czwartek, 7 stycznia 2016

Mobilemix czyli podsumowanie listopada i grudnia


Hej! Nadszedł ten piękny czas w środku nocy gdy stwierdziłam, że czas coś napisać, więc piszę. Motywatorem jest zbliżająca się nieuchronnie sesja, dzięki której wynajduję sobie mnóstwo zadań związanych tyle z nauką co ja z Mickiewiczem. Ostatnio doszłam do wniosku, że chyba się starzeję. W święta jedną z rzeczy z których cieszyłam się najbardziej były skarpety z reniferami, sylwestra spędziłam popijając wino i oglądając po "Pretty Woman" i uświadomiłam sobie, że dostaję palpitacji serca na widok ładnych talerzy (podkreślam), nie kolejnej rzeczy z sieciówki ale talerzy. Sama wiążę te zjawiska z faktem, że są to moje ostatnie miesiące pomiędzy bycia -naście a -dzieścia. Dziwny stan, ale podobno jeszcze gorzej jest przed trzydziestką, cóż, przekonam się o tym za lat dziesięć. Skleroza też mnie dopadła, zapomniałam o 4 urodzinach bloga. Nawet nie można zwalić na efekty wiksowania sylwestrowego, bo owych nie było. Zobaczę czy zmotywuję się na tyle aby jakiegoś urodzinowego posta skleić, a nawet jeśli nie, to wybiorę się na urodzinową czekoladę do "U Przyjaciół". Wszak każdy powód jest dobry żeby tam się zjawić. 

Na uczelnię wracam dopiero w poniedziałek (burżujstwo z grupy czwartej załatwiło sobie wolny dzień ekstra). Jednak poniedziałek, będzie jeszcze większym poniedziałkiem. I już wyjaśniam dlaczego. Raz, że oczywiście poniedziałek (każdy poniedziałek ma w sobie coś takiego że na myśl  nim absolutnie nic się nie chce). Dwa, że będzie to wielki powrót po przerwie trzytygodniowej. Trzy, na dzień dobry kolokwium z matematyki a a koniec kolokwium rozpoczynające przygodę z fizyką (po tym kolokwium nastąpi przygoda z poprawką, biorąc pod uwagę moją przyjaźń - a raczej jej brak - z tym przedmiotem). Choć nie powiem, ostatnio poczułam się niemal jak Einstein bo z niejakiego powodu oświeciło mnie i tłumaczyłam zadanie z owej "fizyki" całej grupie. Tylko takie zdanie mogłoby być na zaliczeniu, ale i tak nie będzie. Siedzę aktualnie i patrzę na stosik materiałów naukowych, wypadałoby do nich zajrzeć, i z pewnością to zrobię, ale najpierw nauczę się roli. Dzisiaj dowiedziałam się co będę robić na scenie a jutro występuję, będę zastępować dwie osoby, dwóch ról w jednym spektaklu jeszcze nie miałam. Więc najpierw zajrzę co scenariusza pastorałki i nauczę się pieśni. Podobno każdy powód jest dobry, żeby się nie uczyć, a studenci są w tej sprawie niekwestionowanymi mistrzami wiec co tu więcej pisać.

Ale zacznę w końcu mówić od rzeczy. Listopad i grudzie to miesiące, w których niewątpliwie poznawałam uroki biegania za tramwajami, rozwiązywania krzyżówek, gotowania, rozmrażania, odgrzewania, wstawania gdy brak światła za oknem mógłby świadczyć nie o godzinie 6:30 a drugiej w nocy, chodzenia na wykłady, siedzenia po nocach w kwestii ogarnięcia rzeczy pozornie nie do ogarnięcia. Czyli ogółem życia studenckiego. Jednak nie tylko tym można żyć. Na samym początku udałam się do mojego ulubionego miejsca w poznaniu czyli znanej już wam "Kawiarni u Przyjaciół". Stwierdziłam, że będzie to idealne miejsce do spędzenia okienka między zajęciami, piłam kawę, czytałam książkę i doznawałam dziwnego uczucia, byłam tam jedyną osobą oprócz pań tam pracujących. Potem jak to na każdy listopad przystało był przegląd poezji śpiewanej i piosenki poetyckiej, przygotowania, przegląd, a później spotkanie podsumowujące. W międzyczasie odbywały się kolejne wystawienia sztuki przygotowywanej przez ostatnie miesiące a każdy kolejny występ wychodził coraz lepiej! Na początku grudnia wybrałam się z Martą na zakupy. Kupiłam tylko i wyłącznie to co miałam na swojej liście i tym samym nie musiałam do Świąt biegać po sklepach w poszukiwaniu prezentów. Potem przyszły Mikołajki więc całą rodziną wybraliśmy się na rynek gdzie było uroczyste zapalenie choinki. Niestety śniegu było  Nie mogło mnie również zabraknąć w Ikei, a promocja na świece i świeczniki zadziałała niesamowicie przyciągająco. Sara chyba będzie miała dość tych świeczek. W pokoju w Poznaniu w końcu doczekałam się półek, osiągnięcie zdobyte, miejsce na książki jeszcze jest. Zobaczymy jak długo. Połowa grudnia to poszukiwania choinki w nadleśnictwie, niestety tam nic nie znaleźliśmy, a tę, którą teraz mamy w domu pochodzi z podwórka dziadków. I po co było szukać tak daleko? Potem przyszły Święta, odpoczęłam, objadłam się, spotkałam z rodziną, nic więcej do szczęścia nie potrzeba. A prezenty zapakowałam jak co roku w szary papier, i wstążki z lidla.Ostatnie zdjęcie to spotkanie z seniorami. Podsumowywaliśmy projekt którego część stanowił majowy wyjazd naszej Grupy Teatralnej w Góry Stołowe. Fajnie było powspominać!

Nawet nie wiecie jak dobrze mi się pisało, dobrze było do was pogadać! A dzisiaj będąc poza domem spotkałam całą masę osób, bardziej przypadkowo jak i mniej. Na próbie, w szkole, przed przejściem dla pieszych, w markecie. A trudno było z każdym nie porozmawiać, nawet mróz jakoś szczególnie nie przeszkadzał! Kończę jednak mój "gadający" dzień i idę spać. Trzeba być wypoczętym na intensywną naukę (nie chciałam używać słowa "zakuwanie", nie brzmi to zachęcająco) z mikroekonomii i matematyki! Niebawem tutaj wrócę, wiecie, sesja się zbliża...

Do następnego! :)

2 komentarze:

  1. mam nadzieję, że kolokwium takie straszne nie było i poprawki nie będzie ;)
    a na urodzinową kawę może wybierzemy się razem? i przy okazji zajrzymy na nową scenę? :*

    OdpowiedzUsuń

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.