Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 marca 2015

Damski dzień i wieczór czyli kilka zdjęć


Hej! Na wstępie składam wszystkim paniom odwiedzającym życzenia wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta! Aktualnie siedzę mało elegancko ubrana, bo w dresie (najwygodniejsze ubranie na świecie) z kubkiem kawy obok (trochę nienormalna godzina na picie kawy ale zaraz zasnę, niepotrzebnie kładłam się spać o 4 nad ranem...) i wraz z mapą i wujkiem google planuję jak maksymalnie wykorzystać czas wolny w Częstochowie. Mam już zaplanowaną trasę, i mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i uda się zobaczyć wybrane miejsca! O pogodę się nie martwię, ma być słonecznie i 10 stopni! Lubię to! Ale, więcej opowiem jak wrócę! 

Nawiązując do dnia kobiet. Rozpoczęłam owe świętowanie już  piątek. Odbył się wtedy damski wieczór podczas którego wystawialiśmy "Zemstę". Wszystko wyszło należycie doskonale. Nie wywaliłam się na scenie, nie zapomniałam tekstu. Oby następne odsłony wychodziły coraz lepiej! Niektórzy na scenie szaleli, inni jeszcze bardziej. Jednak każdemu oglądającemu się podobało - cel został osiągnięty! Po całym evencie wraz z Werą i Mateuszem udaliśmy się na spacer po mieście, wprawdzie nie zakończył się tak jak chcieliśmy, ale było bardzo fajnie. Dzisiaj z kolei po meczu koszykówki zgarnęłam Werę i w związku z cudowną pogodą wybrałyśmy się na wycieczkę rowerową. Obczaiłyśmy miejsce gdzie będziemy nagrywać czołówkę do studniówki. Plac do sceny wyścigu wydaje się być idealny! Potem poszłyśmy dalej na krótką, aczkolwiek owocną sesję zdjęciową. Zatem mogę stwierdzić,że dzień kobiet spędziłam całkiem przyjemnie. 

Teraz uciekam, o 3 w nocy wyjeżdżamy do Częstochowy! Po powrocie szykujcie się na dużą dawkę zdjęć! 
Dobranoc! :)

sobota, 7 lutego 2015

W zimowym klimacie czyli kilka zdjęć


Hej! Mój zapał, na który narzekałam wczoraj wrócił i to z całkiem niezłą siłą. Właśnie czytacie tego posta, a ja jestem w trakcie tworzenia podsumowania roku a na youtubie przesyłają się filmy z wakacji do edytowania. Jeszcze tydzień i ferie. Wtedy dopiero zobaczycie wielki blogowy powrót! Teraz muszę jeszcze nadrobić zaległości z poprzedniego tygodnia nieobecności w szkole, ale myślę, że z dzisiejszą dostawą energii pójdzie mi to dość szybko. 

Zdjęcia jakie dzisiaj widzicie powstały dzisiaj rano i w czwartkowe popołudnie. Byłam na próbie chóru, więc zabrałam aparat i w przerwie pomiędzy śpiewaniem wraz z Martą i Dominikiem poszliśmy na spacer, wszak śnieg jest więc trzeba było go uwiecznić na zdjęciach! A okolice znacie, bardzo lubimy tam chodzić gdy tylko mamy czas. A i ja dość często robiłam tam zdjęcia, które nie raz widywaliście tutaj. Ostatnie dwa zrobiłam w czwartek, podczas zajęć teatralnych. Tak, cały tydzień byłam chora (i nadal jestem), ale szukałam pretekstu żeby wstać z łóżka i wyjść z domu, miałam już dość leżenia, więc poszłam na matmę do szkoły! Wychowawczyni się zdziwiła, podobnie jak reszta klasy. Bo mnie nie ma, miało mnie nie być a ja tu przyszłam sobie policzyć... Potem zostałam na zajęciach teatralnych, jak już byłam w szkole to co będę sobie żałować... A jak wróciłam do domu to znów przywitałam łóżko. Moje szalone i zakręcone życie. Pisałam wam też ostatnio o tym, że chciałabym gdzieś pojechać. Bum, 9 marca jadę do Częstochowy, zdecydowanie lubię to!

Teraz zostawiam was ze zdjęciami i lecę dalej pracować! 
Do następnego! :)

fot. Marta and me 

sobota, 17 stycznia 2015

Bal 2015 czyli na 100 dni przed maturą


Hej! Dawno mnie tutaj nie było... W ostatnim czasie działo się bardzo dużo. Po tak długim i jednocześnie błogim czasie wolnym od nauki powróciłam do szkoły. Na dzień dobry były wyniki próbnych matur. Wyniki całkiem mnie zadowalają, z wyjątkiem matematyki, ale podczas pisania matury działo się ze mną coś takiego co uniemożliwiło mi jej napisanie. Wszytko zdałam, najbardziej jestem dumna z angielskiego (94%, tyle wygrać) i języka polskiego (można napisać wypracowanie bez znajomości lektury, a całą maturę na 72%, szach-mat CKE!). Był również kolejny finał WOŚP, ty razem miałam inną rolę w finale. Ale o tym opowiem później, teraz kilka innych słów, o czym? O studniówce rzecz jasna!

Tyle miesięcy przygotowań, a studniówka już za mną. Odbyła się ona wczoraj, 16 stycznia. Powiem wam, że było świetnie! Opowiem wam po kolei co się działo...

Od rana byłam w szkole, napisałam sprawdzian z matmy (o zgrozo). Potem odwiedziłam restaurację, żeby rozłożyć winietki. O ile z uczniami nie było problemu, to przy stole nauczycieli musiałam zmieniać niemalże wszystko. Jednak koniec końców wszystko pasowało. Potem pobiegłam do domu i zaczęłam się sama ogarniać. Stwierdziłam, że nie idę ani do fryzjera ani do kosmetyczki/wizażystki. Nie wiem jak będę wyglądać, a nie chcę wyjść niezadowolona. Włosy zrobiła mi kuzynka (cudowne loki, nie było mowy o efekcie barana) a makijaż również zrobiłam sama, dokładnie taki jaki chciałam! Niestety nie bardzo się wyrobiliśmy... Była u mnie Wera, gdy sama (w stresie of course) się pomalowałam, zabrałam się za jej makijaż. Jak już wspominałam się ciut spóźniłyśmy gdyż jeszcze nie byłyśmy ubrane a do drzwi dzwonili nasi znajomi, gotowi na studniówkę. W jednym momencie w moim domu było tyle osób że sama nie potrafiłam tego ogarnąć! W międzyczasie odzywały się telefony (Martin i szefowa), było duże zamieszanie... Jednak koniec końców, o 17 (godzinę przed czasem) byliśmy już na miejscu. Zdążyliśmy wszystko ogarnąć. O 18 był start. Poloneza tańczyłam w drugiej parze z moją osobą towarzyszącą. Owego poloneza można uznać za duży sukces gdyż ani razu się nie pomyliłam, nie przewróciłam się ani nie deptałam swojej sukienki (do ziemi!). Po części oficjalnej rozpoczęła się zabawa, było prześwietnie, wszyscy bawili się znakomicie (włącznie z nauczycielami i rodzicami). Trochę przerażała nas kamera pojawiająca się co chwilę, ale mam nadzieję, że będę miała z tego świetną pamiątkę! DJ był świetny (grał na większości naszych osiemnastek), była belgijka, zorba, macarena, pociąg. Była sesja zdjęciowa i z jednej strony nie mogę się doczekać tych zdjęć, ale z drugiej, one mogą przerażać... Ostatni nauczyciele wychodzili z sali przed pierwszą, a my sami bawiliśmy się do 4:40 (dłużej niestety nie mogliśmy), w domu byłam przed 5.  Podsumowując, było prześwietnie, szkoda że studniówkę ma się tylko raz w życiu... Wyobraźcie sobie, że nie chciałam iść na studniówkę, ale bym żałowała!

A teraz moi drodzy, zostawiam was ze zdjęciami (moimi, i  z różnych stron na fb). Gdyż na tę chwilę nie mam nic więcej do pokazania. Może później... A teraz zmykam szykować się na poprawiny studniówki! Dwie imprezy pod rząd, lubię to! :D

Do następnego kochani! :)


 i mały bonus :)

wtorek, 30 grudnia 2014

W poświątecznym klimacie czyli kilka zdjęć


Hej! Święta minęły, bardzo szybko i we wspaniałej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie, radośnie i śpiewająco. Dzięki Świętemu moja biblioteczka jest bogatsza o aż pięć tytułów. Trafiła tam cała trylogia Igrzysk Śmierci (miałam w tym swój udział szczerze mówiąc...) oraz dwie brakujące części Harrego Pottera (2 i 7 konkretnie). Do poszerzenia mojej biblioteczki o jeszcze jeden tytuł przysłużyła się okazja Biedronki - Bezcenny Zygmunta Miłoszewskiego. A zastanawiam się również nad Martwą Strefą Kinga. Jest tyle fajnych książek, a tak mało czasu! W czasie Świat odbył się doroczny koncert kolęd naszego chóru. Zwykle nie bywałam na nim gdyż tego dnia zawsze z rodzicami wyjeżdżaliśmy do Gorzowa. Tym razem się wyłamałam, powiedziałam że chcę być na koncercie. Znalazłam autobusy z mojego miasta do Gorzowa więc nic więcej nie stało na przeszkodzie. Tylko z pozoru.  Koncert był prześwietny (pewna osoba o rudych włosach się spóźniła i zwracała uwagę przy przeciskaniu się pomiędzy ludźmi co nie nikło mojej uwadze :D) i trwał zbyt długo. Nie przewidziałam tego zupełnie więc gdy przy schodzeniu do szatni dowiedziałam się, że do odjazdu autobusu mam 20 min, a muszę przejść pół miasta, po czym zostawić rzeczy w domu a potem dojść na przystanek - ogarnęła mnie panika i chyba pobiłam rekord w bieganiu i przebieraniu się jednocześnie. Jednak w Święta zdarzają się cuda i tak oto uratowała mnie owa ruda osóbka zwana Alą i jej chłopak (powstrzymałam się przed użyciem słowa na J),  absolwent chóru przy okazji. Podrzucili mnie do domu dzięki czemu zdążyłam na autobus, ba, czekałam na niego na przystanku! W mieście panował nietypowy nastrój, nie było żywej duszy, śnieg pokrywał wszystko dookoła, a z oddali słyszałam kolędy. Urok 2 dnia Świąt :) A po Świętach rozpoczęły się zimowe wyprzedaże. Miałam kilka rzeczy do kupienia więc chcąc nie chcąc ruszyłam do gorzowskich galerii. Ogrom ludzi obecny w centrum handlowym przerósł mnie kilkukrotnie. Na dłuższe poszukiwania rzeczy się nie odważyłam. Wróciłam z kalendarzem, naszyjnikiem i materiałem do przedłużenia sukienki na studniówkę. Wszak lepsze to niż nic. Co nie zmienia faktu, iż muszę wybrać się na zakupy jeszcze raz w poszukiwaniu innych, równie ważnych rzeczy na tę nieszczęsną studniówkę, a następnie jej poprawiny. Ale, najważniejsze - czyli sukienka - jest, więc zbytniej paniki rozsiewać nie będę. 

Po powrocie do domu, zjedzeniu tony mandarynek i innych poświątecznych pyszności, po których mój żołądek ogłasza strajk skontaktowałam się z Alą. Podbijałyśmy kolejne ciucholandy w poszukiwaniu elementów strojów na sylwestra. I wybrałyśmy się na zdjęcia. Oczywiście w parku przed szkołą, bo jakżeby inaczej! Zdjęcia wyszły całkiem fajnie co nie zmienia faktu iż trzeba sesję powtórzyć gdy napada więcej śniegu. Ale mam nadzieję, że moje przeziębienie zniknie... 

O Sylwestra nie pytajcie, spędzę je z Gwiazdami Hollywood i Lordem Somersby. Impreza klasowa nie wypaliła, a i tak następnego dnia śmigam do pracy, załapałam się na inwenturę. A to oznacza nieprzespaną noc więc w Sylwestra nie będę się przemęczać. Mam nadzieję, że uda mi się coś tutaj dodać więc czekajcie cierpliwie! Do następnego! :)

fot. Ala and me

wtorek, 23 grudnia 2014

W odbiciu bombki czyli blog update


Hej! Ostatnie dni były zakręcone, nawet bardzo. Wbrew pozorom, że nareszcie wolne i maturach można odpocząć. Właśnie, matury. Powiem tylko tyle: dziękować wszystkim dookoła, że to tylko były próbne. Nie żebym była jakimś kompletnym nieukiem, ale hmmmm. CKE popłynęło... Co działo się u mnie przez ostatnie niemal 2 tygodnie? Z rzeczy najbardziej zapadających w pamięć wybrałam próby na strychu. Przez nie nabawiłam się choroby, której skutki odczuwam do dzisiaj. Ale niczego nie żałuję. Spektakl przedstawialiśmy już trzy razy, w styczniu podobno będą jeszcze 4. Fajnie :) Nazwałabym to remake-m sprzed trzech lat... Spektakl nietypowy, gdzie głównymi bohaterami są lalki, było dużo śpiewu, na próbach również mnóstwo śmiechu. Przestrzeń sceniczna również nietypowa, strych naszej szkoły, stary, zakurzony z cudownym klimatem (oraz lalkami bez oczu rodem z horroru i halabardą). Temperatura wynosiła około zera stopni. Ale nie czuło się tego tak bardzo, gdy byliśmy otoczeni drewnianymi skrzynkami, świecami, sianem, a otaczały nas zapachy: siana właśnie, mandarynek oraz ciepłego chleba. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba poczuć... A zdjęcia, które widzicie? Zrobiłam ich tylko kilka gdyż na więcej nie było czasu. W piątek chwyciłam aparat pomiędzy spektaklami a gwiazdką klasową, i to tylko na chwilę. Zdjęcia jakie zrobiłyśmy sobie razem z Werą i Alą (a Ala chyba powinna mieć osobną kategorię na blogu, tak często się tutaj pojawia :D) są naprawdę świetne ale, of course, nie będę ich tutaj publikować ;)

A teraz, idę pakować prezenty ;)
Do następnego!


czwartek, 11 grudnia 2014

Mikołajkowo czyli o świątecznym klimacie słów kilka


Hej! Gdyby ktoś mnie zapytał co cieszy mnie bardziej od usłyszanej przypadkowo piosenki "Last Christmas" w radiu to z pewnością byłby to śnieg. A właśnie wczoraj za oknem zobaczyłam padający pierwszy śnieg, co wywołało lawinę postów na facebooku informującą o tym niezmiernie ważnym wydarzeniu. Niestety stopniał po 2 godzinach więc, z świąteczno-zimowego klimatu za oknem nici. Ze mną również nie jest najlepiej gdyż dopadła mnie choroba. i zrezygnowałam z pójścia do szkoły. W planach miałam naukę na dzisiejszy sprawdzian z modernizmu. Ale jeśli już o języku polskim mowa to zgodnie z tradycją zanim zasiadłam do nauki posprzątałam cały pokój i powiesiłam lampki. Zatem świąteczny klimat w moim pokoju jest więc nie patrzę już z zazdrością na ozdoby w City Center w Poznaniu. Chociaż, zazdroszczę choinki stojącej przed galerią, jest przepiękna i uważam to za najpiękniejszy widok gdy marznie się czekając na tramwaj!

Zdjęcia (szalona liczba dwóch fotografii) które widzicie zostały zrobione w szale okołomikołajowym. Pierwsze to choinka miejska, której uroczyste zapalenie miało miejsce właśnie 6 grudnia. Z kolei zdjęci poniżej to krótka ilustracja do szkolnych Mikołajek. Zgodnie z tradycją, na przerwie była muzyka i cukierki, dla grzecznych uczniów i nauczycieli. W tym roku dodatkowo udało się stworzyć ogromny pociąg/wężyk. Przyłączyło się do niego mnóstwo osób, co sprawiło, że korytarze dla nas wszystkich były za krótkie. Więc cała masa uczniów w czapkach świętego Mikołaja odbył uroczysty obchód wkoło szkoły. Najzabawniejsze było jak pprof wyskoczyła ze szkoły z przerażeniem, zdziwieniem i rozbawieniem "Wracajcie bo się przeziębicie!". Następna przerwa również była bardzo taneczna, tym razem na korytarzu stworzyła się potańcówka, na którą z kolei ze zdziwieniem patrzyła osoba z ewaluacji i dyrektor. Było świątecznie i tanecznie, czyli tak, jak osobiście lubię najbardziej!

A teraz idę spać. Jak wstanę czeka mnie długi dzień...
Dobranoc! :)

piątek, 5 grudnia 2014

Mobilemix czyli podsumowanie listopada


Hej! Nadszedł już grudzień, a to oznacza, że już niedługo święta. Cały około świąteczny szał już się zaczął, niektórzy narzekają, twierdząc, że robimy przedszkole ze szkoły a inni cieszą się z narastającej magicznej atmosfery. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy, a narzekania, choć czasem denerwujące obchodzą mnie tyle co nic. W ostatnim czasie w związku z kursem w Poznaniu bywam dwa razy w tygodniu, co równa się z spędzeniem krótkiego okresu czasu w galerii gdzie konsumpcyjny klimat świąt bije na kilometr. Konsumpcja konsumpcją, ale mimo wszystko miło sobie popatrzeń na ogrom lampek, choinek oraz innych ozdób świątecznych i posłuchać "Last Christmas" gdzieś pomiędzy Empikiem a KFC. Naprawdę lubię ten cały okres przedświąteczny, a cieszyłby mnie jeszcze bardziej gdyby nie próbne matury, ale co tam, przeżyję! 

Listopad była bardzo pracowity ale i zarazem świetny. Na początku miesiąca było kotowanie w tematyce o jakiej wcześniej mogłam zamarzyć - w stylu świata Harrego Pottera. Przeplatało się to z nauką do szkoły jak i nauką gry na djembe. Potem był kolejny tydzień pełen wrażeń, ale o nim pisałam szerzej w poprzednich postach. Potem odbyła się 18 koleżanki, na której zaczęliśmy snuć plany odnośnie Sylwestra oraz srebrnej corsy. Na matematyce zaczęłam czuć się jak ryba w wodzie gdyż rozpoczęła się stereometria. Potem patrząc na mapę myślałam o wyjeździe wakacyjnym 2015, Norwegio, przybywam! Potem były matury, kolorowo nie było, ale nie chowałam się pod stołem po otrzymaniu arkusza, więc spoko. W tym miesiącu dużo czasu spędzałam w bibliotece, oj ciągnie mnie do książek... A ostatni weekend listopada oznaczał ostatnią osiemnastkę, było świetnie, teraz pozostał tylko płacz, zgrzytanie zębów i oczekiwanie na Sylwestra/studniówkę. 
W minionym miesiącu obejrzałam jeden z najlepszych filmów - "Zostań jeśli kochasz", więc całe 30 dni męczyłam jedną piosenkę, która spodobała mi się aż nadto.

A teraz moi drodzy, idę odespać nieprzespany tydzień...
Dobranoc! 

gryffindoor * nauka o poranku z kawą * poetycko w szkole
18 Oli! * stereometria, nareszcie coś przyzwoitego na matmie * plany na wakacje 2015
maturalne love * najlepsze miejsce w szkole * 18 Marty!

czwartek, 27 listopada 2014

November 2014 czyli w szkolnym klimacie

Hej! Gdzieś pomiędzy maturami a kursami znalazłam chwilę aby coś tutaj napisać. W tle soundtrack z filmu "If I Stay" więc mogę pisać. Chyba mi minął kryzys blogowy gdyż gdy mam wolną chwilę myślę nad tym co by tutaj dodać, jedyną blokadą jest czas wolny, którego mam aktualnie naprawdę niewiele. Wczoraj zakończyłam kurs na opiekuna/wychowawcę kolonii i wycieczek. Teraz czekam na zaświadczenie i ruszam do pracy. Trzy dni kursu były zarówno interesujące jak i męczące. O 8 w szkole, matura próbna, lekcje, a potem kurs. W efekcie wracałam do domu wieczorem, gdy było już ciemno i jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę było pójście spać. Sam kurs wychowawcy był fajny, pierwszego dnia mieliśmy wszystko o zajęciach sportowych, gry, zabawy, konkurencje. Sami bawiliśmy się świetnie i szkoda iż na to był przeznaczony jedynie jeden dzień. Drugiego dnia słuchaliśmy o zasadach BHP i organizacji czasu dzieciom na obozie (w międzyczasie dźgając się nawzajem i bawiąc długopisem). Trzeci dzień to było istne combo, 3,5 godziny wykładu bez przerwy. Same zajęcia były bardzo ciekawe, wykładowca opowiadał o BHP, o zachowaniach dzieci i młodzieży, postępowaniu. W międzyczasie tematy zeszły na zamki, Malbork i góry ale nie narzekam gdyż było ciekawie (tego dnia atrakcją były kuleczka z folii aluminiowej i słynny z dnia poprzedniego długopis). Gdy wróciłam do domu nagrodziłam siebie tabliczką czekolady i beszczelnym lenistwem z książką i internetem. Powiem wam, że jestem usatysfakcjonowana zdobyciem nowych kwalifikacji i z jednej strony nie mogę się doczekać aż wykorzystam zdobytą wiedzę i umiejętności w praktyce. 

Jutro jadę na inne zajęcia z innego kursu. Sędzia funkcyjny koszykówki, to dopiero jest zabawne.


Jakiś czas temu pisałam o klimacie poezji, w owych dniach naszła mnie chęć na stworzenie krótkiego filmu o wszystkim i o niczym. To co udało mi się zmontować widzicie powyżej. Jest krótko, jesiennie i w moim guście całkiem klimatycznie. Mnie się podoba, ale czy wam przypadnie do gustu? Tego nie wiem, choć mam nadzieję że tak... Ja mykam, jutro kolejna matura, kolejny kurs, kolejna wizyta w Poznaniu, i kolejne pościgi za uciekającymi tramwajami. I can't wait!
Dobranoc i do następnego! :)

niedziela, 26 października 2014

Blog update czyli w jesiennym klimace


Hej! Dawno mnie tutaj nie było! Ale nawet nie zdajecie sprawy ile się dzieje! A ile jeszcze rzeczy przede mną! Wszak coroczne kotowanie i konkurs poezji śpiewanej już niedługo! Będzie świetnie! Październikowy sezon osiemnastkowy się zakończył, a wczorajsza impreza była najlepszą z najlepszych. Przyjechała Esther i razem całą ekipą balowaliśmy całą noc. Końcówka była bardzo niemiecka /"Ich pragnę Sie"/. Teraz czekam na zdjęcia, których jest cale mnóstwo! Wybawiłam się za wszystkie czasy ale teraz nadszedł czas żeby zejść na ziemię i przygotować się na najbliższy tydzień. 

Zdjęcia, które widzicie zrobiłam jakiś czas temu, gdy liści na dworze było trochę więcej niż teraz. Oczywiście na zdjęciach jak zwykle park i moja szkoła, Więcej dla was nie napiszę, czeka na mnie język angielki! Do następnego! :)

wtorek, 30 września 2014

Kulturalny Poznań czyli biblioteki i teatr


Hej! Za oknem szaro, buro i ponuro. Więc nie ma lepszego zajęcia na te popołudnie niż napisanie czegoś nowego tutaj, tym bardziej że od dawna nic nowego się tutaj nie pojawiło. Na początku byłam na siebie o to zła, ale teraz doszłam do wniosku, że taka częstotliwość w roku szkolnym to będzie normą. Chyba, że będę miała więcej wolnego czasu co raczej się nie zdarzy. W minionym tygodniu nic specjalnego się nie działo z wyjątkiem dwóch rzeczy, wyjazdu do Gorzowa (gdzie przed opublikowaniem jesiennej listu marzeń już skreśliłam z niej dwa punkty) i popołudnia w Poznaniu.

Poznań to miasto które odwiedziłam dziesiątki razy, a i tak prawie wcale go nie znam. A studia, które zacznę na 90% w Poznaniu już za rok. Ucieszyłam się zatem gdy pojawiła się możliwość zobaczenia poznańskich bibliotek. Pojechaliśmy tam w czwartek autobusem załadowanym humanami i dwoma wyjątkami. Oczywiście że zaliczałam się do wyjątków. Odwiedziliśmy 5 bibliotek i Piccolo (dwa wyjątki + human (który gdyby się nie przeniósł byłby również wyjątkiem)), bo nasza trójka zgodnie stwierdziła, że Mc'Donalds nie jest najlepszym miejscem na obiad. Po odwiedzeniu wszystkich bibliotek przyszedł czas na najprzyjemniejszą część tego dnia! Chodzi mi tutaj o miejsce przeze mnie uwielbiane "U Przyjaciół". Jak zwykle, najpierw czekolada i czytanie karteczek w szufladach, dopisane własnych. A na finał spektakl, tym razem "Niebostrzyg". Nie jestem dobrą recenzentką, powiem jedynie, że dostałam pracę płaczki na czas spektaklu, który był po prostu wspaniały! :)

Teraz zostawiam was ze zdjęciami, a ja wracam do nauki!
Do następnego! :)

czwartek, 18 września 2014

Blog update czyli co nowego


Hej! Moje życie nabrało we wrześniu zaskakująco szybkiego tempa. Nawet nie zauważam jak tydzień za tygodniem mijają, żyję od weekendu do weekendu. W ostatnim czasie było dużo rzeczy, które sprawiły, że internet nie był mi tak potrzebny lub jak zwykle brakowało czasu. Teraz skoro już jakimś cudem obejrzałam cudowny mecz Polski z Rosją mogę zabrać się za pisanie tego co się u mnie działo. 

W szkole dominują dwa tematy, matura i studniówka. I na dobrą sprawę ciężko mi jest stwierdzić co gorsze. Deklarację już otrzymałam, teraz pozostaje mi tylko podjąć życiową decyzję i ją wypełnić, bułka z masłem. I jest druga kwestia, studniówka, myślałam że w kwestii organizacji będzie gorzej. Nie pozabijaliśmy się wzajemnie z powodu różnicy zdań i upodobań więc jak na razie nie jest źle, nawet mamy salę zarezerwowaną, Justyna 1 : 0 Studniówka. Od początku mojego powrotu z wakacji działo się trochę, mniej i bardziej istotnych, rzeczy...

środa, 5 marca 2014

Oznaki wiosny czyli kilka zdjęć.


Hej! Jesteśmy za połową tygodnia a to oznacza, że teraz może być już tylko lepiej. I mam nadzieję że będzie chociaż mam mnóstwo pracy. Chociaż nie zawsze wychodzi mi wszytko tak jak bym tego chciała to staram, się jak mogę. Zobaczymy jakie będą efekty mojej dzisiejszej pracy. Bo zostało mi do nauczenia się jeszcze kilka wersów z "Pana Tadeusza" i policzenie zadań z ciągów. Dam radę!

W najbliższym czasie czeka mnie dużo wrażeń. Jutro (oprócz wspominanej kartkówki i wiersza) odbywa się konkurs piosenki anglojęzycznej, jak zawsze będę działać z aparatem i ominie mnie kilka lekcji. Uffff. A ponadto piątek będzie naprawdę fajnym dniem. Raz! Nie ma historii KLIK Dwa! Idziemy z zespołem na pizzę. Trzy! Mam występ kabaretowy z okazji Dnia Kobiet dla mieszkańców miasta. Będziemy przestawiać typy tancerzy, inspirowaliśmy się spektaklem kabaretu Hrabi KLIK (wkraczam do akcji w pierwszych trzech  typach tancerzy) Obym znowuż nie wybuchała śmiechem na scenie jak ostatnio!

W miniony weekend byłam z rodzicami u babci. Była bardzo ładna pogoda więc zdecydowałam wziąć aparat i wyruszyć w teren. Zrobiłam kilka zdjęć, z których jestem bardzo zadowolona.

Teraz zmykam do nauki. Papa! :)


środa, 26 lutego 2014

Wiosna w powietrzu czyli niedzielny spacer


Hej! I ponownie nie mam pomysłu jak zabrać się za pisanie posta. Kryzys nadszedł niespodziewanie i trochę się utrzymuje. Nie zamierzam bloga zawieszać bo dzieje się dużo rzeczy, które chciałabym uwiecznić. Teraz też ale czasu brak. A i nie chcę was zanudzać postami typowo lifestylowymi, najlepiej było jak rozpisałam się na objętość połowy "Pana Tadeusza". Hohoho.Więc zamierzam wprowadzić tutaj kilka zmian. Pierwsze już zauważyliście, tu i ówdzie drobne poprawki. Teraz zamierzam dodawać posty bardziej... ambitne? Chyba zwą się tematycznymi. Ot co! Z super nudnych (przynajmniej dla was) zapisów dotyczących wrażeń z mojego życia nie zrezygnuję, ale postaram się je ograniczyć. Zamierzam zwiększyć ilość wątków podróżniczych, nie tylko ograniczać się do moich podróży. Szczegółów nie zdradzam bo nutka tajemniczości jest dobra (w początkowej wersji miało być "jest jak wisienka na torcie" ale to byłoby zbyt głupiutkie). Może zaserwuję wam dawkę przeglądów ubrań (Stwierdziłam że mogę się lansować na prawdziwą faszjonistkę, kupiłam Elle i w porywie niedzielnych zakupów wzięłam z H&M gazetę na wiosnę 2014. W owych magazynach przeczytałam, że modne są frędzle -mam je przy połowinkowej sukience - a i dresy można nosić na co dzień, a akurat dostałam jedną parę od cioci. Jest szał!). Się okaże, na razie w głowie mam piątkowe połowinki (na które niespecjalnie się cieszę) i recytację "Pana Tadeusza". Ale te traumatyczne wydarzenia leczę piosenkami z bajek Disneya, a jutro będę leczyć pączkami.

Choć do kalendarzowej wiosny daleko, to co jest za oknem nie wskazuje na zimę. Pogoda dzisiaj: 11 stopni i słońce, chwilowe zachmurzenie. Hohoho mogę robić za pogodynkę. Ale przez tą sprzyjającą aurę poziom dobrego humoru wzrasta. A co za tym idzie głupawkowe nastroje na lekcjach i spacery po nich. W niedzielę z kolei (weekend w Gorzowie!) po super szybkich zakupach wybraliśmy się z rodziną na spacer za miasto. Pochodziliśmy po lesie, koło jeziora. Kilka fotek widzicie poniżej. Jednak euforia dopadła mnie wtedy gdy z daleka zobaczyłam piękny pałac z wieżą. Automatycznie się w nim zakochałam i namawiałam rodziców abyśmy tam pojechali, ale plany spaliły na panewce i zostało mi podziwianie jego fragmentów z daleka. Potem sprytnie wyguglowałam i znalazłam go na internecie. Spójrzcie! KLIK. Kiedyś pojadę tam zrobić zdjęcia. Nie wiem jak ale pojadę. 

A teraz mykam (toprzezAlę) do matematyki i Tadzika. 
Do następnego! :)