Hej! Znacie ten stan nicmisieniechce? Siedzę przed stertą książek i zastanawiam się od czego zacząć, do tej notki podchodzę po raz któryś tam z kolei, za każdym razem nie mam pojęcia o czym mam pisać. Najchętniej owinęłabym się kocem, zasnęła i obudziła się w grudniu. Ale takiej opcji nie ma (bardzo jest mi to nie na rękę) i muszę sobie radzić z tym jakże dziwnym stanem. Przepadłam na dobre na kanale Beth. Zawsze obejrzenie jej filmu poprawia mi humor. Ale kończę narzekanie bo dzisiaj pogoda była naprawdę ładna a mama uszczęśliwiła mnie białymi Michałkami ♥ Dzisiaj załapałam dwie pozytywne oceny z angielskiego z czego jestem niesamowicie dumna. Ale nie mam dużo czasu ponieważ jutro mam sprawdzian z geografii, przechodzę zatem do rzeczy.
Chociaż od mojego wyjazdu minęło już sporo czasu to nadal na dysku mam mnóstwo zdjęć które chciałabym wam pokazać. Teraz już będę pokazywać wam mój wyjazd chronologicznie. Dzisiaj zdjęcia z pierwszego dnia w Alpach. Dojechaliśmy na miejsce po północy, narobiliśmy hałasu przez co sąsiad "pan z kitką" nie był zadowolony. Jednak zmienił zdanie jak nas poznał. Mieszkaliśmy w trzypiętrowym budynku, dzielił się on na: pierwsze piętro: apartamentowiec (pokój czteroosobowy), obóz (łóżka piętrowe - pokoje dziesięcioosobowe) na drugim pietrze opiekunowie, a na trzecim zacny sierociniec (pokój na poddaszu dwudziestoosobowy) z strażnikiem teksasu (nie pytajcie xDDDD). Mnie przypadł sierociniec co skutkowało wchodzeniem kilkanaście razy po schodach, przynajmniej złapałam formę i widoki z okien były wspaniałe *.* Ale nie obyło się bez nocnych wypraw do apartamentu pod pretekstem "muszę naładować telefon" tylko trochę długo ten telefon podłączałam xD. Ale wracam do tematu. Niedziela (pierwszy dzień na miejscu) był dniem luźnym mieliśmy czas na rozlokowanie się. Ze znajomymi postanowiliśmy wyjść na miasto i je pozwiedzać, obeszliśmy je całe i jakimś cudem się nie zgubiliśmy. Graliśmy również na zewnątrz w mafię, a jakże inaczej! Potem poszliśmy na boisko pograć w różne bardzo dziwne gry, była bardzo wesoło. A na boisko wracaliśmy jeszcze nie raz :D A wieczorem gdy dzieci siedziały w pokojach to starszyzna - burżuazja spędzała czas na dworze lub oglądała filmy. Za co później młodsza część sierocińca wszczęła bunt. Takie rzeczy się u nas działy! :D
A teraz zmykam, ide się trochę pouczyć na sprawdzian z goegrafii :)
Do napisania! :*



znam niestety ten stan, właśnie się w nim "zawiesiłam" :C
OdpowiedzUsuńFajne zdjęcia. ;)
OdpowiedzUsuńRównolegle też je robię już od paru tygodniu :)
OdpowiedzUsuńładne zdjęcia ;dd
OdpowiedzUsuńteż tak czasem mam, że nic mi się nie chce, ale dla mnie w takich chwilach najlepiej kocyk herbatka i serial jakiś dobry, bardzo fajne zdjęcia i powodzenia na geografii :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTak, niech żyje stan nicmisieniechce haha!
OdpowiedzUsuńUwielbiam Alpy, mają w sobie coś mega wyjątkowego:)
Chyba każdy ma nieraz taki stan, że nic się nie chce..
OdpowiedzUsuńAle w takich sytuacjach trzeba na sobie wymusić konieczność robienia czegoś, najlepiej czegoś fajnego dla nas i to pomaga :)
Świetne zdjęcia :)
Buziaki
xo xo xo xo xo xo
Fajny post :)
OdpowiedzUsuńObserwujemy ? :D
super fotki:)
OdpowiedzUsuńobserwuje i licze na rew :)
http://itsdosiababy.blogspot.com/
przydałby mi sie taki wypad;)
OdpowiedzUsuńbardzo ladne miasteczko ;)
OdpowiedzUsuńwww.izabielaa.blogspot.com