Hej! Święta minęły, bardzo szybko i we wspaniałej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie, radośnie i śpiewająco. Dzięki Świętemu moja biblioteczka jest bogatsza o aż pięć tytułów. Trafiła tam cała trylogia Igrzysk Śmierci (miałam w tym swój udział szczerze mówiąc...) oraz dwie brakujące części Harrego Pottera (2 i 7 konkretnie). Do poszerzenia mojej biblioteczki o jeszcze jeden tytuł przysłużyła się okazja Biedronki - Bezcenny Zygmunta Miłoszewskiego. A zastanawiam się również nad Martwą Strefą Kinga. Jest tyle fajnych książek, a tak mało czasu! W czasie Świat odbył się doroczny koncert kolęd naszego chóru. Zwykle nie bywałam na nim gdyż tego dnia zawsze z rodzicami wyjeżdżaliśmy do Gorzowa. Tym razem się wyłamałam, powiedziałam że chcę być na koncercie. Znalazłam autobusy z mojego miasta do Gorzowa więc nic więcej nie stało na przeszkodzie. Tylko z pozoru. Koncert był prześwietny (pewna osoba o rudych włosach się spóźniła i zwracała uwagę przy przeciskaniu się pomiędzy ludźmi co nie nikło mojej uwadze :D) i trwał zbyt długo. Nie przewidziałam tego zupełnie więc gdy przy schodzeniu do szatni dowiedziałam się, że do odjazdu autobusu mam 20 min, a muszę przejść pół miasta, po czym zostawić rzeczy w domu a potem dojść na przystanek - ogarnęła mnie panika i chyba pobiłam rekord w bieganiu i przebieraniu się jednocześnie. Jednak w Święta zdarzają się cuda i tak oto uratowała mnie owa ruda osóbka zwana Alą i jej chłopak (powstrzymałam się przed użyciem słowa na J), absolwent chóru przy okazji. Podrzucili mnie do domu dzięki czemu zdążyłam na autobus, ba, czekałam na niego na przystanku! W mieście panował nietypowy nastrój, nie było żywej duszy, śnieg pokrywał wszystko dookoła, a z oddali słyszałam kolędy. Urok 2 dnia Świąt :) A po Świętach rozpoczęły się zimowe wyprzedaże. Miałam kilka rzeczy do kupienia więc chcąc nie chcąc ruszyłam do gorzowskich galerii. Ogrom ludzi obecny w centrum handlowym przerósł mnie kilkukrotnie. Na dłuższe poszukiwania rzeczy się nie odważyłam. Wróciłam z kalendarzem, naszyjnikiem i materiałem do przedłużenia sukienki na studniówkę. Wszak lepsze to niż nic. Co nie zmienia faktu, iż muszę wybrać się na zakupy jeszcze raz w poszukiwaniu innych, równie ważnych rzeczy na tę nieszczęsną studniówkę, a następnie jej poprawiny. Ale, najważniejsze - czyli sukienka - jest, więc zbytniej paniki rozsiewać nie będę.
Po powrocie do domu, zjedzeniu tony mandarynek i innych poświątecznych pyszności, po których mój żołądek ogłasza strajk skontaktowałam się z Alą. Podbijałyśmy kolejne ciucholandy w poszukiwaniu elementów strojów na sylwestra. I wybrałyśmy się na zdjęcia. Oczywiście w parku przed szkołą, bo jakżeby inaczej! Zdjęcia wyszły całkiem fajnie co nie zmienia faktu iż trzeba sesję powtórzyć gdy napada więcej śniegu. Ale mam nadzieję, że moje przeziębienie zniknie...
O Sylwestra nie pytajcie, spędzę je z Gwiazdami Hollywood i Lordem Somersby. Impreza klasowa nie wypaliła, a i tak następnego dnia śmigam do pracy, załapałam się na inwenturę. A to oznacza nieprzespaną noc więc w Sylwestra nie będę się przemęczać. Mam nadzieję, że uda mi się coś tutaj dodać więc czekajcie cierpliwie! Do następnego! :)
fot. Ala and me
U mnie święta to samo - cudownie, ale bardzo szybko..
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia!! *__*
mybeautifuleveryday.blogspot.com KLIK :)