wtorek, 29 kwietnia 2014

Dzieciństwo czyli kilka przemyśleń


Hej! W tym momencie zabrakło mi słów. W głowie miałam poukładane wszytko to co chciałam napisać. Jednak teraz, gdy widzę puste miejsce na bloggerze nie wiem co chciałam napisać, totalne zaćmienie umysłu. Wiem tylko o czym chciałam pisać, o tym, że została mi niecała godzina dzieciństwa biorąc pod uwagę prawo. To dziwne, zmiana cyferki w liczbie przeżytych lat i automatycznie możemy być uważani za dorosłych. Jeden dzień różnicy i zyskujemy dodatkowe prawa i obowiązki. Tak samo ma zmienić się to, że za chwilę będę "dorosłym" człowiekiem i nie będę już dzieckiem? Czyli teraz kończy się moje dzieciństwo? Nie. Nie zamierzam być bardziej poważna. W duchu nadal będę dzieckiem cieszącym się z każdej, nawet najmniejszej rzeczy, nadal będę mieć w sobie instynkt przedszkolaka - małego odkrywcy. Zastanawiam się czy coś się zmieni jak będę równo o północy siedzieć nad podręcznikiem z geografii. Wszak nie ma bardziej wspaniałego przeżycia tych pierwszych minut dorosłego życia niż nauka na sprawdzian. 

Wiecie, dla was może się to wydawać dziwne ale jak tak dzisiaj posiedziałam z całym pudełkiem  lodów (a co! stwierdziłam, że dogodzę sobie) to nasunęło się mnóstwo myśli. I choć jest to tylko zmiana cyferki to w jakiś sposób się to przeżywa. Myśli się, wspomina. A propos przeszłości, w mojej nic bym nie zmieniła, chociaż było klika błędów które popełniłam, to z tej perspektywy nie są one złe, wiem na przyszłość czego unikać albo wręcz przeciwnie. 

I chyba jestem szczęśliwa, jak na zdjęciu powyżej (na którym wyglądam jak niewygląd (bo przydałoby się zmienić parę rzeczy, ale po co?), ale i tak to zdjęcie lubię!)

Dobranoc! :)
Do jutra, jak już będę mogła do was napisać jak dorosła!

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wiosna w obiektywie czyli kilka zdjęć


Hej! Co u was słychać? U mnie bardzo spokojnie. Sobotę i niedzielę spędziłam u dziadków i w domu. Starałam się jak najmniej czasu spędzić na komputerze i chyba mi się udało, stąd też brak postów w weekend. Dzisiaj miałam bardzo miły poranek, w związku z odejściem maturzystów został zmieniony plan lekcji i zajęcia rozpoczynałam dopiero o 9:40. Bez pośpiechu zjadłam śniadanie, poszłam rano do gimnazjum zrobić zdjęcia na stronę, potem do sklepu po ELLE i poszłam do szkoły. Z trzech teoretycznie zapowiadanych kartkówek była tylko jedna więc bilans całkiem niezły. A i z piątkowej kartkówki z  matmy z pochodnych dostałam 4 więc już totalnie wielkie love. Po powrocie ze szkoły spotkałam się z Martą, poszłyśmy do sh a potem na próbę chóru. Tam dowiedziałyśmy się nieco więcej o wyjeździe wakacyjnym, mam co do niego mieszane uczucia, głównie w związku z ilością czasu jaki mamy spędzić w autobusie - 6 dni? (bardzo lubię jeździć autobusem, ale są granice) jednak mam nadzieję że tak źle nie będzie i zobaczę trochę więcej niż stacje benzynowe. Ale więcej o wyjeździe napiszę jak będę znać szczegóły ;)

Dzisiaj mam dla was trochę zdjęć sprzed kilku dni. Byłam u babci i korzystałam z pięknej pogody i tego, że  wzięłam ze sobą lustrzankę. Ze zdjęć jestem bardzo zadowolona, w szczególności z tego, na którym widać latającą pszczołę. Teraz tylko muszę zrobić zdjęcie piorunów i będzie pełnia szczęścia! 

Teraz idę do angielskiego, a wam życzę
DOBRANOC!

piątek, 25 kwietnia 2014

Inspiracyjny piątek czyli geometryczne wzory


Hej! Właśnie się zorientowałam, że nie pisałam o tym co u mnie słychać. A działo się dużo! Postaram się to opisać jak najkrócej, pisze postaram, bo wiecie jak u mnie wygląda jak się rozpiszę. Święta spędziłam prawie tradycyjnie. Piszę prawie gdyż w niedzielę po wspólnym świętowaniu z rodziną, pojechałam do domu się przebrać. A o 16 byłam już stawiona na osiemnastkę kolegi! Podobało mi się bardzo, choć na początku nie byłam do niej przekonana. Jednak koniec końcem było naprawdę świetnie, tylko krótko, bo do 2. A, i nikt nie przypomniał sobie, że po północy był już lany poniedziałek. Nie wiem jak by się to skończyło... W poniedziałek pojechaliśmy do Gorzowa spotkać się z rodziną. Przy okazji porozmawialiśmy przez skajpaja z rodziną z Białorusi. A ja dużo ziewałam, wszak się nie wyspałam dobrze. We wtorek nic specjalnego się nie działo, oprócz tego, że napadłam na Rossmana i w związku z promocją zrobiłam kosmetyczne zapasy. W środę nastąpił brutalny powrót do szarej rzeczywistości. Mieliśmy pisać kartkówkę z angielskiego, którą przenieśliśmy na poniedziałek, "panie profesorze, tak zaraz po świętach?". Potem miały nadejść dwie lekcje matematyki, ale czekamy i nauczycielki nie ma. Zatem zjednoczyliśmy się i schowaliśmy się za ścianą w całe 20 osób (wiecie, jeszcze by nas ktoś zauważył i zastępstwo załatwił, co to to nie!) i odliczaliśmy aż minie zbawienne 15 min. Minęło! Więc jednogłośnie stwierdziliśmy, że idziemy. Najpierw na lody a potem nad jezioro pograć w... mafię! Całą klasą, a podobno nie jesteśmy zgrani! (Hę? Misia?) I tak oto równo tydzień przed 18 urodzinami zaliczyłam pierwsze prawdziwe wagary. Doświadczenie całkiem fajne, ale nie żebym była jakimś zwolennikiem wagarów czy coś, wszystko w granicach rozsądku :D. Potem tradycyjnie zajęcia teatralne. W czwartek nie było nic szczególnego oprócz tego, że na wf torturowaliśmy się okrążając 10 razy orlika. Żaden maratończyk ze mnie nie będzie. Po tym jak dowlokłam się do domu pojechaliśmy do dziadków, tam spędziłam większość popołudnia ucząc się na świeżym powietrzu, sprawdzian z romantyzmu to nie przelewki. Dzisiaj byłam w szkole wyjątkowo wcześnie, robiliśmy próby przed występem na zakończenie szkoły przez maturzystów. I zaśpiewaliśmy sto lat Zosi! Potem trzeba było iść na lekcje, na polski, na sprawdzian. Jaka była radość gdy okazało się, że nie ma nauczycielki! Wprawdzie mieliśmy zastępstwo z dyrektorem i kartkówkę, ale z dwojga złego lepsza matma! Potem znów próby i pożegnanie maturzystów. Wystąpiliśmy, podziękowaliśmy naszym dwóm "najjaśniejszym gwiazdom" (jedna z nich się popłakała). A potem wykończona wróciłam do domu. I mimo wspaniałej pogody za oknem poszłam spać, bo choć nie miałam lekcji to dzień był bardzo wykańczający.

Ale grunt, że piątek i znowu będzie można się trochę przez ten weekend polenić. Ale najpierw wstawię inspiracje! Dzisiaj tematem przewodnim będą geometryczne wzory we wnętrzach. Niektóre z nich odpowiednio wykorzystane wydłużą czy też poszerzą ściany, korytarzem wąskie przejścia. Z kolei dodatki ze wzorem geometrycznym nadadzą wspaniałego charakteru całemu pomieszczeniu. Dodadzą jednocześnie trochę nowoczesności. Mnie osobiście najbardziej podobają się wzory czarno białe, co nie zmienia faktu iż inne kolory nie prezentują się równie fajnie! Dodam jeszcze na koniec że moje serce skradła ta poduszka (a raczej poszewka na poduszkę).

Teraz kończę, jeszcze tylko obrobię zdjęcia na stronę i już można iść spać.
Dobranoc! :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Waga wspomnień czyli o bezcennych pamiątkach


Hej! Czy sprawdzian z romantyzmu od początku roku szkolnego to wystarczający argument na moją nieobecność czy muszę się jeszcze tłumaczyć? ;)

A może opowiem wam do jakich rozmyślań, doszłam jakiś czas temu w nocy. Jak wiecie podróżowanie to coś co uwielbiam. Nie trzeba mi dwa razy mówić abym pojechała gdziekolwiek czy też do sąsiedniego miasta czy na drugi koniec świata. Zawsze to oznacza podróż w nieznanie, bo nie wiemy co ciekawego może nas spotkać. Ale nie o tych chciałam mówić. Z każdej podróży przywoziłam pamiątki. Zwykła rzecz, z Torunia figurkę Kopernika, z Warszawy Syrenkę a z Rzymu gipsowe Koloseum. Mam całą półkę nad biurkiem z takimi rzeczami. Fajna sprawa, bo cieszy oko za każdym razem gdy na nią spojrzę. Ale... Co z tego, że są. Sam fakt kolekcjonowania jest fajny, bo nadal przywożę sobie pamiątki. Ale nie mam na to takiego parcia jak kiedyś. W podstawówce i na początku gimnazjum jak byłam na wycieczce szukałam rzeczy, którą potem z dumą będę mogła postawić na półce. I co z tego, że jak na kawałek plastiku czy też gipsu miałam wydać kwotę, której to nie było warte. Ale nie chodzi już o same pieniądze. 
Chodzi mi o bezcenne pamiątki jakimi są wspomnienia! Jest to najcenniejsza pamiątka! I nie znajdę tego w żadnym sklepie, nie postawię ich na półce. One po prostu są i żyją w naszej pamięci tak długo jak będziemy chcieli o nich pamiętać. Ważne jest jednak to aby mieć co wspominać. Żeby mieć do czego wracać myślami, trzeba odważyć się zrobić coś innego, nawet jeśli nie jest to do końca zgodne z naszymi osobistymi "normami", coś nieszablonowego. Sama wiem po sobie, że z przyjemnością wspominam chwile, w których zrobiłam coś czego bym się po sobie nie spodziewała. Chociażby podczas ostatniego wyjazdu z chórem, gdy wszyscy siedzieli w pokojach i odpoczywali po długiej wyprawie. Znając moje leniwe usposobienie robilibyśmy to samo. Ale w tym momencie włączył się we mnie instynkt ciekawskiego przedszkolaka i odkrywcy w jednym. Namówiłam trzy osoby żeby poszukać miejsca nad rzeką, gdzie było kilka osób, i które było podobno bajeczne. To udaliśmy się małą grupą na spacer w okolice. Bez mapy, ale z jedzeniem  (to jest niesamowicie ważna informacja) żeby zrobić sobie piknik, jak już znajdziemy to miejsce. Poszliśmy za miasto, trochę się pogubiliśmy, w końcu przeszliśmy na drugi brzeg rzeki, przez tory kolejowe i weszliśmy na wzgórze. Nie znaleźliśmy tego bajkowego miejsca. Znaleźliśmy inne bajkowe miejsce. A tam widok był niesamowity! Widzieliśmy całe miasto i wysokie góry w tle. W dodatku z jednej strony na "ścianie" góry był plac bez drzew w kształcie serca, i tylko z tamtej perspektywy był to widać tak dobrze, a z drugiej zbiornik lazurowej wody! Warto było się ruszyć? Warto!
Jeśli będę w tym roku w Rzymie, to nie chcę wracać z kolejną gipsową figurką. Gdy będziemy mieli czas wolny nie chcę siedzieć jednym miejscu i narzekać jak bardzo jest gorąco. Chcę wejść w boczną uliczkę i wypić kawę w włoskiej kawiarni gdzie nie ma turystów tylko sami mieszkańcy tego miasta, chcę wejść do piekarni ukrytej za rogiem i tam kupić coś do zjedzenia, a nie posiłkować się pizzą z budki ustawionej na środku drogi prowadzącej na plac św. Piotra. Chcę kupić włoską gazetę, jakąkolwiek. I złamać zakaz o nie oddalaniu się i wrócić na czas na miejsce zbiórki. Chcę po prostu zobaczyć i doświadczyć czegoś czego nie ma opisanego w żadnym przewodniku. I czuję, że nie będę tego żałować.

Ot moje przemyślenia, co wy o tym myślicie?
Wracam do romantycznego wieczoru z językiem polskim. Dosłownie.
Dobranoc! :)