wtorek, 28 lipca 2015

Na (prawie) filmowym planie czyli co się ostatnio działo


Hej! Znów dawno mnie tutaj nie było, a to za sprawą pracy która pochłania 50% mojego czasu, gdyż drugie 50% pochłania spanie. I tak dzisiaj nadszedł dzień gdy mam wolne, mogłam spać do bólu, bawić się z kotami, buszować po mieście, umówić się na badanie wzroku i spotkać się z dawno nie widzianymi osobami. Jednak nie ma tyle dobrego i jutro znów wracam do pracy. Ostatnio nie działo się dość dużo, jednak moje jakże szalone życie kręci się wokół studiów i poszukiwania mieszkania. Tak moi drodzy, decyzja zapadła. Będę studiować na Politechnice, a teraz wolne chwile upływają na szukaniu mieszkania. 

Pewnego weekendu wybraliśmy się do Gorzowa, korzystając z okazji, że mam jeszcze kilka dni wolnych. Tam  wybraliśmy się do centrum handlowego, a ja wyszłam z kilkoma zdobyczami, dumna prawie jak łowca w dżungli. Raz że coś upolowałam, a dwa, że obyło się bez rzeczy kompletnie bezużytecznych. Po powrocie z Gorzowa wybrałam się do Poznania, żeby złożyć dokumenty na Politechnikę. Kwestia dotarcia do szkoły była dużo prostsza w praktyce niż w teorii. Ilość telefonów otrzymywanych na zmianę od Wery i Mateusza z wskazówkami jak dostać się na polibudę była tak duża, że stwierdziłam, że dotarcie tam będzie wyczynem równym zdobycia Mount Everest. Nic bardziej mylnego, poszłam na przystanek który wydawał się być odpowiedni, sprawdziłam mapę i wsiadłam do tramwaju. I dojechałam. Na uczelni powitała mnie kolejka jak stamtąd do Świnoujścia, więc zanim dostałam się do punktu oddania dokumentów miałam 1,5 godziny na rozmyślanie nad sensem ludzkiej egzystencji. Dokumenty oddałam, wróciłam do City Center, poszłam do KFC (jak za starych dobrych czasów) i powłóczyłam się po sklepach. Jednak samotne wojaże sklepowe nie dają dużej radości, więc po niecałej godzinie wsiadłam w autobus powrotny. Jednak zanim przekroczyłam próg domu zaszłam na pocztę i odebrałam paczkę z książkami, i nie będę ukrywać, że czułam się jak dziecko szczęścia. A jeszcze bardziej jak dziecko szczęścia czułam się gdy otrzymywałam listy z uczelni powiadamiające o dostaniu się na kierunki. Niestety, ku mojej rozpaczy, wśród nich nie było listu z Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, cóż, musi wystarczyć mi politechnika. 

Jednakże muszę wspomnieć o (prawie) planie filmowym. W związku z przygotowywaną sztuką na wrzesień, pani prowadząca zarządziła nagranie zwiastuna. Zatem stawiliśmy się jednego dnia  przed pałacem, w pięknej scenerii. Przebraliśmy się w stroje, zrobiliśmy makijaż, ułożyliśmy fryzury i stanęliśmy przed kamerą. Moja suknia jest teatralna tak bardzo, że chyba bardziej się nie da. O ile na początku byłam nią przerażona to teraz mi się całkiem podoba. W XIX wieku zrobiłabym furorę, mówię wam! Na razie efekty są całkiem niezłe, choć ja nie mogę patrzeć na siebie w owym nagraniu, mam nadzieję, że z czasem nie będę aż tak przerażona. Następna próba i być może kolejne nagrywanie w przyszłym tygodniu, jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Na pewno dam wam znać. Ale w międzyczasie ponarzekam jeszcze na dotkliwy brak wolnego czasu, który sprawia, że narzekam na milion innych rzeczy. So serious. Choćby na pogodę, lipcowa to ona na pewno nie jest, ale przynajmniej nie wyglądam jak kosmita w ramonesce i czarnych spodniach na mieście. 

Świetnie, z planu filmowego i wieku XIX przeszłam do kosmitów i pogody, to chyba znak, że czas skończyć tego posta. So...

Do następnego!

fot. me



2 komentarze:

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.