wtorek, 11 listopada 2014

Mobilemix czyli podsumowanie października.


Hej! Tak dawno mnie tutaj nie było. Zaczęłam się zastanawiać nad sensem istnienia tego bloga. Chciałam go usunąć, ale jestem zbyt sentymentalna żeby stracić tyle wspomnień zapisanych tutaj. Nie mam czasu na systematyczne bywanie tutaj. Ostatnio staram się poświęcić więcej czasu wolnego książkom niż ekranowi komputera. Już wystarczająco dużo uwagi poświęcam temu pożeraczowi czasu. Chyba mi się to udaje gdyż  ten weekend skończyłam czytać dwie pozycje.

Ostatnio w moim życiu działo się mnóstwo rzeczy i wokół nich wszystko się kręciło. A mówię tu między innymi o kotowaniu. Tym razem to ja przejęłam pałeczkę organizatora i chyba wyszło mi to całkiem nieźle bo pierwszakom i reszcie społeczności naszej szkoły się to podobało. Mnie pozostaje się cieszyć, że udało mi się stworzyć namiastkę świata Harrego Pottera w mojej szkole. Jednego dnia czułam się również jak Hermiona, głównie przez mój cudowny DIY krawat (składniki: gładki bordowy krawat, 3m wstążki, klej Magik, igła, nitka, mnóstwo czasu i cierpliwości). Poskutkowało to zdartym gardłem i przeziębieniem. Ale żyję, mam się dobrze i nawet jestem w stanie chodzić na halę  sportową dwa razy dziennie (nie myślcie, że zaczęłam maniakalnie uprawiać jakiś sport, nic się nie zmieniło w tej kwestii). W najbliższym czasie będę w otoczeniu poezji śpiewanej i piosenki poetyckiej (ale nadal nienawidzę języka polskiego, nic się nie zmieniło). Ja już nie mogę się doczekać i liczę na to że będę mogła wam przedstawić relację z tego krótkiego szkolnego tygodnia.

Jeśli chodzi o sam dzisiejszy post, to wiem że powinnam była wstawić go 1.11 ale wtedy doświadczałam zjawiska "sardynki w puszce" - typowego zjawiska dla owego dnia w dużych miastach podczas przemieszczania się komunikacją miejską w kierunku cmentarza. Ale dzisiaj jest 11.11 więc różnica w dacie tylko jednej cyferki. W październiku rodzice określili mnie mianem zawodowej imprezowiczki gdyż zabaw osiemnastkowych było aż 4, a każda z nich była świetna. Piosenka października jest widoczna na samej górze, ciekawostka z mojego życia - kocham tę piosenkę, nienawidzę jej teledysku. W październiku miałyśmy z Alą okazję zwracać na siebie uwagę idąc przez miasto i prowadząc rower na którym były 2 ogromne kartony, dwa razy pakować w sposób kreatywny prezent, na próbach chóru śpiewać kolędy oraz narzekać na małą dawkę snu. 

Zostawiam was ze zdjęciami a sama idę spać...
Do następnego! :)

zdobycze ze spaceru * powrót do smaków z wakacji * galeria na podłodze w moim pokoju
18 Sary! * życiowe motto - do ideału z obrazka brakuje tylko "you" * 18 Ewy!
Kawa - po 18 Azji! (nie, to nie starbucks) * złoty środek...serio? 18 Wojtka! * słoneczne LO

5 komentarzy:

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.