wtorek, 5 listopada 2013

Around The World czyli w góry!


Hej! Co u was słychać? U mnie po staremu, nauka i... nauka. Zmieniłam nieco wygląd bloga, jest lepiej? Ostatnio zastanawiałam się nad sensem blogowania. A to za sprawą Kominka. Zaczęłam się zastanawiać jaki mam cel w prowadzeniu bloga. Taka rozkmina na ten tydzień. Stwierdziłam, że must read do końca tego roku jest książka "Bloger" Tomasza Tomczyka. Potrzebuję czegoś co sprawi, że to co do was pisze będzie miało to "coś". Bo nie oszukujmy się. Prowadzę bloga prawie dwa lata, inne blogi po tym czasie mają statystki znacznie przewyższające moje. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Nie chcę spamować na blogach innych osób z komentarzami "wpadnij do mnie!" i zostawiając mnóstwo linków do mojego bloga bo to na tym nie polega. Zadacie pewnie pytanie, dlaczego zatem pod oknem za pomocą którego dodajecie komentarze jest coś takiego jak  "uznaję obserwowanie za obserwowanie". Szanuję każdego czytelnika mojego bloga i cieszę się gdy jest was coraz więcej i chcę wam się za to w jakiś sposób odwdzięczyć. Ale, więcej zapewne napiszę jak przeczytam książkę Kominka, ale najpierw muszę w nią zainwestować. 

Dzisiaj postanowiłam pokazać wam kolejną część z mojej wyprawy do Francji podczas minionych wakacji. Tego dnia wybraliśmy się na forty i pod wodospad, który ochrzciliśmy nazwą: "Promygara". Wędrówka była długa i z gwałtowną zmianą pogody! nauczyłam się jednego, nigdy nie ufaj górom jeśli chodzi o pogodę. Na początku było gorąco, wręcz upalnie (patrz zdjęcie pierwsze). Wyszłam z autobusu z bluzą i kurtką przeciwdeszczową w ręku. Ale pomyślałam, po co będę to ze sobą nosić, więc się cofnęłam i zostawiłam to na moim siedzeniu. Czego później żałowałam. W jednym momencie zrobiło się zimno i zaczęło podać. Wszytko ok gdyby nie to ze miałam na sobie tylko szorty i t-shirt. W kolejnych dniach zawsze miałam przy sobie coś do narzucenia, ale już się nie przydało. Swoją drogą, będąc w górach warto wziąć ze sobą zarówno top jak i gruba bluzę i legginsy. W ciągu dnia rozpływacie się w upałach a wieczorem gdy siedzicie większą grupą na zewnątrz przydaje się gruba bluza. A do spania lepsze są legginsy. W nocy jest naprawdę zimno! Owszem wiedziałam o gwałtownych zmianach pogody i walizka była przygotowania ale pod wpływem emocji na miejscu o tym zapomniałam.... Przynajmniej jak wybiorę się w góry następnym razem będę już wiedziała czego się spodziewać i nic mnie nie zaskoczy, chyba... :D Ale wracając do tematu, dzielnie wytrzymałam ten wybryk pogody i nie popsuło to mojego dnia, było naprawdę fajnie! Po fortach, które były naprawdę rozbudowane poszliśmy nad wodospad, był naprawdę ogromy, zdjęcia nie są w stanie oddać jego rozmiaru! A i pod nim było bardzo zimno, wiatr zdmuchiwał lodowatą wodę spadającą z prosto z gór. Zrobiłam kilka zdjęć i wracaliśmy... Potem pojechaliśmy do pewnej miejscowości, ale o tym... innym razem :)

Miłego wieczoru! :)


niedziela, 3 listopada 2013

Mobilemix czyli podsumowanie października


Hej! Październik minął bardzo szybko. Prawda? Pierwsze dni listopada należały do tych przyjemnych ale i męczących. Spędziłam je w gronie rodzinnym. Spotkałam sporą część rodziny, z którą nie widziałam się od dawna. Trochę zmarzłam, pomimo tego, że miałam na sobie ubrane zimowe rzeczy! Jeszcze nie przywykłam do tak niskich - jak mi się wydaje - temperatur. Z kolei w autobusach komunikacji miejskiej z powodu znanego u mnie pod kryptonimem "sardynek w puszce" - było duszno, ciasno i gorąco. Ostatnio przeczytałam nowy post mojej ulubionej dramione KLIK. Takiego napadu śmiechu, którego można nazwać histerią podczas czytania nie miałam od dawna. Kto lubi historie fanfiction z Harrego Pottera - gorąco polecam. A, i jeszcze jedno. Post miał być w piątek ale miałam spore utrudnienia za które przepraszam.

Październik nie był miesiącem, w którym dużo się działo. Należał do tych przeciętnych chociaż nie mogę powiedzieć, że był nudny. Chociażby pod względem akcji, której podsumowanie jest w poprzednim poście. Kto nie widział odsyłam poniżej. Listopad zapowiada się bardzo ciekawie, premiera filmu "W pierścieniu ognia", kotowanie, pewna konkurs międzyszkolny (o którym wam szczegółów nie przybliżę ponieważ to prowadziłby do zdradzenia mojego miejsca zamieszkania, a trochę prywatności należy mi się mimo wszystko) oraz sam fakt że do świąt będzie coraz bliżej. A teraz, wracam do lekcji.

Do napisania! :*
(Mam nadzieję, że jutro, bo do poniedziałku u nas w szkole kotowanie, drżyjcie pierwszaki!)


pobyt w Gorzowie * gra na PS w Harrego Pottera - powrót do gier z dzieciństwa, jeszcze sprzed czasów potteromaniactwa * spacery w parku
wypady z rodzicami do lasu * złota jesień - na PKS * nauka pełną parą! - angielski
zimowe zakupy * spontaniczny wyjazd do Poznania "U Przyjaciół" * wieczory z książkami A.Christie

środa, 30 października 2013

Wyzwanie zakończone czyli o dostrzeganiu "małych rzeczy"


Hej! Już niedługo długi weekend! Jutro trzeba tylko przetrwać do 15 w szkole. Ale z myślą o wolnym mam nadzieję, że będzie to łatwiejsze. Oczywiście wyjeżdżam w związku ze świętem do Gorzowa. Jednak nie martwcie się, post podsumowujący październik będzie :) Wczoraj poranek należał do bardzo dziwnych, poranna przygoda z koszykiem na bagażniku (którego teraz nie mam) przyprawiła mnóstwo śmiechu osobom, którym to opowiadałam. Nie będę jednak wam jej przedstawiać bo nie wiem czy wypada tak publicznie. Ale musicie wiedzieć, że to była jedna z tych sytuacji jakie zdarzają się tylko w filmach i u Mirandad. Bo tylko ja mam takie szczęście/pecha. Poza tym zastanawiam się czy nie zmienić troszkę wyglądu bloga. Nagłówek by został, chodzi mi o detale. Możliwe, że zacznę się tym zajmować już dzisiaj. Głównym celem będzie usunięcie ramek, które są dodawanie automatycznie przez bloggera wokół zdjęć. Jest to szczegół ale ostatnio zaczął mi przeszkadzać. Będę kombinować. Ale teraz chcę wam opowiedzieć o misji zakończonej powodzeniem.

ALWAYS LOOK ON THE LIGHT SIDE OF LIFE. Te słowa z piosenki powyżej doskonale oddają charakter tego posta. Włączcie ją teraz, tak, właśnie teraz. Zanim zaczniecie czytać ciąg dalszy tego posta.
I jak? Uśmiech pojawił wam się na twarzy? Osobiście gdy nie mam nastroju włączam tę piosenkę i od razu mam lepszy humor. I do końca dnia nucę pod nosem jej refren. U mnie ta piosenka jest symbolem tego wyzwania, które zakończyłam z powodzeniem. Kto nie pamięta, przegapił lub jest tutaj pierwszy raz odsyłam do tego posta: KLIK. Zabawa był wspaniała ale nie powiem, czasami były takie dni w których głowiłam się i troiłam żeby znaleźć taką rzecz, która sprawiła mi przyjemność danego dnia. Z kolei innego dnia miałam tak dużo do napisania że musiałam się ograniczać a i tak mi nie wyszło. Było to naprawdę fajne doświadczenie i zachęcam was do przeprowadzenia go u siebie. Nie będę oszukiwać, nie zapisywałam codziennie, systematyczności mi brakowało. Ale wszystko co miało być zapisane znalazło się w notatniku, tylko dzień czy dwa później. Nie musicie jednak do tego prowadzić notatnika, możecie zapisywać w kalendarzu, telefonie czy na małych karteczkach i przyklejać do lustra w łazience. Grunt to zorientowanie jak mała rzecz potrafi poprawić nam humor! Mam zamiar nadal prowadzić tą akcje, jednak nie będę wszystkiego notować. Będę po prostu na koniec dnia przypominać sobie co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ale z jednym wyjątkiem. To co widzicie pod spodem to edycja jesienna. Pojawi się jeszcze zimowa, wiosenna i letnia. Dlaczego? Zimą ludzie narzekają, że jest za zimno, wiosną, że mogłoby już być lato a latem, że jest nam za gorąco. Koniec narzekania, trzeba się wziąć za siebie. W każdej z tych edycji chcę zobaczyć rzeczy cieszą mnie najbardziej w rożnych porach roku.  A w jakich miesiącach to dam wam jeszcze znać.
A wiecie czego mnie nauczyło ta akcja? Że nawet w najgorszych dniach znajdzie się jakiś powód aby się uśmiechnąć, ale to od was zależy czy go dostrzeżecie.

Zawsze patrz na radosną stronę życia!
Miłego wieczoru! :*



START 30.09.2013

DZIEŃ 1: Miło spędzony dzień chłopaka, puszczanie na przerwach muzyki ze znajomymi i tańczenie na jeden z nich.
DZIEŃ 2: Udany występ Ślubów Panieńskich  i "dziwne" próby przed nim.
DZIEŃ 3: Leniwie spędzony dzień  łóżku z książką z powodu choroby i niespodziewane odwiedziny A.
DZIEŃ 4: Udanie się z W. na małe zakupy na mieście po lekcjach (lub w czasie wf, zależy dla kogo ^^ - od razu uprzedzam ja nie chodzę na wagary!).
DZIEŃ 5: Wyniki konkursu u dziewczyn z Lumos Art i chwila słodyczy z moją ulubioną czekoladą
DZIEŃ 6: Vipowski mecz lokalnej drużyny futsalu i Mirandad nareszcie nauczyła się robić kłosa!
DZIEŃ 7: Relaks przy filmikach ulubionych youtuberek i spotkanie z M. na mieście.
DZIEŃ 8: Odkrycie w drogerii szafy Bell i odwiedziny u dziadków razem z mamą.
DZIEŃ 9: Przyjemne rozmowy na angielskim i małe zakupy.
DZIEŃ 10:  Kartkówka z matmy, która poszła mi niesamowicie dobrze oraz zakup kolejnego mazidła do ust.
DZIEŃ 11: Kartka od znajomych z Beskidów ♥ :*
DZIEŃ 12: 5 z kartkówki z matmy.
DZIEŃ 13: Prezent od pani ze sklepu z ozdobami do domu - śliczny czarny drewniany nietoperz na patyku.
DZIEŃ 14: Spacer z M. w parku. Krótka ale bardzo przyjemna rozmowa z dyrygentką.
DZIEŃ 15: Głupawka na próbie spowodowana quickstepem.
DZIEŃ 16:  Bardzo fajna "próba", "śpiewamy" Adele, tańczymy i tańczymy ♥. Obejrzenie genialnego filmiku o organizacji czasu u nissiax83.
DZIEŃ 17: Próba po raz kolejny, sto lat dl kolegi, "I czekałam, i czekałam i czekałam" :D
DZIEŃ 18: Opuszczenie jednego wf z powodu.... próby! I przedwczesne rozpoczęcie weekendu.
DZIEŃ 19: Genialny występ z okazji Dnia Nauczyciela, pyszna szarlotka, udane zakupy z mamą i popołudnie z Harrym Potterem na PS1.
DZIEŃ 20: Spanie do 11 oraz wyjazd do Gorzowa, miło spędzony wieczór i obejrzenie jednego z moich ulubionych filmów "Avatar".
DZIEŃ 21: Pobudka z samego rana przez Lusię - kotkę brytyjską mojej cioci, nowe poduszki do pokoju.
DZIEŃ 22: Dzień leniucha, nie robię nic pożytecznego oprócz jednokrotnego spojrzenia do książki z niemieckiego.
DZIEŃ 23: Grupowe pisanie sprawdzianu z niemieckiego i wieczór z kryminałem Agaty Christie.
DZIEŃ 24:  Tworzenie na matmie kartki urodzinowej do Oliwki. Spontaniczna decyzja o wyjeździe do Poznania. Wizyta w kawiarni literackiej i teatrze "U Przyjaciół" - wspaniały spektakl i pyszna szarlotka ♥
DZIEŃ 25: Mój wczesny początek tygodnia, wymyślanie zadań dla pierwszaków na kotowanie.
DZIEŃ 26: Wycieczka rowerowa i wykłady w ramach projektu, wypad z rodzicami do lasu na grzyby.
DZIEŃ 27: Pozytywna próba chóru z kolędami przypominającymi wycieczkę do Irlandii w 2011 roku i pamiątka od dyrygentki z Ziemi Świętej.
DZIEŃ 28: Urodzinowy poranek Esther :* Gra w Simsy po raz pierwszy od dobrych kilkunastu miesięcy.
DZIEŃ 29: Popołudnie z książką Agaty Christie "Morderstwo w Orient Expressie" - przeczytałam całą. Nowa pozycja z biblioteki "Dziewczyna na Times Square".
DZIEŃ 30: Sucharki przed i na niemieckim. Pomyślne zakończenie wyzwania o dostrzeganiu niewielkich rzeczy o wielkiej roli!

poniedziałek, 28 października 2013

IKEA czyli coś w temacie wnetrz


Hej! Nie będę się tłumaczyć. A konkretnie to rozpisywać, najpierw przeglądarka strzeliła focha i musiałam zainstalować inną. Potem złapał mnie leń a na końcu wciągnęły Simsy. I z tych oto powodów się tutaj nie odzywałam, za co was bardzo przepraszam i obiecuję poprawę! A co działo się ostatnio? W piątek w związku z pewnym unijnym projektem wybraliśmy się z małą grupą rowerami do  pobliskiego ośrodka edukacji leśnej. Generalnie było bardzo fajnie, co było dziwne nauczycielki zrobiły nam kawę/herbatę, co kto woli O.O Ale musicie przyznać, że to było nadzwyczaj dziwne. I w tym momencie wykład z kubkiem kawy i czegoś słodkiego przybrał zupełnie inny wygląd. Po powrocie do domu rodzice stwierdzili, że jedziemy do lasu, na grzyby! Na początku im nie uwierzyłam, bo jak mi się wydawało sezon się skończył. Jednak się myliłam i nazbieraliśmy ich całkiem sporo. Jest moc! Sobota upłynęła spokojnie, bez atrakcji. A niedziela? Urodziny Esther! Od rana pracowałam nad idealną grafiką, na mój gust idealna nie była ale reakcja Esther była wspaniała! Od rana było mnóstwo śmiechu, potem "urodzinowy spam" - odwalało mi zupełnie. Szkoda tylko, że nie mogłyśmy się zobaczyć, w zeszłym roku spotkałyśmy się w Poznaniu, kto chce może wrócić to tego posta KLIK. Nie mogę uwierzyć, że blisko rok temu spadł pierwszy śnieg!  Ale nie narzekam, jak na razie pogoda jest idalnie jesienna. Nie pada i czasami zaświeci słońce. To mi się podoba :D A dzisiaj pisałam zaległy sprawdzian z historii, tylko ja potrafię zmienić odpowiedzi z dobrych na złe -.-

Ale nie o szkole i pogodzie chciałam dzisiaj mówić. Pamiętacie jak niedawno (czyt. miesiąc temu) odwiedziłam Esther w Poznaniu i przy okazji postanowiłyśmy wpaść do Ikei. Ostatnio gdy przeglądałam moje foldery ze zdjęciami i blogowy notes (tak, założyłam sobie taki ^^) zorientowałam się, że nie pokazałam wam moich zdobyczy własnie z tamtego miejsca! Postanowiłam, że dzisiaj to nadrobię i na zdjęciach pokażę wam co od tamtego czasu znalazło się u mnie w pokoju. To nie jest jednak wszystko co chciałabym mieć i mam nadzieję, że kiedyś wybiorę się tam ponownie. Chociażby po więcej świec i lampkę nocną. Świec nigdy za dużo. 

Teraz zmykam, idę się uczyć na sprawdzian z religii. Eeeeee... tak, z religii....
Do następnego!

czwartek, 24 października 2013

Wieczór w Poznaniu czyli "U Przyjaciół"

 
Dni które właśnie minęły należały do tych dziwnych. Zacznijmy od ostatniego posta. Po tym jak skończyłam go pisać przygotowałam się jakbym miała iść spać. Ale skoro spać wtedy jeszcze mi się nie chciało to wzięłam kubek z moim ulubionym napojem i czytałam kryminał Agaty Christie. Wieczór można powiedzieć idealny. Jednak ok 23 mnie znużyło i zasnęłam. Potem była jedna z najgorszych nocy w moim życiu. Obudziłam się o północy, zasnęłam aby obudzić się ponownie o 2, to nie był koniec, znowuż zasnęłam i obudziłam się o 4. Ale wtedy nie było tak kolorowo bo nie mogłam zasnąć przez dobra godzinę. Po 5 zasnęłam zęby budzik mógł mnie obudzić o 6. Tam razem się nie dałam i zaraz go wyłączyłam. Oczywiście przyszłam spóźniona na pierwsza geografie bo z rana oczywiście śpi się najlepiej -.- z kolei w szkole miałam dosyć po kolei wszystkich lekcji z religią na czele. Matmę dało się przeżyć, bawiłam się w wycinanki żeby jeszcze tego samego dnia kartka urodzinowa dla Oliwki (więcej o tym tutaj KLIK) została wysłana przez A. Potem wróciłam do domu gdzie okazało się ze moje łącze internetowe się zbuntowało. Owszem, internet był ale żeby wejść na bloggera i czekać 15 min na załadowanie komentarzy oczekujących na moderację to przesada. Potem poszłam na zajęcia teatralne gdzie okazało się ze jest jedno wolne miejsce na wyjazd do teatru do Poznania. I tutaj przechodzę do sedna sprawy. 
 
Oj żałowałabym gdybym nie pojechała. Kawiarenka literacka "U Przyjaciół" stała się moim ulubionym miejscem w Poznaniu. Przytulna, nieduża, nie ma tam dużo ludzi (nie mówię tu o naszej wycieczce, bo to był istny rozgardiasz), niepowtarzalny klimat,. Na zewnątrz jak i w środku. I koty przebiegające pomiędzy stolikami i żywopłotami. Mogę nazwać to miejsce oaza spokoju w centrum Poznania. Chciałam spróbować osławionej już tam czekolady jednak ona się skończyła i stanęło na gorącej szarlotce z bita śmietaną i lodami. Pychota! Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego! O 20:30 rozpoczął się spektakl "Gomber" na strychu kamienicy. Szczerze przyznam, że nie do końca wiedziałam o co tam chodzi ponieważ nie było ściśle określonej fabuły, jednak mimo wszystko spektakl podobał mi się niesamowicie. Aktorzy byli wspaniali a i na sali panował niezwykły klimat. Na początku było trochę przerażająco przez co z lekka się wystraszyłam, potem jednak z każdą minutą rozumiałam spektakl coraz bardziej i również coraz bardziej mi się podobał. W szczególności ostatnie sceny przypadły do gustu męskiej części widowni (nie będę tłumaczyć :D)Zakończenie było dość zaskakujące i nieoczekiwane. Ciężko było stwierdzić, że jest to już koniec ale skoro się skończyło to i my musieliśmy wracać. W autobusie było wesoło i baaaaardzo ale to baaaaaardzo gorąco. I przy okazji zostałam morelą xD. 
 
Ale koniec moich wywodów, rozpisałam się niesamowicie, jednak uważam, że jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicy  to musicie tam wejść chociażby na chwilę. Ja z pewnością będę tam często wpadać, tym bardziej, że z dumą mogę przyznać więc wiem jak tam dojść! (musicie wiedzieć, że nie znam tego miasta :D) A teraz rozpoczynam swój weekend ponieważ jutro w związku z pewnym projektem wyjeżdżam z grupą rowerami do pobliskiej szkółki przez co nie mam zajęć lekcyjnych :)

Miłego popołudnia! :)

Ostrzegam, że zdjęcia nie są dobrej jakości ponieważ mój aparat nie trawi takich warunków oświetleniowych ;)