Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SH. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SH. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2014

W poświątecznym klimacie czyli kilka zdjęć


Hej! Święta minęły, bardzo szybko i we wspaniałej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie, radośnie i śpiewająco. Dzięki Świętemu moja biblioteczka jest bogatsza o aż pięć tytułów. Trafiła tam cała trylogia Igrzysk Śmierci (miałam w tym swój udział szczerze mówiąc...) oraz dwie brakujące części Harrego Pottera (2 i 7 konkretnie). Do poszerzenia mojej biblioteczki o jeszcze jeden tytuł przysłużyła się okazja Biedronki - Bezcenny Zygmunta Miłoszewskiego. A zastanawiam się również nad Martwą Strefą Kinga. Jest tyle fajnych książek, a tak mało czasu! W czasie Świat odbył się doroczny koncert kolęd naszego chóru. Zwykle nie bywałam na nim gdyż tego dnia zawsze z rodzicami wyjeżdżaliśmy do Gorzowa. Tym razem się wyłamałam, powiedziałam że chcę być na koncercie. Znalazłam autobusy z mojego miasta do Gorzowa więc nic więcej nie stało na przeszkodzie. Tylko z pozoru.  Koncert był prześwietny (pewna osoba o rudych włosach się spóźniła i zwracała uwagę przy przeciskaniu się pomiędzy ludźmi co nie nikło mojej uwadze :D) i trwał zbyt długo. Nie przewidziałam tego zupełnie więc gdy przy schodzeniu do szatni dowiedziałam się, że do odjazdu autobusu mam 20 min, a muszę przejść pół miasta, po czym zostawić rzeczy w domu a potem dojść na przystanek - ogarnęła mnie panika i chyba pobiłam rekord w bieganiu i przebieraniu się jednocześnie. Jednak w Święta zdarzają się cuda i tak oto uratowała mnie owa ruda osóbka zwana Alą i jej chłopak (powstrzymałam się przed użyciem słowa na J),  absolwent chóru przy okazji. Podrzucili mnie do domu dzięki czemu zdążyłam na autobus, ba, czekałam na niego na przystanku! W mieście panował nietypowy nastrój, nie było żywej duszy, śnieg pokrywał wszystko dookoła, a z oddali słyszałam kolędy. Urok 2 dnia Świąt :) A po Świętach rozpoczęły się zimowe wyprzedaże. Miałam kilka rzeczy do kupienia więc chcąc nie chcąc ruszyłam do gorzowskich galerii. Ogrom ludzi obecny w centrum handlowym przerósł mnie kilkukrotnie. Na dłuższe poszukiwania rzeczy się nie odważyłam. Wróciłam z kalendarzem, naszyjnikiem i materiałem do przedłużenia sukienki na studniówkę. Wszak lepsze to niż nic. Co nie zmienia faktu, iż muszę wybrać się na zakupy jeszcze raz w poszukiwaniu innych, równie ważnych rzeczy na tę nieszczęsną studniówkę, a następnie jej poprawiny. Ale, najważniejsze - czyli sukienka - jest, więc zbytniej paniki rozsiewać nie będę. 

Po powrocie do domu, zjedzeniu tony mandarynek i innych poświątecznych pyszności, po których mój żołądek ogłasza strajk skontaktowałam się z Alą. Podbijałyśmy kolejne ciucholandy w poszukiwaniu elementów strojów na sylwestra. I wybrałyśmy się na zdjęcia. Oczywiście w parku przed szkołą, bo jakżeby inaczej! Zdjęcia wyszły całkiem fajnie co nie zmienia faktu iż trzeba sesję powtórzyć gdy napada więcej śniegu. Ale mam nadzieję, że moje przeziębienie zniknie... 

O Sylwestra nie pytajcie, spędzę je z Gwiazdami Hollywood i Lordem Somersby. Impreza klasowa nie wypaliła, a i tak następnego dnia śmigam do pracy, załapałam się na inwenturę. A to oznacza nieprzespaną noc więc w Sylwestra nie będę się przemęczać. Mam nadzieję, że uda mi się coś tutaj dodać więc czekajcie cierpliwie! Do następnego! :)

fot. Ala and me

sobota, 20 kwietnia 2013

Brak pomysłu na inteligentny tytuł posta czyli efekty niewyspania się

Hej!
Klawiatura przestała się buntować, co poskutkowało ilością tekstu poniżej xD

Jak przeczytaliście w pasku bocznym post miał być w sobotę i jest! (o ile się wyrobię, jest 23:20). To zacznę od tego co działo się w czwartek (to co będzie poniżej to będzie również tłumaczenie się z mojej nieobecności ;) )

Pogoda w czwartek była tak piękna że grzechem byłoby spędzenie tego dnia w domu, więc zaraz po szkole poszłam do domu zostawić plecak i wybrałam się z M. na krótki spacer, krótki, bo godzinę później miałam próbę. Pospacerowałyśmy obok jeziora wygrzewając się w promieniach słońca. Niestety (albo stety) trzeba było się zwijać bo czas naglił a trzeba było na próbę zdążyć (i tak nie zdążyłam xD) ;) A na próbie tak jakby nam z lekka odwalało (w łagodnym tego słowa znaczeniu), co skutkowało nagranymi prze ze mnie filmikami, ajajaj... jak teraz na nie patrzę to chce mi się śmiać, co my tam wyprawialiśmy... A potem jak wróciłam domu to nawet nie było za bardzo czasu żeby na komputer wejść...

Piątek u mnie trwa do dzisiaj xD Jak wczoraj (jest 23:28) wstałam do szkoły to nie było momentu żeby się porządnie wyspać... Najpierw próba, lekcje i czwarte już z kolei wystawienie "Ślubów Panieńskich" Głupawkowy nastrój pozostał z dnia poprzedniego i powstawały kolejne bardziej i mniej beznadziejne filmiki, nawet w czasie przedstawienia :) A potem uwieńczyliśmy nasz udany (łaaaaaaaaaaaaaaaaał) występ wypadem do pizzeri nad jeziorem (tam również powstał filmik xD) Po wypadzie do pizzeri kto tylko mógł szedł do domu bo za około godzinę zaczynała się "Noc w LO". (A na nocy powstała rekordowa ilość para nienormalnych filmików xD) Najpierw zabawy w terenie i narzekanie, że komary już się pojawiły, alfabet Morse`a itp. Poem powrót do budynku LO i chodzenie i straszenie po strychu (mrooooczym, podobno w naszym LO straszy a pod murami są zwłoki żołnierzy radzieckich, ach ten klimat, chociaż to drugie to podobno prawda O.O). Po zakończonych konkurencjach było już "róbta co chceta" tylko w ramach regulaminu :D Najpierw trochę posiedzieliśmy w bibliotece, potem śpiewaliśmy harcerskie (?) [Ala, popraw mnie w komentarzu jak coś :D] piosenki, trochę pochodziliśmy w LO żeby na końcu zasiąść pod  najzacniejszym miejscem w szkole (czyt. klasa od fizyki, fizyka to ZUO tak ogólnie) i grać w karty. Nasza znajomość gier karcianych nie powalała i stanęliśmy na grze w "Mafię" i "Kilera". Wtedy wśród wszystkich tam zgromadzonych osób powstał gwar, szum, hałas, wzajemne oskarżanie i argumentacja (tutaj w środku nocy argumenty da się wymyślić, a jak przychodzi co do czego to argumentów brak...).  Koniec nocy, wracam niczym zombie do domu żeby zdrzemnąc się ok 2 godziny bo trzeba iść na próbę chóru.
Od tamtego czasu nie śpię, więc pozwólcie że ewakuuję się do łózka. (jest 23:50, spieszę się, notka musi być dodana w sobotę!!!!)
Dobranoc! :)

Kilka czwartkowych zdjęć :)

torebka listonoszka- sh (atmosphere) balerinki- rynek ^^

Nad lokalnym jeziorem (pomost remontują w tym roku ^^)



 

Widok z balkonu w LO, takie mamy widoki za oknem ;)

Fragment budynku...

A to poniżej to krzesełko, na którym siedziałam i opalałam się (czyt. sprawiałam wrażenie że się opalam, co nie zmienia faktu, że przyjemnie się tam siedziało i wygrzewało :D)

wtorek, 15 stycznia 2013

SH czyli dwa słowa o moich ostatnich zakupach

Hej!
Dzisiaj piszę na szybko, jestem zmęczona po fantastycznym dniu [o tym innym razem, dzisiaj nie mam na to siły ;)] a jutro jadę jeszcze prawdopodobnie do Gorzowa. I like it!

Ostatnio poszłam odwiedzić mój ulubiony sh, nie miałam zbytnio nadziei na upolowanie czegoś konkretnego, weszłam, pooglądałam i stwierdziłam że się myliłam :D Byłam tam zaledwie kilka minut a w moje ręce wpadły: beżowy niezniszczony sweterek z New Looka, czarne koraliki, czekoladowy pasek i nowiutka kosmetyczka [nie mam jej na zdjęciach] Z sweterka jestem najbardziej zadowolona, kolor piękny, miły w dotyku długość w sam raz! Czego chcieć więcej? :)


Ja już kończę, oczy mi się zamykają a chcę jeszcze napisać dla was kilka notek, w Gorzowie najprawdopodobniej nie będę miała internetu, a tydzień beż notek to grzech! :D

Pochwalcie się co ostatnio upolowałyście :)
Do napisania :)

czwartek, 11 października 2012

Małe zdobycze z sh

Hej!
Pamiętacie jak kiedyś wspominałam że pokażę wam to co upolowałam w wakacje w sh, nie mogę się zabrać do robienia temu wszystkiemu zdjęć :) Za to pokażę wam wczorajsze skromne łupy :)


Sweterek -ma taki sam kolor jak na pierwszym zdjęciu, szalik -pudrowy róż (ma jaśniejszy kolor niż na zdjęciu, ładniejszy)
obydwie rzeczy są z atmosphere

Wiecie co, jutro odwiedzę mój ulubiony sh i może odwiedzę jeszcze jeden nowo otwarty niedaleko mojego domu....

A swoją drogą, dzisiaj byłam odwiedzić przyjaciółkę w szpitalu w Poznaniu (i spotkać się z Esther rzecz jasna), powoli dochodzi do zdrowia tylko brakuje  jej trochę optymizmu, starałam się jej go dzisiaj jak najwięcej przekazać :) Chociażby to że będzie już leżeć w szpitalu ok 2 707 120 mniej minut! :) Wsiadając do autobusu na drogę powrotną, nie spodziewałyśmy się że podróż może potrwać 2 razy dłużej, a mianowicie, zepsuł się autobus i musiałyśmy czekać godzinę i 20 minut na następny. Przynajmniej nagadałam się z koleżanką za wszystkie czasy :)

Enjoy! :)