sobota, 17 stycznia 2015

Bal 2015 czyli na 100 dni przed maturą


Hej! Dawno mnie tutaj nie było... W ostatnim czasie działo się bardzo dużo. Po tak długim i jednocześnie błogim czasie wolnym od nauki powróciłam do szkoły. Na dzień dobry były wyniki próbnych matur. Wyniki całkiem mnie zadowalają, z wyjątkiem matematyki, ale podczas pisania matury działo się ze mną coś takiego co uniemożliwiło mi jej napisanie. Wszytko zdałam, najbardziej jestem dumna z angielskiego (94%, tyle wygrać) i języka polskiego (można napisać wypracowanie bez znajomości lektury, a całą maturę na 72%, szach-mat CKE!). Był również kolejny finał WOŚP, ty razem miałam inną rolę w finale. Ale o tym opowiem później, teraz kilka innych słów, o czym? O studniówce rzecz jasna!

Tyle miesięcy przygotowań, a studniówka już za mną. Odbyła się ona wczoraj, 16 stycznia. Powiem wam, że było świetnie! Opowiem wam po kolei co się działo...

Od rana byłam w szkole, napisałam sprawdzian z matmy (o zgrozo). Potem odwiedziłam restaurację, żeby rozłożyć winietki. O ile z uczniami nie było problemu, to przy stole nauczycieli musiałam zmieniać niemalże wszystko. Jednak koniec końców wszystko pasowało. Potem pobiegłam do domu i zaczęłam się sama ogarniać. Stwierdziłam, że nie idę ani do fryzjera ani do kosmetyczki/wizażystki. Nie wiem jak będę wyglądać, a nie chcę wyjść niezadowolona. Włosy zrobiła mi kuzynka (cudowne loki, nie było mowy o efekcie barana) a makijaż również zrobiłam sama, dokładnie taki jaki chciałam! Niestety nie bardzo się wyrobiliśmy... Była u mnie Wera, gdy sama (w stresie of course) się pomalowałam, zabrałam się za jej makijaż. Jak już wspominałam się ciut spóźniłyśmy gdyż jeszcze nie byłyśmy ubrane a do drzwi dzwonili nasi znajomi, gotowi na studniówkę. W jednym momencie w moim domu było tyle osób że sama nie potrafiłam tego ogarnąć! W międzyczasie odzywały się telefony (Martin i szefowa), było duże zamieszanie... Jednak koniec końców, o 17 (godzinę przed czasem) byliśmy już na miejscu. Zdążyliśmy wszystko ogarnąć. O 18 był start. Poloneza tańczyłam w drugiej parze z moją osobą towarzyszącą. Owego poloneza można uznać za duży sukces gdyż ani razu się nie pomyliłam, nie przewróciłam się ani nie deptałam swojej sukienki (do ziemi!). Po części oficjalnej rozpoczęła się zabawa, było prześwietnie, wszyscy bawili się znakomicie (włącznie z nauczycielami i rodzicami). Trochę przerażała nas kamera pojawiająca się co chwilę, ale mam nadzieję, że będę miała z tego świetną pamiątkę! DJ był świetny (grał na większości naszych osiemnastek), była belgijka, zorba, macarena, pociąg. Była sesja zdjęciowa i z jednej strony nie mogę się doczekać tych zdjęć, ale z drugiej, one mogą przerażać... Ostatni nauczyciele wychodzili z sali przed pierwszą, a my sami bawiliśmy się do 4:40 (dłużej niestety nie mogliśmy), w domu byłam przed 5.  Podsumowując, było prześwietnie, szkoda że studniówkę ma się tylko raz w życiu... Wyobraźcie sobie, że nie chciałam iść na studniówkę, ale bym żałowała!

A teraz moi drodzy, zostawiam was ze zdjęciami (moimi, i  z różnych stron na fb). Gdyż na tę chwilę nie mam nic więcej do pokazania. Może później... A teraz zmykam szykować się na poprawiny studniówki! Dwie imprezy pod rząd, lubię to! :D

Do następnego kochani! :)


 i mały bonus :)

4 komentarze:

-> Czytam wszystkie wasze komentarze i dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! :)
-> Akceptuję WSZYTSKIE komentarze z wyjątkiem spamu.
-> Uznaję obserwowanie za obserwowanie.