piątek, 11 maja 2012

Na szybko

Dzień Dobry wszystkim!
Jako że dzisiaj idę do szkoły wyjątkowo na 10:50 ^^  mogę wam pokazać ukończone hmm.... dzieło? Malowałam do północy i wtedy to chyba nawet kolorów nie rozróżniałam xD Ale coś tam wyszło :) Piszcie oceny w komentarzach muszę się dowiedzieć czy się nadaje xD I przepraszam, że ostatnio nie odpowiadałam na wasze komentarze, obiecuję dzisiaj wszystko nadrobię! :) Do zobaczenia po południu :)


środa, 9 maja 2012

Neo Retros

Hej!
Niedawno wróciłam ze spotkania do bierzmowania, a poza tym mnie chyba nic nowego, po weekendzie majowym wszyscy nauczyciele stwierdzili że trzeba zrobić sprawdziany... Ale jednak nie bardzo byłam zdziwiona. Ale chyba taka natura nauczycieli, jak mamy ze dwa tygodnie bez sprawdzianów to potem kumulują się i raz nawet wyszło nam 5 sprawdzianów w tygodniu O_o Ale to tak na marginesie. Wiecie co dzisiaj zauważyłam że ciągle na coś czekam, do weekendu majowego po weekendzie do kolejnego rajdu, po rajdzie będę czekać na wycieczkę klasową, a po wycieczce na Boże Ciało i tak dalej. W sumie to chyba życie każdego ucznia tak wygląda, szybciej mijają dni w oczekiwaniu na dane zdarzenie które przełamuje codzienność i monotoniczność. Tak. Myślimy (przynajmniej ja) wyobrażam sobie jak będą wyglądać chociażby pokoje na wycieczce klasowej i co będziemy robić (w szczególności nocą -do Esther chociażby kalambury z dziwnymi, co najmniej, skojarzeniami albo spanie w 7 osób w jednym pokoju i ósma gościnnie na stole? Czemu nie xD), właśnie! Muszę wam kiedyś opowiedzieć co działo się na ubiegłorocznej wycieczce klasowej :D Kończę pałac w Kołaczkowie czeka aby go pomalować :) Papa :*

Piosenką usłyszałam jak byłam dzisiaj u kumpeli po spotkaniu do bierzmowania w radiu Merkury :)

niedziela, 6 maja 2012

Zdjęcia


Ten widok chyba jest już wam znany ;)


Mikuś ♥




Haha gdy wracaliśmy z chórem w sierpniu z Holandii gdy mijaliśmy Świebodzin śpiewaliśmy "Pan blisko jest..."

Pech?


Hej!
Pogoda za oknem straszna pada, wieje wiatr a ja siedzę nad notatkami o Reymoncie i piję cieplutkie cappucino ♥ Od rana siedziałam nad malowaniem pałacu w Kołaczkowie i tu nagle wylała się woda na obraz! Ma się to szczęście prawda? Wrrr.... i muszę zaczynać od początku, nie mam na to ochoty, nawet nie wiem czy farb mi wystarczy... Oby mi jutro nauczycielka z plastyki nie wyrwała ręki za to bo praca teoretycznie (na konkurs) miała być na jutro... Poza tym jutro szkoła i pierwszy polski (Esther wiedz że cię zabiję -po raz kolejny- a niedługo napiszę dłuuuuuugaśny komentarz na twoim blogu! Tak to jest groźba xD) Później wstawię jeszcze parę zdjęć z minionego weekendu majowego :) 



Wierzcie mi plakatówkami też można namalować cuda :)

To nie moje pismo, dzięki Bogu.... Ale nauczycielki od gegry :D 
Do takiego efektu dążę :) źródło

sobota, 5 maja 2012

Refleksyjnie...

Witajcie!
U mnie nic nowego, całe dnie albo u babci na wsi albo mijają w domu na malowaniu pałacu w Kołaczkowie.We wtorek śpiewaliśmy z chórem przed kościołem z okazji rocznicy beatyfikacji Jana Pawła II. Było całkiem spoko i kremówki też były :D. Czyli w sumie nic ciekawego. Dzisiaj byłam na jakiś pikniku rodzinnym a wracając razem z rodzicami zajechaliśmy do Świebodzina. A potem zaszliśmy do CCC bo chciałam kupić jakieś buty, niestety ja nic nie kupiłam ale za to mama znalazła dla siebie śliczne buty na koturnie (pudrowy róż ♥) Ja za to wyszłam z okolicznego sklepu białą koszulkę na lato :) Niedawno trafiłam na wzruszający tekst w internecie i zamieszczam go poniżej. Coś nie mam weny. Jutro wrzucę zdjęcia :) Kończę, dobranoc :*


Przyjechałem pod adres do klienta i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. To miał być to mój ostatni kurs tego wieczoru i pomyślałem że wrócę do "bazy", ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. "Minutkę!" - odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze...Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska, na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych. U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem. "Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?" - zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika. Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. "To nic" - powiedziałem - "Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę.""Och, jesteś takim dobrym chłopcem" - odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: "Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?"To nie jest najkrótsza droga" - odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty."Och, nie mam nic przeciwko temu" - powiedziała. "Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum..."Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. "Nie mam już nikogo z rodziny" - mówiła łagodnym głosem. "Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele..."Wyłączyłem licznik... "Którędy chce Pani jechać?"Przez następne dwie godziny jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy. Jechaliśmy przez okolicę, w której żyła z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła bym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.Czasami prosiła bym zwolnił przy danym budynku lub skrzyżowaniu i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.Gdy pierwsze promienie Słońca zaczęły pojawiać się nad horyzontem, powiedziała nagle "Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę". Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi...Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.- Ile jestem panu winna? - Spytała, sięgając do torebki.- Nic - powiedziałem.- Trzeba zarabiać na życie - zaoponowała.- Są inni pasażerowie.I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.- Dałeś staruszce małą chwilę radości - powiedziała - Dziękuję.Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka... Za mną zamknęły się drzwi - był to dźwięk zamykanego Życia...Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca lub niecierpliwy aby zakończyć swoją zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.Tymczasem piękne chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich...