sobota, 16 marca 2013

Around The World. Słowacja.

Hej!
na początku przepraszam za nieobecność. Miałam trochę zawirowań praktycznie wszędzie. W szkole, blogu, domu. Teraz już jest wszystko pozałatwiane mogę do was wracać.
Tym bardziej że humor dzisiaj mam wspaniały,  od rana świeciło słońce a od rodziców dostałam specjalne rękawiczki do jazdy na rowerze, tym bardziej nie mogę się doczekać wiosny i rowerowych wojaży :D [ale najpierw muszę wytrzymać wrzaski jakichś debili za oknem -.-]

Zapuściłam się jeśli chodzi o posty z serii Around The World. Oj zapuściłam zapuściłam, bo ostatni post z tej serii był bodajże o Irlandii w połowie grudnia zeszłego roku. Możecie krzyczeć w komentarzach ^^ Przeglądając zatem katalog zdjęć z wycieczek chórowych stwierdziłam, że owe zaległości należy nadrobić i napisać kolejnego posta.:)

Ale wracając do tematu posta, w sierpniu 2010 roku odwiedziłam Słowację :)
Tradycyjnie podróżowaliśmy autobusem, stąd mogliśmy zobaczyć jeszcze kawałek Polski po drodze. Pierwszy przystanek był w Częstochowie na Jasnej Górze, potem zatrzymaliśmy się na noc w Katowicach. Stamtąd pojechaliśmy już do Słowacji, mieszkaliśmy w małej miejscowości niedaleko Wysokich Tatr. Ciężko mi określić co konkretnie robiliśmy każdego dnia. Z tego co mogę wam powiedzieć to jednego dnia chodziliśmy po górach, innego cały dzień spędziliśmy w świetnym aquaparku w Tatralandii.  Ale koniec tego dobrego i musieliśmy się z Słowacją pożegnać. W drodze powrotnej zobaczyliśmy Zakopane, później zatrzymaliśmy się na 3 dni w małej miejscowości pod Krakowem. Oprócz jego zwiedzenia byliśmy również w Tyńcu i kopalni w Bochni. A potem, już był koniec przystanków i wróciliśmy pełni wrażeń do domu :)

A co do poniższych zdjęć, nie należą one do najładniejszych, robiłem je aparatem KLIK a moja wiedza na temat robienia zdjęć była na tak niskim poziomie, że szkoda gadać. Trochę poprawiłam ich jakość ale za dużo też nie dałam rady. Mimo wszystko miłego oglądania :)
















wtorek, 12 marca 2013

Trzy i trzy czyli rekolekcje i łyżwy

Hej!
Co robię w ostatnim czasie? Obijam się trzy na trzy. Dlaczego? Trzy dni rekolekcji, a drugie trzy to dzisiejsze "gleby" na łyżwach.

Od poniedziałku do czwartku żyję bezstresowo. Mamy rekolekcje, to oznacza wstawanie na 8 ale za to w domu jestem już ok 12. Pierwsze dwa dni to, hmm pozostawię bez komentarza, dodam tylko że zamarzłam siedząc w nieogrzewanym kościele 1,5 godziny, a ubrałam się mega ciepło i wyglądałam jak bałwan. A dzisiaj jak wychodziłam z kościoła to nie czułam nóg nie mówiąc o dłoniach. Pobiegłam jak najszybciej do domu żeby się ogrzać bo o 13 jechaliśmy z klasą na lodowisko Szkoda tylko, że nie umiem na łyżwach jeździć xD Moje kolejne marzenie to się tego nauczyć Ale nie narzekam, było bardzo fajnie, wprawdzie wywróciłam się trzy razy, o "prawieglabach" już nie wspominam. Co jak co ale mój stopień zaawansowania podniósł się o jeden stopień! Yay! Za to droga powrotna do domu, hmmmm..... Autobusem było ok, ale już gorzej z autobusu do domu. Tak się złożyło że dziewczyny z klasy szły wyjątkowo w moją stronę, więc zaczekałam chwilę i poszłyśmy razem. Tyle że z dziewczynami szło dwóch chłopaków też z klasy, i stoczyliśmy na rynku bitwę (bo wojna to mało powiedziane) na śniegu (nie śnieżki). Byłam cała mokra a mój czarny płaszczyk nagle zmienił kolor na biały. Ale zabawa była naprawdę fajna, byleby tylko z tego wszystkiego nie zachorować :D

A wy umiecie jeździć na łyżwach? :)



sobota, 9 marca 2013

Dzień kobiet czyli o pewnych ślubach...

Hej!
Nie odzywałam się bo po prostu nie miałam czasu, w ostatnim czasie miałam dużo roboty. Nauka nauką ale do tego doszły 3 "imprezy" w szkole. Obsługuję z kolegą sprzęt w szkole, dźwięk, światła...  Najpierw konkurs piosenki anglojęzycznej, potem występ na dzień kobiet który był naprawdę fenomenalny (premiera "Ślubów Panieńskich") i ten już właściwy dzień kobiet. 

Fragment poniżej służy dla mojej pamiętnikowej części bloga, jak chcesz przeczytać to nie zabraniam ale też nie gwarantuję że coś z tego zrozumiesz xD

Ale po kolei...
W środę był konkurs, o którym wam wspominałam. Trochę robiłam zdjęć i siedziałam przy sprzęcie. Niektóre wykonania piosenek doprowadziły mnie do łez (co zręcznie ukryłam udając iż robię zdjęcie xD) Było to między innymi Sara Bareilles "Gravity" ♥
W czwartek odbył się damski wieczór w naszej szkole podczas którego wystawialiśmy Fredrego. 
Uwaga zaczynam się rozpisywać! xD
Stres tego dnia u nas wszystkich osiągnął chyba apogeum. Po lekcjach (niespodziewanej kartkówce z geografii i odpytywania z historii -.-) szybko wróciłam do domu się przebrać na występ i coś zjeść.  Gdy wróciłam do szkoły zaczęliśmy próbę generalną, to była chyba tylko jedyna próba zrobiona tak naprawdę na poważnie :D Bo o wcześniejszych wolę nie wspominać... I wszystko zapowiadało się dobrze. Godzinę przed występem skończyliśmy próbę. W międzyczasie padały słowa: "są scenariusze za kulisami?" "chyba zapomniałem tekstu" "wszystko jest na scenie?" "gdzie jest Radost!?" "ładną masz sukienkę Aniela" "macie wodę za kulisami?" "gdzie jest długopis i list?!"... Pół godziny przed występem dostaliśmy zamówioną przez dyrekcję pizzę, jeść czy nie jeść oto było pytanie, bo: czy będzie dobrze tak przed występem, no ale to pizza... najwyżej komuś coś się wymsknie na występie... xD (grzeczniejsza wersja)  Potem już poszliśmy za kulisy (Gustaw na balkon xD) Stres zaczął się ujawniać (czy pizza, to nie wiem jak u innych ale u mnie nie ;D) Siedzimy za kulisami, przywitanie pani dyrektor i zaczynamy, ja siedzę na parapecie za kulisami żeby pokazać Gustawowi kiedy ma wejść przez okno. Potem idą pierwsze sceny, dochodzi do bodajże trzeciej. I zamieszanie czas zacząć! Na scenę wchodzi Albin. Radost gra na pianinie. Albin schodzi, oczy za kulisami jak pięć złotych. Co on robi?! Ale Radost gra dalej. Ludzie się nie zorientowali. Radost dalej gra. Co się dzieje?! I okazało się że Albinowi zaczęła lecieć krew z nosa. Co robić?! Mówimy do Radosta żeby coś zagrał: "To ja może korzystając z okazji coś zagram" I zagrał, ale tak tylko grać, może coś na scenie by zrobić żeby rozładować sytuację, zaczęłam z Gustawem rozkminiać że wejdziemy na scenę i zaczniemy odgrywać cokolwiek na spontanie przy muzyce żeby rozładować sytuację. Ale Radost skończył grać. Gustaw do mnie z kolei: "To może ja wiersz powiem, czekaj, jak to leciało..." Ale do akcji wkroczyła pani dyrektor, chwila oczekiwania i Albin wrócił. Uffff..... Na to Radost: "Jak państwo pamiętają, grałem na pianinie" Goście się roześmiali. Albin ponownie wszedł na scenę, opisując jak bardzo cierpi dodał "aż mnie krew zalewa" (za radą Gustawa, który mu doradził żeby to dodał w którymś momencie) Ludzie wybuchnęli śmiechem... I przedstawienie potoczyło się dalej. Kolejna wpadka to jak pomyliliśmy sceny xD I ten moment jak na scenę wchodzi inna osoba niż powinna, ponownie oczy jak pięć złotych i szukam tej sceny w scenariuszu żeby podpowiedzieć rolę, ten mój stres (byłam również suflerem) był nie do opisania xD Ale na szczęście znalazłam i......  Scena po scenie, akt po akcie dobrnęliśmy do ostatniego momentu, po głośnych westchnieniach "aaaahhhhhhh", wybuchach śmiechu i ukłonie dostaliśmy gromkie oklaski (w sumie zasłużone :D) Potem szubko zgarnęliśmy dekoracje i przetransportowaliśmy się na tyły sali żeby już bezkarnie wcinać babeczki :D I tak minął wieczór pełen wrażeń :) (w domu jeszcze jak wróciłam pisałam pracę z polskiego -analiza i interpretacja jakiegoś tam obrazu...- i piekłam muffinki dla samorządu, a co tam jak szaleć to na całego ;D )
I piątek, dzień kobiet, (swoją drogę dostałam życzenia od kolegi o 2 w nocy xD ) Zapakowałam wypieki (które miały być sprzedawane na przerwach po hasłem: Babeczki dla babeczek) i ruszyłam do szkoły (z nadzieją że nie wyszły zakalcowate xD), tam tylko modliłam się żeby z niczego nie pytali :D I kolejny występ, tym razem dla szkoły, tym razem bez zbędnych "atrakcji" Ale ludziom równie się podobało, a to było najważniejsze, przy okazji dowiedzieliśmy się że będziemy je wystawiać jeszcze w innym mieście :D
Wróciłam do domu i resztę dnia spędziłam bezczelnie obijając się przed telewizorem i komputerem. Ale stwierdziłam, że mi się należy po tak pracowitym tygodniu ;)





wtorek, 5 marca 2013

Troszkę gadaniny mojej czyli o ostatnich mini zakupach

Hej!
Właśnie zrobiłam sobie chwilę przerwy w trakcie nauki na sprawdzian z biologii. Dzisiaj pogoda była znów iście wiosenna. Słońce naładowało mnie pozytywnie i dodało mnóstwo pozytywnej energii, więcej takich dni poproszę! :)

Jak wspominałam w weekend byłam w Gorzowie i nie obyło się bez odwiedzenia galerii. Pierwsze kroki skierowałam do Reserved, nie znalazłam rzeczy z mojej pastelowej listy, no dobra, znalzałam, tylko szkoda, że to co jest na stronie nie obrazuje tego jak w rzeczywistości wygląda dany ciuch. Ale nie marudzę bo wyszłam ze spodniami i zwykłym t-shirtem. Zadowolona? Jak najbardziej! Inne sklepy mnie nie zachwyciły, nic dla siebie nie znalazłam. Ale wstąpiłam jeszcze po drodze do sklepu Ziaji i drogerii. A co z tego wynikło? Zobaczycie na zdjęciach :)
A tymczasem wracam do biologii :)

Miłego popołudnia! :)

Masło kakaowe: balsam do ciała i peeling, kocham ten zapach!
Nuno, krem antybakteryjny, moja trzecia tubka, ładny zapach, nawilża, trochę matuje i działa ;)

 
Lakiery Virtual, tym razem jest to w pełni idealny nudziak ♥, ten z essence to totalny bubel -.-
I mniejszy brązowy, nowa seria mini lakierów Virtual, bardzo fajne i tanie (2,90!)

 Miętowa koszulka i jasne dżinsy: Reserved

Tadaaaaaaaaaaaam! Mój obiad, wiem, jestem okrutna! :3

sobota, 2 marca 2013

Spontaniczny wyjazd czyli 24h w Gorzowie

Hej!
Post dodałabym zapewne wczoraj ale z samego rana plany na piątek uległy zmianie. Mama oznajmiła mi rano, że po szkole jak chcę mogę jechać do Gorzowa, a wrócę następnego dnia z tatą. Nie zastanawiałam się długo i we wspaniałym humorze ruszyłam do szkoły. Generalnie piątek był baaaaaardzo udanym dniem. Dostałam 4 z niezapowiedzianej kartkówki z EDB i 5 z fizyki [jakim cudem?! O.O] Po lekcjach [i na religii :D] i próba na czwartkowy występ, wyszłam ze szkoły a tam powitało mnie piękne słońce, od razu poczułam, że wiosna coraz bliżej! Jak tylko wróciłam do domu zjadłam obiad, wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i biegłam na przystanek, jak czekałam na autobus spotkałam znajomego z którym zdążyłam zamienić kilka słów. :)

W Gorzowie byłam ok 19:30, odebrała mnie ciocia, spędziłyśmy miło wieczór w towarzystwie gorącej herbaty i filmu. A dzisiaj od rana na nogach, najpierw cappuciuno przy jakimś programie i ruszyłyśmy na miasto. Pozałatwiałyśmy parę spraw i na końcu wylądowałyśmy w Askanie, na początku miałyśmy iść do NovaPark ale się rozmyśliłyśmy. I tak oto spędziłam dzisiejsze przedpołudnie, później wizyta u babci i powrót do domu. Tak dziwnie się złożyło że w domu byłam ok 19:30!

W Askanie nie obyło się bez zakupów :) Chcecie wiedzieć co upolowałam?

 Grrrr, nienawidzę robić zdjęcia z autobusu-samochodu....