Post pisany w środę, kończyłam go dzisiaj.
Hej!
Biwak, biwak i po biwaku. Jak tylko napiszę tego posta idę odespać dwie noce, bo nawet kawa nie pomogła i zasypiam na siedząco ._. /a cappucino o 1 w nocy pomagało! ._./ Ale przejdźmy do rzeczy. Była tylko jedna rzecz która mi się nie podobała. POGODA. /jak na złość właśnie słońce zaświeciło, o słodki pasterzu, dlaczego teraz a nie wcześniej?! Ot co, tylko ja mam takie szczęście./ Mam wrażenie że ten post będzie typowo pamiętnikowy, więc nie zdziwcie się jak zobaczycie 2 tomy tekstu poniżej /coś jak Krzyżacy/. O maskara, ale ja mam skrzywione poczucie humoru, musicie to dzisiaj przetrzymać!
W poniedziałek na lekcjach wszyscy żyli zbliżającym się biwakiem. Angielskiego nie było , sami nie wiemy dlaczego ale przynajmniej posiedzieliśmy sobie na ławkach przed szkołą, na ostatnim WOK-u w moim życiu było wyjątkowo przyjemnie, wyszliśmy na zewnątrz i podziwialiśmy piękno barokowych elementów pałacu /ahhhhh, nie zachwycam się -Bakteria -> mówiłam że mam skrzywione poczucie humoru!/ Mimo to była to najfajniejsza lekcja WOK-u z wszystkich jakie kiedykolwiek miałam. Potem j.niemiecki i słuchanie piosenek po niemiecku z telefonu nauczyciela /A. wciela się w rolę divy operowej! ♥ ~ Saaaaaaaaaaaaaaaaanta Maaariiiiaaaaaaaaaa!/ Potem do domu się spakować /wieczorem mi się nie chciało/. Dojechaliśmy na miejsce /jeszcze nie padało, JESZCZE). Rozlokowaliśmy się w domkach i spotkaliśmy się przy stołach na zewnątrz. Okolica piękna, jezioro 50 metrów od domu, kawałeczek dalej plaża, pomost, drzewa. Okolica piękna, pogoda była taka sobie ale nie narzekaliśmy /właśnie u mnie zaczęło się chmurzyć, zaraz zacznie padać/, liczyliśmy na to że zaraz się poprawi. Poszliśmy więc pograć w siatkówkę na boisku na plaży, wtedy mżyło, ale to niż w porównaniu z tym co działo się później. Graliśmy w drużynach dziewczyny na chłopaków, prawie wszyscy na boso /tylko S. w skarpetkach :D/. Grało się świetnie a i mi gra i serwy wychodziły zdecydowanie za dobrze, zagraliśmy trzy sety pierwsze dwa przegrałyśmy 26:24, w drugim tak samo, w trzecim wygrałyśmy nie pamiętam ile dokładnie ale chyba 25:23. Potem wracaliśmy do domków. Ale wracaliśmy plażą więc zamoczyliśmy nogi w jeziorze, woda była taaaaaka cieplutka! Inni wskoczyli do jeziora się wykąpać /a w regulaminie: pod żadnym pozorem nie wolno kąpać się w jeziorze i wchodzić na pomost/ Wychowawczyni pozostawiła to bez komentarza. Wróciliśmy do domków, zrobiliśmy sobie kolację i już ze zrobionymi kanapkami poszliśmy usiąść wszyscy razem przy stole na dworze i zjeść wspólnie kolację /i po raz ostatni jednocześnie/ Potem zaczynało się ściemniać i padać /i padało do samego końca, bez żadnej przerwy/ Więc, /to będzie pogmatwane/ domki były czteroosobowe, w jednym z nich mieszkałam ja razem z E. ponieważ było 14 dziewczyn, przeniosłyśmy się zatem do dziewczyn obok aby w tym domku spędzić wieczór całą klasą grając w mafię! Jakaż była radość gdy okazało się być mafią czy też inspektorem, ale najgorsze było to żeby nie dać się zabić. Jednakże na mafii się nie skończyło i gdy grupka się uszczupliła graliśmy w killera. Najgorsze było jak utrzymywało się dłuższy kontakt wzrokowy, nie mrugamy ale staramy się nie wybuchnąć śmiechem! :D Potem rozeszliśmy się do swoich domków, ale nie oznaczało to że siedzieliśmy tylko tam, wędrówki w środku nocy również się zdarzały :D Przykład? Wypad ok 3 w nocy do chłopaków do domku i gra w kalambury!!!!!!! A tam nieskromnie muszę przyznać że wyjedliśmy im pół słoika dżemu malinowego. Mniam ♥. Poszliśmy spać o świcie, ok wpół do piątej przy wtórze dźwięku padającego deszczu. Pobudka o 9 /za oknem oczywiście ulewa/, przez pierwsze 15 min wyglądaliśmy a`la zombie, potem sytuacja się ustabilizowała. Jeszcze przed śniadaniem dokończyliśmy grę w kalambury a dziewczyny grały w Erynie /nie pytajcie mi się co to jest, sama nie wiem xD/. Potem śniadanie, a po nim co robić jak za oknem ulewa? Oczywiście mafia, killer i UNO! Czyli pół klasy spotkał się u nas w domku i graliśmy aż do znudzenia. Jednakże w pewnym momencie zauważyliśmy iż nie padało tylko lekko mżyło więc jest to idealny moment aby iść na miasto /2 km w jedną stronę/ na obiad na pizzę. Jednak tylko na zamiarach się skończyło ponieważ po przejściu 100 metrów zaczęło tak lać, że jednogłośnie stwierdziliśmy że zawracamy. Jednak pizzy nie mogliśmy sobie odpuścić i poprosiliśmy wychowawczynię żeby pojechała samochodem do pizzerii i zamówiła dla nas pizzę i przywiozła do domków. W oczekiwaniu, dla odmiany graliśmy w mafię killera i UNO :D Oprócz tego stoczyliśmy drugą Bitwę pod Grunwaldem, czyli bitwa na poduszki i gilgotki o królisia i żółwika /nie pytajcie xDDDDDD/ Potem przyjechałam pizza, zjedliśmy ile się dało. A potem znowuż gra w karty. Jednak po 17 nastąpił przełom i część klasy poszła na basen. Ci co nie pływali grali, w mafię i killera oczywiście xD Pogoda zmieniała się tak samo jak to w co graliśmy, czyli non stop lało. Jak wróciliśmy po basenie do domków, atrakcje wieczoru dużo się nie zmieniały, mafia i killer trwały, chociaż z dominacją mafii. Po kolacji nie pamiętam co dokładnie robiliśmy ale do momentu aż poszłyśmy spać przewijały się takie elementy jak: mafia, killer, wypełnianie dziwnych ankiet, odwiedzanie innych domków, znowu mafia, śpiewanie na cały głos piosenek z bajek, wspominanie czasów przedszkolnych, podstawówki i gimbazy, spacer po deszczu, i nad ranem odwiedzenie chłopaków w ich domku. Wybiła godzina 4 więc trzeba było iść spać. Godzina 9. Dzwonią budziki i słychać ulewę za oknem. Wszystkie z nas wyglądały niczym zombie. /do mnie jeszcze mama zadzwoniła, moje inteligentne odpowiedzi: Halo? Czemu dzwonicie tak wcześnie? Co? Jeszcze śpię./. Tego dnia ok godziny 11-12 miały przejeżdżać osoby które nas odbierały z biwaku. Wiec mi z wstawaniem się nie spieszyło. Do czasu. Przed 10 do koleżanki zadzwoniła mama mówiąc że osoba która nas odbiera jedzie i jest już blisko. Jak się poderwałam! W deszczu ubrana w piżamę poleciałam /krótkie spodenki i koszulka z krótkim rękawem/ pożyczyć suszarkę do włosów które nie wyschły przez noc i powiadomić wychowawczynie że niebawem wyjeżdżamy. Pakowałam się w tempie ekspres, sama się sobie dziwię, że niczego nie zapomniałam! :D I tak skończyła się moja przygoda z biwakiem klasowym w klasie pierwszej.
Podsumowując, było naprawdę świetnie ale byłoby jeszcze lepiej gdyby było ciepło i nie padało! :)))
A teraz idę spać, bo jutro wspaniały dzień, zakończenie roku! :D
z opisu widać, że mimo tej nieznośnej pogody wyjazd udany i to najważniejsze bo liczy się dobra ekipa :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWidac, ze biwak udany mimo pogody! :)
OdpowiedzUsuńCieplutkie pozdrowienia z Londynu :)
mybeautifuleveryday.blogspot.com
O boże, ale wypracowanie. Szkoda, że pogoda była nie traf iona ;/
OdpowiedzUsuńZ lekka się rozpisałam :D
UsuńFajne zdjęcie ^^
OdpowiedzUsuńNo to mimo pogody chyba fajnie było ;33
nutellowee-love.blogspot.com | zapraszam <3
Udanych wakacji! :*
OdpowiedzUsuńFajnie, że mimo pogody Wam się biwak udał. :D
OdpowiedzUsuń