Hej! Ostatnio mam mnóstwo na głowie. Dosłownie! Stąd moja nieobecność na blogu. W szkole dzieje się dużo, wczoraj do 15 szykowaliśmy szkołę na pewien piątkowy międzyszkolny konkurs oraz kotowanie przez ostatni tydzień, co oznaczało mnóstwo zdjęć do zrobienia i obrobienia dla mnie jako dziennikarza i fotoreportera. A następny tydzień nie zapowiada się lepiej, a wręcz przeciwnie. Będzie jeszcze więcej pracy! Ale lubię gdy dużo się dzieje! :)
Wstęp był krótki i zwięzły (mam nadzieję!) ponieważ w tej części mam wam trochę więcej do powiedzenia! O tym, że w minionym tygodniu było kotowanie wiecie. Moje kotowanie opisywałam wam m.in. TUTAJ. Teraz nastąpiła zmiana ról i to my kotowaliśmy pierwszaków. W tym roku przez cały tydzień oprócz czwartku (było Święto Szkoły) musieli być przebrani za klaunów i zwierzęta, a swoje książki nosić w wiadrach. Moja mina gdy zobaczyłam w poniedziałkowy poranek pierwszaczków przekładających książki z plecaków do wiader - bezcenna! A jeśli ktoś się nie podporządkował zaleceniom starszyzny musiał się liczyć z bliskim spotkaniem z markerem. Ja również przez cały czas była uzbrojona w tego czarnego pogromcę kotów. I kilka osób zostało moimi ofiarami. Wiem, brzmi brutalnie, ale taka jest nasza szkolna rzeczywistość gdy przychodzi czas kotowania. Zgodnie z tradycją każdego dnia mieli zadanie do wykonania. Pierwszego przedstawiali żywa rzeźbę. Drugiego śpiewali ułożoną wcześniej piosenkę o swojej klasie i trafiali długopisem przymocowanym sznurkiem z tyłu spodni do butelki. Trzeciego działo się dużo więcej, przez co wykroczyliśmy granicę dużej przerwy czyli ponad 20 min. Tego dnia nasze kotki tańczyły przygotowany przez siebie układ do piosenki królującej na YT: Ylvis "The Fox". Ma ona swoich zwolenników i przeciwników. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Mat-fizy były tak nieogarnięci przez co na bieżąco wymyślali co będą robić a na scenie, stworzyli istny harmider, dominowała spontaniczność! Chómany należały do tej bardziej ogarniętej grupy i ich taniec był bardziej zorganizowany jednakże mój typ to klauni czyli spontaniczność zwyciężyła! Potem musieli przez słomkę wypić kisiel z bonusem jakim był pieprz a następnie jak najwięcej osób musiało się zmieścić na kawałku gazety. Na sam koniec remake z zeszłego roku czyli drugoklasiści, zeszłoroczne krasnale odtańczyli Gangnam Style. tego dnia szkoła była bardzo roztańczona. I jak w zeszłym roku ze starego pałacu huczało Gangnam, w tym roku było The Fox. Piątkowy dzień był tym najfajniejszym. Tego dnia Samorząd Uczniowski (czyli m.in. ja ^^) przygotowywał oficjalny chrzest. Jak w zeszłym roku był James Bond to w tym roku postawiliśmy na psychodeliczny cyrk. dzień wcześniej w piwnicach usuwaliśmy pajęczyny a inni szykowali aulę. Najwięcej pracy mieliśmy w piątek. Kotowanie było na czwartej lekcji więc na trzeciej mieliśmy najwięcej pracy. Jedna grupa szykowała piwnicę, ustawiała i zapalała świece, rozwieszała "pajęczyny", ustawiła dyby i magnetofon z muzyką. Na auli dopasowywano światła i szykowano rekwizyty. Jak już to było gotowe cały samorząd musiał dokonać zmiany swojego wizerunku. Z grzecznych (a jakże inaczej!) uczniów zmieniliśmy się w upiornych klaunów i jokerów, a każdy z nas ubrany był na czarno. Wymalowaliśmy swoje twarze biała pasą cynkową, czarnymi kredkami, cieniami i czerwonymi pomadkami. Dżasti została charakteryzatorką i malowała połowę samorządu, przez co ledwo zdążyła pomalować samą siebie. Ale na to tez znalazł się patent, gdy ja malowałam Alę, Ala malowała mnie! :* Co zostało uwiecznione na zdjęciu przez pprof. Gdy pierwszaki znalazły się w bibliotece, my ruszyliśmy na swoje miejsca. Dwóch jokerów poszło wydać instrukcje kotom i nakazać im zrobić z papieru toaletowego kokardy. W piwnicy znalazła się większość nas, ja również :D. Wszystkie światła zagaszone, świece zapalone, muzyka włączona (Pink Floyd "The Trial" KLIK, oraz Evil Clowns Town Music KLIK) Było iście mrocznie i tajemniczo. Na początku pierwszaki schodami zeszli do piwnic gdzie drogę wskazywał im Slender Man (Chłopak ubrany cały na czarno z białym kawałkiem materiału na twarzy - wyglądał jak prawdziwy! :D) Weszli do dużego pomieszczenia, gdzie stały dwie dziewczyny i dały im dwa polecenia, klauni mieli przerażająco się śmiać a zwierzęta ryczeć. W międzyczasie z zakątków piwnicy straszył jeden z klaunów grający na puzonie. Potem prowadzeni przez jokerów szli dalej. Pierwszą niespodzianką była dziwna istota, która ubrana w maskę gazową (TAKĄ) wciągała niczego nie spodziewających się pierwszaków do całkowicie ciemniej kanciapy. Następie szli mijając pewne pomieszczenie gdzie na krześle była zapalona świeca i leżał mały upiorny klaun, było ono puste (do czasu...). Chwilę później znaleźli się w ogromnym pomieszczeniu gdzie dziewczyny pokazywały im pająki na sufitach, niby nic w tym nadzwyczajnego ale... Pająki były prawdziwe, duże i włochate. A co najgorsze, były całe białe, przez co wywnioskowaliśmy, że zostały zabite przez inne, większe pająki zamieszkujące te piwnice (Aragog, to ty?) Następnie wycofali się i tutaj do akcji wkroczyłam ja! W tym pomieszczeniu gdzie było tylko krzesło, świeca i klaun, pojawiłam się z siekierą w jednej ręce, a w drugiej trzymałam dzwoneczek, który wydawał delikatne dźwięki a one z kolei w tej panującej mrocznej aurze były naprawdę przerażające. Drogę powrotną wskazywał oczywiście Slender Man. Potem samorządowcy - mroczni klauni przeszli do auli gdzie na scenie stanęli z typowym "poker face" obok dyrektora cyrku (kolega w garniturze, z wywiniętym wąsem i okularami, w ręku trzymał prawdziwy bat), który smiał się szyderczo. Po chwili dołączyły do nas pierwszaki. A żeby było bardziej mrocznie, półkolem wzdłuż ścian siedziała widownia w maskach anonymous. Koty miały kilka zadań, musiały pokazać tresurę zwierząt, magiczne sztuczki, rozśmieszyć dyrektora cyrku, przy pomocy głów odbijać jak najdłużej piłkę, ujarzmić dzikie zwierzęta, zbudować z siebie piramidę i psychodeliczną karuzelę z efektami dźwiękowymi. (W tym czasie do poprzedniego repertuaru muzycznego dołączyła piosenka Circus - Theme song KLIK). Wszystkiemu przyglądał się dyrektor i wskazywał zwycięzcę. Która klasa przegrała musiała ryczeć jak osły. Osobiście gdy stałam na tej scenie czasami nie mogłam powstrzymywać się od śmiechu, a miał być cały czas "poker face"... na końcu pierwszaki wygłosili rymowaną prośbę o przyjęcie do cyrku, którą ułożyli wcześniej. Dyrektor się zgodził, więc na znak przyjęcia ich do społeczności szkolnej zeszliśmy na dół do kotów i zerwaliśmy kokardy z papieru toaletowego. Potem mieli wydać okrzyk radości i zatańczyć radosny taniec. Oczywiście do piosenki "The fox"! Podczas zwrotki oni tańczyli a my i widownia tylko się patrzyliśmy. Jednak gdy nadszedł refren, wszyscy się ruszyli i dołączyli do tańca! Było naprawdę świetnie! Tańczyliśmy i skakaliśmy! Nareszcie mogłam się uśmiechnąć! Bo jak cały czas ma się jedną minę, nie rusza się a w ręce (która zdrętwiała) trzyma się lalkę to można oszaleć! Serio! XD Koniec końców, kotowanie wyszło wspaniałe i wszystkim trafiło do gustu! Mogę powiedzieć, że podobało mi się zdecydowanie bardziej niż te w którym brałam udział w zeszłym roku jako kot. Teraz pozostaje czekać na zdjęcia, jak pojawią się na stronie szkoły! A na przyszłe kotowanie już mamy pomysł, to będzie coś iście trafiającego w moje potteromaniackie gusta! :D
A teraz, kończę i zostawiam was ze zdjęciami, poznacie strych i piwnice mojej szkoły (zdjęcia dzień po kotowaniu, czyli zero klimatu...).
A teraz szczerze. kto przeczytał to całe wypracowanie? xD
Miłej niedzieli kochani! :*
Wstęp był krótki i zwięzły (mam nadzieję!) ponieważ w tej części mam wam trochę więcej do powiedzenia! O tym, że w minionym tygodniu było kotowanie wiecie. Moje kotowanie opisywałam wam m.in. TUTAJ. Teraz nastąpiła zmiana ról i to my kotowaliśmy pierwszaków. W tym roku przez cały tydzień oprócz czwartku (było Święto Szkoły) musieli być przebrani za klaunów i zwierzęta, a swoje książki nosić w wiadrach. Moja mina gdy zobaczyłam w poniedziałkowy poranek pierwszaczków przekładających książki z plecaków do wiader - bezcenna! A jeśli ktoś się nie podporządkował zaleceniom starszyzny musiał się liczyć z bliskim spotkaniem z markerem. Ja również przez cały czas była uzbrojona w tego czarnego pogromcę kotów. I kilka osób zostało moimi ofiarami. Wiem, brzmi brutalnie, ale taka jest nasza szkolna rzeczywistość gdy przychodzi czas kotowania. Zgodnie z tradycją każdego dnia mieli zadanie do wykonania. Pierwszego przedstawiali żywa rzeźbę. Drugiego śpiewali ułożoną wcześniej piosenkę o swojej klasie i trafiali długopisem przymocowanym sznurkiem z tyłu spodni do butelki. Trzeciego działo się dużo więcej, przez co wykroczyliśmy granicę dużej przerwy czyli ponad 20 min. Tego dnia nasze kotki tańczyły przygotowany przez siebie układ do piosenki królującej na YT: Ylvis "The Fox". Ma ona swoich zwolenników i przeciwników. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Mat-fizy były tak nieogarnięci przez co na bieżąco wymyślali co będą robić a na scenie, stworzyli istny harmider, dominowała spontaniczność! Chómany należały do tej bardziej ogarniętej grupy i ich taniec był bardziej zorganizowany jednakże mój typ to klauni czyli spontaniczność zwyciężyła! Potem musieli przez słomkę wypić kisiel z bonusem jakim był pieprz a następnie jak najwięcej osób musiało się zmieścić na kawałku gazety. Na sam koniec remake z zeszłego roku czyli drugoklasiści, zeszłoroczne krasnale odtańczyli Gangnam Style. tego dnia szkoła była bardzo roztańczona. I jak w zeszłym roku ze starego pałacu huczało Gangnam, w tym roku było The Fox. Piątkowy dzień był tym najfajniejszym. Tego dnia Samorząd Uczniowski (czyli m.in. ja ^^) przygotowywał oficjalny chrzest. Jak w zeszłym roku był James Bond to w tym roku postawiliśmy na psychodeliczny cyrk. dzień wcześniej w piwnicach usuwaliśmy pajęczyny a inni szykowali aulę. Najwięcej pracy mieliśmy w piątek. Kotowanie było na czwartej lekcji więc na trzeciej mieliśmy najwięcej pracy. Jedna grupa szykowała piwnicę, ustawiała i zapalała świece, rozwieszała "pajęczyny", ustawiła dyby i magnetofon z muzyką. Na auli dopasowywano światła i szykowano rekwizyty. Jak już to było gotowe cały samorząd musiał dokonać zmiany swojego wizerunku. Z grzecznych (a jakże inaczej!) uczniów zmieniliśmy się w upiornych klaunów i jokerów, a każdy z nas ubrany był na czarno. Wymalowaliśmy swoje twarze biała pasą cynkową, czarnymi kredkami, cieniami i czerwonymi pomadkami. Dżasti została charakteryzatorką i malowała połowę samorządu, przez co ledwo zdążyła pomalować samą siebie. Ale na to tez znalazł się patent, gdy ja malowałam Alę, Ala malowała mnie! :* Co zostało uwiecznione na zdjęciu przez pprof. Gdy pierwszaki znalazły się w bibliotece, my ruszyliśmy na swoje miejsca. Dwóch jokerów poszło wydać instrukcje kotom i nakazać im zrobić z papieru toaletowego kokardy. W piwnicy znalazła się większość nas, ja również :D. Wszystkie światła zagaszone, świece zapalone, muzyka włączona (Pink Floyd "The Trial" KLIK, oraz Evil Clowns Town Music KLIK) Było iście mrocznie i tajemniczo. Na początku pierwszaki schodami zeszli do piwnic gdzie drogę wskazywał im Slender Man (Chłopak ubrany cały na czarno z białym kawałkiem materiału na twarzy - wyglądał jak prawdziwy! :D) Weszli do dużego pomieszczenia, gdzie stały dwie dziewczyny i dały im dwa polecenia, klauni mieli przerażająco się śmiać a zwierzęta ryczeć. W międzyczasie z zakątków piwnicy straszył jeden z klaunów grający na puzonie. Potem prowadzeni przez jokerów szli dalej. Pierwszą niespodzianką była dziwna istota, która ubrana w maskę gazową (TAKĄ) wciągała niczego nie spodziewających się pierwszaków do całkowicie ciemniej kanciapy. Następie szli mijając pewne pomieszczenie gdzie na krześle była zapalona świeca i leżał mały upiorny klaun, było ono puste (do czasu...). Chwilę później znaleźli się w ogromnym pomieszczeniu gdzie dziewczyny pokazywały im pająki na sufitach, niby nic w tym nadzwyczajnego ale... Pająki były prawdziwe, duże i włochate. A co najgorsze, były całe białe, przez co wywnioskowaliśmy, że zostały zabite przez inne, większe pająki zamieszkujące te piwnice (Aragog, to ty?) Następnie wycofali się i tutaj do akcji wkroczyłam ja! W tym pomieszczeniu gdzie było tylko krzesło, świeca i klaun, pojawiłam się z siekierą w jednej ręce, a w drugiej trzymałam dzwoneczek, który wydawał delikatne dźwięki a one z kolei w tej panującej mrocznej aurze były naprawdę przerażające. Drogę powrotną wskazywał oczywiście Slender Man. Potem samorządowcy - mroczni klauni przeszli do auli gdzie na scenie stanęli z typowym "poker face" obok dyrektora cyrku (kolega w garniturze, z wywiniętym wąsem i okularami, w ręku trzymał prawdziwy bat), który smiał się szyderczo. Po chwili dołączyły do nas pierwszaki. A żeby było bardziej mrocznie, półkolem wzdłuż ścian siedziała widownia w maskach anonymous. Koty miały kilka zadań, musiały pokazać tresurę zwierząt, magiczne sztuczki, rozśmieszyć dyrektora cyrku, przy pomocy głów odbijać jak najdłużej piłkę, ujarzmić dzikie zwierzęta, zbudować z siebie piramidę i psychodeliczną karuzelę z efektami dźwiękowymi. (W tym czasie do poprzedniego repertuaru muzycznego dołączyła piosenka Circus - Theme song KLIK). Wszystkiemu przyglądał się dyrektor i wskazywał zwycięzcę. Która klasa przegrała musiała ryczeć jak osły. Osobiście gdy stałam na tej scenie czasami nie mogłam powstrzymywać się od śmiechu, a miał być cały czas "poker face"... na końcu pierwszaki wygłosili rymowaną prośbę o przyjęcie do cyrku, którą ułożyli wcześniej. Dyrektor się zgodził, więc na znak przyjęcia ich do społeczności szkolnej zeszliśmy na dół do kotów i zerwaliśmy kokardy z papieru toaletowego. Potem mieli wydać okrzyk radości i zatańczyć radosny taniec. Oczywiście do piosenki "The fox"! Podczas zwrotki oni tańczyli a my i widownia tylko się patrzyliśmy. Jednak gdy nadszedł refren, wszyscy się ruszyli i dołączyli do tańca! Było naprawdę świetnie! Tańczyliśmy i skakaliśmy! Nareszcie mogłam się uśmiechnąć! Bo jak cały czas ma się jedną minę, nie rusza się a w ręce (która zdrętwiała) trzyma się lalkę to można oszaleć! Serio! XD Koniec końców, kotowanie wyszło wspaniałe i wszystkim trafiło do gustu! Mogę powiedzieć, że podobało mi się zdecydowanie bardziej niż te w którym brałam udział w zeszłym roku jako kot. Teraz pozostaje czekać na zdjęcia, jak pojawią się na stronie szkoły! A na przyszłe kotowanie już mamy pomysł, to będzie coś iście trafiającego w moje potteromaniackie gusta! :D
A teraz, kończę i zostawiam was ze zdjęciami, poznacie strych i piwnice mojej szkoły (zdjęcia dzień po kotowaniu, czyli zero klimatu...).
A teraz szczerze. kto przeczytał to całe wypracowanie? xD
Miłej niedzieli kochani! :*









Bardzo fajny post i świetne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńhttp://freshisyummy.blogspot.com/2013/11/clarity.html
pomożesz i klikniesz w link SHEINSIDE u mnie?
Boże, nieźle się rozpisałaś...Mimo wszystko fajny post, ale patrząc na tą całą sytuację z mojej pierwszakowej perspektywy to dzięki Bogu, że nie chodzę do Twojej szkoły :D
OdpowiedzUsuńWydaje się to być przerażające ale jak teraz rozmawiam o tym z pierwszakami to są bardzo zadowoleni, twierdzą, że było genialnie i na długo to zapamiętają :)
UsuńAle fajnie tam ;>
OdpowiedzUsuńmybeautifuleveryday.blogspot.com
Ciekawe miejsca :)
OdpowiedzUsuńThe fox <3 mój młodszy braciszek szaleje za tą piosenką :)
hAHA, świetny pomysł :D Takie kocenie <3 xD
OdpowiedzUsuńMega post :D
Matko, nie spodobał mi się ten opis. Może dlatego, że u nas nigdy, w żadnej szkole, takich praktyk nie było...Trochę to wszystko okrutne, ale cóż. Czasy się zmieniają, chyba za stara jestem na takie rzeczy.
OdpowiedzUsuńU nas kotowanie jest tradycją od lat :) I nie chodzi tutaj o przestraszenie czy nękanie uczniów klas pierwszych ale o dobrą zabawę i o to aby je zapamiętali na długo! A pierwszakom z tego co mi mówili, baaaardzo się podobało :)
Usuń