sobota, 16 maja 2015

Veni, vidi, vici czyli o tym jak pokonałam maturę


Hej! Minęły około dwa tygodnie od ostatniego posta, i mogę z ulgą stwierdzić, że maraton maturalny już za mną! Pisemne jakoś poszły, ustne ku mojemu zaskoczeniu również (jednak nie ma o jak współpraca blisko 10 000 maturzystów 14 maja w poszukiwaniu pytań na ustny polski), angielski 29/30 a polski 37/40. Rozpoczynałam najgorszym i kończyłam najgorszym - polskim. Przedwczoraj odbył się ostatni egzamin, więc teraz jestem zawieszona w tej niesamowitej przestrzeni pomiędzy byciem uczniem a studentem, i rozpoczynam najdłuższe wakacje w życiu. Z jednej strony chciałabym je spożytkować pracując, a z drugiej... Jest tyle miejsc do zobaczenia, nawet w najbliższej okolicy! A co dopiero w Polsce, a w Europie... Biorę więc notes i zapisuję co chcę zobaczyć, gdzie chcę pojechać, a może i gdzie znaleźć pracę, na te urywki wakacji gdy będę w domu? Aktualnie wygląda to tak jak na zdjęciu, pusty notes, filiżanka kawy i całe stosy książek, z kolei soundtrack z "Dirty Dancing" pełni funkcję powietrza. A od dzisiaj rower nie będzie mi służył jako środek transportu dom-szkoła-dom, zaczynam robić nim trasy liczące najpierw kilka a potem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilometrów. Mam na to aż 4,5 miesiąca.

A teraz zmykam na występ z grupą teatralną, do napisania! :)

1 komentarz:

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.