Hej! Mam to szczęście, że choroba dopada mnie w momencie, w którym powinnam nawet o niej nie myśleć. Więc gorączka zastąpiła obóz wędrowny w Pieniny. Mi więc pozostaje nic innego, jak zawinąć się w kołdrę, schować pod łóżkiem i czekać do następnego obozu, o ile jeszcze będę mogła jechać. Albo nie, wcześniej przecież trzeba jeszcze zwiedzić Rosję, Finlandię i Danię (dobrze przeczytaliście). Ale to dopiero w przyszłe wakacje. Ostatnie dni faszerowałam się lekarstwami i przestawiałam się z trybu wycieczkowego do szkoła-praca-kawa. A nauczyciele nas nie oszczędzają, wszak klasa maturalna to nie zabawa. Ale wcześniej studniówka, w której organizację zostałam wrobiona a chciałam mieć z tym jak najmniej wspólnego. Teraz powinnam siedzieć z "Weselem" ale tak długo obijałam się z dodaniem czegoś nowego na bloga, że czas z tym skończyć. Album Lorde włączony więc mogę pisać. Relacja z Rzymu 2014 czas start!
Przez cały sierpień żyłam tym wyjazdem. Czekałam na niego bardzo długo i nawet nie wiecie jak cieszyłam się gdy wreszcie siedziałam w autobusie. Koło Berlina on się zepsuł, ale to akurat uznajmy za urozmaicenie podróży, 3 godziny czekania, ale za to w jakim towarzystwie! Cieszyłam się jak dziecko gdy nocą wjeżdżaliśmy do Rzymu. A jeszcze bardziej gdy zobaczyłam znane miejsca, te same co 5 lat temu. Następnego dnia z samego rana wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Na początku zobaczyliśmy Zatybrze, które stało się moim ulubionym miejscem w Rzymie. Mogłabym tutaj spędzić cały dzień, siedząc w jednej z kawiarni, pijąc kawę i obserwując ludzi. Jednak jeszcze lepszy klimat to miejsce posiada po zachodzie, wtedy uliczki są przepełnione ludźmi a język włoski, (który swoją drogą brzmi świetnie) słyszę z każdej strony. Dlatego codziennie byłam tam chociaż raz, a mieszkaliśmy 15 min od tej dzielnicy. Tego samego dnia byliśmy również w miejscu gdzie było mnóstwo kotów. Zobaczyliśmy Campo De Fiori i Piazza Navona. Na koniec tego posta macie lodziarnię Mirandad approved. Polecam smaki: pistacjowy, tiramisu i mango, a, i przystojną obsługę. Lodziarnia Della Palma przy Via della Maddalena, 3 minuty od Panteonu :)
To już koniec na dzisiaj, to tylko ułamek tego co chcę wam pokazać. Jak się ogarnę będzie ciąg dalszy z pierwszego dnia w Rzymie. Do następnego! :)
To już koniec na dzisiaj, to tylko ułamek tego co chcę wam pokazać. Jak się ogarnę będzie ciąg dalszy z pierwszego dnia w Rzymie. Do następnego! :)
tylko pozazdrościć!
OdpowiedzUsuńO mniam! Zjadłabym te lody! *__*
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia :)
mybeautifuleveryday.blogspot.com