. A, i oczywiście zajmują mniej miejsca i są dużo łatwiejsze w czyszczeniu. Same plusy. Kolejne są korektor i poder Maybelline affinitone, korektor miałam i jest moim ulubieńcem, natomiast puder to nowość, akurat poprzednik z Rimmela się skończył więc okazja do przetestowania jak znalazł. I ostatni rzecz, Effeclar Duo +, również mój wielki ulubieniec, pomimo swojej wysokiej ceny. Za tak dobry produkt jestem w stanie wydać trochę więcej, i mieć coś co odpowiada mojej skórze i sprawi że wygląda dużo lepiej!

To tyle co miałam wam do pokazania, niewątpliwie wybiorę się jeszcze na zakupy bo mam parę rzeczy, które muszę uzupełnić ale o tym zapewne dopiero we wrześniu.

Do następnego! :)

fot. me

sobota, 28 lutego 2015

Something new czyli ostatnie zakupy


Hej! Dzisiejszy dzień w planach był wypełniony lenistwem i zerkaniem do książek. W rzeczywistości, było zupełnie inaczej, choć wstałam o 10, to obudzono mnie już o 7:30. Potem pojechaliśmy z rodzicami do dziadków. Tam czekało nas mnóstwo pracy, teraz jestem wykończona ale jednocześnie całkiem usatysfakcjonowana. Z nowości, które mogą być ciekawe mogę wam powiedzieć, jaki cel wycieczki obrałyśmy razem z Alą - Gdańsk. W końcu, po dziesięciu latach trafię nad polskie morze. Czas zabrać się powoli za organizację... A druga to taka, iż będąc dzisiaj u dziadków o mało nie dostałam palpitacji gdy okazało się, że babci ma zasoby białych naczyń w niebieskie wzory. Już mam obiecane, że będą moje gdy będę miała własne mieszkanie. Mogę powiedzieć, że jestem dzieckiem szczęścia?

W ostatnim poście wspominałam wam o zakupach poczynionych podczas mojej wizyty w Gorzowie. Postanowiłam, że pokażę wam ich część. Zanim opowiem więcej o tym, co jest na zdjęciu, dodam że do mojej szafy trafiły trapery z Lidla oraz cytrynowa sukienka z Mohito. Jednak zarówno sukienka i trapery nie nadawały się do zdjęcia (sukienka była przybrudzona już w sklepie, dzięki paniom które przymierzając ją zostawiły część makijażu właśnie na niej, natomiast trapery są już w użyciu, i musiałabym je wyczyścić, a na to nie miałam czasu - zdjęcie robiłam na moment przed wyjazdem). Nie ukrywam, że podoba mi się zestawienie kolorów na zdjęciu, a trapery trochę psułyby tę harmonię.
Wspominałam że odwiedziłam "targi staroci", przewiozłam porcelanowy pojemnik z niebieskim wzorem i starą, niemiecką puszkę po herbacie. Czuję, że moja znajomość z owymi targami będzie dłuższa i coraz bardziej owocna. Następna jest biała koszula, najprostsza jaką możecie sobie wyobrazić. Czyli taka, którą chciałam i potrzebowałam, wiecie, maraton maturalny już za dwa miesiące. Dorwałam ją w Orsay. Dalej moja zdobycz z Tesco, książka Kinga "Cmętarz zwieżąt", znaleziona za całe 5 zł. Dalej złoty naszyjnik z Pepco, jakością nie powala, choć i tak jest dużo lepszy od biżuterii z Sinsay. A jeśli o Sinsay mowa, to chociaż nienawidzę ich sztucznej biżuterii (jeden raz założę i do niczego się nie nadaje) to ich koszulki całkiem lubię. Nareszcie mam zwykły biały, choć jego żywotność nie będzie długa to i tak się z niego cieszę (swoją drogą, wiecie gdzie kupię basciowe t-shirty z dobrej bawełny?). Dalej hipsterskie zeszyty z Empiku, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia, i mam nadzieję, że dzięki nim liczenie matmy będzie dużo bardziej efektywniejsze. Na sam koniec zostawiłam najlepsze, borki z Reserved. Solidne, wygodne, jak na razie jestem z nich bardzo zadowolona, i chyba będę je nosić non-stop!

Tyle na dzisiaj, jutro wpadnę z podsumowaniem miesiąca :)
Do następnego!

wtorek, 30 grudnia 2014

W poświątecznym klimacie czyli kilka zdjęć


Hej! Święta minęły, bardzo szybko i we wspaniałej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie, radośnie i śpiewająco. Dzięki Świętemu moja biblioteczka jest bogatsza o aż pięć tytułów. Trafiła tam cała trylogia Igrzysk Śmierci (miałam w tym swój udział szczerze mówiąc...) oraz dwie brakujące części Harrego Pottera (2 i 7 konkretnie). Do poszerzenia mojej biblioteczki o jeszcze jeden tytuł przysłużyła się okazja Biedronki - Bezcenny Zygmunta Miłoszewskiego. A zastanawiam się również nad Martwą Strefą Kinga. Jest tyle fajnych książek, a tak mało czasu! W czasie Świat odbył się doroczny koncert kolęd naszego chóru. Zwykle nie bywałam na nim gdyż tego dnia zawsze z rodzicami wyjeżdżaliśmy do Gorzowa. Tym razem się wyłamałam, powiedziałam że chcę być na koncercie. Znalazłam autobusy z mojego miasta do Gorzowa więc nic więcej nie stało na przeszkodzie. Tylko z pozoru.  Koncert był prześwietny (pewna osoba o rudych włosach się spóźniła i zwracała uwagę przy przeciskaniu się pomiędzy ludźmi co nie nikło mojej uwadze :D) i trwał zbyt długo. Nie przewidziałam tego zupełnie więc gdy przy schodzeniu do szatni dowiedziałam się, że do odjazdu autobusu mam 20 min, a muszę przejść pół miasta, po czym zostawić rzeczy w domu a potem dojść na przystanek - ogarnęła mnie panika i chyba pobiłam rekord w bieganiu i przebieraniu się jednocześnie. Jednak w Święta zdarzają się cuda i tak oto uratowała mnie owa ruda osóbka zwana Alą i jej chłopak (powstrzymałam się przed użyciem słowa na J),  absolwent chóru przy okazji. Podrzucili mnie do domu dzięki czemu zdążyłam na autobus, ba, czekałam na niego na przystanku! W mieście panował nietypowy nastrój, nie było żywej duszy, śnieg pokrywał wszystko dookoła, a z oddali słyszałam kolędy. Urok 2 dnia Świąt :) A po Świętach rozpoczęły się zimowe wyprzedaże. Miałam kilka rzeczy do kupienia więc chcąc nie chcąc ruszyłam do gorzowskich galerii. Ogrom ludzi obecny w centrum handlowym przerósł mnie kilkukrotnie. Na dłuższe poszukiwania rzeczy się nie odważyłam. Wróciłam z kalendarzem, naszyjnikiem i materiałem do przedłużenia sukienki na studniówkę. Wszak lepsze to niż nic. Co nie zmienia faktu, iż muszę wybrać się na zakupy jeszcze raz w poszukiwaniu innych, równie ważnych rzeczy na tę nieszczęsną studniówkę, a następnie jej poprawiny. Ale, najważniejsze - czyli sukienka - jest, więc zbytniej paniki rozsiewać nie będę. 

Po powrocie do domu, zjedzeniu tony mandarynek i innych poświątecznych pyszności, po których mój żołądek ogłasza strajk skontaktowałam się z Alą. Podbijałyśmy kolejne ciucholandy w poszukiwaniu elementów strojów na sylwestra. I wybrałyśmy się na zdjęcia. Oczywiście w parku przed szkołą, bo jakżeby inaczej! Zdjęcia wyszły całkiem fajnie co nie zmienia faktu iż trzeba sesję powtórzyć gdy napada więcej śniegu. Ale mam nadzieję, że moje przeziębienie zniknie... 

O Sylwestra nie pytajcie, spędzę je z Gwiazdami Hollywood i Lordem Somersby. Impreza klasowa nie wypaliła, a i tak następnego dnia śmigam do pracy, załapałam się na inwenturę. A to oznacza nieprzespaną noc więc w Sylwestra nie będę się przemęczać. Mam nadzieję, że uda mi się coś tutaj dodać więc czekajcie cierpliwie! Do następnego! :)

fot. Ala and me

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Bo każdemu trochę wiosny i luksusu się należy czyli tulipany i ck


Hej! Pisząc tego posta drżę ze strachu. No dobra żartuję. Ale napisze najpierw o co chodzi. Facebookowe nominacje pod hasłem "zdjęcie z dzieciństwa albo czekolada". Łańcuszek rozprzestrzenia się jak epidemia, najpierw oglądałam to zjawisko z daleka, a teraz całe morze tych nominacji spływa z tablicy. Mam nadzieję, że mnie nie dopadnie, ja nie chcę! Chociaż sama idea nie jest w sumie zła, na pewno lepsze to niż popularne jeszcze niedawno wybicie jednego piwa na raz. 
A co do mojego dnia, pewnego dnia nie miałam czasu na porządną naukę na sprawdzian z geografii. A jak dzisiaj go otrzymałam byłam jak zahipnotyzowana, w końcu 46,5/48 punktów ot tak zdobyć nie można. Przyznaję, że Ala czuwała i pomogła mi w pewnej kwestii co nie zmienia faktu iż nadzieja na zdanie matury z geografii już jest. Przewidziałam również kartkówkę z historii, szkoda tylko, że dopiero na minutę przed słowami pełnymi grozy "wyciągamy karteczki". Więcej atrakcji nie było, po południu jeszcze chór i zajęcia z rysunku technicznego. Potem wróciłam do domu i zawinęłam się w kokon z kołderki, mam zamiar tak spędzić resztę wieczoru. 

Dzisiaj mam dla was post ze zdjęciami które wprost ubóstwiam. Wczoraj wspominałam, że weekend spędziłam w Gorzowie. Pierwszego dnia chodziłam na pół przytomna więc na nic konstruktywnego mnie nie było stać. Drugiego dnia za to pobawiłam się z kuzynką, próbowałam znaleźć jakieś perełki na giełdzie. Niestety łowy były nie udane a ja myślałam że szczęście tego dnia mnie opuściło. Jakże się myliłam! Wracając z giełdy zatrzymaliśmy się na chwilę  w centrum. Gdy rodzice poszli do Lidla ja stwierdziłam że wskoczę do Pepco. Obejrzałam cały wnętrzarski asortyment jednak nic nie powaliło na kolana. Już miałam wychodzić, ale stwierdziłam że zerknę jeszcze tylko na dział kosmetyczny. Byłam w szoku jak zobaczyłam produkty Calvina Kleina. Pierwsza reakcja, podróbki. Jednak był czarny lakier, którego mi brakowało, gdyż nie raz potrzebowałam już lakieru w tym kolorze. A co mi tam, biorę! Miałam jeszcze chwilę czasu więc poszłam do Lidla. Moim oczom ukazały się stosy tulipanów. Stanęłam jak wryta, jeszcze bardziej mnie zamurowało gdy zobaczyłam ich cenę. 1,99 za bukiet 7 tulipanów. Szukałam haczyka. No nic! Przestałam narzekać i cała w skowronkach poleciałam z dwoma bukietami do kasy. Teraz moje tulipany stoją w wazonie i cieszą oko! Chyba muszę wprowadzić zwyczaj aby od czasu do czasu w wazonie stały świeże kwiaty, nie zdawałam sobie sprawy jak taki detal potrafi ożywić wnętrze! Gdy wróciłam do domu poszukałam czegoś na temat kosmetyków ck w Pepco. I wiecie co się okazało? To są oryginały. Podróbki to nie mogą być gdyż ich sprzedaż jest karalna, a na takie coś nie może pozwolić sobie sieć sklepów rozsianych po całej Polsce. I tak oto mogę szpanować kochani! A tak na serio, jeśli kręcą was marki takie jak ck to ruszajcie do Pepco, ja na razie rezygnuję, nie potrzebnie jest mi tego aż tyle ;)

Nie sądziłam, że rozpiszę się tak o tulipanach i lakierze do paznokci. 
Dobranoc! :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Efekty wyprzedażowych wojaży czyli "haul"


Hej! Co u was słychać? Jak przystało na mnie, postanowiłam nie ruszać się z domu przez pół dnia i leniłam się przez ten czas. Teraz postanowiłam zrobić coś bardziej pożytecznego i napisać posta. W międzyczasie porządkuję swoje cele na 2014 rok, chcę aby to, co sobie postanowię, zmieniło mój styl życia na lepszy i bardziej efektywny. Przedstawię je tutaj później. Dzisiaj będzie post, bardziej na luzie, pokażę wam moje poświąteczne wyprzedaże łupy, zdobyte podczas sobotnich wojaży. 

Naszym  pierwszym punktem w zakupach był sklep Jysk. Głównym celem było zdobycie krzesła do mojego pokoju. Chciałam czegoś bardziej nowoczesnego i nieszablonowego, a jednocześnie odpowiadającego moim wymaganiom. Postawiłam na to: KLIK. Na tę chwilę jestem bardzo zadowolona, ale nie wiem jak sprawdzi się "w akcji" czyli podczas długiego spędzania czasu przy biurku. Przy okazji dobrałam poduszkę KLIK oraz dwie ramki do zdjęć (chociaż swoją drogą, same napisy bardzo mi odpowiadają). Następnie udaliśmy się do galerii gdzie poczyniłam kolejne zakupy. Nieuchronnie zbliża się rok 2014 z nim połowinki i jak dobrze pójdzie, osiemnastki. Chociaż jestem stuprocentową anty fanką spódniczek/sukienek to w moim mniemaniu nie wypada iść na połowinki w spodniach. Wpadłam do Sinsay, który bezapelacyjnie uznaję za mój ulubiony sklep. Wyszłam bardzo zadowolona z bilansem: dwie "małe czarne" KLIK i KILK, czarne balerinki, kolczyki i naszyjnik. Już nie muszę się martwić o to, w co się ubiorę na 18 koleżanek i na wspomniane wcześniej - połowniki. Potem wpadłam do H&M gdzie dorwałam na wyprzedaży kolczyki i pierścionki z symbolami znaków zodiaku. Następnym punktem było Super-pharm. Skorzystałam z promocji i zakupiłam mój ulubiony zapach: Green Tea by Elizabeth Arden oraz zapas pudru z Rimmela (skorzystałam z promocji -40%). Na samym końcu wyruszyłam na poszukiwania idealnego kalendarza. Znalazłam bliski ideałowi w Empiku. Jestem z niego bardzo zadowolona i niezmiernie cieszę się z tego zakupu. I to koniec moich jakże obfitych zakupów!

Kończę moje wywody i zmykam szukać jakiś prostych przepisów na jutrzejszą noc, gdyż postawiłam na  piżamowy wieczór z filmami! Do jutra! :)

niedziela, 29 grudnia 2013

Święta i po Świętach czyli co się u mnie działo


Hej! Ale ten czas szybko zleciał! Pamiętam jak odliczałam kolejne dni do świąt, a teraz siedzę i... siedzę. (Swoją drogą wiecie że to drugie święta, podczas których jestem w blogosferze?)Bo na dobrą sprawę oprócz tego, że dla was piszę nadrabiam wszystkie zaległości jakie nazbierały mi się przez Święta. Myślę również o tym co będą robić w Sylwestra. Chyba imprezy nie są dla mnie bo po raz kolejny spędzę je w gorzowskim zaciszu z TVP 2. Totalne szaleństwo, nie ma co. Chyba, że coś się zmieni, w co szczerze wątpię. Ale narzekać nie będę, najwyżej wymyślę sobie jakieś całkiem inteligentne zajęcie. Może podsumuję rok? Nie byłoby to głupie. Tym bardziej, że na początku stycznia przypada 2 rocznica prowadzenia bloga, jeeeeeeej! Ale dość o tym, opowiem wam o rzeczach mniej lub bardziej istotnych, które się u mnie działy.

Wigilia, jak każdego roku spędzana u dziadków. Więcej pisać nie będę, zapewne wyglądała podobnie do tych w waszych domach! :) Pierwszego dnia Świąt spotkaliśmy się u dziadków z częścią rodziny, a wieczorem wszyscy do mojego wujka. Drugiego dnia świąt od rana mieliśmy jechać do Gorzowa, przez co miałam opuścić coroczny koncert kolęd. Jednak 20 minut przed piętnastą siedząc w samochodzie spytałam się rodziców, że może jednak poszłabym na koncert kolęd. Godzinę w tą czy w tamtą nic nie zmieni. Sądziłam, że się nie zgodzą. Jednak gdy po chwili zastanowienia odpowiedzieli, że czemu nie! Skakałam z radości! W zaskakująco szybkim tempie przebrałam się w chórowy strój, balerinki założyłam na gołe stopy bo nie miałam czasu! O 15 jest koncert! Do kaplicy dotarłam na chwilę przed rozpoczęciem. Mina moich znajomych i dyrygentki była bezcenna. Tym bardziej, że od dawna wiedzieli, że mnie nie będzie. A koncert był wspaniały, nawet jeśli w stopy było mi troszkę zimno. Po zakończeniu chwyciłam płaszcz i szalik i prosto w stroju chórowym wsiadłam do samochodu rodziców którzy czekali przed kaplicą, i ruszylismy do Gorzowa! :) Tam spotkaliśmy się z kolejną częścią rodziny. Po świętach korzystając z tego, że byliśmy w Gorzowie wybraliśmy się na poświąteczne wyprzedażowe wojaże. Nie wróciłam z pustymi rękami. Chcecie wiedzieć co dorwałam? 

A teraz zmykam, idę "ogarnąć" moje nowe zdobycze :D

wtorek, 3 grudnia 2013

Kosmetycznie czyli zdobycze z Rossmanna...


Hej! Jak wam minął dzień? Po lekcjach, które zresztą upłynęły pod hasłem mojego kremu do rąk o zapachu budyniu waniliowego wróciłam i marzyłam o odpoczynku. Zaparzyłam herbatę i usiadłam przed komputerem w poszukiwaniu świątecznych inspiracji. Znalazłam kilka pomysłów, o których potem rozmawiałam razem z mamą. Czeka mnie dużo pracy ponieważ niektóre dekoracje będę robić sama, i muszę się również wybrać na maraton po sklepach w poszukiwaniu materiałów. Jeśli chcecie, będę mogła w przyszłości zrobić post z tym co stworzyłam. napiszcie w komentarzach czy macie na to ochotę! :)

Gdy byłam ostatnio w Poznaniu, postanowiłam zrobić małe zakupy kosmetyczne. Zachęcała mnie do tego dodatkowo obniżka w Rossmannie, na którą jakimś cudem trafiłam. Tam kupiłam mój ulubiony lawendowy szampon z Ziaji, maseczki również z tej firmy, gdyż u mnie w mieście nigdy ich nie ma :c. Zauważyłam również sporą promocję na nawilżający krem z Ganiera. Został przeceniony z powodu... braku kartonowego pudełka! Musiał być mój, tym bardziej, że moja obecna tubka tegoż kremu jest na wykończeniu. Lubię to! Zachęcona mnóstwem opinii o suchych szamponach Batiste, wybrałam się do drogerii Hebe gdzie zakupiłam miniaturkę tego produktu. Spróbowałam, i wiem że kupię pełnowymiarowe opakowanie. Ratuje w kryzysowych sytuacjach. A wracając do Rossmanna - skoro są takie promocje to zajrzałam na dział z kolorówką, dorwałam Rimmel Stay Matte zachwalany na prawie wszystkich blogach (już przetestowałam, mój numer 1! ♥) . Od dawna miałam ochotę na wypróbowanie kremu BB (wiem, że do takiego ma daleko), Dream Pure BB cream. Maddy go polecała, a że kolor był bardzo jasny, idealny dla mojej cery, zaryzykowałam. Pierwsze wrażenie na mojej cerze zrobił dobrze, zobaczymy jak będzie dalej! I na końcu Baby Lips od Maybelline. Zastanawiałam się skąd ochy i achy u amerykańskich vlogerek. Teraz już wiem, wspaniale nawilżają i świetnie wyglądają na ustach, nadając im delikatny kolor. Jak będę miała okazję, kupię wersję wiśniową! :)

Zmykam do nauki z geografii, czynniki regulujące cykl hydrologiczny same do głowy nie wejdą! (geo rozszerzona ♥)
Dobranoc kochani! :*

Prawda że sweter to idealne tło do zdjęć? :D I szkoda, że nie widzieliście mnie jak gimnastykowałam się na łóżku z aparatem aby złapać w miarę ostrość i odpowiednie światło. Moja nauczycielka od wf byłaby ze mnie dumna, że umiem się tak wyginać. haha!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Początek weekendu z wrażeniami czyli premierowo - "Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia "



Hej! Jest nowy post! Wprawdzie trochę opóźniony ale... Z bonusem! Mamy nowy wygląd bloga! :) Naszło mnie na zmiany wczoraj o 23. Dzisiaj je dokończyłam i jestem zadowolona z efektu. Jednakże... Chciałabym mieć ciut inne tło. Nie gładkie, ale jakiś delikatny wzór (np. jak TUTAJ) Próbowałam stworzyć coś swojego w programach graficznych wszelkiego rodzaju ale zawsze kończyło się to stwierdzeniem "itakmisienieuda". Może jutro coś wykombinuję, jak mnie najdzie wena. A wam się podoba nowy wygląd? A może poprzedni był bardziej w waszym guście?

Z Poznania wróciłam szczęśliwa i z okrzykiem na ustach "Jestem głodna, spać, KAWY!" Ale zacznę od początku. W piątek po lekcjach jak wróciłam do domu szybko się spakowałam, przebrałam (fragment ałtfitu TU) i wyruszyłam do wielkiego miasta. Na miejscu spotkałam Esther, przeszłyśmy się po Browarze gdzie zajrzałyśmy do Rossmanna i Super-Pharm. Potem spacerem ul. Półwiejską weszłyśmy do Hebe i do Biedronki. I to był koniec zakupów na dzień piątkowy. Potem postanowiłyśmy udać się do kawiarni literackiej "U Przyjaciół". Najwspanialsze miejsce w Poznaniu. Pisałam o nim TUTAJ. Posiedziałyśmy tam chwilę i wypiłyśmy gorącą czekoladę! Mniam.... Ale musiałyśmy się zwijać bo godzina 22 zbliżała się nieuchronnie. O 21:30 już byłyśmy w Multikinie czekając na przyjście M.  A tam.. Tłumy! Ne sądziłam, że na nocy Igrzysk Śmierci będzie tak dużo ludzi! O 22 już siedziałyśmy na swoich miejscach, na początku była wyświetlana pierwsza część. Bardzo fajnie było ją zobaczyć na dużym ekranie. A potem szybka przerwa, podejście do lustra skwitowane słowami "jak ja wyglądam" i powrót na premierę. Trzeba przyznać, była wspaniała! Historia była naprawdę świetnie zekranizowana. A wrażenia? Był śmiech, były i łzy. Esther jarała się Finnickiem, a gdy była scena pocałunku Katniss i Peety sala wzdychała, a my nie mogłyśmy powstrzymać się ze śmiechu :D Potem o 4 nad ranem wracałyśmy autobusem do przyjaciółki, która mieszkała 5 minut drogi od stadionu, widok z jej okna był obłędny! Poszłyśmy spać o 6, obudziłyśmy się o 10 wyglądając jak zombie. Potem znowuż we 3 wsiadamy w tramwaj i jedziemy do centrum, razem z M. odprowadziłyśmy Esther i pozwiedzałyśmy Poznań City Center. Galeria przypadła mi do gustu głównie ze względu na lokalizację, czuję, że będę tam bywać często! Z M. posiedziałyśmy w Empiku gdzie nasłuchałam się świątecznych piosenek i TK Maxx. A potem i ja musiałam się zwijać! A szkoda, bo nasze spotkanie było bardzo fajne ale zbyt krótkie, musimy je kiedyś powtórzyć! Po powrocie do domu czekał na mnie wypad na zdjęcia i wieczór z Kevinem. Zawsze go oglądam jak leci w telewizji. Taka tradycja :)

Teraz kończę, idę pouczyć się słówek z angielskiego...

Dobranoc! :) 


I mobilemix z tamtych dni :)
plac wolności * czekolada "U Przyjaciół" * już w kinie
w oczekiwaniu u film * premiera! ♥ * czekając na autobus
warto spróbować! mniam! * widok z okna * empik

poniedziałek, 28 października 2013

IKEA czyli coś w temacie wnetrz


Hej! Nie będę się tłumaczyć. A konkretnie to rozpisywać, najpierw przeglądarka strzeliła focha i musiałam zainstalować inną. Potem złapał mnie leń a na końcu wciągnęły Simsy. I z tych oto powodów się tutaj nie odzywałam, za co was bardzo przepraszam i obiecuję poprawę! A co działo się ostatnio? W piątek w związku z pewnym unijnym projektem wybraliśmy się z małą grupą rowerami do  pobliskiego ośrodka edukacji leśnej. Generalnie było bardzo fajnie, co było dziwne nauczycielki zrobiły nam kawę/herbatę, co kto woli O.O Ale musicie przyznać, że to było nadzwyczaj dziwne. I w tym momencie wykład z kubkiem kawy i czegoś słodkiego przybrał zupełnie inny wygląd. Po powrocie do domu rodzice stwierdzili, że jedziemy do lasu, na grzyby! Na początku im nie uwierzyłam, bo jak mi się wydawało sezon się skończył. Jednak się myliłam i nazbieraliśmy ich całkiem sporo. Jest moc! Sobota upłynęła spokojnie, bez atrakcji. A niedziela? Urodziny Esther! Od rana pracowałam nad idealną grafiką, na mój gust idealna nie była ale reakcja Esther była wspaniała! Od rana było mnóstwo śmiechu, potem "urodzinowy spam" - odwalało mi zupełnie. Szkoda tylko, że nie mogłyśmy się zobaczyć, w zeszłym roku spotkałyśmy się w Poznaniu, kto chce może wrócić to tego posta KLIK. Nie mogę uwierzyć, że blisko rok temu spadł pierwszy śnieg!  Ale nie narzekam, jak na razie pogoda jest idalnie jesienna. Nie pada i czasami zaświeci słońce. To mi się podoba :D A dzisiaj pisałam zaległy sprawdzian z historii, tylko ja potrafię zmienić odpowiedzi z dobrych na złe -.-

Ale nie o szkole i pogodzie chciałam dzisiaj mówić. Pamiętacie jak niedawno (czyt. miesiąc temu) odwiedziłam Esther w Poznaniu i przy okazji postanowiłyśmy wpaść do Ikei. Ostatnio gdy przeglądałam moje foldery ze zdjęciami i blogowy notes (tak, założyłam sobie taki ^^) zorientowałam się, że nie pokazałam wam moich zdobyczy własnie z tamtego miejsca! Postanowiłam, że dzisiaj to nadrobię i na zdjęciach pokażę wam co od tamtego czasu znalazło się u mnie w pokoju. To nie jest jednak wszystko co chciałabym mieć i mam nadzieję, że kiedyś wybiorę się tam ponownie. Chociażby po więcej świec i lampkę nocną. Świec nigdy za dużo. 

Teraz zmykam, idę się uczyć na sprawdzian z religii. Eeeeee... tak, z religii....
Do następnego!

niedziela, 20 października 2013

Nowi trzej znajomi czyli kolejne mazidła do ust


Hej! Dzisiaj będzie krótko. Uparłam się, że wstawię posta, może nie będzie należał on do tych bardziej ambitnych ale do takich typowo na luzie. Właśnie jestem w Gorzowie i dorwałam się do laptopa z internetem. Wczoraj miałam wybrać się do kuzynki jednak przeszkodził mi w tym deszcz. Za to stwierdziłam, że czas odkurzyć stare jak świat PS1 i cały czas grałam w Harrego Pottera i Kamień Filozoficzny. Wkurzałam się trochę bo jak się okazało nie jestem najlepsza w lataniu na miotle ._. ale jeszcze się tego nauczę, jak znowu najdzie mnie ochota na grę na PS. Tak oto zmarnowałam piątkowe popołudnie. Dzisiaj posprzątałam w domu i spontaniczną decyzję znalazłam się w Gorzowie, a konkretnie pod nim u mojej matki chrzestnej. W sumie, jest już grubo po północy ale przyjmijmy, że jest sobota. Niedawno skończyłam oglądać jeden z moich ulubionych filmów "Avatar". Jest wspaniały, zawsze się wzruszam na koniec tego filmu, kto nie oglądał musi go koniecznie zobaczyć. Za chwilę pewnie położę się spać ponieważ jestem zmęczona ale najpierw pobawię się z kotką mojej cioci - Lusią. Jak zrobię kilka zdjęć to na pewno wam pokażę ;) Ale koniec mojej paplaniny.

To, że mam obsesje na punkcie mazideł do ust wiecie. Mam ich mnóstwo i ciągle mam ochotę na więcej. Mogliście się przekonać w TYM poście. Mania mnie nie opuściła i jak widzę gdzieś promocję na mazidła do ust to ciężko jest mi wyjść z niczym. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że w drodze ze szkoły mam drogerię gdzie ostatnio była promocja na balsamy do ust NIVEA. Zgadliście. Nie wyszłam z niczym. Pierwszego dnia zafundowałam sobie mleko i miód, mój klasyk jeśli chodzi o balsamy do ust. Następnego dnia poszłam jeszcze raz, tym razem po Vitamin Shake, stwierdziłam, że mogę go zaliczyć do ulubieńców, obłędnie pachnie - malina&żurawina! Kolejna i ostatnia pomadka nawilżająca jest z H&M. Myślałam ze będzie ona bezbarwna. okazało się wręcz przeciwnie, daje ona intensywny malinowy kolor, który utrzymuje się całkiem długo. Mimo wszystko jestem z niej bardzo zadowolona i chętnie ją "noszę". Opisałam je w odwrotnej kolejność niż na zdjęciu, wybaczycie? :D

A teraz pytanie do was! Chcecie kolejny wpis zbiorczy o moich mazidłach do ust? Piszcie!
Miłej niedzieli! :)

PS Taaaa, miało być krótko -.-


niedziela, 22 września 2013

Sposób na sobotę czyli wyprawa na Poznań


Hej! Ostatnie dwa dni kalendarzowego lata były naprawdę wspaniałe. Wczoraj pojechałam do Esther do Poznania, spędziłyśmy ze sobą mnóstwo czasu chociaż dla nas i tak było za mało. Nadrobimy to w najbliższy piątek na Nocy Naukowców. Ale o tym za chwilę. Dzisiaj jest wspaniały dzień ponieważ swoje 26 urodziny obchodzi - Esther i moja ulubiona postać - Tom Felton. Takie nasze małe zboczenie na punkcie tej osoby, ale jakże przyjemne ^^ Kolejny fakt który umilił mi dzisiejszy dzień to pewna wiadomość. Wczoraj Esther wspomniała mi o pewnym filmie do którego scenariusz pisze J.K. Rowling, ma mieć on związek w serią o Harrym Potterze. Wstyd mi się przyznać ale na początku nie uwierzyłam. Dzisiaj zagłębiłam się w artykuły na ten temat i gdy je przeczytałam o mało nie wrzasnęłam z radości a w oczach zalśniły mi łzy. Szczęścia. Rowling pisze scenariusz filmowy do książki "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć". Chętni mogą się zagłębić w mugolski artykuł tutaj: KLIK. Powiem wam jedno, zrobię absolutnie wszytko aby z Esther być na premierze zimą 2014 roku. I nic mi w tym nie może przeszkodzić. NIC. 

Wczoraj z rana wyjechałam autobusem do  Poznania na spotkanie z Esther. Najpierw wybrałyśmy się do Browaru po kilka rzeczy (sweet focia w kapeluszach w H&M ♥) , potem weszłyśmy do obowiązkowego punktu wyprawy do Poznania czyli na spaghetti do baru Piccolo ♥. Potem szłyśmy ulicą Półwiejską (dobrze pamiętam? xD) i zobaczyłyśmy, że likwidują pewien sklep. Dałyśmy się ponieść naszej ciekawości i weszłyśmy. W tym momencie moja silna wola została mocno naruszona, był to sklep indyjski LOKAAH. Podobało mi się mnóstwo rzeczy jednak wyszłam tylko z bransoletką i torbą ekologiczną, czyli całkiem dobrze wyszłam na tym ja i mój portfel. Potem przeszłyśmy się spacerkiem na Stary Rynek i kilka innych miejsc (nie znam dobrze Poznania więc wam nie powiem :p) Esther, pamiętasz to?: teraz my, będziemy rządzić Narnią! xD i pojechałyśmy do IKEI. Powiem tylko tyle, kocham ten sklep. I Esther też, zdjęcia których tu nie pokażę mówią same za siebie, i te westchnienia: mogłabym tu zamieszkać...

Rozpisałam się niezmiernie więc kończę i zostawiam kilka zdjęć, do następnego! :)

środa, 4 września 2013

Back to school czyli mini haul


Hej! Przetrwaliście pierwsze dni w szkole? Ja też! I jestem z tego niesamowicie zadowolona. Tym bardziej, że lekcje mijają mi niesamowicie szybko. Planu na pamięć nie znam więc byłam bardzo zaskoczona tym jak zapytałam co po tej lekcji mamy (tak było na matematyce) a koleżanka powiedziała że idziemy do domu! Mam tylko marzenie, żeby każdy dzień w szkole mijał tak szybko jak dzisiejszy i wczorajszy! Niestety bez zadań domowych się nie obyło i już mam trochę zadane, w szczególności z angielskiego. I kwestią rozszerzeń, mam 8 godzin j. angielskiego, 8 godzin matematyki i 4 godziny geografii w tygodniu. Brzmi przerażająco?  Gorzej wyglądał mój plan lekcji jak spojrzałam na niego po raz pierwszy. Myślałam, że codziennie będę miała 8 lekcji do 15  a okazało się zupełnie inaczej! Od poniedziałku do środy mam od 8 do 13:25 a we czwartki od 8 do 15 a w tym ostatnie są lekcje wf więc jest całkiem nieźle. Oby tylko plan się nie zmienił bo 3 lekcje polskiego w tygodniu to największą radość jaka mogła mnie spotkać xD Dzisiaj też mieliśmy zebranie samorządu uczniowskiego i omawialiśmy parę kwestii, pierwszaki strzeżcie się! Niedługo kotowanie :D

Ostatnio nie dodawałam postów chociaż czasu miałam naprawdę dużo. Otóż zepsuł się komputer więc piszę do was ze starego sprzętu. Oddaliśmy już go do serwisu mam tylko jedną obawę. miałam tam wszystkie moje zdjęcia z podróży i nie tylko. Mam nadzieję, że nie przepadną bo wtedy nie mam pojęcia co zrobię... Z jednej strony jestem zła na siebie, że nie zdecydowałam się na zakup dysku zewnętrznego chociaż miałam okazję. Teraz wiem że zanim kupię sobie laptopa to najpierw zainwestuję właśnie w niego.

Ale koniec marudzenia!
Strasznie lubię oglądać szkolne haule zakupowe i mam do nich słabość, więc jeśli macie coś takiego w swoim asortymencie postów to zostawcie link a z pewnością zajrzę. Poniżej widzicie moje nowości do szkoły, w tym roku zaopatrzyłam się w urocze kolorowe akcesoria które z pewnością ubarwią szarą, szkolną rzeczywistość. Chociaż muszę wam się przyznać, że jestem pozytywnie nastawiona do tego roku szkolnego, i sama nie wiem dlaczego, ale oby tak pozostało jak najdłużej! Kończę już moje wywody i zapraszam do obejrzenia zdjęć, do następnego posta!


Zeszyty A4, 100 kartek kupione w Biedronce za niecałe 5 zł. Kupiłam je z myślą o rozszerzeniach, czerwony w kropki - geografia, zielony - angielski (napis mówi sam za siebie :D). A Paryż, mam słabość do motywu wieży Eiffla ♥.

Lidl, duży jest od matmy, a mały z zwykły notatnik (znów wieża Eiffla, już nie muszę tłumaczyć? :D) około 4-5 zł.

Z uroczym kociakiem do języka polskiego (Biedronka 3 zł), pastelowe urzekły mnie swoimi kolorami, piękno same w sobie! Auchan, ok 1 zł.

Kolorowe karteczki/ oznaczniki (?) nie wiem jaką ma to właściwą nazwę ale jest to jeden z najlepszych wynalazków ludzkości, serio! Od gimnazjum nie wyobrażam sobie bez nich przetrwania. Zaznaczam ważne rzeczy w książkach, zeszytach. Naklejam na stronie w zeszycie tak aby część wystawała i na niej piszę co się tam znajduje, mogę zachwycać się nimi godzinami! Kiedyś dostałam jedno opakowanie, zniknęły w mgnieniu oka, potem otrzymałam jeszcze dwa jedno od koleżanki drugie od cioci. Jedno z nich zniknęło równie szybko, drugie zaczęłam "oszczędzać" gdyż nigdzie nie mogłam ich znaleźć. A tu nagle z pomocą przyszła Biedronka i chwała jej za to! 2 zł za opakowanie. Zakreślacz, nożyczki (2-3 zł) i długopisy (5 zł)- Real

I mój plan lekcji, który zapewne i tak za chwilę zmienią...

środa, 22 maja 2013

Wnętrzarsko czyli migawki z mojego pokoju

Hej!
Tematem ostatnich dni jest z pewnością to co działo się w weekend, jak tu się dziwić gdy wszyscy świetnie się bawili? :)
Jednakże u mnie niewielka część myśli płynęła ku mojemu pokojowi w którym ściany przeszły generalną metamorfozę. Chodzi tu tak naprawdę o pomalowanie ścian ale do metafor mnie zaciągnęło. Nie szalałam z kolorem, ale wręcz przeciwnie postawiłam na klasykę. Taki kolor marzył mi się od dawna i tadaaaaaaaaaam oto jest! :) Piękny beż! Jestem w siódmym niebie, teraz będę latać i szukać biało-czarnych dodatków! ♥
Dzisiaj gdy już kostka nie bolała jak wcześniej (zapomniałam am powiedzieć, chyba mam jakieś uczulenie, ugryzła mnie meszka albo komar i spuchła mi kostka :c trochę boli ale od tego się nie umiera, przeżyję :D ) wybrałam się do sklepu w stylu wszystko po 4,50. Marzyły mi się czarno białe kartony do których mogę powkładać rzeczy które aktualnie nie są mi potrzebne, żeby nie zalegały na regałach. Niestety wymarzonych czarno białych nie znalazłam ale za to biało-brązowe już tak :) (za całe 7,50 ^^) Już znalazły swoje miejsce na szafie, ubolewam tylko nad tym że nie było takich samych tyle że mniejszych :c
Ale może przyjdą razem z nową dostawą? Kto wie? Ja zostawiam was z paroma zdjęciami -> migawki z mojego pokoju i wracam do porządków! :)







Kolor jest prawie identyczny:)