Hej! Ostatnie dni były zakręcone, nawet bardzo. Wbrew pozorom, że nareszcie wolne i maturach można odpocząć. Właśnie, matury. Powiem tylko tyle: dziękować wszystkim dookoła, że to tylko były próbne. Nie żebym była jakimś kompletnym nieukiem, ale hmmmm. CKE popłynęło... Co działo się u mnie przez ostatnie niemal 2 tygodnie? Z rzeczy najbardziej zapadających w pamięć wybrałam próby na strychu. Przez nie nabawiłam się choroby, której skutki odczuwam do dzisiaj. Ale niczego nie żałuję. Spektakl przedstawialiśmy już trzy razy, w styczniu podobno będą jeszcze 4. Fajnie :) Nazwałabym to remake-m sprzed trzech lat... Spektakl nietypowy, gdzie głównymi bohaterami są lalki, było dużo śpiewu, na próbach również mnóstwo śmiechu. Przestrzeń sceniczna również nietypowa, strych naszej szkoły, stary, zakurzony z cudownym klimatem (oraz lalkami bez oczu rodem z horroru i halabardą). Temperatura wynosiła około zera stopni. Ale nie czuło się tego tak bardzo, gdy byliśmy otoczeni drewnianymi skrzynkami, świecami, sianem, a otaczały nas zapachy: siana właśnie, mandarynek oraz ciepłego chleba. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba poczuć... A zdjęcia, które widzicie? Zrobiłam ich tylko kilka gdyż na więcej nie było czasu. W piątek chwyciłam aparat pomiędzy spektaklami a gwiazdką klasową, i to tylko na chwilę. Zdjęcia jakie zrobiłyśmy sobie razem z Werą i Alą (a Ala chyba powinna mieć osobną kategorię na blogu, tak często się tutaj pojawia :D) są naprawdę świetne ale, of course, nie będę ich tutaj publikować ;)
A teraz, idę pakować prezenty ;)
Do następnego!
Wesołych i magicznych Świąt Kochana! :)
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia ^^
OdpowiedzUsuńTeż muszę jeszcze spakować prezenty :)
mybeautifuleveryday.blogspot.com KLIK :)