1) to co nakładam na twarz każdego dnia
2) typowy poranek
Hej! Czuję się nadzwyczaj dziwnie w tym momencie. I nie chodzi tu o to, że nadal nie mam wybranego kierunku studiów. Pisze tego posta z mojego łóżka. Zwykle nadawałam do was sprzed komputera z kubkiem kawy i znosząc narzekania brata który czeka aby zagrać w kolejną grę. I nie, nadal nie kupiłam laptopa (kolejna rzecz którą powinnam teraz robić). Po prostu wena twórcza dopadła mnie w momencie gdy miałam zasypiać a pod ręką miałam telefon. Tkwienie w tej niesamowitej przestrzeni wakacji jest równie frustrujące co świetne. Chce spakować się plecak i walizkę i zobaczyć kawał świata wykorzystując fakt bycia wolnym przez 4 miesiące, ale z drugiej strony byłoby szaleństwem zapominanie o rzeczywistości. I tak oto będąc pośrodku tych dwóch teorii nie spakowałam plecaka i nie wybrałam kierunku. Pozostawię to bez komentarza.
W ostatni weekend stałam się osobą nader społeczną bo ilość ludzi jaka mnie otaczała była dość duża. W piątek odwiedziłam taką liczbę lekarzy iż sama się sobie dziwiłam. Wracając natomiast zmokłam tak niemiłosiernie z powodu burzy. Bo geniusz zabrał ze sobą parasolkę z metalową końcówką a chyba wolałam wyglądać prawie jak mickiewiczowska świtezianka w wersji bez wodorostów niż być trafioną przez piorun. Oprócz tego dwa dni z rzędu wracałam do domu w nocy i te zjawisko było o tyle dziwne co czułam się z tym dobrze (biorąc pod uwagę że rzadko wychodzę z domu wieczorami bo wolę wpatrywać się w ekran komputera czy też czytać książki). Za to od poniedziałku wiodę szalone życie antyspolecznika i wychodzę na zewnątrz tylko wtedy kiedy muszę. To znaczy do biblioteki gdy cały zapas Sparksa został wyczerpany. Limit dni wolnych topnieje w oczekiwaniu na telefon z pracy a ja nadal nie przeczytałam wszystkich zamierzonych książek (a od dziadków przytargałam kolejne 30 - dziecko szczęścia) i nadal nie obejrzałam wszystkich odcinków Friends i Sex and the city. Nie mówiąc już o filmach.
3) widok gdy jednak pogoda zdecyduje się być nader sprzyjająca
4) gdyby nie rozsądek (a zostało mi go trochę) jadłabym je na śniadanie, obiad i kolację
W planach na najbliższe dni mam posegregowane każdej części mojego pokoju, wyrzucenie rzeczy zbędnych a zostawienie tych najważniejszych. A w międzyczasie czytanie książek i oglądanie seriali of kors. W sobotni wieczór ku mojej uciesze będę wiksować wraz ze znajomymi na parkiecie na 18 Marty. I choć moja kariera anyspołecznika się zakończy to będę się niezmiernie cieszyć, że w końcu będę miała okazję potańczyć.



Ja mam to samo z truskawkami hahah :D
OdpowiedzUsuńmybeautifuleveryday.blogspot.com
Uwielbiam kamuflż z Catrice;)
OdpowiedzUsuń