czwartek, 24 kwietnia 2014

Waga wspomnień czyli o bezcennych pamiątkach


Hej! Czy sprawdzian z romantyzmu od początku roku szkolnego to wystarczający argument na moją nieobecność czy muszę się jeszcze tłumaczyć? ;)

A może opowiem wam do jakich rozmyślań, doszłam jakiś czas temu w nocy. Jak wiecie podróżowanie to coś co uwielbiam. Nie trzeba mi dwa razy mówić abym pojechała gdziekolwiek czy też do sąsiedniego miasta czy na drugi koniec świata. Zawsze to oznacza podróż w nieznanie, bo nie wiemy co ciekawego może nas spotkać. Ale nie o tych chciałam mówić. Z każdej podróży przywoziłam pamiątki. Zwykła rzecz, z Torunia figurkę Kopernika, z Warszawy Syrenkę a z Rzymu gipsowe Koloseum. Mam całą półkę nad biurkiem z takimi rzeczami. Fajna sprawa, bo cieszy oko za każdym razem gdy na nią spojrzę. Ale... Co z tego, że są. Sam fakt kolekcjonowania jest fajny, bo nadal przywożę sobie pamiątki. Ale nie mam na to takiego parcia jak kiedyś. W podstawówce i na początku gimnazjum jak byłam na wycieczce szukałam rzeczy, którą potem z dumą będę mogła postawić na półce. I co z tego, że jak na kawałek plastiku czy też gipsu miałam wydać kwotę, której to nie było warte. Ale nie chodzi już o same pieniądze. 
Chodzi mi o bezcenne pamiątki jakimi są wspomnienia! Jest to najcenniejsza pamiątka! I nie znajdę tego w żadnym sklepie, nie postawię ich na półce. One po prostu są i żyją w naszej pamięci tak długo jak będziemy chcieli o nich pamiętać. Ważne jest jednak to aby mieć co wspominać. Żeby mieć do czego wracać myślami, trzeba odważyć się zrobić coś innego, nawet jeśli nie jest to do końca zgodne z naszymi osobistymi "normami", coś nieszablonowego. Sama wiem po sobie, że z przyjemnością wspominam chwile, w których zrobiłam coś czego bym się po sobie nie spodziewała. Chociażby podczas ostatniego wyjazdu z chórem, gdy wszyscy siedzieli w pokojach i odpoczywali po długiej wyprawie. Znając moje leniwe usposobienie robilibyśmy to samo. Ale w tym momencie włączył się we mnie instynkt ciekawskiego przedszkolaka i odkrywcy w jednym. Namówiłam trzy osoby żeby poszukać miejsca nad rzeką, gdzie było kilka osób, i które było podobno bajeczne. To udaliśmy się małą grupą na spacer w okolice. Bez mapy, ale z jedzeniem  (to jest niesamowicie ważna informacja) żeby zrobić sobie piknik, jak już znajdziemy to miejsce. Poszliśmy za miasto, trochę się pogubiliśmy, w końcu przeszliśmy na drugi brzeg rzeki, przez tory kolejowe i weszliśmy na wzgórze. Nie znaleźliśmy tego bajkowego miejsca. Znaleźliśmy inne bajkowe miejsce. A tam widok był niesamowity! Widzieliśmy całe miasto i wysokie góry w tle. W dodatku z jednej strony na "ścianie" góry był plac bez drzew w kształcie serca, i tylko z tamtej perspektywy był to widać tak dobrze, a z drugiej zbiornik lazurowej wody! Warto było się ruszyć? Warto!
Jeśli będę w tym roku w Rzymie, to nie chcę wracać z kolejną gipsową figurką. Gdy będziemy mieli czas wolny nie chcę siedzieć jednym miejscu i narzekać jak bardzo jest gorąco. Chcę wejść w boczną uliczkę i wypić kawę w włoskiej kawiarni gdzie nie ma turystów tylko sami mieszkańcy tego miasta, chcę wejść do piekarni ukrytej za rogiem i tam kupić coś do zjedzenia, a nie posiłkować się pizzą z budki ustawionej na środku drogi prowadzącej na plac św. Piotra. Chcę kupić włoską gazetę, jakąkolwiek. I złamać zakaz o nie oddalaniu się i wrócić na czas na miejsce zbiórki. Chcę po prostu zobaczyć i doświadczyć czegoś czego nie ma opisanego w żadnym przewodniku. I czuję, że nie będę tego żałować.

Ot moje przemyślenia, co wy o tym myślicie?
Wracam do romantycznego wieczoru z językiem polskim. Dosłownie.
Dobranoc! :)

1 komentarz:

  1. Wow, ale pięknie piszesz o tym co chcesz przeżyć w tym Rzymie. Pokazuje to, że umiesz docenić małe rzeczy ^^

    OdpowiedzUsuń

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.