czwartek, 11 czerwca 2015

Around The Poland czyli Sopot

(ph. Ala and me)

Hej! Choć wakacyjne dni mijają to i tak nie miałam czasu żeby częściej tutaj zaglądać. Miałam do załatwienia sporo spraw, i nie mowa tutaj o kwestii rekrutacji na studia.Ostatnio działo się dość dużo. Poznałam dwójkę niesamowitych ludzi, podjęłam się teatralnego wyzwania, buszowałam w antykwariacie, rozwijałam podejście slow fashion, i starałam dostosować się je do siebie, czytałam kolejne książki, pierwszy raz jadłam sushi, oraz wróciłam do smaków Chorwacji czyli owoców morza. I wykonywałam całe mnóstwo innych czynności, ale chyba zapomniałam o jednej z najważniejszych rzeczy. Czas nieubłaganie płynie a ja nadal nie wiem co zrobię ze swoim życiem w październiku. Chciałabym być choć w pięćdziesięciu procentach pewna gdzie będę studiować, a do pewności jest zdecydowanie dalej niż bliżej. Dzisiaj dowiem się jak będą wyglądały moje wakacje, ale o tym zapewne napiszę później. Muszę uporządkować wiele spraw, a jeszcze więcej przemyśleć. I nie mowa tutaj tylko o słowie na pe, bo realizacja misji "potańczyłabym" nastąpi już 20 czerwca. Ale dość kontemplowania, nie tylko po to się tutaj zjawiłam!

Jak obiecałam, rozpoczynam serię postów o podróży do Trójmiasta. Wybrałyśmy się tam tylko we dwie, Ala i ja. I do jednego z największych sukcesów w życiu mogę z pewnością tę podróż zaliczyć, nie pozabijałyśmy się, nie zgubiłyśmy się, wręcz przeciwnie, prawie wszystko szło po naszej myśli. Pierwszego dnia po wstępnym zakwaterowaniu poszłyśmy przywitać morze (radość była prawie taka sama jak podczas jazdy pociągiem, sklep z z bułkami o którym wspominałam ostatnio mógłby być nad morzem). Po tym niezmiernie ważnym punkcie podróży obrałyśmy sobie za cel Sopot. Najwięcej czasu spędziłyśmy na molo (z czego niezmiernie byłam szczęśliwa byłam ja, jak i moje zakwasy aka pamiątki po pracy). Kolorystyka tego miejsca zachwycała i idealnie wpasowywała się w mój gust oraz strój. Potem udałyśmy się do opery leśnej, do której droga miała trwać jedynie 15 min spacerkiem. Niestety 15 min byłoby zbyt piękne, bo szłyśmy tam zdecydowanie dłużej, aby się dowiedzieć od pana ochroniarza, że zwiedzanie jest niemożliwe bo już nie ta godzina i trwają próby do jakiegoś tam festiwalu. Szkoda, że takiej informacji nie podano nigdzie na tablicach informacyjnych w centrum miasta. Wróciłyśmy więc na zachód słońca którego nie było bo chmury postanowiły tego wieczoru urządzić imprezę nad molo. Jednak naszego humoru to nie popsuło bo na plaży posiedziałyśmy, patrząc na zapadające się w mrok morze, potem wróciłyśmy do naszego pensjonatu (który swoją drogą okazał się strzałem w dziesiątkę!) gdyż trzeba było się przygotować na zwiedzanie Gdańska! Ale o tym w kolejnej części. gdyż teraz idę spać...

Do następnego i dobranoc! :)


4 komentarze:

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.