czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt


Mówią, że w Wigilię dzieją się cuda, to chyba prawda biorąc pod uwagę, że udało mi się tutaj wrócić. Jestem już w domu, teraz siedzę przed laptopem (!) słuchając piosenki KLIK. Stwierdziłam, że zanim zabiorę się do pakowania reszty prezentów, zrobię prezent tutaj, dodam coś :) Wpadam na chwilę, życząc wam wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, oraz Nowego Roku - jak zawsze - lepszego od mijającego. A ja jeszcze obiecuję, że będzie mnie tutaj więcej, miną święta i przybędę znów... A tymczasem życzę wam dobranoc, do następnego i raz jeszcze...

... wesołych Świąt! :)

czwartek, 17 września 2015

Mobilemix czyli podsumowanie sierpnia


Hej! Siedzę sobie słuchając soundtracku z Harrego Pottera i naszło mnie na pisanie, wiem że miałam opublikować ten post przedwczoraj, ale nawał rzeczy jakie miałam do zrobienia z lekka mnie przytłoczył. Jest po północy więc jak już położę się spać i wstanę, będę miała całą masę rzeczy do zrobienia lecz będę z lekka nieprzytomna, ale co mi tam. Musze spakować rzeczy do przeprowadzki. W piątek z samego rana będę przewozić rzeczy do Poznania do mieszkania, gdzie będę mieszkać razem z Sarą. Chcę aby udało mi się zabrać wtedy jak najwięcej, żeby w poniedziałek rano bądź niedzielę jechać z samą walizką. Nie jest to przeprowadzka jakiejś wielkiej rangi, bo nie mieszkam na drugim końcu Polski i na weekendy będę wracać do domu, jednak jest to zmiana rzeczywistości, tego wszystkiego co będzie mnie otaczać, nowe miasto, nowi ludzie, nowa szkoła, nowy etap życia. Zajęcia na Politechnice zaczynam matematyką w najbliższy poniedziałek. Nie wiem czy dam radę blogować w Poznaniu, nie mam jeszcze laptopa, ale pierwsze co zrobię gdy go już będę miała, to dam wam znać! 

Od początku miesiąca próbowałam zmierzyć się z rzeczywistością "po podróży", godzinę po powrocie do domu znów miałam ochotę gdzieś pojechać. A to już poważny objaw, i nie wiem czy lepiej wydać kasę na specjalistę czy bilety lotnicze do innego kraju. Odpowiedź powinna nasuwać się sama, tym bardziej że pół godziny temu zamknęłam stronę Ryanaira. Początek września to przeplatające się dni wolne (które były bardzo intensywne) z dniami w pracy. A dni wolne były intensywne, gdyż a to próba chóru, a to próba spektaklu, załatwienie dokumentów, poszukiwania rzeczy do Poznania. Jedno jest pewne, nie nudziłam się. Ostatni weekend upłynął pod hasłem chórów. W Poznaniu odbył się kongres Pueri Cantores, który był tak cudowny, że nie mogę się doczekać następnego, i choć nie wiem czy nadal będę śpiewać w chórze, to na Rzeszowski pojadę jako wolny słuchacz. Potęga muzyki chóralnej jest niesamowita, 800 osób z całej Polski, śpiewane wspólne pieśni miały tak świetne brzmienie jakiego nigdy nie słyszałam. Mam nadzieję, że zostało to w jakiś sposób udokumentowane i będę mogła posłuchać tego gdy tylko najdzie mnie ochota, i wrócić do wspomnień z tego kongresu!

Na razie korzystam z faktu, że jestem w domu i mam dla was mobilemix z poprzedniego miesiąca. Pierwszą połowę sierpnia spędziłam w domu pracując i jeżdżąc rowerem, dane mi było również być kilka razy na wiśniach. Potem nadeszła choroba, a podróż stanęła pod znakiem zapytania. Jednak wszystko potoczyło się po mojej myśli i choć ominęła mnie część wyjazdu, to jednak udało mi się dojechać na jego kolejną - zagraniczną część. I jak zauważycie, to własnie zdjęcia z Norwegii zdominowały mobilemix. Jednak tutaj rozpisywać się nie będę gdyż na to przyjdzie pora później!

Dochodzi trzecia, najwyższy czas iść spać...
Do następnego! :)

kierunek - Wera! * towarzysz w zrywaniu wiśni * Legoland Billund - widok na park
Oslo nocą - ratusz * rejs po fiordach - najbardziej norweskie domki * Holmenkollen
Park Vigelanda * wystrój i smak kawy - idealnie skomponowane * niedzielny spacer nad jezioro w Oslo

poniedziałek, 14 września 2015

I'm back czyli pierwsze wrażenia po podróży


Hej! Jest już połowa września, a ja dopiero teraz zabrałam się do napisania posta, w którym daję znak życia. Z wyjazdu wróciłam, cała, zdrowa i przede wszystkim szczęśliwa. Jestem zachwycona Norwegią, i żałuję, że dane było mi tam przebywać tylko kilka dni. Jestem jednak pewna, że to dopiero początek przygody ze Skandynawią. Doświadczenia kulinarne są niezmiernie ważnym elementem podróży. A na to podczas tego wyjazdu nie mogłam narzekać. Moje kubki smakowe skakały z radości na samą myśl o tym czego dzisiaj spróbuję. Podobnie jak skakałam ja, żeby uchwycić idealny moment na zdjęciu. Nie mogę się doczekać żeby wam wszystko pokazać, i opowiedzieć rzecz jasna! 

A to już niebawem, obiecuję większą regularność w najbliższym czasie, jest to mój ostatni tydzień w pracy, potem studia, więc więcej wieczorów będę mogła spędzać na pisaniu! 
Jutro mobilemix - relacja z ostatnich dni oraz oczywiście miesiąca, a potem ruszamy z serią postów podróżniczych i wnętrzarskich, czyli moich ulubionych!

Do następnego! :)

fot. me (by złomek, stąd jakość kalkulatora, aczkolwiek myślałam, że będzie gorzej)

niedziela, 23 sierpnia 2015

Walizka spakowana czyli Norwegio nadchodzę!


Hej! Walizka spakowana zatem jadę! Niestety w tym roku dołączę do grupy kilka dni później z powodu choroby, jednak cieszy mnie sam fakt, że będę mogła z nimi być i podróżować dalej na północ. Czeka na mnie Legoland, piękne mosty, fiordy, klimat Norwegii, rejs promem w środku nocy. W Skandynawii jeszcze mnie nie było więc tym bardziej nie mogę się doczekać! Przywiozę całą masę zdjęć i wspomnień oczywiście, a część z nich zobaczycie i przeczytacie.

Zatem, życzcie szczęśliwej podróży, a ja wracam 31 sierpnia!

Do następnego! :)

środa, 19 sierpnia 2015

I'm back czyli powrót okularnika


Hej! Tak ciężko napisać choć kilka zdań na temat tego co ostatnio się działo. W jakim stanie jestem aktualnie, gdzie jestem a gdzie powinnam być. Zaczynam zatem!

Ostatni post opublikowałam 28 lipca. W skrócie opowiem to co siedzi w mojej głowie, a co działo się od tamtego czasu. Zacznę oczywiście od pracy, która pochłania zdecydowaną większość tych wakacji, nie narzekam na nią, wręcz przeciwnie. Jest to dobry sposób na wykorzystanie tylu wolnych dni. Na początku sierpnia przyjechała do Polski kuzynka z narzeczonym i córeczką - Zosią. Na tyle, ile to było możliwe spędzałyśmy razem czas, choć ten mały aniołek zachorował i bał się wszystkich dookoła. Gdy nadeszły kolejne dni wolne od pracy poszłam do... pracy. Tym razem na świeżym powietrzu bo na zrywanie wiśni. Po powrocie do domu biegłam na autobus, który zawoził mnie i Alę na próby do sąsiedniego miasteczka gdzie odbywają się próby do kolejnego spektaklu. Podczas jednej z prób nagrywaliśmy kolejne sceny do zwiastuna, w strojach z epoki jeździliśmy bryczką, a następnie udaliśmy się w inne miejsce które było równie cudowne co pałac, w którym nagrywaliśmy na samym początku. I tak oto prezentowały się moje wolne dni. Wykorzystywałam czas maksymalnie, z czego jestem w dużej mierze zadowolona, jednak z drugiej strony, wykonanie planu "po maturze" nie jest tak łatwe. Do 15 sierpnia miałam jeden dzień podczas którego bezczelnie leniłam się i wyszłam na podwórko w kapeluszu z książką. 

Na początku sierpnia nastąpiła również zmiana w moim tak jakby wyglądzie zewnętrznym. Tego posta piszę do was w okularach! Zmotywowałam się i poszłam na tak długo odkładaną wizytę u optyka. Była to jedna z najlepszych decyzji, teraz świat widzę dużo lepiej. Sama nie mogę uwierzyć, że tak długo żyłam z wadą, ba, nie byłam świadoma jej posiadania. Teraz pozostaje mi wizyta u okulisty, jednak za to zabiorę się gdy będę mieszkać w Poznaniu. A właśnie kolejną rzeczą, o której chciałam tutaj napisać jest to, że razem z Sarą mamy już zarezerwowany pokój, a mieszkać w nim będziemy od mniej więcej połowy września. Nie jest to nic rodem z tumblra, jednak jak na pierwsze studenckie lokum jest całkiem fajne. Oczywiście moje wnętrzarskie ja się obudziło i będę kombinować jak zrobić z tego pokoju miejsce, które będzie dopasowane zarówno do Sary jak i do mnie. Będzie to wyzwanie, bo zmiany muszą być dostosowane do studenckiego budżetu oraz faktu, że pokój jest wynajmowany, a wszyscy wiemy jak to z wynajmowanymi pokojami czy też mieszkaniami wygląda. Jedno jest pewne, szykują się wycieczki do Ikei i innych miejsc z rzeczami do domu. A ja oczywiście nie mogę się doczekać! (lista zakupów jest w trakcie tworzenia oczywiście)


Ale wracając do tematu, wszystkie pięknie realizujące się plany legły w gruzach gdy choroba, a konkretnie wirus bostoński dopadł mnie w sobotni wieczór. Wyszłam wcześniej z pracy, gdy wróciłam do domu działała jeszcze tabletka, którą dostałam od koleżanki więc z aż dziwną przyjemnością słuchałam hitów zza okna. U sąsiadów był purtelam, więc miałam pełen przekrój hitów osiemnastkowych na wyciągnięcie ręki (albo ucha). W niedzielę do pracy nie poszłam, gorączkę w najgorszym momencie miałam 39.8 więc domyślacie jaki wrak człowieka był ze mnie. W poniedziałek udałam się do lekarza, dostałam leki, informację dotyczącą wyjazdu i zalecenie leżenia w łóżku. Prawie nic nie mogłam przełknąć, gdyż ból gardła był tak okropny, że w oczach miałam łzy. I tak oto minął choroby dzień trzeci. Nie spałam długo, we wtorek obudziłam się z samego rana, bo kilka minut po 5. Swędziały mnie całe dłonie, i zaczynały stopy. To zwiastowało tylko jedno. Wysypka na dłoniach i stopach pojawiała się coraz szybciej i a ja jedyne co mogłam robić to leżeć w łóżku (gdyż chodzenie nie było łatwe) i łagodzić swędzenie zimną wodą, Na szczęście wieczorem po wyszukiwaniach w internecie (i załamaniu po przeczytaniu informacji na temat możliwych występujących powikłań) znalazłam maść która powinna pomóc. Na szczęście było ona dostępna w aptece i po posmarowaniu w końcu spałam spokojnie. Dzisiaj ledwo chodziłam, problemem jest dla mnie utrzymanie kubka, odkręcenie butelki wody czy też związanie włosów w kucyk. Pocieszają mnie koty, a w szczególności Lucek, który codziennie do mnie przychodzi i kładzie się obok, żeby zaraz wstać, pobiegać z Wampirkiem i wrócić. Teraz może być już tylko lepiej. Nie życzę złapania tej wirusówki nikomu, nawet największemu wrogowi. 

Jednak niesie też to za sobą plusy, obejrzałam dwa filmy, mam czas na czytanie książek i tak zwane nic nie robienie. Lekarz powiedział, że w piątek nie będę już mogła nikogo zarazić więc choroba minie, choć wysypka nadal będzie się goić. To oznacza, że wyjazd którym żyłam od matury nie jest skreślony. Choć chór wyjechał dzisiaj rano to ja mogę do nich dołączyć w niedzielę, gdy zarówno oni jak i ja będziemy bezpieczni pod względem wirusa. 


Wyjazd zatem tuż tuż! Marta z Dominikiem i jeszcze innymi osobami dbają o to, abym miała relację na żywo z tego etapu ich podróży. Zasypują mnie zdjęciami przez co ja nie nudzę się będąc stale w łóżku. W międzyczasie robię listy rzeczy do spakowania do walizki, jak i rzeczy, które chcę sobie przywieźć z drogerii DM, którą być może uda mi się odwiedzić w Flensburgu. Uwielbiam robić listy i zapisywać, więc po przejrzeniu oferty drogerii, opinii internautek, oraz walce z własnymi myślami stworzyłam całkiem (mam nadzieję) rozsądną listę - z blisko 30 początkowych produktów zostało ok 6. Myślę, że to zasługa książki Asi Glogazy, która zmieniła sposób mojego myślenia w pewnych kwestiach. Ale to temat na osobny post. W planach mam również zrobienie listy rzeczy do zobaczenia w Flensburgu, gdyż tam będziemy mieli sporo wolnego czasu, oraz listy co jeszcze muszę zrobić zanim wyjadę. Danio, Norwegio, tak łatwo wam nie odpuszczę!

Teraz uciekam, chcę opublikować jeden post który powinien pojawić się na początku miesiąca, szukajcie go więc pod datą 1 sierpnia, oraz jeden zakupowy, zobaczę jak się wyrobię. Jednak czuję że w sobie mam dużo energii, którą po części zyskałam przez chorobę. Zatem, czekajcie, mam nadzieję że nie będą to dwa tygodnie....

Do następnego! :)

PS Zdjęcia są autorstwa Natalii z Jest Rudo. Nie jest wymagane by je oznaczać, jednakże te zdjęcia to kawał świetnej pracy, więc nie mogłam tego zostawić bez słowa i opublikować nie podając autora... ;)