sobota, 8 grudnia 2012

Tydzień Irlandzki cz 5 i ostatnia. Around The World

Witajcie!
Wróciłam z Poznania, było świetnie, ale o tym jutro :)

Na wstępie chciałbym wam podziękować za 100 obserwatorów! Jesteście wspaniali! Poza tym na licznikach jest ponad 3000 wejść i  632 komentarze! Uwielbiam was! ♥

Jak będziecie to czytać włączcie sobie tą muzykę, dla kilmatu ;)

Ostatnie...

Dzisiaj ostatni post z serii Irlandzkiej, chciałam wam przybliżyć chociaż w niewielkim stopniu moje przeżycia z tamtych dni, wspaniałych dni gdy wiedziałam, że jestem w pełni szczęśliwa! Nie opisywałam takich dni gdy były same koncerty, bo za dużo się nie działo ale... zostały mi jeszcze 2 dni.


Jednego dnia w międzyczasie byliśmy zobaczyć najstarsze krzyże celtyckie...


 Przedostatni dzień wycieczki. 6 grudnia.  Mikołajki. Od rana czas wolny. Ja wykorzystałam go inaczej, na cały dzień oderwałam się od grupy aby spędzić go wraz z moimi kuzykami. Dyrygentka wyraziła zgodę, cały dzień dla mnie, bylebym się nie zgubiła. Nie ma problemu. O 12 miałyśmy spotkać się pod iglicą. Godzina 12, nie ma ich, 12:02  nadal ich nie widać. Chwilę później słyszę jak ktoś krzyczy. JUSTYNA! Uśmiech na twarzy pojawił się natychmiast. Obróciłam się czym prędzej i zobaczyłam jak idą, kuzynki i synek jednej z nich. Nie zwróciłam uwagi na czerwone światło. Nic nie jedzie. Idę, ba! Biegnę! I już trzymam małego Dawida w rękach!


Ściskam się z kuzynkami. A dalej to już chodzimy po Dublinie razem, udało mi się zobaczyć jeszcze kilka miejsc których nie widziałam podczas zwiedzania z chórem. Spędziłam z nimi cały dzień, rozmawiając i śmiejąc się z wygłupów małego. Ok 18 musiałyśmy się pożegnać,wtedy jeszcze było ok. Gdy się rozstałyśmy zaczęłam płakać. Szczerze. Najpierw szłam mostem przez rzekę, potem przez O`Connell Street.


Zatrzymałam się na środku chodnika żeby wytrzeć łzę która spływała mi po policzku. I obróciłam się wokół siebie chcąc chciaż na chwilę zatyrzymać czas. Próbowałam wcisnąć do głowy ten widok jak najdokładniej bo nie wiedziałam kiedy znowu tam wrócę. Spojrzałam na iglicę pod którą stałam zaledwie kilka godzin temu. I na przystanek z którego wysiadałam gdy byłam tu po raz pierwszy. Na budynek Głównej Poczty gdzie zawsze były miejsca zbiórki. Teraz stał tam mały zespół i śpiewał kolędy. Światła migotały wesoło. Po chwili zorientowałam się że dziwnie wyglądam patrząc zapłakanymi oczami przed siebie i stojącą w jednym miejscu. Szłam dalej. I gdy dłużej szłam bardziej chciało mi się płakać. O, tutaj nasz pamiętny McDonald`s. Mijałam sklep Carrolls, w tle leciał wesoła Irlandzka muzyka, chyba trochę nie na miejscu. Doszłam na przystanek. Kilka minut temu odjechał mój autobus. Czekałam na kolejny zatopiona w myślach i z łzami wypływającymi spod powiek. Wsiadłam do autobusu. Zajęłam tradycyjne miejsce na piętrze, na przodzie przed oknem. Spojrzałam po raz ostatni na O`Connell Street nocą. Autobus ruszył.


 Justyna weź się w garść. Musisz. Wszytsko ma swój początek i swój koniec. Patrzyłam na Dublin i wiedziałam, że będę musiała tam wrócić. Choćby nie wiem co. Muszę. Dotarałam do domu rodziny. Zaczęłam oglądać z resztą dziewczyn Pamiętniki z wakacji i Salę samobójców, chyba mi przeszło. Nie mówiłam im o tym co działo się ze mną wcześniej. Wróciła pani która nas gościła, dostałyśmy na Mikołajki po breloczku.

Ostatni dzień. Ostanie spojrzenie na nasz pokój, ostatni raz muzyka z budzika. Sprawdzanie czy wszytako wzięte. Klucz w zamku, przekręcamy. I wychodzimy. Ostatni raz wsiadam do autobusu 40D. Ostatni raz patrzę o świcie na uśpiony Dublin. Trafiamy na O`Connell Street. Mamy 5 min do autobusu. Wybiegam jeszcze na chwilę do Carrollsa słucham Irlandzkiej muzyki. Kupuję pamiątki jakie nawinęły mi się do ręki. Wychodzę. Autobus jeszcze nie przyjechał. Zdążyłam. Ale nadjechał. Wsiadamy, siadam tam gdzie zawsze. Ostatnie spojrzenie na O`Connel Street. Wrócę tu.
Jesteśmy na lotnisku. W oczekiwaniu na odprawę śpiewamy kilka pisenek i kolęd. Zauważyliśmy kilku polaków. Zaczęliśmy śpiewać typowe Polskie piosenki. Zrobiło się miło. Nadszedł czas aby pożegnać się z rodzinami. Śpiewamy im na pożeganie, część ludzi z lotniska nawet zaczęła bić nam brawa. A dalej, wiadomo, odprawa i oczekiwanie na samolot.

Znów kroczę po tafli lotniska, ale nie już z takim entuzjazmem jak tydzień wcześniej. Raczej włóczę się. Stawiam ostatnie kroki w Irlandii. I wsiadam do samolotu. Szukamy wolnych miejsc przy oknie. I startujemy. Jest 16:45. Patrzę przez okno i szepczę:

Do zobaczenia


W Szczecinie powitał nas śnieg.

9 komentarzy:

  1. Świetne to ostatnie zdjęcie :3
    Lubie latać samolotami ! :)
    Gratuluję 100 obserwatorów i oby było ich jak najwięcej :*
    mybeautifuleveryday.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie przystrojone ulice :3

    OdpowiedzUsuń
  3. przywiązałaś się do Irlandii:>

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znoszę latania samolotami ;o

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie, że Ci pozwoliła
    jeszcze nigdy nie leciałam samolotem

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne zdjęcia !
    zawsze chciałam zrobić zdjęcia z samolotu , jak na razie brak tylko samolotu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. podobnie się czułam, żegnając Chorwację :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie się to czyta :D
    Ja osobiście uwielbiam Irlandię i tą kulturę, więc masz u mnie wielki plus :D

    OdpowiedzUsuń

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.