środa, 30 października 2013

Wyzwanie zakończone czyli o dostrzeganiu "małych rzeczy"


Hej! Już niedługo długi weekend! Jutro trzeba tylko przetrwać do 15 w szkole. Ale z myślą o wolnym mam nadzieję, że będzie to łatwiejsze. Oczywiście wyjeżdżam w związku ze świętem do Gorzowa. Jednak nie martwcie się, post podsumowujący październik będzie :) Wczoraj poranek należał do bardzo dziwnych, poranna przygoda z koszykiem na bagażniku (którego teraz nie mam) przyprawiła mnóstwo śmiechu osobom, którym to opowiadałam. Nie będę jednak wam jej przedstawiać bo nie wiem czy wypada tak publicznie. Ale musicie wiedzieć, że to była jedna z tych sytuacji jakie zdarzają się tylko w filmach i u Mirandad. Bo tylko ja mam takie szczęście/pecha. Poza tym zastanawiam się czy nie zmienić troszkę wyglądu bloga. Nagłówek by został, chodzi mi o detale. Możliwe, że zacznę się tym zajmować już dzisiaj. Głównym celem będzie usunięcie ramek, które są dodawanie automatycznie przez bloggera wokół zdjęć. Jest to szczegół ale ostatnio zaczął mi przeszkadzać. Będę kombinować. Ale teraz chcę wam opowiedzieć o misji zakończonej powodzeniem.

ALWAYS LOOK ON THE LIGHT SIDE OF LIFE. Te słowa z piosenki powyżej doskonale oddają charakter tego posta. Włączcie ją teraz, tak, właśnie teraz. Zanim zaczniecie czytać ciąg dalszy tego posta.
I jak? Uśmiech pojawił wam się na twarzy? Osobiście gdy nie mam nastroju włączam tę piosenkę i od razu mam lepszy humor. I do końca dnia nucę pod nosem jej refren. U mnie ta piosenka jest symbolem tego wyzwania, które zakończyłam z powodzeniem. Kto nie pamięta, przegapił lub jest tutaj pierwszy raz odsyłam do tego posta: KLIK. Zabawa był wspaniała ale nie powiem, czasami były takie dni w których głowiłam się i troiłam żeby znaleźć taką rzecz, która sprawiła mi przyjemność danego dnia. Z kolei innego dnia miałam tak dużo do napisania że musiałam się ograniczać a i tak mi nie wyszło. Było to naprawdę fajne doświadczenie i zachęcam was do przeprowadzenia go u siebie. Nie będę oszukiwać, nie zapisywałam codziennie, systematyczności mi brakowało. Ale wszystko co miało być zapisane znalazło się w notatniku, tylko dzień czy dwa później. Nie musicie jednak do tego prowadzić notatnika, możecie zapisywać w kalendarzu, telefonie czy na małych karteczkach i przyklejać do lustra w łazience. Grunt to zorientowanie jak mała rzecz potrafi poprawić nam humor! Mam zamiar nadal prowadzić tą akcje, jednak nie będę wszystkiego notować. Będę po prostu na koniec dnia przypominać sobie co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ale z jednym wyjątkiem. To co widzicie pod spodem to edycja jesienna. Pojawi się jeszcze zimowa, wiosenna i letnia. Dlaczego? Zimą ludzie narzekają, że jest za zimno, wiosną, że mogłoby już być lato a latem, że jest nam za gorąco. Koniec narzekania, trzeba się wziąć za siebie. W każdej z tych edycji chcę zobaczyć rzeczy cieszą mnie najbardziej w rożnych porach roku.  A w jakich miesiącach to dam wam jeszcze znać.
A wiecie czego mnie nauczyło ta akcja? Że nawet w najgorszych dniach znajdzie się jakiś powód aby się uśmiechnąć, ale to od was zależy czy go dostrzeżecie.

Zawsze patrz na radosną stronę życia!
Miłego wieczoru! :*



START 30.09.2013

DZIEŃ 1: Miło spędzony dzień chłopaka, puszczanie na przerwach muzyki ze znajomymi i tańczenie na jeden z nich.
DZIEŃ 2: Udany występ Ślubów Panieńskich  i "dziwne" próby przed nim.
DZIEŃ 3: Leniwie spędzony dzień  łóżku z książką z powodu choroby i niespodziewane odwiedziny A.
DZIEŃ 4: Udanie się z W. na małe zakupy na mieście po lekcjach (lub w czasie wf, zależy dla kogo ^^ - od razu uprzedzam ja nie chodzę na wagary!).
DZIEŃ 5: Wyniki konkursu u dziewczyn z Lumos Art i chwila słodyczy z moją ulubioną czekoladą
DZIEŃ 6: Vipowski mecz lokalnej drużyny futsalu i Mirandad nareszcie nauczyła się robić kłosa!
DZIEŃ 7: Relaks przy filmikach ulubionych youtuberek i spotkanie z M. na mieście.
DZIEŃ 8: Odkrycie w drogerii szafy Bell i odwiedziny u dziadków razem z mamą.
DZIEŃ 9: Przyjemne rozmowy na angielskim i małe zakupy.
DZIEŃ 10:  Kartkówka z matmy, która poszła mi niesamowicie dobrze oraz zakup kolejnego mazidła do ust.
DZIEŃ 11: Kartka od znajomych z Beskidów ♥ :*
DZIEŃ 12: 5 z kartkówki z matmy.
DZIEŃ 13: Prezent od pani ze sklepu z ozdobami do domu - śliczny czarny drewniany nietoperz na patyku.
DZIEŃ 14: Spacer z M. w parku. Krótka ale bardzo przyjemna rozmowa z dyrygentką.
DZIEŃ 15: Głupawka na próbie spowodowana quickstepem.
DZIEŃ 16:  Bardzo fajna "próba", "śpiewamy" Adele, tańczymy i tańczymy ♥. Obejrzenie genialnego filmiku o organizacji czasu u nissiax83.
DZIEŃ 17: Próba po raz kolejny, sto lat dl kolegi, "I czekałam, i czekałam i czekałam" :D
DZIEŃ 18: Opuszczenie jednego wf z powodu.... próby! I przedwczesne rozpoczęcie weekendu.
DZIEŃ 19: Genialny występ z okazji Dnia Nauczyciela, pyszna szarlotka, udane zakupy z mamą i popołudnie z Harrym Potterem na PS1.
DZIEŃ 20: Spanie do 11 oraz wyjazd do Gorzowa, miło spędzony wieczór i obejrzenie jednego z moich ulubionych filmów "Avatar".
DZIEŃ 21: Pobudka z samego rana przez Lusię - kotkę brytyjską mojej cioci, nowe poduszki do pokoju.
DZIEŃ 22: Dzień leniucha, nie robię nic pożytecznego oprócz jednokrotnego spojrzenia do książki z niemieckiego.
DZIEŃ 23: Grupowe pisanie sprawdzianu z niemieckiego i wieczór z kryminałem Agaty Christie.
DZIEŃ 24:  Tworzenie na matmie kartki urodzinowej do Oliwki. Spontaniczna decyzja o wyjeździe do Poznania. Wizyta w kawiarni literackiej i teatrze "U Przyjaciół" - wspaniały spektakl i pyszna szarlotka ♥
DZIEŃ 25: Mój wczesny początek tygodnia, wymyślanie zadań dla pierwszaków na kotowanie.
DZIEŃ 26: Wycieczka rowerowa i wykłady w ramach projektu, wypad z rodzicami do lasu na grzyby.
DZIEŃ 27: Pozytywna próba chóru z kolędami przypominającymi wycieczkę do Irlandii w 2011 roku i pamiątka od dyrygentki z Ziemi Świętej.
DZIEŃ 28: Urodzinowy poranek Esther :* Gra w Simsy po raz pierwszy od dobrych kilkunastu miesięcy.
DZIEŃ 29: Popołudnie z książką Agaty Christie "Morderstwo w Orient Expressie" - przeczytałam całą. Nowa pozycja z biblioteki "Dziewczyna na Times Square".
DZIEŃ 30: Sucharki przed i na niemieckim. Pomyślne zakończenie wyzwania o dostrzeganiu niewielkich rzeczy o wielkiej roli!

poniedziałek, 28 października 2013

IKEA czyli coś w temacie wnetrz


Hej! Nie będę się tłumaczyć. A konkretnie to rozpisywać, najpierw przeglądarka strzeliła focha i musiałam zainstalować inną. Potem złapał mnie leń a na końcu wciągnęły Simsy. I z tych oto powodów się tutaj nie odzywałam, za co was bardzo przepraszam i obiecuję poprawę! A co działo się ostatnio? W piątek w związku z pewnym unijnym projektem wybraliśmy się z małą grupą rowerami do  pobliskiego ośrodka edukacji leśnej. Generalnie było bardzo fajnie, co było dziwne nauczycielki zrobiły nam kawę/herbatę, co kto woli O.O Ale musicie przyznać, że to było nadzwyczaj dziwne. I w tym momencie wykład z kubkiem kawy i czegoś słodkiego przybrał zupełnie inny wygląd. Po powrocie do domu rodzice stwierdzili, że jedziemy do lasu, na grzyby! Na początku im nie uwierzyłam, bo jak mi się wydawało sezon się skończył. Jednak się myliłam i nazbieraliśmy ich całkiem sporo. Jest moc! Sobota upłynęła spokojnie, bez atrakcji. A niedziela? Urodziny Esther! Od rana pracowałam nad idealną grafiką, na mój gust idealna nie była ale reakcja Esther była wspaniała! Od rana było mnóstwo śmiechu, potem "urodzinowy spam" - odwalało mi zupełnie. Szkoda tylko, że nie mogłyśmy się zobaczyć, w zeszłym roku spotkałyśmy się w Poznaniu, kto chce może wrócić to tego posta KLIK. Nie mogę uwierzyć, że blisko rok temu spadł pierwszy śnieg!  Ale nie narzekam, jak na razie pogoda jest idalnie jesienna. Nie pada i czasami zaświeci słońce. To mi się podoba :D A dzisiaj pisałam zaległy sprawdzian z historii, tylko ja potrafię zmienić odpowiedzi z dobrych na złe -.-

Ale nie o szkole i pogodzie chciałam dzisiaj mówić. Pamiętacie jak niedawno (czyt. miesiąc temu) odwiedziłam Esther w Poznaniu i przy okazji postanowiłyśmy wpaść do Ikei. Ostatnio gdy przeglądałam moje foldery ze zdjęciami i blogowy notes (tak, założyłam sobie taki ^^) zorientowałam się, że nie pokazałam wam moich zdobyczy własnie z tamtego miejsca! Postanowiłam, że dzisiaj to nadrobię i na zdjęciach pokażę wam co od tamtego czasu znalazło się u mnie w pokoju. To nie jest jednak wszystko co chciałabym mieć i mam nadzieję, że kiedyś wybiorę się tam ponownie. Chociażby po więcej świec i lampkę nocną. Świec nigdy za dużo. 

Teraz zmykam, idę się uczyć na sprawdzian z religii. Eeeeee... tak, z religii....
Do następnego!

czwartek, 24 października 2013

Wieczór w Poznaniu czyli "U Przyjaciół"

 
Dni które właśnie minęły należały do tych dziwnych. Zacznijmy od ostatniego posta. Po tym jak skończyłam go pisać przygotowałam się jakbym miała iść spać. Ale skoro spać wtedy jeszcze mi się nie chciało to wzięłam kubek z moim ulubionym napojem i czytałam kryminał Agaty Christie. Wieczór można powiedzieć idealny. Jednak ok 23 mnie znużyło i zasnęłam. Potem była jedna z najgorszych nocy w moim życiu. Obudziłam się o północy, zasnęłam aby obudzić się ponownie o 2, to nie był koniec, znowuż zasnęłam i obudziłam się o 4. Ale wtedy nie było tak kolorowo bo nie mogłam zasnąć przez dobra godzinę. Po 5 zasnęłam zęby budzik mógł mnie obudzić o 6. Tam razem się nie dałam i zaraz go wyłączyłam. Oczywiście przyszłam spóźniona na pierwsza geografie bo z rana oczywiście śpi się najlepiej -.- z kolei w szkole miałam dosyć po kolei wszystkich lekcji z religią na czele. Matmę dało się przeżyć, bawiłam się w wycinanki żeby jeszcze tego samego dnia kartka urodzinowa dla Oliwki (więcej o tym tutaj KLIK) została wysłana przez A. Potem wróciłam do domu gdzie okazało się ze moje łącze internetowe się zbuntowało. Owszem, internet był ale żeby wejść na bloggera i czekać 15 min na załadowanie komentarzy oczekujących na moderację to przesada. Potem poszłam na zajęcia teatralne gdzie okazało się ze jest jedno wolne miejsce na wyjazd do teatru do Poznania. I tutaj przechodzę do sedna sprawy. 
 
Oj żałowałabym gdybym nie pojechała. Kawiarenka literacka "U Przyjaciół" stała się moim ulubionym miejscem w Poznaniu. Przytulna, nieduża, nie ma tam dużo ludzi (nie mówię tu o naszej wycieczce, bo to był istny rozgardiasz), niepowtarzalny klimat,. Na zewnątrz jak i w środku. I koty przebiegające pomiędzy stolikami i żywopłotami. Mogę nazwać to miejsce oaza spokoju w centrum Poznania. Chciałam spróbować osławionej już tam czekolady jednak ona się skończyła i stanęło na gorącej szarlotce z bita śmietaną i lodami. Pychota! Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego! O 20:30 rozpoczął się spektakl "Gomber" na strychu kamienicy. Szczerze przyznam, że nie do końca wiedziałam o co tam chodzi ponieważ nie było ściśle określonej fabuły, jednak mimo wszystko spektakl podobał mi się niesamowicie. Aktorzy byli wspaniali a i na sali panował niezwykły klimat. Na początku było trochę przerażająco przez co z lekka się wystraszyłam, potem jednak z każdą minutą rozumiałam spektakl coraz bardziej i również coraz bardziej mi się podobał. W szczególności ostatnie sceny przypadły do gustu męskiej części widowni (nie będę tłumaczyć :D)Zakończenie było dość zaskakujące i nieoczekiwane. Ciężko było stwierdzić, że jest to już koniec ale skoro się skończyło to i my musieliśmy wracać. W autobusie było wesoło i baaaaardzo ale to baaaaaardzo gorąco. I przy okazji zostałam morelą xD. 
 
Ale koniec moich wywodów, rozpisałam się niesamowicie, jednak uważam, że jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicy  to musicie tam wejść chociażby na chwilę. Ja z pewnością będę tam często wpadać, tym bardziej, że z dumą mogę przyznać więc wiem jak tam dojść! (musicie wiedzieć, że nie znam tego miasta :D) A teraz rozpoczynam swój weekend ponieważ jutro w związku z pewnym projektem wyjeżdżam z grupą rowerami do pobliskiej szkółki przez co nie mam zajęć lekcyjnych :)

Miłego popołudnia! :)

Ostrzegam, że zdjęcia nie są dobrej jakości ponieważ mój aparat nie trawi takich warunków oświetleniowych ;)

wtorek, 22 października 2013

Niezwykłe miejsce na ziemi czyli Jezioro Hillier


Hej! Jak wam mija początek tygodnia? U mnie bez większych atrakcji, jak na razie spokojnie, jak na razie. Pogoda dopisuje, piękne słońce rozchmurza jesienne dni i dodaje energii. Zdecydowanie! Jednak dzisiejsze wejście na facebooka nie poprawiło mi humoru. Utwierdziło mnie w przekonaniu o mojej przyszłości. Jakiej? Stara panna, emerytowana bloggerka z kotem/kotami i ewentualnym wykształceniem wyższym jeśli ukończę studia. Życie jest okrutne. Dlaczego? Otóż wyjaśniam. Grupa o nazwie, która mówi wszystko - "Połowinki". Sama odpowiedź w ankiecie "z osobami towarzyszącymi" nie jest zła, ale dopisek nad ankietą Tak dla formalności bo myślę, że to oczywiste... I pif paf. Humor mi się nie poprawił i zmusił do refleksji, przy okazji zorientowałam się, że dotychczasowe głosy za tą odpowiedzią dały w 99% osoby będące w związkach. Single mają w tym momencie przechlapane. A ja? Zastanawiam się czy opcja bez osób towarzyszących nie będzie zła... Ot użalam się nad sobą. Chyba wstałam dzisiaj lewą nogą :P

Ale żeby powstrzymać moje użalanie się nad sobą postanowiłam, że pokażę wam coś w pozytywnym kolorze. Jak się okazuje natura potrafi zaskakiwać i jednym z dowodów na to jest różowe jezioro! Znajduje się w Australii a nazywa się Hillier (wierzcie lub nie ale na początku przeczytałam Hitler O.O) Postanowiłam poszperać trochę w internecie czym jest to spowodowane. Jednak zdziwiłam się gdy przeczytałam ze nawet naukowcy nie znają na to pytanie odpowiedzi! Jednak oko można nacieszyć i pomarzyć o odwiedzeniu tego miejsca!

A tymczasem kończę. Do zobaczenia - mam nadzieję - jutro! :)


źródło zdjęcia: http://www.neotravel.pl

niedziela, 20 października 2013

Nowi trzej znajomi czyli kolejne mazidła do ust


Hej! Dzisiaj będzie krótko. Uparłam się, że wstawię posta, może nie będzie należał on do tych bardziej ambitnych ale do takich typowo na luzie. Właśnie jestem w Gorzowie i dorwałam się do laptopa z internetem. Wczoraj miałam wybrać się do kuzynki jednak przeszkodził mi w tym deszcz. Za to stwierdziłam, że czas odkurzyć stare jak świat PS1 i cały czas grałam w Harrego Pottera i Kamień Filozoficzny. Wkurzałam się trochę bo jak się okazało nie jestem najlepsza w lataniu na miotle ._. ale jeszcze się tego nauczę, jak znowu najdzie mnie ochota na grę na PS. Tak oto zmarnowałam piątkowe popołudnie. Dzisiaj posprzątałam w domu i spontaniczną decyzję znalazłam się w Gorzowie, a konkretnie pod nim u mojej matki chrzestnej. W sumie, jest już grubo po północy ale przyjmijmy, że jest sobota. Niedawno skończyłam oglądać jeden z moich ulubionych filmów "Avatar". Jest wspaniały, zawsze się wzruszam na koniec tego filmu, kto nie oglądał musi go koniecznie zobaczyć. Za chwilę pewnie położę się spać ponieważ jestem zmęczona ale najpierw pobawię się z kotką mojej cioci - Lusią. Jak zrobię kilka zdjęć to na pewno wam pokażę ;) Ale koniec mojej paplaniny.

To, że mam obsesje na punkcie mazideł do ust wiecie. Mam ich mnóstwo i ciągle mam ochotę na więcej. Mogliście się przekonać w TYM poście. Mania mnie nie opuściła i jak widzę gdzieś promocję na mazidła do ust to ciężko jest mi wyjść z niczym. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że w drodze ze szkoły mam drogerię gdzie ostatnio była promocja na balsamy do ust NIVEA. Zgadliście. Nie wyszłam z niczym. Pierwszego dnia zafundowałam sobie mleko i miód, mój klasyk jeśli chodzi o balsamy do ust. Następnego dnia poszłam jeszcze raz, tym razem po Vitamin Shake, stwierdziłam, że mogę go zaliczyć do ulubieńców, obłędnie pachnie - malina&żurawina! Kolejna i ostatnia pomadka nawilżająca jest z H&M. Myślałam ze będzie ona bezbarwna. okazało się wręcz przeciwnie, daje ona intensywny malinowy kolor, który utrzymuje się całkiem długo. Mimo wszystko jestem z niej bardzo zadowolona i chętnie ją "noszę". Opisałam je w odwrotnej kolejność niż na zdjęciu, wybaczycie? :D

A teraz pytanie do was! Chcecie kolejny wpis zbiorczy o moich mazidłach do ust? Piszcie!
Miłej niedzieli! :)

PS Taaaa, miało być krótko -.-


piątek, 18 października 2013

Inspiracyjny piatek czyli dynie!


Hej! Post miał być wczoraj ale się nie wyrobiłam. Mam również posty pomysły na posty które będą zawierały merytorycznie więcej niż te jaki pisze na co dzień ale chęci mi jak na razie obrakuje a i pisarką ekstra nie jestem. Zatem dawki dawki takich postów nie będzie chyba że najdzie mnie jakaś wena, a kto wie? Wczoraj nic specjalnego się nie działo, angielski x2, matma x2 j.polski, godzina wychowawcza spędzona na auli i jeden wf. Swoją drogą nasza wuefistka nie miała dobrego humoru, ćwiczyliśmy piłkę ręczną. Justyyyyyna jeeeeeeszcze do bramki weeeeeeejdź! Co szło mi jak widzicie nie najlepiej. Ale po próbie wróciłam do domu i szczęśliwa z faktu, że mój weekend już się zaczął zasiadłam do komputera przeglądając kolejne dziwne obrazki i filmiki na internecie. Bo powiedzcie, tylko taka osoba jak ja ogląda Simon's Cat. Swoją drogą, całkiem fajny poprawiacz humoru. Dzisiaj z racji tego, że w poniedziałek był Dzień Edukacji Narodowej, mieliśmy wolne. Jednakże z tego powodu, że jestem w grupie teatralnej wystawialiśmy kabaret "Sztuka tańca" z repertuaru kabaretu Hrabi (dla zainteresowanych: od 4:20 KLIK). Widowni spodobało się niesamowicie, cały czas słychać było wybuchy śmiechu, jedna nauczycielka nawet popłakała się ze śmiechu. Po występie również zbieraliśmy gratulacje wspaniałego występu, i że bardzo się podobało, a to było dla nas najważniejsze. Potem wybrałam się z mamą na zakupy, kupiłam świetne buty i komin, jeśli chcecie mogę wam go pokazać. Ale koniec mojej paplaniny, chociaż ostatnio dowiedziałam się, że mimo wszystko część z was ja czyta! Podziwiam was! :* /hug!/

Dzisiaj piątek więc czas na inspiracje. Chociaż może w tych postach jest mało inspiracji, to mimo wszytko miło popatrzeć na takie obrazki, prawda? Jesień nierozerwanie jest związana z dyniami które królują na straganach, sklepach i w niektórych przydomowych ogródkach. Są też związane z kontrowersyjnym świętem Hallowen. Swoją drogą, zawsze chciałam wydrążyć dynię i wyciąć jakiś zabawny wzór. Dynię można wykorzystywać również na tysiące innych sposobów, np. zrobić z niej karetę przy pomocy wróżki i myszy (dla miłośników bajek) czy też krem/zupę z dyni (wersja dla miłośników gotowania). Ja sama chętnie upiekłabym muffinki z dynią, więc jeśli macie jakiś sprawdzony przepis to chętnie go poznam. :)

Kończę już posta i lecę odwiedzić kuzynkę. A wam życzę miłego weekendu! :)

 źródło: weheartit.com

poniedziałek, 14 października 2013

Wstaje nowy dzień czyli co widać gdy opadną mgły


Hej! Znacie piosenkę umieszczoną powyżej? Ja poznałam ją w poprzednim roku. I tak jakoś teraz przypominałam sobie o jej istnieniu. Wpasowała się w wczorajszy i dzisiejszy dzień. A wczoraj było beznadziejnie. Nie będę mówić konkretnie o co chodziło ponieważ nie chcę wprowadzać zamulania. Ale mogę powiedzieć tyle, że za dużo sobie myślałam i nie było tak źle jak nea początku sobie to wyobrażałam. Za dużo myślenia, zdecydowanie za dużo. Dzisiaj było zdecydowanie lepiej, ogólnie mogę zaliczyć ten dzień do udanych. Wiem, że część z was miała dzisiaj wolne, ale.... Nie zazdroszczę wam :D Nasza szkoła ma wolne w piątek i właśnie ta opcja bardziej mi się uśmiecha. Lepiej jak uniknę 8 lekcji a nie 4, prawda? Wstałam o 8 gdyż przepadły mi dwie pierwsze lekcje (rozszerzone geografie ^^) i mogłam sobie trochę więcej pospać. Lekcje minęły bardzo szybko i przyjemnie, potem szybko spotkać się z szefową bo w końcu urwałam się z próby. A gdy zadzwonił P. musiałam się jeszcze bardziej spieszyć bo to oznaczało, że na mnie czekają i się niecierpliwią. Nic bardziej mylnego, gdy wystrzeliłam jak strzała z powrotem do szkoły okazało się, że próba jest przełożona na godzinę później. Ale na złe mi to nie wyszło. Gdy wszyscy się zebrali naszła nas głupawka, dawno się tak nie uśmiałam, po prostu leżałam i kwiczałam ze śmiechu. Popatrzcie jak bardzo wspomnienia z gimnazjum i quickstep potrafią poprawić humor :D Potem wróciłam do domu i pędziłam na próbę chóru która była świetna, (śpiewaliśmy kolędy ^^), znów dużo się śmialiśmy ze znajomymi. Również w drodze powrotnej. Generalnie, dzień mogę zaliczyć do udanych :)

Lecz koniec lifestylu, ponieważ pewnie większość z was tego nie czyta. Zgadłam? :D Poniżej widzicie zdjęcia jakie zrobiłam podczas niedzielnego spaceru z M. To było w momencie gdy wszelkie mgły już opadły, wcześniej wyglądało to bardziej magicznie. Ale jak już wstał nowy dzień to i mgły znikły. To samo miejsce widzieliście na zdjęciach w poście TUTAJ. Ciężko uwierzyć jak w przeciągu około dwóch tygodni się ono zmieniło! Mam nadzieję, że uda mi się pokazać wam ten teren podczas każdej pory roku, ponieważ za każdym razem wygląda on pięknie na swój sposób! Teraz zmykam, muszę się trochę pouczyć na jutrzejszy dzień, który będzie owocny w różne "atrakcje". Do następnego! :)

A to jedno ze zdjęć powyżej, troszkę przerobione :D 

piątek, 11 października 2013

Inspiracyjny piątek czyli wysyłamy listy!



Hej! Nawet nie wiecie jak cieszę się, że jest już piątek. Dzisiaj miałam nie najlepszy nastrój i na każdej lekcji myślałam ile minut zostało do końca. Wyspać też się nie wyspałam bo uczyłam się słówek z niemieckiego na kartkówkę, której nie było i nie będzie. Great. Na matmie liczyło mi się wyjątkowo dobrze ale mimo wszystko miałam dosyć i chciałam wrócić do domu wyspać się porządnie. Bo 5,5 godziny to jak na mnie zdecydowanie za mało. Ale wracając do tematu, 8 lekcji w piątek to nie jest najlepsza opcja, a jak dodam że tego dnia mam dwa języki polskie, język niemiecki, dwie matematyki, język angielski, historię a na deser wf z naszym "kwiatkiem" to wynik nie jest najlepszy. Z odsieczą przyszła jednak nieobecność naszej nauczycielki od historii i zastępstwo. Nauczycielka, gdy nas zobaczyła stwierdziła, że nie będzie nas męczyć i możemy robić co chcemy. Więc co zrobiłam? Pożyczyłam słuchawki od koleżanki i poszłam spać. Tylko ławki nie należały do wygodnych ale to da się przeżyć. Odpoczęłam zdecydowanie na tyle ile się dało a na dodatek humor pod koniec tej wspaniałej lekcji uległ diametralnej zmianie. Otóż wczoraj grupka z naszej szkoły wróciła z obozu wędrownego do Beskidów. Również chciałam jechać jednak w tym roku nie mogłam z pewnych powodów o których mówić nie będę. Lecz właśnie dzisiaj pożyczyłam A. (która była na obozie) mój zeszyt z angielskiego. Gdy mi go oddawała powiedziała żebym go otworzyła. A tam znalazłam śliczną kartkę z gór. Byłam zaskoczona i ucieszyłam się niezmiennie z tej pocztówki, chociaż wspominałam A. że chciałabym takową otrzymać. Jednakże o tym zapomniałam i radość była podwójna. Jednak szok przeżyłam gdy odwróciłam ją na druga stronę, oprócz podpisów znajomych był tam "mój" specyficzny adres. (Chciałabym go wam pokazać ale nie wiem czy A. zezwoli. Jeśli tak, to dodam zdjęcie do tego posta później.) Dawno się tak nie uśmiałam, humor poprawił mi się niesamowicie i zmęczenie pękło, PUF! /Hermiona dziekuje! :))/ Jaka jest Twoja ulubiona liczba? - 14, a dlaczego? - Eeee...... ankieta społeczna xD ~ mhm, ale ankieta!/ Ale się rozpisałam i wracam do tematyki inspiracyjnego posta. Przecież dzisiaj piątek! :)

Listy i pocztówki uwielbiamy otrzymywać i wysyłać (zdecydowanie zaliczam się do obydwóch grup). Weźmy na przykład sytuację opisaną powyżej, mała rzecz a jak cieszy! Dzisiaj znowuż nie miałam pomysłu na temat dzisiejszego posta. Ale spojrzałam na pocztówkę która aktualnie leży koło mojego biurka i boooom! Jest temat! Listy! Już niejednokrotnie widziałam na internecie pięknie ozdobione koperty i stwierdziłam, że warto byłoby coś takiego pokazać. Jednak jak na złość owych zdjęć nie mogłam odnaleźć i musiałam zadowolić się tym co znalazłam na weheartit.com. Tam w prawdzie nie było samych pięknie ozdobionych kopert ale sam motyw listu był dostrzegalny. Wiec trochę inspiracji się nazbierało i zachęcam do oglądania.  Mówiąc o listach zaapeluję do wszystkich, era komputerów i telefonów nastała, ale to nie zmienia faktu iż listu lubimy dostawać. Sama mam małe marzenie jeśli chodzi wysyłanie listów i mam nadzieję, że ono się spełni. Ale napisze wam o tym dopiero wtedy gdy uda mi się je zrealizować ponieważ mam słomiany zapał i posiadam pełno pomysłów, to nie wszystko udaje mi się zrealizować. Chociaż ostatnio dzielnie z tym walczę i idzie mi coraz lepiej, co sobie postanowię musi być zrealizowane.

Lecz nie zanudzam was bardziej, dzisiaj wyjątkowo się rozpisałam i zapewne już macie mnie dosyć na kolejne kilka dni. Więc nie uprzykrzam wam już tego wieczoru, nie opowiem o moich wczorajszych prawie-wagarach, życzę miłego weekendu i do następnego posta! :)

+ BONUS Scenka z życia klasy 2a LO, matematyka, rozszerzona, a jakże inaczej!
Siedzimy i liczymy iloczyny wielomianów (ale to brzmi xD). Kolega który siedzi w ławce przede mną próbował złapać biedronkę, która kręciła się wokół niego. W klasie wszyscy do siebie szeptali więc było całkiem przyjemnie i ciszy nie było (w sumie u nas prawie nigdy jej nie ma xD). W pewnym momencie nauczycielka stanęła tyłem do owego kolegi, dodam że była tuż przed nim. W jednym momencie zrobiło się cicho jak makiem zasiał a ten kolega powiedział dziwnym tonem: Jesteś już moja! Pani odwraca się zdziwiona i rozbawiona jednocześnie, klasa wybucha nieopanowanym śmiechem. A co okazało się na końcu? Owy kolega złapał biedronkę, która wokół niego latała. Co mogę dodać? A to, że biedronka była już jego...

wtorek, 8 października 2013

Around the world czyli poznajemy nasze miasto


Hej! Znacie ten stan nicmisieniechce? Siedzę przed stertą książek i zastanawiam się od czego zacząć, do tej notki podchodzę po raz któryś tam z kolei, za każdym razem nie mam pojęcia o czym mam pisać. Najchętniej owinęłabym się kocem, zasnęła i obudziła się w grudniu. Ale takiej opcji nie ma (bardzo jest mi to nie na rękę) i muszę sobie radzić z tym jakże dziwnym stanem. Przepadłam na dobre na kanale Beth. Zawsze obejrzenie jej filmu poprawia mi humor. Ale kończę narzekanie bo dzisiaj pogoda była naprawdę ładna a mama uszczęśliwiła mnie białymi Michałkami ♥ Dzisiaj załapałam dwie pozytywne oceny z angielskiego z czego jestem niesamowicie dumna. Ale nie mam dużo czasu ponieważ jutro mam sprawdzian z geografii, przechodzę zatem do rzeczy.

Chociaż od mojego wyjazdu minęło już sporo czasu to nadal na dysku mam mnóstwo zdjęć które chciałabym wam pokazać. Teraz już będę pokazywać wam mój wyjazd chronologicznie. Dzisiaj zdjęcia z pierwszego dnia w Alpach. Dojechaliśmy na miejsce po północy, narobiliśmy hałasu przez co sąsiad "pan z kitką" nie był zadowolony. Jednak zmienił zdanie jak nas poznał. Mieszkaliśmy w trzypiętrowym budynku, dzielił się on na: pierwsze piętro: apartamentowiec (pokój czteroosobowy), obóz (łóżka piętrowe - pokoje dziesięcioosobowe) na drugim pietrze opiekunowie, a na trzecim zacny sierociniec (pokój na poddaszu dwudziestoosobowy) z strażnikiem teksasu (nie pytajcie xDDDD). Mnie przypadł sierociniec co skutkowało wchodzeniem kilkanaście razy po schodach, przynajmniej złapałam formę i widoki z okien były wspaniałe *.* Ale nie obyło się bez nocnych wypraw do apartamentu pod pretekstem "muszę naładować telefon" tylko trochę długo ten telefon podłączałam xD. Ale wracam do tematu. Niedziela (pierwszy dzień na miejscu) był dniem luźnym mieliśmy czas na rozlokowanie się. Ze znajomymi postanowiliśmy wyjść na miasto i je pozwiedzać, obeszliśmy je całe i jakimś cudem się nie zgubiliśmy. Graliśmy również na zewnątrz w mafię, a jakże inaczej! Potem poszliśmy na boisko pograć w różne bardzo dziwne gry, była bardzo wesoło. A na boisko wracaliśmy jeszcze nie raz :D A wieczorem gdy dzieci siedziały w pokojach to starszyzna - burżuazja spędzała czas na dworze lub oglądała filmy. Za co później młodsza część sierocińca wszczęła bunt. Takie rzeczy się u nas działy! :D

A teraz zmykam, ide się trochę pouczyć na sprawdzian z goegrafii :)
Do napisania! :*