sobota, 23 stycznia 2016

Sesyjne aktualności


Hej! Wszystkie osoby, które myślały bądź myślą, że życie studenta usłane jest różami. Bardzo głęboko się mylą. Nie łudźcie się, że można z dnia na dzień być na tak zwanym melanżu i potem liczyć na cud dnia następnego, dnia egzaminu, co to to nie. W poniedziałek mam dwa kolokwia i egzamin, a dodatkowo do stworzenia trzy rysunki maszyn prostych. I każda minut a przeznaczonego na coś innego na naukę, pogłębia poczucie winy. Ale co zrobić gdy chce odwiedzić się dziadków (pamiętaliście o ich święcie?), ponownie rozpocząć treningi porzucone przed maturami, szukać tego treningu zumby, który gdzieś mi się mignął na ogłoszeniu na słupie, szukać tanich lotów na "po sesji" albo "na 20 urodziny" bądź "byleby nie siedzieć w jednym miejscu". Każdy powód jest dobry. Jednak w tym natłoku stwierdziłam, że czas tutaj zajrzeć. Kompletnie nie mam czasu na robienie zdjęć konkretnie pod bloga, więc posiłkuję się niezawodzonym Jest Rudo. A co działo się ostatnio? Oprócz oczywistego uczenia się, próbowałam znaleźć idealny przepis na makaron z sosem szpinakowym, starałam się spisać postanowienia noworoczne (wypadałoby coś z tym zrobić), poszerzałam kolekcję książek (a tu wpadałoby się ograniczyć), wróciłam po przerwie do Teatru na nowy spektakl (premiera za miesiąc) i wiem że w kolejnym również będę brała udział. Tydzień temu również śpiewaliśmy z chórem na ślubie naszej absolwentki, Marzy. Wierzcie mi lub nie, ale był to najpiękniejszy Ślub na jakim miałam okazję być! Natomiast za tydzień występuję z naszą grupą teatralną, znów w pastorałce! Ale bez obaw, sesję pokonam - mam nadzieję! Na razie zaliczenia i egzaminy zerowe, potem luty i sesja - can't wait! 

Teraz robię sobie zastój w internecie, wpadnę na początku lutego z mobilemixem, a potem pewnie w jego drugim tygodniu. Życzcie powodzenia!

Do następnego! :)

czwartek, 7 stycznia 2016

Mobilemix czyli podsumowanie listopada i grudnia


Hej! Nadszedł ten piękny czas w środku nocy gdy stwierdziłam, że czas coś napisać, więc piszę. Motywatorem jest zbliżająca się nieuchronnie sesja, dzięki której wynajduję sobie mnóstwo zadań związanych tyle z nauką co ja z Mickiewiczem. Ostatnio doszłam do wniosku, że chyba się starzeję. W święta jedną z rzeczy z których cieszyłam się najbardziej były skarpety z reniferami, sylwestra spędziłam popijając wino i oglądając po "Pretty Woman" i uświadomiłam sobie, że dostaję palpitacji serca na widok ładnych talerzy (podkreślam), nie kolejnej rzeczy z sieciówki ale talerzy. Sama wiążę te zjawiska z faktem, że są to moje ostatnie miesiące pomiędzy bycia -naście a -dzieścia. Dziwny stan, ale podobno jeszcze gorzej jest przed trzydziestką, cóż, przekonam się o tym za lat dziesięć. Skleroza też mnie dopadła, zapomniałam o 4 urodzinach bloga. Nawet nie można zwalić na efekty wiksowania sylwestrowego, bo owych nie było. Zobaczę czy zmotywuję się na tyle aby jakiegoś urodzinowego posta skleić, a nawet jeśli nie, to wybiorę się na urodzinową czekoladę do "U Przyjaciół". Wszak każdy powód jest dobry żeby tam się zjawić. 

Na uczelnię wracam dopiero w poniedziałek (burżujstwo z grupy czwartej załatwiło sobie wolny dzień ekstra). Jednak poniedziałek, będzie jeszcze większym poniedziałkiem. I już wyjaśniam dlaczego. Raz, że oczywiście poniedziałek (każdy poniedziałek ma w sobie coś takiego że na myśl  nim absolutnie nic się nie chce). Dwa, że będzie to wielki powrót po przerwie trzytygodniowej. Trzy, na dzień dobry kolokwium z matematyki a a koniec kolokwium rozpoczynające przygodę z fizyką (po tym kolokwium nastąpi przygoda z poprawką, biorąc pod uwagę moją przyjaźń - a raczej jej brak - z tym przedmiotem). Choć nie powiem, ostatnio poczułam się niemal jak Einstein bo z niejakiego powodu oświeciło mnie i tłumaczyłam zadanie z owej "fizyki" całej grupie. Tylko takie zdanie mogłoby być na zaliczeniu, ale i tak nie będzie. Siedzę aktualnie i patrzę na stosik materiałów naukowych, wypadałoby do nich zajrzeć, i z pewnością to zrobię, ale najpierw nauczę się roli. Dzisiaj dowiedziałam się co będę robić na scenie a jutro występuję, będę zastępować dwie osoby, dwóch ról w jednym spektaklu jeszcze nie miałam. Więc najpierw zajrzę co scenariusza pastorałki i nauczę się pieśni. Podobno każdy powód jest dobry, żeby się nie uczyć, a studenci są w tej sprawie niekwestionowanymi mistrzami wiec co tu więcej pisać.

Ale zacznę w końcu mówić od rzeczy. Listopad i grudzie to miesiące, w których niewątpliwie poznawałam uroki biegania za tramwajami, rozwiązywania krzyżówek, gotowania, rozmrażania, odgrzewania, wstawania gdy brak światła za oknem mógłby świadczyć nie o godzinie 6:30 a drugiej w nocy, chodzenia na wykłady, siedzenia po nocach w kwestii ogarnięcia rzeczy pozornie nie do ogarnięcia. Czyli ogółem życia studenckiego. Jednak nie tylko tym można żyć. Na samym początku udałam się do mojego ulubionego miejsca w poznaniu czyli znanej już wam "Kawiarni u Przyjaciół". Stwierdziłam, że będzie to idealne miejsce do spędzenia okienka między zajęciami, piłam kawę, czytałam książkę i doznawałam dziwnego uczucia, byłam tam jedyną osobą oprócz pań tam pracujących. Potem jak to na każdy listopad przystało był przegląd poezji śpiewanej i piosenki poetyckiej, przygotowania, przegląd, a później spotkanie podsumowujące. W międzyczasie odbywały się kolejne wystawienia sztuki przygotowywanej przez ostatnie miesiące a każdy kolejny występ wychodził coraz lepiej! Na początku grudnia wybrałam się z Martą na zakupy. Kupiłam tylko i wyłącznie to co miałam na swojej liście i tym samym nie musiałam do Świąt biegać po sklepach w poszukiwaniu prezentów. Potem przyszły Mikołajki więc całą rodziną wybraliśmy się na rynek gdzie było uroczyste zapalenie choinki. Niestety śniegu było  Nie mogło mnie również zabraknąć w Ikei, a promocja na świece i świeczniki zadziałała niesamowicie przyciągająco. Sara chyba będzie miała dość tych świeczek. W pokoju w Poznaniu w końcu doczekałam się półek, osiągnięcie zdobyte, miejsce na książki jeszcze jest. Zobaczymy jak długo. Połowa grudnia to poszukiwania choinki w nadleśnictwie, niestety tam nic nie znaleźliśmy, a tę, którą teraz mamy w domu pochodzi z podwórka dziadków. I po co było szukać tak daleko? Potem przyszły Święta, odpoczęłam, objadłam się, spotkałam z rodziną, nic więcej do szczęścia nie potrzeba. A prezenty zapakowałam jak co roku w szary papier, i wstążki z lidla.Ostatnie zdjęcie to spotkanie z seniorami. Podsumowywaliśmy projekt którego część stanowił majowy wyjazd naszej Grupy Teatralnej w Góry Stołowe. Fajnie było powspominać!

Nawet nie wiecie jak dobrze mi się pisało, dobrze było do was pogadać! A dzisiaj będąc poza domem spotkałam całą masę osób, bardziej przypadkowo jak i mniej. Na próbie, w szkole, przed przejściem dla pieszych, w markecie. A trudno było z każdym nie porozmawiać, nawet mróz jakoś szczególnie nie przeszkadzał! Kończę jednak mój "gadający" dzień i idę spać. Trzeba być wypoczętym na intensywną naukę (nie chciałam używać słowa "zakuwanie", nie brzmi to zachęcająco) z mikroekonomii i matematyki! Niebawem tutaj wrócę, wiecie, sesja się zbliża...

Do następnego! :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt


Mówią, że w Wigilię dzieją się cuda, to chyba prawda biorąc pod uwagę, że udało mi się tutaj wrócić. Jestem już w domu, teraz siedzę przed laptopem (!) słuchając piosenki KLIK. Stwierdziłam, że zanim zabiorę się do pakowania reszty prezentów, zrobię prezent tutaj, dodam coś :) Wpadam na chwilę, życząc wam wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, oraz Nowego Roku - jak zawsze - lepszego od mijającego. A ja jeszcze obiecuję, że będzie mnie tutaj więcej, miną święta i przybędę znów... A tymczasem życzę wam dobranoc, do następnego i raz jeszcze...

... wesołych Świąt! :)

czwartek, 17 września 2015

Mobilemix czyli podsumowanie sierpnia


Hej! Siedzę sobie słuchając soundtracku z Harrego Pottera i naszło mnie na pisanie, wiem że miałam opublikować ten post przedwczoraj, ale nawał rzeczy jakie miałam do zrobienia z lekka mnie przytłoczył. Jest po północy więc jak już położę się spać i wstanę, będę miała całą masę rzeczy do zrobienia lecz będę z lekka nieprzytomna, ale co mi tam. Musze spakować rzeczy do przeprowadzki. W piątek z samego rana będę przewozić rzeczy do Poznania do mieszkania, gdzie będę mieszkać razem z Sarą. Chcę aby udało mi się zabrać wtedy jak najwięcej, żeby w poniedziałek rano bądź niedzielę jechać z samą walizką. Nie jest to przeprowadzka jakiejś wielkiej rangi, bo nie mieszkam na drugim końcu Polski i na weekendy będę wracać do domu, jednak jest to zmiana rzeczywistości, tego wszystkiego co będzie mnie otaczać, nowe miasto, nowi ludzie, nowa szkoła, nowy etap życia. Zajęcia na Politechnice zaczynam matematyką w najbliższy poniedziałek. Nie wiem czy dam radę blogować w Poznaniu, nie mam jeszcze laptopa, ale pierwsze co zrobię gdy go już będę miała, to dam wam znać! 

Od początku miesiąca próbowałam zmierzyć się z rzeczywistością "po podróży", godzinę po powrocie do domu znów miałam ochotę gdzieś pojechać. A to już poważny objaw, i nie wiem czy lepiej wydać kasę na specjalistę czy bilety lotnicze do innego kraju. Odpowiedź powinna nasuwać się sama, tym bardziej że pół godziny temu zamknęłam stronę Ryanaira. Początek września to przeplatające się dni wolne (które były bardzo intensywne) z dniami w pracy. A dni wolne były intensywne, gdyż a to próba chóru, a to próba spektaklu, załatwienie dokumentów, poszukiwania rzeczy do Poznania. Jedno jest pewne, nie nudziłam się. Ostatni weekend upłynął pod hasłem chórów. W Poznaniu odbył się kongres Pueri Cantores, który był tak cudowny, że nie mogę się doczekać następnego, i choć nie wiem czy nadal będę śpiewać w chórze, to na Rzeszowski pojadę jako wolny słuchacz. Potęga muzyki chóralnej jest niesamowita, 800 osób z całej Polski, śpiewane wspólne pieśni miały tak świetne brzmienie jakiego nigdy nie słyszałam. Mam nadzieję, że zostało to w jakiś sposób udokumentowane i będę mogła posłuchać tego gdy tylko najdzie mnie ochota, i wrócić do wspomnień z tego kongresu!

Na razie korzystam z faktu, że jestem w domu i mam dla was mobilemix z poprzedniego miesiąca. Pierwszą połowę sierpnia spędziłam w domu pracując i jeżdżąc rowerem, dane mi było również być kilka razy na wiśniach. Potem nadeszła choroba, a podróż stanęła pod znakiem zapytania. Jednak wszystko potoczyło się po mojej myśli i choć ominęła mnie część wyjazdu, to jednak udało mi się dojechać na jego kolejną - zagraniczną część. I jak zauważycie, to własnie zdjęcia z Norwegii zdominowały mobilemix. Jednak tutaj rozpisywać się nie będę gdyż na to przyjdzie pora później!

Dochodzi trzecia, najwyższy czas iść spać...
Do następnego! :)

kierunek - Wera! * towarzysz w zrywaniu wiśni * Legoland Billund - widok na park
Oslo nocą - ratusz * rejs po fiordach - najbardziej norweskie domki * Holmenkollen
Park Vigelanda * wystrój i smak kawy - idealnie skomponowane * niedzielny spacer nad jezioro w Oslo