Hej! Dawno mnie tutaj nie było, i nie, nie zostałam pożarta przez nauczycieli (choć mało brakowało) u maturę (to mnie jeszcze czeka). Wielce prawdopodobne jest to, że majowego maratonu nie przeżyję, a jeśli okaże się, że miałam te szczęście oddychać dalej, to okres "po maturze" wydaje się być bardzo ekscytujący i zakręcony. Pod znakiem zapytania jest wyprawa do Gdańska, choć nie chciałabym sobie jej odpuszczać, tydzień po trójmieście czeka mnie przeprawa na drugi koniec polski - bo w Góry Stołowe. Następnie chciałabym pieszo pójść do Częstochowy, a wracając zahaczyć o Wrocław. Na koniec sierpnia czeka mnie podbój krajów skandynawskich - Kopenhaga i Oslo - przybywam! Dalej, jeśli dobrze pójdzie wybywam znów w góry - tym razem Bieszczady. Jestem ciekawa czy moje szalone plany się powiodą, dużo zależy od matur. Ale ja zamiast się uczyć przeglądam ładne profile na instagramie. Nie, żebym była jakimś stalkerem czy coś. Patrzenie na ładne zdjęcia poprawia humor. Nie mówiąc już od piosenkach z lat 50,60,70 czy też 80. Zdecydowanie mam słabość do muzyki z tamtych lat i to one od kliku miesięcy królują na playliście. To z kolei skutkuje stwierdzeniem "potańczyłabym". Na moje szczęście (taneczne), albo i nieszczęście za tydzień idę na ślub i wesele kuzynki. Liczę na to, że po tamtych wydarzeniach stwierdzenie "potańczyłabym" będzie miało mniejszą częstotliwość niż obecnie.
A propo tańczenia, w momencie gdy ja wylewam wam swoje żale, jak chętnie bym potańczyła, czwórka moich znajomych bawi się na fizycznym balu, i sama nie wiem czy cieszyć się z tego że nie dają znaku życia czy też nie. Chyba wybiorę te pierwsze, a potem nadal będę narzekać zaczynając od słowa na "pe".
Moje życie kręci się wokół rozpaczań nad nędznym losem maturzystów i zmiennością nastojów nauczyciela od angielskiego (prawie jak kobiety w ciąży) - i tutaj nie przesadzam, bo pozostała część społeczności szkolnej chętnie to potwierdzi. Język polski również mnie nie lubi (ze wzajemnością oczywiście) dlatego dyrekcja w dniu dzisiejszym uraczyła nasza klasę ich liczbą sześciu. Żartownisie, myśleli że od 10 do 15 będę czytać i interpretować wiersze. Rozpaczania biorą również swój powód z tego, że pozostało mi jedynie niemal 5 dni w cudownej szkole, ponadto, po maturze nastąpią życiowe dylematy, i nie mówię tu tylko o wyborze praca vs. odpoczynek ale o zabawnej kwestii wyboru kierunku studiów. Jedyna pewna informacja, to taka, że 15 trzeba iść na imprezę uczcić przeżycie maratonu maturalnego. O ile oczywiście go przeżyję.
Jak sami teraz zapewne zauważyliście, ostatnio jestem monotematyczna, i gdybym miała was codziennie raczyć postem z serii #maturazarazumrę, moglibyśmy się zakładać kto szybciej wyciągnie białą flagę.
A teraz, zostawiam was ze zdjęciami z ostatnich dwóch tygodni i idę tanecznym krokiem w kierunku łóżka, licząc że przyśni mi się coś tak cudownego jak wczoraj i obudzę się z uśmiechem na twarzy. Dobranoc! :)
Świąteczne
Noc w LO
Cudne zdjęcia, szczególnie to jak skaczecie i niebo! *__*
OdpowiedzUsuńWspółczuję z tym stresem związanym z maturą..już tak mało czasu :o
Ale będzie dobrze! :*
mybeautifuleveryday.blogspot.com